Bumblebee (2018, Travis Knight)

pelicula-bumblebee

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na początek potwierdzę rzeczy oczywiste, o których pisali już inni: tak, to zdecydowanie lepsze filmowe „Transformersy” niż te od Michaela Baya. „Bumblebee” jest od nich krótszy (trwa lekko poniżej 2 godzin), ma mniej akcji, bardzo przejrzysty montaż i zdjęcia, zachowuje ciąg przyczynowo-skutkowy i ma mniej opresyjny klimat oraz żarty niż rasistowsko-seksistowskie scenariusze, które przenosił na duży ekran Bay. Pytanie jednak jest takie: czy to naprawdę wystarczy, żeby film zasłużył sobie na taki poklask krytyki (93% na RottenTomatoes ze średnią 7.0)? Moim zdaniem niekoniecznie.

Odcinając się od wcześniejszych filmów, które ośmieszyły uniwersum zabawek Hasbro na dużym ekranie, „Bumblebee” dalej nie jest tak dobrą zabawą jak chociażby pierwsze „Pacific Rim” Guillermo del Toro. Tam twórca „Kształtu wody” stawiał na międzynarodową współpracę wśród bohaterów, epicki rozmach spektaklu i prawdziwe piękno designu i concept artów robotów i ich przerażających przeciwników. Nie znajdziemy w ‚Bumblebee’ ani jednej tak *epickiej* sceny jak ta, kiedy Gypsy Danger walczy z jednym z Kaiju dzierżąc w swojej metalowej łapie tankowca(!). W „Bumblebee” odnotowałem może ze 2 interesujące spektakularne ujęcia, cała reszta to raczej dość typowe bijatyki przerywane skakaniem po planie filmowym. Plus oczywiście humor: najczęściej dość slapstickowy, wynikający z pojawienia się słodkiego ale masywnego robocika w ludzkim domostwie.

Co więc zostaje: dość sentymentalnie, żeby nie rzecz melodramatycznie, opowiedziana historia głównej bohaterki. Zanurzonej w popkulturze lat 80. poczciwianki, która mieszka w ładnym domu w przyjemnej dla oka okolicy, której główny emocjonalny wątek polega na potwornie wręcz schematycznie poprowadzonym daddy’s issues. Charlie zmaga się z żałobą po zmarłym ojcu (z którym łączy ją pasja wobec samochodów) ale film zamiast walczyć o prawdziwe emocje, podkręca melodramatyzm całej sytuacji nieznośnie wręcz patetyczną muzyką w praktycznie co drugiej scenie.

„Bumblebee” oczywiście celuje w modną dzisiaj nostalgię za starą dobrą, popkulturą ale niestety to łechtanie widza powoduje spowolnienie narracji i brak poczucia filmowego dziania się. Dość powiedzieć, że jedyną interesującą ludzką interakcję dostałem tak naprawdę dopiero w ostatniej minucie filmu. Oczywiście nie zdradzę tej puenty ale gdyby cały film z taką lekkością opowiadał o dojrzewaniu i sprawach damsko-męskich, to byłby to dla mnie prawdziwy hit.

5/10

Człowiek Damian

Life (2017, Daniel Espinosa)

Life *****

life-2017-movie-trailer-images-1

Oglądanie „Life” Daniela Espinosy na dużym ekranie to jedno z najbardziej ekscytujących, aktualnie możliwych doświadczeń filmowych. Szwedzki reżyser już w pierwszych chwilach seansu dostarcza nam areał wrażeń: od czystego „kosmicznego porno” czyli podziwiania piękna bezkresnej przestrzeni i zamaszystych statków oraz stacji kosmicznych, poprzez trzymającą za gardło akcję przechwycenia próbki marsjańskiej powierzchni, po jednym ujęciem wejście w inżynieryjny, choć nie pozbawiony humoru świat życia głównych bohaterów –  astronautów z ISS. Taki jest właśnie cały film – zwarty ale posiadający kilka biegów, które Espinosa z dużą pewnością siebie zmienia zawsze wtedy, kiedy potrzebuje tego reżyserowana przez niego opowieść.

„Life” to jedno z najbardziej przerażających kosmicznych widowisk grozy, jakie kiedykolwiek ktoś miał śmiałość wykreować na ekranie. Właściwie niezniszczalny, będący produktem doskonałego wręcz procesu adaptacji i ewolucji, Calvin, wygrałby pojedynek z już oswojonym, prostym do zabicia filmowym Xenomorphem (naprawdę boję się tego, jak słabo będzie wyglądał „Alien Covenant” w porównaniu do tego filmu) w kilka szybkich sekund. Czytaj dalej

Pokot – spotkanie z Agnieszką Holland w kinie Kosmos

„Jeżeli wyrzekniemy się wartości, to czeka nas zagłada” – Agnieszka Holland na specjalnym pokazie „Pokotu” w Katowicach

pokot-nowy-film-agnieszki-holland_27463362

„Zagryziemy się nawzajem” – takimi apokaliptycznym słowami wybitna polska reżyserka i jedna z ciekawszych postaci życia publicznego w tym kraju, Agnieszka Holland, podsumowała podstawowy problem braku empatii i zrozumienia w coraz bardziej dziś podzielonym społeczeństwie.

Kto śledzi na bieżąco medialne wypowiedzi oraz filmową karierę Agnieszki Holland, ten wie, że nawet rozmowa przeprowadzona przy okazji pokazu jej najnowszego filmu, musi szybko skręcić w stronę polityki. Nigdy nie ukrywala swojego zatroskania o sytuację polityczną w Polsce, nie ukrywała również swoich poglądów na najbardziej dyskutowane kwestie. Mając perspektywę kariery zrobionej na zachodzie i wielu lat obserwacji polskiej i światowej polityki z dystansu i od środka na zmianę –  Holland zawsze potrafiła jednym, wyważonym zdaniem podsumować skąd biorą się pewne tendencje i pewne zachowania. Najnowszy film Holland, ekranizacja powieści Olgi Tokarczuk, próbuje podsunąć nieco bardziej wrażliwą i empatyczną perspektywę widzowi. Czytaj dalej

Assassin’s Creed (2016, Justin Kurzel)

Assassin’s Creed **

assassins_creed_movie

Jeszcze jeden cios dla nas-graczy, domagających się od Hollywood w końcu dobrej ekranizacji gier video. Po nieudanym „Warcrafcie” w reżyserii Duncana Jonesa oraz anulowaniu preprodukcji „The Last of Us”,  wydawało się, że ostatnim ratunkiem będzie ekranizacja „Assassin’s Creed” – film w reżyserii twórcy niezłego „Makbeta”, z tą samą znakomitą ekipą zarówno przed jak i za kamerą (kompozytor, operator, ci sami aktorzy w dwóch głównych rolach). Miało być dobrze a wyszło jak zwykle.

„Assassin’s Creed” to popularna na poziomie „Call of Duty , coraz bardziej obszerna seria gier przygodowych-akcji, a jej głównym pomysłem jest przeplatanie się współcześnie osadzonego plotu na temat Templariuszy z warstwą historyczną, w której gracz wchodzi w interakcje z różnymi postaciami znanymi z przeszłości. O ile jednak w grze większość czasu spędzamy na „zwiedzaniu” otwartego świata, walkach i efekciarskim parkourze osadzonych w wątkach historycznych, o tyle film bierze współczesną ramę z gry i czyni się z niej główny wątek. Czytaj dalej

The Lego Batman Movie (2017, Chris McKay)

Lego Batman. Film *****½

thelegobatmanmovie_clip_snakeclowns

Chyba najbardziej rozbrajające w najnowszej animacji studia Warner Bros osadzonej w nowym kinowym Lego uniwersum (po „Lego Przygodzie” i przed „Lego Ninjago”) jest to, jak poważnie traktuje tu się postać tytułowego Człowieka Nietoperza. Mimo mojej sympatii wobec innych inkarnacji Mrocznego Rycerza na dużym i małym ekranie, „Lego Batman” uderzył mnie jako film, który naprawdę serio podchodzi do psychologicznych rozterek tego słynnego superbohatera DC.

Pomiędzy dowcipkowaniem z tarczy Warnera na początku filmu, parodii batmanowskiej tradycji filmowej (od serialu detektywistycznego z lat 40. po „Batman v Superman” Zacka Snydera), kapitalnym użyciem innych marek, które Lego ma w garści i wreszcie całą klockową otoczką audiowizualną (phew, phew! phew, phew!), film Chrisa McKaya opowiada nam w pierwszej kolejności spójną i angażującą historię smutnego bogacza zamkniętego w swojej fortecy z lichymi szansami na prawdziwe szczęście.  Czytaj dalej

La La Land (2016, Damien Chazelle)

La La Land ****

la-la-land5

Wychodząc z pokazu „La La Land” miałem identyczne myśli, jak po wyjściu z kina z poprzedniego filmu mojego imiennika, Damiena Chazelle’a – była głośna muzyka oraz szybki montaż.

Nie miałem ciekawych rozkmin na temat postaci, chyba, że były to negatywne myśli w stylu: dlaczego ten film jest tak źle obsadzony? Przecież ani Gosling ani Stone nie wyglądają na nic mniej niż „ludzi sukcesu” już w pierwszej klatce, w której pojawiają się na ekranie. Jak mam zatem uwierzyć w narrację o ich ciężkiej drodze do spełnienia marzeń? Naprawdę nie można było obsadzić o wiele mniej „hot” (i nie mówię o atrakcyjności fizycznej ) gwiazd w rolach głównych?  Tym ciężej jest mi zrozumieć ten casting, skoro pomiędzy parą głównych bohaterów właściwie w ogóle nie ma chemii – obydwoje grają bardziej do siebie samych niż siebie nawzajem, nie byłem w stanie ani na moment odczuć rzekomego romansu, jaki się między nimi dzieje. Czytaj dalej