Ostatnie uaktualnienia RSS Toggle Comment Threads | Skróty klawiaturowe

  • szymalan 15:31 on 28 January 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Midnight in Paris (2011, Woody Allen) 

    O północy w Paryżu ***½

    O północy w Paryżu, co każde zegarowe 24 godziny , główny bohater najnowszego filmu Woody’ego Allena, przenosi się ze współczesnego (rok 2010), nieco nudnego Paryża oraz  swojego równie nudnego, niespełnionego życia (jako pisarz nie potrafi skończyć swojej nowej powieści, jako mąż musi się trudzić życiem z dośc irytującą pragmatyczką myślącą tylko o sprawach doczesnych) do Paryża lat 20. Paryża zarówno swoich idoli, dawnej magii, jak i przytulnych stylowych kawiarenek, w których w rytm jazzu odgrywają się artystyczno-społeczne dysputy i w których można spotkać Ernesta Hemingweya, Scotta Fitzgeralda , Luisa Bunuela, czy nawet Salwadora Dali i  Pablo Picasso.

    Allen na szczęście nie trudzi się wyjaśnianiem zagadki, jak to wszystko jest możliwe, a jego film bezpiecznie i z wyczuciem balansuje na granicy kina fantasy a typowej Allenowskiej tragikomedii (u Allena motywy nadnaturalne są zresztą dość częste i nie są żadną nowością). Bardziej chodziło tu chyba o ukazanie po prostu magiczności Paryża – jego z jednej strony zatrzymania w czasie, z drugiej strony ciągłej świeżości i zmian. Jak to się udało? (Więcej…)

     
  • szymalan 14:43 on 22 January 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Kret (2011, Rafael Lewandowski) 

    Kret ***

    (ta recenzja jeszcze nie jest usunięta przez ACTA)

    Niezmiernie mnie cieszy, że dożyliśmy w końcu czasów, w których chwalenie w polskim kinie tzw. porządności realizacji filmu, czyli tego, że wiemy o czym jest dana historia, jaki jest mniej więcej gatunek w przestrzeni którego się obracamy oraz kto jest głównym bohaterem opowieści, jest wyrazem albo jawnego lenistwa recenzenta, albo jego wyraźnego przespania kilku ostatnich lat. Wystarczy szybki rzut oka na filmy z tegorocznego festiwalu PFF w Gdyni: świetny „Esssential Killing”, który okazał się istną poezją pisaną przy pomocy kamery filmowej, trzymający cały czas za gardło i w napięciu „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski Padł”, który precyzyjnie odtwarza horror wydarzeń, z dni, o których opowiada, czy wreszcie brawurowa w swej formie i odważna w treści „Sala Samobójców” , w której znalazło się miejsce nawet na coś tak niespotykanego u nas jak animacja komputerowa. Polskie kino dalej jest istotne, jeśli chodzi o treść i podejmowane tematy, ale jednocześnie  staje się coraz bardziej atrakcyjnie podane (wybaczcie fani, ale filmów Jana Jakuba Kolskiego – poza „Wenecją” – po prostu nie potrafię strawić, choćby nie wiem co). Dziś trudno mówić o tym, co jest na poziomie technicznym zrobione w polskim filmie źle, a co dobrze- chętnie za to dyskutuje się o treści filmu. Takim przypadkiem jest właśnie zeszłoroczny „Kret” Rafaela Lewandowskiego.

    Forma tego obrazu nie budzi najmniejszych wątpliwości: zdjęcia są wspaniale wykadrowane i z lekkością nadają całości klimatu, montaż jest zrobiony ze znakomitym wyczuciem tego, kiedy w scenę należy „wejść”, a kiedy ją skończyć odpowiednią puentą, aktorski duet Szyc/Dziędziel (a właściwie tercet wraz z Magdaleną Czerwińską) wydaje się prawdziwy i przejmujący niemal przez cały seans. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu, a jednak w ostatecznym rachunku zawodzą sprawy najważniejsze: scenariusz i reżyseria. Choć pojedyncze sceny są świetnie, to trudno niestety mówić o spełnionym dziele w całości.  (Więcej…)

     
    • Alek 17:20 on 22 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przede wszystkim filmowi brakuje zdecydowania, treści bądź co bądź. Zresztą spodziewałem się większej dawki akcji i ciekawszej intrygi. Niestety „Kret” ogranicza się do lustracyjnych banałów i zarysowania problemów rodzinnych Szyca i Dziędziela. Jak dla mnie 5/10 i ani grama więcej :)
      Pozdrawiam

    • papryczka 21:52 on 25 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Zgadzam się z Tobą w zupełności. Do połowy film jest kompletny na wszystkich poziomach, ale w drugiej części się boleśnie rozjeżdża:( Końcowe sceny w konwencji thrillera i morderstwem zupełnie pomieszało wszystko. Po przeczytaniu kilku wywiadów z reżyserem skłaniam się emocjonalnie bardziej w stronę zakończenia, ale nie biorę tego do końca.
      Plakat jest już zupełnie nieporozumieniem. Nie ogarniam tego garniaka!:)
      Ostatecznie film dobry.
      Pozdrawiam serdecznie:)

  • szymalan 11:59 on 14 January 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    The Girl with the Dragon Tattoo (2011, David Fincher) 

    Dziewczyna z tatuażem *****

    Po obejrzeniu szwedzkiej wersji ekranizacji „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” przyszła mi do głowy  taka myśl, że być może nie da się w ogóle przenieść cegły Larssona na język filmu. Rozległa, epicka, rozciągnięta w czasie, wielowarstwowa intryga, w dodatku z przedziwaczonym finałem,  który jawnie kpi z prawideł kina  (całość ma coś w rodzaju struktury 4 aktowej: po klajmaksie czeka nas jeszcze dobre kilkadziesiąt stronic domykania wątków).  W skandynawskiej wersji filmu z przed kilku lat,  dostaliśmy niestety nieprzemyślany, niedbały produkt, składający się z biegunki scen, pierdołowatego Mikaela Blomkvista jako głównego bohatera oraz z brakiem czegokolwiek (na poziomie realizacyjnym czy merytorycznym) co usprawniało by intrygę, czy pomogło przetrwać seans. Wczoraj, 13-tego w styczniowy piątek, (kiedy wreszcie w Polsce spadł porządnie śnieg!), na ekrany trafił film, który unieważnił moją tezę z pierwszego zdania właściwie jednym , lekkim ruchem. Da się, tylko tu trzeba twórcy, który rozumie jak się powinno  to zrobić. 

    David Fincher („Siedem”) musiał niestety odbić się od początkowych, żenujących argumentów mówiących , że tworzy swój film tylko w jednym celu: aby amerykańscy widzowie nie musieli czytać napisów (nazywając zresztą ordynarnie jego wersję „remake’m” wersji z kraju Ikei) . Tak jednak powiedzą tylko ci, którzy nie rozumieją kina Davida Finchera. Choć sam reżyser rzeczywiście nie odkrywa tu dla siebie żadnej Ameryki (raczej Europę hehe), jego „Dziewczyna z tatuażem” to ekspercki thriller, w którym są wszystkie elementy świadczące o tym, że jest to film Davida Finchera (jestem zdumiony, że niektórzy recenzenci piszą, że nie ma w tym filmie nic odautorskiego). (Więcej…)

     
    • milczacy_krytyk 13:42 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Najpierw Ania na bezpopcornu mnie zachęciła do tego filmu, teraz ty swoją wysoką oceną. Szwedzka produkcja mi się podobała, ale jeśli ta adaptacja powieści Larssona sprawuje się jeszcze lepiej, to będę musiał to jak najszybciej sprawdzić. Choć i tak pewnie bym się wybrał na ten film, bo to Fincher. A tak mam tylko jeszcze większą motywację do seansu ;)

      Pozdrawiam

      • szymalan 16:03 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Fincher i wszystko jasne :-)

      • Alek 16:12 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Też widziałem szwedzką wersję i bardzo mi się podobała. Jednak Fincherowi udało się przebić wersję z Rapache, a jego „dziewczyna z tatuażem” to jeden z najmocniejszych thrillerów roku. Mara odnajduje się w roli Lisbeth świetnie. Moja recenzja na blogu już wkrótce :)

    • ajar 19:34 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Przeczytałem całą trylogię. Byłem zachwycony. Obejrzałem też skandynawską wersję filmową. Nie była najgorsza. Co prawda do zachwytów trochę brakowało, ale jakoś uszło. Co do wersji amerykańskiej miałem obiekcje. Po Twoim jednak wpisie już nie mam. Film na pewno obejrzę. Zachęciłeś mnie porządnie, a i zwiastun tez jest intrygujący.

      • szymalan 22:13 on 14 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        O to się cieszę, że uspokoiłem przed seansem, bo sam miałem duże obawy wchodząc na salę. Tak jak pisałem – mnie szwedzka wersja nie przekonała, a książkę uwielbiam, więc chciałem jak najlepszej ekranizacji, oddającej jej sprawiedliwość. pozdrawiam :-)

    • Peckinpah 12:03 on 15 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Powieści Larssona trafiły w moje ręce przypadkowo. Moja siostra pożyczyła ten cykl od koleżanki, więc i ja postanowiłem skorzystać. No i mnie wciągnęło. Cieszę się, że zdążyłem całą trylogię przeczytać przed premierą filmu Finchera, dzięki czemu mam motywację, by obejrzeć ten film i przekonać się, czy można tę historię przedstawić lepiej niż zrobili to Szwedzi (uważam, że szwedzka adaptacja pierwszej części „Millennium” to całkiem niezły kryminał, zaś adaptacje drugiej i trzeciej części są już słabsze). Ciekawym pomysłem obsadowym jest obsadzenie szwedzkiego aktora Stellana Skarsgarda w roli Martina Vangera – dziwne, że Szwedzi na to nie wpadli ;) A postać Henrika była chyba pisana z myślą o Christopherze Plummerze, bo chyba nie ma obecnie w Hollywood znanego aktora, który pamięta lata 50-te ;) O tych dwóch aktorów się nie martwię, na pewno sobie poradzili, największą niewiadomą dla mnie są odtwórcy głównych ról, na razie nie wyobrażam sobie innej aktorki w roli Lisbeth niż Noomi Rapace. Film Finchera postaram się obejrzeć w przyszłym tygodniu.

      • szymalan 12:11 on 15 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        Fincher podszedł w ogóle bardzo profesonalnie do tego projektu: spora część obsady to właśnie Szwedzi, i w Szwecji też tworzone byly zdjęcia :)

        „A postać Henrika była chyba pisana z myślą o Christopherze Plummerze, bo chyba nie ma obecnie w Hollywood znanego aktora, który pamięta lata 50-te ;)”

        Hehe, popieram, jak dla mnie jest świetny tutaj :-)

        Co do roli Lisbeth , to może ja się teraz mocno narażę fanom szwedzkiej wersji głosząc herezje , ale ja o Noomi zapomniałem jak tylko obejrzałem film Finchera. Jak dla mnie: Mara vs Rapace 1:0
        pozdrawiam i czekam na recenzję :-)

  • szymalan 22:25 on 1 January 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz  

    Podsumowanie roku 2011

    Za plakatami „Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci cz.2″ możemy powiedzieć z ulgą(?): to już koniec. Koniec 2011 , czyli 123 roku w światowej kinematografii. Od stycznia do grudnia, od „Czarnego Łabędzia” do  ”Pokaż kotku co masz w środku”.

    Za mną 68 seansów premierowych filmów , co nie jest może ilością,  która zatrzęsie całą  blogosferą, ale na pewno wartą małego podsumowania: co mnie zniesmaczyło, co skonfundowało, a co jeszcze powaliło na kolana. O rozczarowaniach i zachwytach roku 2011 w kinie: zapraszam! (PS Podziękowania za pomoc dla Marakesha!) (Więcej…)

     
    • Tom Braider 19:48 on 2 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Niezła lista. Melancholię miałem obejrzeć jakoś niedawno, ale nie wyszło. Fajnie jest popatrzeć na różne zdania na temat filmu. Dla mnie Drive był najlepszym kinowym filmem ubiegłego roku, bo to nie postacie były najważniejsze, a jednak klimatu i nastawienia na art było sporo, a do tego mam słabość. Z Sucker Punch zgadzam się za to całkowicie. Świetnego 2012 życzę i samych *****

    • ajar 08:02 on 6 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Kawał roboty wykonałeś. Chociaż nie jestem specjalnym zwolennikiem rankingów, przeczytałem. Dzięki temu mam kilka nowych pozycji do obejrzenia. :)

    • Peckinpah 12:55 on 6 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

      Jak dla mnie 68 seansów premierowych to dużo. Gdybym ja tyle obejrzał to pewnie miałbym problem z wybraniem jednego najlepszego filmu. Z początku zastanawiałem się, czy w swoim zestawieniu uwzględnić „Jak zostać królem” i „Czarnego łabędzia”, ale nie chciałem jednak powtarzać oscarowego werdyktu, bo gdybym uwzględnił te filmy to musiałbym przyznać, że aktorami roku są Colin Firth i Natalie Portman, a to byłoby zbyt przewidywalne ;) Zaskoczyło mnie to, że znalazłeś tak dużo dobrej muzyki w filmach z ubiegłego roku, ja miałem z tym problem, podobała mi się muzyka Rachel Portman w „Nie opuszczaj mnie”, muzyka Howarda Shore’a w „Niebezpiecznej metodzie” oraz piosenki w „Drive”, ale żaden z tych soundtracków nie był na tyle porywający, bym mógł go wyróżnić. Zauważyłem jednak, że świetną muzykę mają filmy, które dopiero czekają na polską premierę: „The Artist” i „War Horse” – w tym ostatnim za muzykę odpowiedzialny jest niezawodny John Williams.

      • szymalan 17:13 on 7 Styczeń 2012 Bezpośredni odnośnik | Odpowiedz

        @Tom Braider:
        dziękuję i wzajemnie ;)

        @ajar dziękuję i cieszę się, że zainspirowałem do dalszych filmowych poszukiwań. Wiem, że Ty też doceniłeś „Pogorzelisko” co mnie cieszy, bo prawie nikt ze znajomych bloggerów tego filmu nie widział :)
        @Peckinpah:
        No niby jest to przediwydwalne, ale kiedyś w końcu należy im się to miejsce w top (Firth i Portman) skoro uznajemy ich za tak dobrych :) A skoro nie można było ich w Polsce oglądać przed 2011, to ja nie widzę innego wyjścia jak trzymanie się premier polskich.

        Co do muzyki, to nie był to aż tak spektakularny rok w tej kwestii, faktycznie:) Ale ten spis mój, to raczej spis ulubionych utwórów, pełne soundtracki jakie bym wyróżnił to Harry Potter, Mission Impossible, Sucker Punch, Black Swan i ewentualnie Super 8 i True Grit. Reszta to tylko pojedyncze utwory, które bardzo mi wpadły w ucho :-) a jeśli chodzi o Williamsa to zapomniałem o Tintinie! też kawał fajnej, klasycznej przygodowej muzyki.

        pozdrawiam komentatorów:)

c
compose new post
j
następny post/następny komentarz
k
poprzedni post/poprzedni komentarz
r
reply
e
edytuj
o
Wykaz /brak wykazu uwag
t
go to top
l
zaloguj się
h
show/hide help
shift + esc
cancel
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.