Assassin’s Creed (2016, Justin Kurzel)

Assassin’s Creed **

assassins_creed_movie

Jeszcze jeden cios dla nas-graczy, domagających się od Hollywood w końcu dobrej ekranizacji gier video. Po nieudanym „Warcrafcie” w reżyserii Duncana Jonesa oraz anulowaniu preprodukcji „The Last of Us”,  wydawało się, że ostatnim ratunkiem będzie ekranizacja „Assassin’s Creed” – film w reżyserii twórcy niezłego „Makbeta”, z tą samą znakomitą ekipą zarówno przed jak i za kamerą (kompozytor, operator, ci sami aktorzy w dwóch głównych rolach). Miało być dobrze a wyszło jak zwykle.

„Assassin’s Creed” to popularna na poziomie „Call of Duty , coraz bardziej obszerna seria gier przygodowych-akcji, a jej głównym pomysłem jest przeplatanie się współcześnie osadzonego plotu na temat Templariuszy z warstwą historyczną, w której gracz wchodzi w interakcje z różnymi postaciami znanymi z przeszłości. O ile jednak w grze większość czasu spędzamy na „zwiedzaniu” otwartego świata, walkach i efekciarskim parkourze osadzonych w wątkach historycznych, o tyle film bierze współczesną ramę z gry i czyni się z niej główny wątek.

Dzięki takiemu podejściu do intrygi, film zwyczajnie nie jest interesujący: gracze nie dostają tego, na co czekają w większych ilościach, a reszta nie będzie rozumiała o co w ogóle chodzi. W pewnym momencie postać Fassbendera wprost mówi: „What the fuck is going on?”, trochę jakby wyręczał bardziej zniecierpliwionego widza.

Ponieważ nie ma tu postaci, które byłby zabawne, ciepłe, charyzmatyczne lub po prostu ciekawe, fabuła opowiadająca o tajemnicznym jabłku, w którym zaklęta jest „wiedza na temat przemocy wśród ludzi”, to za mało aby mnie zaangażować w tę opowieść. Film nie posiada intensywności dobrej gry komputerowej ani też poruszającej wyobraźnię strony audio-wizualnej . 

To, co mamy na ekranie, to film, który  swoimi – strukturą, przesadzoną, nieczytelną fabułą, jednostajną perkusyjną rytmiką w warstwie muzycznej oraz mrocznym wyglądem, przypomina praktycznie każdy inny film akcji lub blockbuster, jaki dziś można oglądać codziennie w multipleksach. I podobnie jak w przypadku najsłabszych z takich filmów – z kina wychodzi się z poczuciem, że na sali projekcyjnej nie wydarzyło się nic magicznego lub znaczącego.

Damian Szyma

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s