The Lego Batman Movie (2017, Chris McKay)

Lego Batman. Film *****½

thelegobatmanmovie_clip_snakeclowns

Chyba najbardziej rozbrajające w najnowszej animacji studia Warner Bros osadzonej w nowym kinowym Lego uniwersum (po „Lego Przygodzie” i przed „Lego Ninjago”) jest to, jak poważnie traktuje tu się postać tytułowego Człowieka Nietoperza. Mimo mojej sympatii wobec innych inkarnacji Mrocznego Rycerza na dużym i małym ekranie, „Lego Batman” uderzył mnie jako film, który naprawdę serio podchodzi do psychologicznych rozterek tego słynnego superbohatera DC.

Pomiędzy dowcipkowaniem z tarczy Warnera na początku filmu, parodii batmanowskiej tradycji filmowej (od serialu detektywistycznego z lat 40. po „Batman v Superman” Zacka Snydera), kapitalnym użyciem innych marek, które Lego ma w garści i wreszcie całą klockową otoczką audiowizualną (phew, phew! phew, phew!), film Chrisa McKaya opowiada nam w pierwszej kolejności spójną i angażującą historię smutnego bogacza zamkniętego w swojej fortecy z lichymi szansami na prawdziwe szczęście. 

Paradoksalnie, Batman w tej lego-interpretacji jest bardziej ludzki niż być może kiedykolwiek wcześniej w kinie. Twórcy, choć z humorem, to jednak bez litości obnażają wszystkie wady i problemy Bruce’a Wayne’a. To postać z problemami dorosłego człowieka. Zaburzony emocjonalnie i społecznie maniak, z obsesją na punkcie swoim oraz łapania zbirów w Gotham. Tworząc sobie tarczę od ludzkości w postaci własnego rozbuchanego ego oraz mrocznego alter-ego, Wayne odgrodził się od wszelkich zdrowych relacji z ludźmi i jak każdy rasowy socjopata nie widzi momentu, kiedy ich zwyczajnie krzywdzi.  Nawet kiedy sam ogląda w swojej prywatnej sali kinowej romantyczne filmy – śmieje się do rozpuku z najbardziej dramatycznych scen.

Wybitność reżyserii McKaya polega na tym, że ten cały klockowy bajzel (ilość scen akcji, postaci, żartów i rozpierduch w tym filmie przerasta wszelkie normy) sprowadza do klarownego jak łza i poprowadzonego jak po sznurku wątku emocjonalnej drogi Batmana. Nawet kiedy bohater odgrzewa sobie homary w mikrofalówce, to chociaż śmiejemy się w głos z absurdu całej sytuacji, to jednak film nie zapomina, że to przecież również komentarz do jego rodzinnej sytuacji – gdzieś w głębi duszy ten dowcip staje nam ością w gardle. Na ekranie mamy bowiem najbardziej samotnego człowieka na świecie. 

Film zresztą na tym nie poprzestaje – pokazuje ostracyzm Mrocznego Rycerza wobec Ligi Sprawiedliwości, która nie ma już ochoty przebywać z takim aspołecznym mrukiem i nie zaprasza go na imprezy.  Jeszcze pełniej wybrzmiewa psychologia Batmana w relacji z Jokerem – mimo pokłonów, jakie trzaskam przed Nolanem i tym, co zrobił w „Mrocznym rycerzu”, „Lego Batman” z niebywałą błyskotliwością rozgrywa skomplikowanie „zażyłości” Batmana z Jokerem, zamieniając całość w …anty-komedią romantyczną („Nienawidzę Cię, aż do śmierci!”).  

Ten rewelacyjny pod każdym względem film,  to nie tylko chyba najbardziej udany mariaż animowanej parodii z emocjami na serio od czasu drugiej części „Shreka”. To także epicki, zrealizowany z olbrzymim rozmachem  spektakl superbohaterski poprowadzony tak pewną ręką, że można zapomnieć, że świat tego filmu tworzą klocki Lego. 

Kiedy w „Lego przygodzie” bardziej chodziło o orwellowską metaforę na temat wyobraźni, kreatywności i indywidualizmu, „Lego Batman” przewyższa tamten film w ten sposób, że to przede wszystkim produkcja o głównym bohaterze i jego uczuciowej labilności. Spodobał mi się zresztą tak bardzo, że byłem na nim aż 4 razy w kinie. Powiedzieć: polecam – to powiedzieć nic, idźcie!

Damian Szyma

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s