Szymalan w kinie 2016 #1


Syn Szawła (2015, Laszlo Nemes) *****

 

7718141.3Choć od seansu „Syna Szawła” minęło już prawie 5 miesięcy, nadal jest to jeden z tych nielicznych filmów tego roku, które siedzą mi głowie. Zwycięzca wszystkich nagród na wszystkich możliwych festiwalach, debiut (!) reżyserski Węgra Laszlo Nemesa, udowadnia, że nie ma tematów, z którymi nie da się w kinie zrobić czegoś nowatorskiego , nawet jeśli wydaje nam się, że sztuka filmowa zajechała je przez lata na amen. Nakręcony z perspektywy „kamera cały czas za plecami bohatera” dramat o więźniu Auschwitz, który zostaje przymuszony do wzięcia udziału w procesie eksterminacji jako członek obozowego SonderKommando, ogląda się jak prawdziwy thriller. Kamera podąża za bohaterem, nie odstępuje go na krok i przez to nie oswaja nas ani przez chwilę z czymkolwiek co widzimy na ekranie. Zamiast ładnych panoram – kwadratowy format obrazu, z rozmazanym tłem. Zamiast idealnego nienaturalnie filmowego udźwiękowienia – przypadkowe niemalże odgłosy zasłyszane z życia obozowego. Zamiast fabuły – szalona chaotyczna przebieżka po obozie w czasie wybuchającego w nim powstania. Seans tak męczący i przytłaczający jak powinno oddziaływać na widzów kino Holocaustu.Z prostą, wstrząsająca puentą, pozbawioną zbędnego melodramatyzmu. 

Big Short (2015, Adam McKay) ***

 

The_Big_Short_teaser_posterPodziwiam pomysł na ten film. Jego twórcy próbują, przy pomocy języka nowoczesnego kina Hollywoodzkiego,  wyłożyć widzom mechanizm kryzysu ekonomicznego, którego początek miał miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach 2007-2008. Wykorzystując zaufanych, sprawdzonych znanych aktorów (Brad Pitt, Ryan Gosling, Steve Carell, Christian Bale), szybki montaż oraz poczucie dobrej zabawy (humor, lekkość tonacji, atrakcyjną formułę widowiska) , ekipa chciała stworzyć przystępny a jednocześnie wściekły manifest mający wywołać prawdziwy sprzeciw u widza, bo przecież nic się nie zmieniło i nadal oszustwa w świecie bankowości mają miejsce. Wnioski są oczywiście ponure – przed 2008 rokiem sporo osób wiedziało, że idzie kryzys, ba sporo osób ostrzegało o nim przedkładając sprawę wprost komu trzeba. Ale wtedy nikt nic z tym nie zrobił. Sam film uważam za średnio satysfakcjonujący – mimo łamania 4 ściany aby wytłumaczyć widzom zawiłości ekonomicznych transakcji, z filmu nadal wylewa się potężna ilość skomplikowanego infodumpu a mocnych, ludzkich momentów znajdzie się w „Big Short” dosłownie tyle, co można policzyć na palcach jednej ręki. Patchworkowa szybka narracja gubi poczucie skupienia się na jednym wątku lub temacie a długi czas trwania też robił swoje, abym zaczął się w końcu w fotelu niecierpliwić.


Pokój (2015, Lenny Abrahamson)****

 

7723185.3Choć nie jestem aż takim wielbicielem tego filmu, jak część widzów i niemal wszyscy znani mi krytycy, to zdecydowanie doceniam, co takiego „Pokój” jest w stanie zrobić na sali kinowej. Siedziała obok mnie na pokazie dziewczyna, która przepłakała pół filmu, na całej sali panowało mega skupienie a po seansie długa cisza. Poza tym są w tym filmie momenty zwyczajnie chwytające za gardło: jak ten, kiedy główna bohaterka tłumaczy swojemu synowi, jakie kłamstwo zbudowała dla niego przez ostatnie 5 lat i jaka jest rzeczywistość. Albo ten, kiedy wychodzimy na zewnątrz z bunkra, w którym spędzamy pierwsze pół filmu i nagle dochodzi do niesamowicie dramatycznej sytuacji z udziałem małego chłopca. Dawno nie odczuwałem takiego napięcia w kinie. Mój problem z „Pokojem” rozbija się o jego rozłożenie narracji w czasie. Pierwsza połowa jest kapitalnie klaustrofobiczna, niemal nakręcona w konwencji horroru w stylu „Piła” (co nie jest obelgą wobec dzieła Abrahamson), zwarta i budująca poczucie oglądania czegoś niezwykłego. Niestety, druga, kiedy wszystko się wyjaśnia – rozmydla dramaturgię, i stanowi przeciągnięty w czasie trzeci akt, w którym już nic mocnego się nie zdarza. To niezły film o odkrywaniu świata i o potrzebie budowania bezpiecznych iluzji i symboli w życiu, ale jak dla mnie, ostatecznie, to bardziej materiał na krótki metraż do 45 minut niż na pełne 2godzinne dzieło kinowe. Nawet jesli tak przejmująco zagrane i zrobione. 


Brooklyn (2015, John Crowley) ***

 

brooklynDrodzy Internauci, porzućcie wszelkie dywagacje na temat tego, czy Rey z „Gwiezdnych Wojen. Przebudzenia Mocy” jest Mary Sue czy nie jest! Albowiem konkurs na Mary Sue roku 2015 w przedbiegach wygrywa bohaterka „Brooklyn”. Kolejnej Oscarowej produkcji z milionem nominacji do różnych nagród na koncie. Subtelnie grana przez Saoirse Ronan Ellis to bohaterka, której w czasie przebiegu fabuły, wszystko udaje się zadziwiająco łatwo. Owszem, na początku ma problemy ze znalezieniem pracy w swojej rodzinnej Irlandii ale niezwykle szybko dostaje szansę wyjazdu do Stanów i zamieszkania tam na stałe. Bez problemu przechodzi przez granicę, szybko dostaje mieszkanie, pracę, w miarę sprawnie asymiluje się z ludźmi. Po krótkim czasie znajduje obłędnie uroczego faceta, który staje się jej chłopakiem i narzeczonym, a kiedy przychodzi jej na chwilę powrócić do rodzinnego domu, twardo obstaje przy swoim (nie daje się poderwać Irlandczykom ani sentymentalnie przekonać do zostania na miejscu) i ostatecznie zwycięża życiowo i moralnie w tej opowieści. Ten pozbawiony konkretniejszego konfliktu obraz ogląda się z przyjemnością ale widzowie szukający w tej opowieści czegoś bardziej mrocznego niż sprawnie zrobionej, bez większych fajerwerków estetycznych, Hollywoodzkiej bajki, raczej chyba się zawiodą jak ja.


Na granicy (2016, Wojciech Kasperski) ***

 

7720258.3Polski thriller, który szkoda, że nie jest horrorem. Bo choć to rzadki przykład filmu gatunkowego rodzimej kinematografii, to mam wrażenie, że poza świetną techniką i rygorystycznym pilnowaniem aktorów, niewiele się w tym pięknym wizualnie filmie tak de facto dzieje. Owszem, mamy odludzie, mamy góry, śnieg, pustkowie, straszny dom i jakiś wątek słabo pilnowanej granicy gdzie życie toczy się dziko po swojemu, jednak całość nie ma żadnej większej idei, jaka zwykle przyświeca kinu gatunkowemu. Żadnego konstruktu, który można by rozwalić w opowieści, aby widz poczuł się nieswojo w trakcie seansu. Po 1,5 godzinnych męsko-męskich zapasach słownych i fizycznych (kto tu komu udowodni, że jest bardziej samcem alfa), nie przychodzi żadna satysfakcjonująca konkluzja a udany w sumie seans szybko ulatnia się z głowy. Nie mniej, nie można się łatwo zniechęcać, to pierwsze koty za płoty, reżyserski debiut Wojciecha Kasperskiego. Mam wrażenie, że kiedyś „Na granicy”, jak już Kasperski zrobi swój kolejny film, urośnie do rangi solidnego pierwszego filmu i jednocześnie świetnego odwołania do klasycznych tropów znanych z kina dreszczowców. Warto mu dać szansę. 

szymalan

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s