Hans Zimmer Live. Kraków Tauron Arena

Hans Zimmer Live ******
HANS ZIMMERPierwsze zaskoczenie przychodzi już w kilkunastej sekundzie koncertu – kiedy charakterystyczny, typowy dla współczesnej twórczości Hansa Zimmera rytmiczny flow zostaje pożeniony z uroczym, słodkawym w swojej prostocie motywem z „Wożąc Panią Daisy”. Ten sam motyw w jednej sekundzie zostaje urwany i słyszymy również nominowany do Oscara temat z „Sherlocka Holmesa”. Kolejną chwilę potem dostajemy przebojową , wykonaną na modłę bałkańskiego disco, wersję przygodowego motywu z  animacji „Madagaskar”. Ta, otwierająca koncert Zimmera w ramach jego trasy po Europie, suite’a,  zaczyna spektakl, którego złożoność i skalę trudno porównać do czegokolwiek innego. 

Bodajże największym zaskoczeniem – choć w sumie nie aż tak wielkim, biorąc pod uwagę muzyczne, rock and roll’owe, początki kariery Hansa – jest przesunięcie tonacji całego widowiska w stronę muzyki rockowej i punkowej. Zimmer nadał w ten sposób odpowiednie aranżacje niemal każdemu kawałkowi, który znalazł się na set liście (włącznie z czymś tak klasycznym jak Cienka Czerwona Linia) .

Efekt jest taki, że na koncercie chwilami ciężko wysiedzieć w spokoju bo ze sceny idzie taka dawka energii i wściekłości, że podziwianie całości w niemym zachwycie wydaje się prawie nie na miejcu. To już nie muzyka klasyczna ani nawet nie muzyka filmowa w tradycyjnym gold-age’owskim tego słowa rozumieniu. Głośny dziś kompozytor  znany jest ze swych eksperymentatorskich zapędów i jego koncert w takim wykonaniu pozostaje być może skwitować prosto i dosadnie – take it or leave it. 

Osobiście – wgniotło mnie w fotel. Całość trwa prawie 3 godziny i w dziki sposób lawiruje pomiędzy dźwiękiem kościelnych organów a dubstepową napierdalanką; pomiędzy wokalizami z Króla Lwa a nowatorskim użyciem chórów w Interstellar; pomiędzy emocjonalną dewastacją a czystym funem wynikającym z potęgi dźwięku, jaki atakuje ze sceny. Także anegdotki i opowieści, jakie Zimmer wygłasza przed niektórymi utworami przeplatają historie przejmujące i smutne z tymi, od których kilkunastotysięczny tłum śmieje się na głos.

Kompozytor nie dba o spójność czy budowanie napięcia całości celowo – o wiele bardziej elektryzująco działa poczucie szoku. Jak w tej chwili, kiedy totalnie znienacka słyszymy ten szalony wokal z openingu „Króla Lwa” totalnie bez zapowiedzi. Albo kiedy – w jednym z najbardziej zapierających dech w piersiach momentów wieczoru – intensywnością opresyjnego brzmienia Zimmer kasuje wszystkich na widowni przy pomocy kilkuminutowej suite’y „Electro” z „Niesamowitego Spider Mana 2”.

Koncert przez bite 2,5 godziny wypełnia kinetyczna energia wykonania muzyki a Zimmer uzyskuje ze sceny tak wibrujące wręcz napięcie pomiędzy nim a widownią, że choć można by psioczyć na miks muzyki, który w drugiej części koncertu trochę słabiej eksponuje świetnych solistów (cudowna Tina Guo!) niż ma to miejsce w pierwszej, to i tak nie sposób długo stawiać oporu i nie dać się totalnie tym spektaklem zahipnotyzować. 

Pozbawiony głupich efektów dymów i taniej pirotechniki koncert, cały czas dba o integralność każdego elementu z graną muzyką. Fantastyczna gra świateł i cieni, mające totalnie sens wyświetlane na ekranie minimalistyczne w formie animacje (wszyscy będą wspominać o tej Cienkiej Czerwonej Linii) i brak chamskiego atakowania fragmentami filmów, daje wrażenie koncertu jako kompletnie oryginalnej, przemyślanej i funkcjonującej na własnych prawach produkcji. 

Wszystko to razem z fantastycznym doborem repertuaru (romantyczna suite’a Marry Me z rozszerzonej wersji ścieżki do „Piratów z Karaibów. Na Krańcu Świata”, „Aurora”, „Anioły i Demony” etc.) i wrodzoną charyzmą kompozytora, który na scenie jest zmieniającą co chwilę instrumenty (gitary, instrumenty klawiszowe, syntezatory), bardziej gwiazdą rockową na własnym recitalu niż poważnym dyrygentem poważnej muzyki, dają poczucie nieskrępowanej zabawy dźwiękiem.

Jako wychowanek Zimmera, który dorósł słuchając jego muzyki w nieprzyzwoitych wręcz ilościach i słucha Niemca nadal i nadal czeka na każdy jego kolejny album – wyszedłem z krakowskiej Tauron Areny dygocząc z ekscytacji i totalnie przytłoczony taką ilością popkulturalnego szczęścia na jeden wieczór. 

szymalan

Reklamy

One thought on “Hans Zimmer Live. Kraków Tauron Arena

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s