Pride (2014, Mattew Warchus)

Dumni i wściekli *****

posterTen absolutnie rewelacyjny brytyjski film poza tym, że poprawia humor i stanowi bodajże najpiękniejszy wyraz ludzkiej solidarności w kinie od czasów „Lotu 93” Paula Greengrassa, potwierdza też kilka obserwacji, które do wielu widzów zapewne by nie dotarły. Jeżeli zadajesz się z ludźmi taki otwartymi jak aktywiści gejów i lesbijek, wszystko wokół staje się lepsze. Nosisz lepsze ciuchy, bo mają oni lepszy gust, słuchasz lepszej muzyki, jesteś bardziej otwarty, masz szansę nie tylko zmienić świat ale i samemu przeżyć prawdziwą przygodę. Zawrzeć przyjaźnie, zakochać się a nawet wiele ciekawego dowiedzieć się o sobie.

Tak jak główny bohater, zamknięty w sobie, uroczy nastolatek, który zaczyna z pozycji nieśmiałego aktywisty a kończy jako świadomy swej wolności homoseksualista, który przeżywa swój pierwszy pocałunek i jest świadom przynależności do grupy, na jaką zapewne czekał całe swoje życie.

Opowieść o gejach i lesbijkach wspierających górników z angielskiej prowincji, to nie tylko oszałamiający faktografią spektakl walki o wspólne prawa skrajnie poróżnionych grup ale też komedia, która z pełną świadomością nie sprzedaje widzowi art housu, nie bawi się w większe subtelności. Jasno stawia też znak większości po stronie równości i tolerancji, brutalnie szydząc z zaściankowości i głupoty. Jeśli jesteś zaciętym prawicowcem nie dowiesz się, że po Twojej stronie czasem też leży racja – nie, po prostu się mylisz w swojej nienawiści.

Wszystko to nie jest może szczególnie filmowo wyrafinowane ale też ani przez sekundę reżyser nie traci z oczu najdrobniejszych detali: pilnuje sztab aktorów i statystów, bezbłędnie i z wyczuciem tnie kolejne ujęcia,nie żałuje głośnej muzyki i świetnie zaprojektowanych kostiumów i make-upu.

„Pride” nadawałby się idealnie na seans podwójny z polskimi „Bogami”. Obydwa filmy mówią o obejściu systemu przez pragmatyczne dążenie do celu, obydwa są zabawne, opowiadają prawdziwe historie w niesamowicie lekki a jednocześnie filmowo przejrzysty i rozrywkowy sposób. I obydwa są niemalże przewrotne w swym braku przewrotności – przypominają jak wiele może zdziałać poczciwie opowiedziana historia, gdy wyświetli się ją na gigantycznym panoramicznym ekranie i z świetnym systemem dźwiękowym.

Ci co widzieli „Pride” w kinie potwierdzą – eksplodujący na cały regulator hymn „The power is the Union” w ostatniej scenie daje kopa na całą resztę poseansowego wieczoru. Aż chce się coś dobrego zrobić dla świata. 

szymalan

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s