Kingsman. The Secret Service (2015, Matthew Vaughn)

Kingsman. Tajne Służby ***

kingsman-poster01Tak naprawdę najmniejszym problemem tego filmu dla mnie jest to, co mogłoby się wydać jego najbardziej podręcznikowym błędem: niespójność tonacji. Z jednej strony „Kingsman” próbuje być hołdem dla klasycznej elegancji kina szpiegowskiego, z jego przywiązaniem do odświętnej garderoby, bombastyczną muzyką, rozmachem lokalizacji i rzucania zabawnych one-linerów. Z drugiej strony próbuje być w pełni świadomym sposobem na rozsadzenie gatunku od środka: wprowadzając cynizm głównych bohaterów, tony przemocy i rzucanie fuckami przez tych wszystkich wspaniale ubranych mężczyzn o dobrych manierach.

Wydaje mi się to małym problemem bo reżyser już raz udowodnił, że można jednocześnie oddawać hołdy i wprowadzać własne reguły gry w kinie gatunkowym w przypadku filmu „Kick-Ass”. Tam się to sprawdziło głównie z dwóch powodów: akcja była dobra a humor naprawdę śmieszny.

W przypadku „Kingsmana” ta zabawa schematem wcale niestety nie jest tak zabawna, jak ten film o sobie myśli. Finałowa puenta już nawet nie jest szowinistyczna (choć jest i w sumie każdego wrażliwego widza powinna urazić) – jest po prostu głupia i mówiąc po gimnazjalnemu lamerska jako finałowy dowcip. Ktoś po prostu za wczasu nie powiedział twórcom, żeby przestali, bo to po prostu nie jest śmieszne. Również słynna już scena w kościele jest tak bardzo oddalona od całej reszty filmu i tak bardzo wysilona na szokowanie widzów i zaskoczenie, że przeszła mnie obok jakby się nic nie stało. Nie takie rzeczy były w kinie rozrywkowym a twórcy robią wielkie halo, że pokażą w mainstreamowym blockbusterze parę uciętych głów.

Ale nie jest to aż tak okropny film: kapitalne jest szkolenie rekrutów do szpiegowskiej organizacji „Kingsman”, z zaskakującymi testami w rodzaju nagłej powodzi w środku nocy w sypialni kandydatów czy świetnie nakręconą sceną, (która ma co prawda bezsensowne zakończenie) skoku z samolotu. No i fajnie w końcu popatrzeć na Colina Firtha nie grającego płaczliwego wrażliwca ale prawdziwego atrakcyjnego zabijakę. A że takich gigantów aktorstwa jak Michaela Caine czy Mark Strong można jeść przysłowiowymi łyżkami to już wiadomo nie od dziś. 

W sumie całość waha się pomiędzy ziewaniem, ekscytacją (trzeba dodać, że film jest bardzo dobrze nakręcony pod względem zdjęć i efektów, sceny akcji są wgniatające w fotel) i poczuciem lekkiego zażenowania. Do obejrzenia i zapomnienia.

szymalan

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s