Penguins of Madagascar (2014, Eric Darnell, Simon J. Smith)

Pingwiny z Madagaskaru ****

penguins_of_madagascar_ver7Idąc na film o tytule „Pingwiny z Madagaskaru” wiemy wszystko, czego możemy się spodziewać. Nie będzie oryginalnie i odkrywczo. W końcu mamy do czynienia z nieźle wyeksploatowaną już filmową franczyzą, na której studio Dreamworks Animation „jedzie” od czasu, jak skończyły się przygody zielonego ogra Shreka. Z trzech filmów kinowych, kilku shortów oraz z serialu telewizyjnego, znamy już tożsamość czterech pingwinów i wiemy czego się spodziewać po całym filmie opartym na ich przygodach.

Kowalski, Szeregowy, Rico i Skipper potrafią doprowadzić do sytuacji, w których ekranizacja ich losów wygląda jak szalony film szpiegowski. Taki, przy którym, „Casino Royale” to wprawki do porządnej szpiegowskiej rozpierduchy. Pingwiny przemieszczają się w zabójczym tempie z miejsce na miejsce, film bombarduje nas kolejnymi lokacjami, pakując naszych bohaterów z jednej szalonej historii w drugą. Efektem jest film, który jest tak dziki, epizodyczny i totalnie głupkowaty w swej tonacji, że jedyne co może go uratować to humor. I ratuje, z wdziękiem.

To, co cechuje bohaterów, toto, że obojętnie jak wiele mądrzejszych postaci nie spotkają oni na swojej drodze, i tak ich głupie szczęście sprawia, że zawsze są w stanie wszystkich przechytrzyć i wyjść na swoje. Z kamienną twarzą i rozbrajającą pewnością siebie podchodzą do wszystkich idiotyzmów, jakich się po drodze do celu dopuszczają. Zaś ten jeden gag, rozpięty na cały film działa praktycznie za każdym jednym razem.

Poza tym pingwiny dostają też swoje małe backstory – dowiadujemy się co nieco o ich początkach, jak uformowała się grupa, jak poradzili sobie w swojej pierwszej akcji, kiedy niczym gruba rebeliantów zdecydowali się iść pod prąd całej swojej pingwiniej społeczności. (W tym miejscu pozostaje nam mocno żałować, że w polskiej wersji językowej nie usłyszymy gagu z Wernerem Herzogiem, który podkłada głos dokumentaliście filmu przyrodniczego, który w pierwszych scenach obserwuje naszą czwórkę).

Fabuła jest oczywiście niedorzeczna i sprowadza się do tego, aby być pretekstem do pościgów ośmiornic po włoskich uliczkach (kapitalna, przezabawna sekwencja akcji) i do typowego dla takich opowieści wątku ratowania świata. Całość jest ironiczna, trzymana na dystans na tyle, że film świadomy jest swojej konwencji ale jednocześnie pozwala się zauroczyć rodzinnym charakterem relacji głównych bohaterów, którzy mają tak naprawdę tylko siebie, przez całą swoją ziemską egzystencję. I sobie mogą najlepiej zaimponować, co widać w wątku Szeregowego, który długo żyje niespełnionymi ambicjami szpiega klasy Skippera czy Rico. 

Na dokładkę zostaje też soundtrack Lorne’a Balfiego, którego tytuły poszczególnych utworów są parodią ścieżki jego kumpla Hansa Zimmera do „Batmana Początek” (każdy tytuł jest quasi-łacińskim określeniem, podobnie jak w przypadku ścieżki do Batmana), aby jeszcze bardziej dopełnić poczucia jajcarstwa twórców. I w sumie wychodzi na to że ten produkt mający głównie zapewnić zyski z kupna plastikowych i pluszowych pingwinów i innych poduszek i zeszytów, jest naprawdę przyjemną rozrywką na kinowy wieczór. Warto!

szymalan

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s