Birdman (2014, Alejandro Gonzalez Innaritu)

Birdman ****

birdman-clickNietrudno tak naprawdę zrozumieć dlaczego „Birdman” zdobył w tym roku głównego Oscara. Mając aż 4 aktorskie kategorie do obsadzenia, Akademia Filmowa składa się właściwie w większości z aktorów. Zaś „Birdman” to film, który przede wszystkim aktorskimi kreacjami stoi. Czuć, że cała obsadza gra tutaj do jednej bramki, że wszyscy stają na głowie, aby od tej strony film Alejandro Gonzaleza Innaritu (który ma doświadczenie z kinem z wieloma postaciami na pierwszym planie) nie zawodził. Nawet aktorzy mający tu tak naprawdę niewiele do grania, potrafią zapaść w pamięć (jak chociażby Noami Watts).

Ale także dlatego wygrał, bo jest to też film o samym aktorstwie oraz  – co więcej – o świecie showbiznesu (jak „Czarny Łabędź”, „Operacja Argo” czy „Artysta”). Kult celebrytów i własnego ego, brutalna opinia publiczna, która w jednej chwili cię uwielbia, w kolejnej nie pamięta, wieczny konflikt pomiędzy sztuką a komercją, prawdą a sztucznością, rozrywką a pożywką dla inetelektu, krytykami a masową widownią, życiem prywatnym a pełnym oddaniem wobec zawodu, które staje się bardziej prawdziwy i żywy niż wszystko poza budynkiem teatru lub planu filmowego.

Niestety film jest tak zafiksowany na punkcie tych wszystkich idei, że nie daje widzowi pięciu minut na to, aby samodzielnie wyciągnął jakiekolwiek wnioski. Emma Stone znakomicie gra córkę głównego bohatera ale kiedy w jednym gigantycznym wykrzyczanym monologu podsumowuje całe życie artystyczne i jego wpływ na życie prywatne, swojego ojca, mam wrażenie, że zaczyna się gubić prawda tego filmu. Nie znam ludzi, którzy tak rozmawiają i nie wierzę, że ta postać pojawia się tu po cokolwiek więcej niż aby wyłożyć widzowi na tacy cały sens filmu. Dla Innaritu podtekst to za mało – potrzebny jest sam tekst. Identyczna sytuacja dotyczy wewnętrznych monologów Riggana Thomsona czy rozmów z krytyczką, która oczywiście jest najgorszym człowiekiem na całym świecie ever. 

Jasne, zauważam świetną pracę kamery i całą tę wirtuozerię montażową,  mimo, że cały pomysł z jednym fakeowym ujęciem to raczej operatorski gadżet niż faktyczny środek artystyczny. Zachwyca mnie, to jak chociażby Lubezki świetnie gra kolorem, światłem, sprawiając, że teatr staje się magicznym miejscem – labiryntem ciasnych korytarzy, dziwnych bibelotów, rekwizytów zaś za każdym zaułkiem może kryć się aktor w charakteryzacji albo mieć miejsce próba.

Ale nade wszystko jest to także dość osobliwy film o kryzysie wieku średniego i wielkim niespełnieniu życia w technokratycznym świecie, za którym się nie nadąża. Bo to własnie te chwile najbardziej intymne dla głównego bohatera (lub gdy jego intymność zostaje wystawiona na pośmiewisko jak w scenie biegu po ulicy) i melancholijne, wydają się tu najbardziej wartościowe. I to wtedy też kreacja Michaela Keatona robi wrażenie prawdziwej autorskiej wypowiedzi. Człowieka z smutną, przemęczoną twarzą, wypalonego, z ostatnimi iskrami, z których można by wykrzesać prawdziwą aktorską wielkość. To się w tym filmie na pewno udaje: zaś reszta to świetnie zrobione kino, które mimo wszystko łatwiej jest mi podziwiać niż pokochać.

szymalan

 

Reklamy

2 thoughts on “Birdman (2014, Alejandro Gonzalez Innaritu)

  1. Chwilami miałam wrażenie, że prawdziwą ideą filmu, było zainteresowanie potencjalnych widzów tematyką superbohatera (oczywiście, uczciwie przedstawiając im fakt, że film w rzeczywistości nie ma z tym nic wspólnego) i uderzenie w nich z całą mocą kinem trudnym, wyzywającym, mrocznym (dla wielu „nie miłośników” kina nudnym, pozbawionym fabuły, nic nie wartym). Z drugiej strony, miałam wrażenie, że o duszę głównego bohatera walczą dwie siły: kino artystyczne i kino popularne. Mimo wszystko jednak uważam zakończenie filmu za bardzo przewidywalne. Spodziewałam się dokładnie takiej sceny, od połowy filmu.

  2. Motyw z „jednym” ujęciem mnie zachwycił, ale to właściwie tyle. Początkowo film mnie wciągnął, ale jakoś od 30 minuty robił się co raz mnie interesujący. Właściwie ciężko powiedzieć co się dzieje w tym filmie… Widać, że mamy jakiś główny temat, motyw Birdmana – schizofrenia czy prawdziwe moce, ale to właściwie tyle… Tak prawdę mówiąc, nie wiem o czym był ten film…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s