American Sniper (2014, Clint Eastwood)

Snajper ****

american-sniper-poster-internationalJeżeli cokolwiek udało się dokonać Clintowi Eastwoodowi na pewno, to wprowadzić w tegoroczne filmowe oscarowe towarzystwo nieco porządnego zamieszania. Pośród nudnych i bezpiecznych biopiców, krojonych tak, żeby wzruszały do łez wszystkich jak leci, on jeden zrobił (no, może jeszcze nie licząc twórców „Whiplash”) nominowany film, który prowokuje jakąkolwiek wściekłość w widzu w trakcie seansu.

Łatwo dać się zniesmaczyć końcowymi scenami „Snajpera”, gdzie żałobna pieśń i powiewająca flaga wylewają na widza kubeł patosu dokonującego bezpardonowej apoteozy głównego bohatera. Celebrując żołnierskie oddanie, patriotyzm i odwagę, Eastwood do znudzenia każe innym postaciom nazywać Chrisa Kyle’a „legendą”, do momentu, w którym zaczyna to już brzmieć jak złośliwy żart.

Ale z drugiej strony, pokazując jak terrorysta traktuje chłopca wiertarką albo jak nasz bohater musi podjąć decyzję czy strzelać do małych dzieci, Eastwood nie mówi niczego czego nikt by zapewne na sali nie myślał. Że wojna to piekło, że świat zwariował, że nie ma w tej rzezi żadnej logiki i sensu. I że ta wielka odwaga głównego bohatera polega na byciu schowanym daleko poza polem rażenia i strzelaniu z bezpiecznej pozycji z fajnego karabinu z celownikiem do ludzi jak do kaczek. Czy Chris Kyle to rzeczywiście bohater a może po prostu ktoś, kto stał się nim niejako z obowiązku wtedy, gdy wszystkim zabrakło wiary i sensu w iracką wojnę? Czy może spać spokojnie, bo chronił wielu swoich kolegów jako snajper ? A może nie, bo w ciągu dwóch lat zabił 160 osób? 

Biograficzny film Eastwooda jest przede wszystkim świetnie , zwłaszcza w pierwszej połowie seansu, opowiedziany. Zachwycający jest montaż: agresywny i szarpany jak strzelanie ze snajperki, nie mal każde kolejne ujęcie i dopasowane do niego udźwiękowienie (zalecam seans w IMAXie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie jest to film pod ten format) powodują w widzu uczucie szarpnięcia. Wszystko wspomaga bardzo dobre aktorstwo, do tego zresztą stopnia, że chętnie ze statuetką Oscara za główną rolę męską widziałbym Bradley Coopera (tak, tak, bardziej niż Keatona nie wspominając o Reddnayu), który tak subtelnie odgrywa rolę faceta, dla którego wojna staje się naturalnym porządkiem rzeczy, a którego normalne życie zaczyna wyprowadzać z równowagi. 

I w sumie jest coś ciekawego w tym, że Clint Eastwood, któremu role zimnokrwistych westernowych twardzieli zrobiły karierę, teraz kręci tak skonfliktowany wewnętrznie film na temat bohaterstwa, jak ten. I gdyby tylko nie te końcowe patriotyczne klisze z kina wojennego, byłoby to film prawie doskonały. Ale może to właśnie dzięki intensywnej i realistycznej części wojennej, ta końcówka nabiera zupełnie innego smaku i nie wydaje się już tak urzekająca jak mogłaby? 

szymalan

Advertisement

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s