Jupiter Ascending (2015, Andy Wachowski, Lana Wachowski)

Jupiter. Intronizacja ***

Jupiter_Ascending-267973304-largeNajnowszy film Andy’ego i Lany Wachowskich niezwykle łatwo jest obśmiać. Pomijając takie urocze dialogi  jak „Pszczoły nigdy nie kłamią”, fabuła tego filmu w oczach szydzącego cynika nie ma najmniejszych szans.

Jest dziewczyna, która na początku filmu jest rosyjską emigrantką czyszczącą toalety a potem okazuje się potomkinią kosmitów. Którzy przerzucają się prawami do posiadania całych planet, w tym Ziemi. Jest chroniący ją łowca, który twierdzi, że jego organizm więcej ma wspólnego z psem niż z człowiekiem. Jest wielki spisek, w którym Ziemianie kompletnie nieświadomie wykorzystywani są do pewnych bardzo niecnych celów, przez długowiecznych wampirowato-kosmicznych arystokratów. Jest wreszcie uniwersum, w którym aby zostać królową Ziemi musisz przejść przez papierkowo-biurokratyczny cyrk rodem z polskich urzędów. 

Niedorzeczność fabuły uwypukla się tym bardziej, że spora część filmu to ekspozycyjne dialogi, które ciągną się w nieskończoność a zamiast wyjaśniać powodują jedynie jeszcze więcej zamotania w całej mitologii. Bywały momenty, że się po prostu wyłączałem i średnio do mnie trafiało to, o czym bohaterowie mówili. Ale też dzięki skręceniu w stronę tak uwielbianej przez Wachowskich estetyki gatunkowego kina klasy B, są momenty, że nie sposób oderwać wzroku od ekranu. Czasem dlatego, że bezpretensjonalna frywolność intrygi wydaje się naprawdę urocza,  a czasem dlatego, że Wachowscy nadal nie stracili drygu do kreowania całych światów, których wizualna prezentacja potrafi naprawdę zachwycić. Są tu wręcz ujęcia, który można by umieścić u Nolana w „Interstellar” i nikt by się nie zorientował, bo to ten sam poziom mistrzostwa kompozycyjnego.

Podziwiam i podzielam pasję Wachowskich. Choć nie zrobili jeszcze w swojej karierze perfekcyjnego filmu, do którego nie miałbym zastrzeżeń, to jednak tym razem mam wrażenie, że wyłożyli się nieco bardziej niż zwykle. Problemem filmu nie są ani dialogi ani przesadzony rozmach i fabularne komplikacje, największym problemem jest dla mnie brak głównych bohaterów, z którymi moglibyśmy się w tym uniwersum dobrze bawić. Odgrywający Supermana de facto Channing Tatum jest co najwyżej okej ale już Mila Kunis zupełnie nie dźwiga tej prostej roli (jak już wszyscy zauważyli: polega na spadaniu i byciu ratowaną przez latającego Tatuma) i mam wrażenie, że jej postać pochodzi z zupełnie innego filmu.

A już na pewno nie z tego samego,  co idący na całość Eddie Redmayne. Swoim głosem i wyniosłą postawą, gra tutaj Pana Złego, który absolutnie rozwala na łopatki, wszystko co ostatnio w kinie przygodowym tego typu widziałem. Redmayne oczywiście dostanie Oscara za „Teorię Wszystkiego” ale to własnie tu gra rolę, za którą powinien być zapamiętany. Kto wie, może także dzięki niemu kiedyś będzie to film bardziej kultowy niż wszystkie starzejące się równie szybko jak zarabiające krocie Marvele?

szymalan

 

Advertisement

Reklamy

17 thoughts on “Jupiter Ascending (2015, Andy Wachowski, Lana Wachowski)

      • Ha, dzięki za przykłady :) Szczerze powiedziawszy, Interstellar nie zrobił na mnie wrażenia pod względem ujęć i kompozycji kadru. Ot, raczej standard, przynajmniej dla mojego poczucia estetyki czy kompozycji kadru właśnie. Filmy które pod tym względem dobrze wspominam to np. „Granatowy, prawie czarny”, albo „Moonstruck” (tak, tak, właśnie ta banalna miłosna historyjka z Cage’em i Cher) – tam były takie cholernie ładne, „uporządkowane” ujęcia, takie że jak się pojawiały, to od razu przychodziła mi do głowy myśl „O kurczę, ale ładny kadr”. Pod tą kategorię może ewentualnie pasować Twój ostatni przykład, czyli dorosła Murph na tle pogorzeliska. Linia ognia dzieląca kadr na pół, duża sylwetka z prawej zbalansowana mniejszą z lewej, na dalszym planie – jest w tym ujęciu logika i harmonia, przyznaję, choć w trakcie oglądania nie zwracałem na to uwagi (nie tylko za pierwszym, ale nawet i za drugim razem – a to zwykle właśnie za drugim razem jest czas, żeby wyłapać wszystkie smaczki), ponieważ, po pierwsze, wg mnie jakichś szczególnie ładnych kadrów tam po prostu nie ma, a po drugie, i ważniejsze, poziom idiotyzmu i nielogiczności tego filmu jest taki, że żadne kadry i tak nie mogłyby go uratować. Serio, Interstellar to moje największe kinowe rozczarowanie zeszłego roku, bo czekałem na ten film jak cholera (jestem m.in. miłośnikiem astronomii), a to co dostałem to papka bez ładu i składu, w której Kip Thorne miał chyba coś do powiedzenia tylko i wyłącznie w kwestii wyglądu czarnej dziury, bo reszta woła o pomstę do nieba. Zresztą nie trzeba być światowej sławy fizykiem – wystarczy zdrowy rozsądek, umiejętność logicznego myślenia i odrobina wiedzy głębszej niż Pudelek, żeby wyczaić bezsensy w Interstellar :) (i nie chodzi mi tu wcale o to co się działo w czarnej dziurze, bo do tego akurat nie mam większych zastrzeżeń :) )

        • Ale co piszesz mi o jakichś przykładach z kina niezależnego…to zupełnie inne bajki, nie porównujmy rzeczy nieporównywalnych. Mi się podoba wąski i skupiony na pierwszym planie sposób kadrowania Nolana, nieco inny od bardziej moim zdaniem sztucznych i komputerowych panoram z innych superprodukcji. Działa to jako narzędzie storytellingu i mnie to wystarczy aby się zachwycać.

          A co do samego filmu, nie podobało Ci się, ładnie. Wiesz, też mogę napisać, że Twój komentarz jest bez ładu i składu i nic nie wnosi. Zasłaniasz się pisząc, że ja jestem z pudelka (bo nie widzę jakichś rażących głupot w tym filmie, które dyskwalifikowały by ten film jako widowisko) ale sam używasz argumentów na poziomie tanich tabloidów. Bez sensu, głupoty, idiotyzmy, banały.

          Konstrukcja tego filmu jest stabilna. Na najbardziej oczywistym poziomie jest to film o facecie, który zostawia swoją córkę na ziemi i wyrusza w daleki kosmos z bagażem tego faktu. Reszta to dekoracja science fiction, który po prostu jara nolana jako filmowego geeka. Ma trochę dziur logicznych ale to jak z każdym filmem science fiction w historii kina. I każdym filmem o podróżach w czasie w historii kina. Po prostu się nie da stworzyć takiego świata bez paradoksów, naciągania reguł itd. Ale na poziomie emocjonalnym jest to świetnie opowiedziane a do tego służy kino.

          No i jakbyś faktycznie tak czekał na tę premierę i faktycznie interesował się astronomią to byś wiedział więcej na temat udziału Kipa Thorne’a w tej produkcji i realizmu 90% tego filmu. reszta to spekulacja, która jest nadrzędnym celem kina gatunkowego jako rozrywki.

          • > Ale co piszesz mi o jakichś przykładach z kina
            > niezależnego…to zupełnie inne bajki, nie
            > porównujmy rzeczy nieporównywalnych.

            Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z kinem zależnym, czy niezależnym, filmy powinny być sensowne i spójne logicznie. Nie mam nic przeciwko pokazywaniu w filmach smoków, trolli, wróżek czy interfejsów do podłączania ludzi do Matrixa – pomimo że to wszystko nie istnieje. Mam natomiast zastrzeżenia w momencie, gdy logika filmu aspirującego do bycia filmem realistycznym jest bardzo mocno na bakier nie tylko z realizmem, ale nawet ze zwykłym zdrowym rozsądkiem.

            > Mi się podoba wąski i skupiony na pierwszym
            > planie sposób kadrowania Nolana, nieco inny
            > od bardziej moim zdaniem sztucznych i
            > komputerowych panoram z innych
            > superprodukcji. Działa to jako narzędzie
            > storytellingu i mnie to wystarczy aby się
            > zachwycać.

            Ależ proszę Cię bardzo, zachwycaj się do woli :) O gustach się nie dyskutuje :)

            > A co do samego filmu, nie podobało Ci się,
            > ładnie. Wiesz, też mogę napisać, że Twój
            > komentarz jest bez ładu i składu i nic nie wnosi. > Zasłaniasz się pisząc, że ja jestem z pudelka

            Nie napisałem, że jesteś z Pudelka, napisałem tylko, że wystarczy trochę pomyśleć, żeby dostrzec masę zgrzytów. Kwestią otwartą jest ile zgrzytów ktoś jest w stanie zaakceptować. To co się dzieje w Interstellar, na poziomie intelektualnym, jest dla mnie nie do przełknięcia.

            > (bo nie widzę jakichś rażących głupot w tym
            > filmie, które dyskwalifikowały by ten film jako
            > widowisko) ale sam używasz argumentów na
            > poziomie tanich tabloidów. Bez sensu, głupoty, > idiotyzmy, banały.

            Spoko, spoko, przez ten czas co się tutaj nie odzywałem zrobiłem sobie dość szczegółowe podsumowanie tego jak mi się widzi Interstellar. Nie wiem czy można tutaj w komentarzach wpisać tyle tekstu – zaraz się przekonamy :)

            > Ma trochę dziur logicznych ale to jak z każdym
            > filmem science fiction w historii kina. I każdym
            > filmem o podróżach w czasie w historii kina. Po
            > prostu się nie da stworzyć takiego świata bez
            > paradoksów, naciągania reguł itd.

            Oczywiście, że nie. Ale należy dbać o to, żeby film który aspiruje do bycia realistycznym, który ma aspiracje do przedstawiania rzeczywistości w sposób mniej lub bardziej naukowy – trzymał się chociażby podstawowej zdroworozsądkowej wiedzy. Nie mam wątów np. do Gwiezdnych Wojen, w których myśliwce przelatują przez próżnię z przeciągłym jękiem, a laserowe działobitnie mają odrzut aż miło. Taka jest po prostu przedstawiona w GW rzezczywistość, i tyle, nie ma się co o to rzucać, bo jest to przedstawione spójnie – w ramach tego przedstawionego świata. W Interstellar tego nie ma, tej spójności – przynajmniej wg mnie. Szczegóły za moment.

            > Ale na poziomie emocjonalnym jest to świetnie
            > opowiedziane a do tego służy kino.

            Kino jest również rozrywką intelektualną, a nie tylko emocjonalną. Po filmach które mają być głównie jakąś oniryczną, zakręconą wizją nie oczekuję spójności logicznej (pierwszy z brzegu przykład który mi przychodzi do głowy to „Sanatorium pod klepsydrą” – chociaż to gatunek odległy od Interstellar o lata świetlne). Oczekuję natomiast sensu w tym co widzę na ekranie od filmu który pretenduje do miana podpartej nauką wizji podboju kosmosu przez ludzi.

            > No i jakbyś faktycznie tak czekał na tę premierę > i faktycznie interesował się astronomią to byś
            > wiedział więcej na temat udziału Kipa Thorne’a
            > w tej produkcji i realizmu 90% tego filmu.

            Uwielbiam gdy ktoś mi mówi, czym się interesuję, a czym nie, i co bym zrobił gdym się tym czy tamtym interesował :) Udział Kipa Thorne’a w Interstellar jest bez problemu do wygooglowania, ale tak ogólnie biorąc, to im większy by on był (ten udział), tym gorzej dla filmu i dla Kipa Thorne’a – bo oznaczałoby to, że gość stracił już kontakt z rzeczywistością, albo postanowił przymknąć oko na rzeczy, które są przedstawione w filmie w totalnie idiotyczny, naiwny sposób, a które Kip powinien, jako naukowiec i astrofizyk, znać od podszewki. Co do realizmu tego filmu, to nie trzeba być specjalistą od astronomii, żeby dostrzec dziury. Wystarczy trochę elementarnej wiedzy, chociażby o planowaniu misji kosmicznych czy życiu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. To nie jest wiedza tajemna, każdy miał (jak mniemam) szansę zobaczyć chociaż kilka filmików na YouTube dotyczących takich tematów. Wystarczy taka wiedza ogólna, oraz kawałek zdrowego rozsądku.

            > reszta to spekulacja, która jest nadrzędnym
            > celem kina gatunkowego jako rozrywki.

            Nie mam żadnych zastrzeżeń do tego co się działo przy zbliżaniu się do czarnej dziury, ani tego co się działo już w czarnej dziurze. Tu akurat akceptuję prawo autorów do fantazjowania, tym bardziej, że – jak sam piszesz – na razie nie wiadomo dokładnie, co się w czarnych dziurach dzieje, bo nikt tam jeszcze na razie nie dotarł. Ale moje zastrzeżenia nie dotyczą tej części filmu, tylko większości tego, co się działo przed cz-d. Oraz części tego co się działo po cz-d.

            • ” filmu aspirującego do bycia filmem realistycznym ”

              Dałeś sobie to wmówić. To film przygodowy, który w paru miejscach opiera się na wysoce realistycznych i szczegółowych teoriach z astrofizyki. Tyle.

              I to nie tylko Kip Thorne stracił zatem kontakt z rzeczywistością: codziennie facet dzwonił do Stephena Hawkinga, na tubce są też filmiki (i to całkiem sporo) gdzie Neil de Grasse Tyson też jest zachwycony stroną naukową Interstellar. Jesteś zatem ostatnim bojownikiem na polu bitwy o zdrowy rozsądek i podstawową wiedzę ogólną w kinie rozrywkowym : <

              Sorki, ja trzymam ich stronę, wolę też stracić kontakt z rzeczywistością, w sumie na to poniekąd też chodzę do kina ;-) .

              "Uwielbiam gdy ktoś mi mówi, czym się interesuję, a czym nie, i co bym zrobił gdym się tym czy tamtym interesował :) "

              Uwielbiam, gdy ktoś myśli, że napisze, że interesuje się astronomią i to oznacza, że z automatu będę łykał wszystko co napisze :)

              " „Sanatorium pod klepsydrą” – chociaż to gatunek odległy od Interstellar o lata świetlne). "

              Zdziwiłbyś się jak bardzo nie. Kino Nolana naprawdę nie ma daleko do takich onirycznych wizji jak z filmu Hasa.

  1. Żeby tak jeszcze ci panowie (tak wiem, że jeden z nich to teraz kobieta) mogli zrobić coś dorównującego „Matrixowi” to byłbym wniebowzięty. Nawet coś tak „słabego” jak druga czy trzecia część. Bo nic innego, co wyszło z ich starań nie mogłem obejrzeć do końca. Jupitera nawet nie próbuję.

  2. Z jakiegoś powodu nie mogę odpisać bezpośrednio pod Twoją odpowiedzią – nie ma opcji „Odpowiedz”. Piszę więc tutaj :)

    >>” filmu aspirującego do bycia filmem realistycznym ”
    > Dałeś sobie to wmówić.

    Być może. Ale jeśli dałem sobie to wmówić, to oznacza, że takie były zapowiedzi. Że reklamówki sugerowały, że to będzie coś realistycznego. Zresztą, powtarzam po raz kolejny – tu nie chodzi o mega-realistyczny realizm typu relacja na żywo z ISS. Tu chodzi o naiwne i niekonsekwente podejście autorów do tego co się dzieje w filmie. Poza tym, sama wymowa Interstellar jest raczej poważna. To nie jest pastisz ani parodia, tylko film robiony na poważnie (na tyle, na ile jest to możliwe w kinie bądź co bądź rozrywkowym). A fakt, że wciągnięto do współpracy Thorne’a tylko to potwierdza, prawda? Gdyby to miało być kino czysto rozrywkowe a’la Transformers, to nikt nie zawracałby sobie głowy współpracą z astrofizykiem.

    > To film przygodowy, który w paru miejscach opiera się na wysoce realistycznych i
    > szczegółowych teoriach z astrofizyki. Tyle.

    No i dobra. Co i tak nie zmienia faktu, że nawet w filmach przygodowych oczekuję sensowności tego co się dzieje na ekranie. Bo niezależnie od tego do jakiej kategorii film należy, powinien być spójny wewnętrznie.

    > I to nie tylko Kip Thorne stracił zatem kontakt z rzeczywistością: codziennie facet dzwonił
    > do Stephena Hawkinga, na tubce są też filmiki (i to całkiem sporo) gdzie Neil de Grasse
    > Tyson też jest zachwycony stroną naukową Interstellar.

    Po pierwsze, to że ktoś jest zachwycony stroną naukową Interstellar w żaden sposób nie wpływa na moje własne wnioski dotyczące tego co widzę na ekranie. Umiem samodzielnie myśleć, a to czy jakiś autorytet jest czymś zachwycony czy nie – nie powinno być miarą sensowności tego czegoś. To po pierwsze. A po drugie, w tych filmach które widziałem Neil mówi tylko o zjawiskach związanych z teorią względności – o zwolnieniu upływu czasu, o czarnych dziurach, o tym czy tunele czasoprzestrzenne naprawdę istnieją i o możliwości podróży przez taki tunel. To są rzeczy do których w Interstellar nie mam żadnych zastrzeżeń (nawet gdyby to była czysta fantazja – bo też się lubię oderwać od rzeczywistości oglądając taki czy inny film :) ). Mam natomiast zastrzeżenia do tego, w jaki sposób rozwija się akcja w filmie, jak są pokazani członkowie ekipy, do tego co i jak robią, jak się zachowują, i co mówią. To są rzeczy które z astrofizyką nie mają nic wspólnego, za to mają bardzo dużo wspólnego ze zwykłym zdrowym rozsądkiem.

    > Jesteś zatem ostatnim bojownikiem na polu bitwy o zdrowy rozsądek i podstawową
    > wiedzę ogólną w kinie rozrywkowym : Sorki, ja trzymam ich stronę, wolę też stracić kontakt z rzeczywistością, w sumie na to
    > poniekąd też chodzę do kina ;-) .

    Ja również oglądam filmy po to, żeby oderwać się na moment od codzienności. To oczywiste – od tego jest kino, muzyka, książki, i milion innych rzeczy które się robi w czasie wolnym. Co nie zmienia faktu, że nawet oderwane od rzeczywistości filmy powinny być spójne wewnętrznie – WŁAŚNIE dlatego, że wtedy stają się jeszcze bardziej wiarygodne, a oderwanie się od rzeczywistości dzięki nim – jeszcze przyjemniejsze.

    > Uwielbiam, gdy ktoś myśli, że napisze, że interesuje się astronomią i to oznacza, że z
    > automatu będę łykał wszystko co napisze :)

    Ależ ja wcale nie oczekuję, że będziesz cokolwiek łykał z automatu :) :) Wręcz przeciwnie – jeśli już czegoś oczekuję, to właśnie dyskusji i podważania argumentów. Poza tym nie zamierzam wcale przekonywać Cię do mojego zdania dotyczącego Interstellar (które jest, nota bene, bardzo niejednoznaczne) – przedstawiam po prostu moje argumenty, i tyle. Poza tym, jeszcze wracając do łykania z automatu – twierdzisz, że nie zamierzasz łykać z automatu tego co piszę, tylko dlatego że napisałem że interesuję się astronomią. OK, całkowicie popieram takie podejście, bo jest to dokładnie to, co sam uznaję za słuszne, i co napisałem kilka akapitów wyżej – to, że jakiś autorytet coś mówi nie zwalnia słuchaczy od samodzielnego myślenia i analizy. Dlaczego zatem wymagasz ode mnie, żebym z automatu łyknął historię, którą próbuje mi wcisnąć Nolan, i przywołujesz na poparcie swojej tezy autorytet Neila Tysona? :)

    >>„Sanatorium pod klepsydrą” – chociaż to gatunek odległy od Interstellar o lata świetlne).
    > Zdziwiłbyś się jak bardzo nie. Kino Nolana naprawdę nie ma daleko do takich onirycznych
    > wizji jak z filmu Hasa.

    Zdziwiłbym się faktycznie, bo widziałem Memento, Batmany i Interstellar, i wg mnie są to filmy bardzo różne od Sanatorium. Może ewentualnie Memento możnaby troszkę porównać do tych nagłych przeskoków i zwrotów akcji, które są w Sanatorium, ale nie zmienia to faktu, że Memento to film z gruntu realistyczny – u jego podstaw leży konkretna medyczna przypadłość. A Sanatorium to dzieło „artystyczne”, zdecydowanie różne od „logiki” panującej w Memento (i zresztą we wszystkich wymienionych wyżej filmach Nolana, które widziałem) – różnią się od siebie na takiej zasadzie, jak różni się sztuka od nauki (w sensie badań naukowych). Teraz mi pewnie napiszesz, że sam sobie przeczę, bo najpierw pisałem, że Interstellar jest nielogiczny, a teraz nagle przytaczam go jako przykład filmu kierującego się logiką :) Chodzi mi o to, że fabuła filmów takich jak Nolana jest osnuta na związkach przyczynowo-skutkowych (nawet jeśli są w niej nierealistyczne bezsensy, takie jak w Interstellar), natomiast w filmach typu Sanatorium takich związków przyczynowo-skutkowych się nie oczekuje (tak jak nikt nie oczekuje naukowego uzasadnienia estetycznej strony obrazu „Mona Lisa”).

    • „Być może. Ale jeśli dałem sobie to wmówić, to oznacza, że takie były zapowiedzi.”

      To trafiłeś raczej na złego bloga. Ja tu się zajmuje konfrontowaniem się z tylko i wyłącznie tym, co widzę na ekranie a nie tym, co widzę na ekranie z wypowiedziami reżysera w wywiadach albo tym co widziałem w marketingu filmu.

      „To są rzeczy które z astrofizyką nie mają nic wspólnego, za to mają bardzo dużo wspólnego ze zwykłym zdrowym rozsądkiem.”

      To nie jest film o ludziach, którzy są w sytuacji która sprzyja zdrowemu rozsądkowi albo którzy sami zawsze podejmują chłodne logiczne decyzje. To jest właśnie integralna część całej tej opowieści, że mamy tu ludzi postawionych w dość ekstremalnej sytuacji. Na tym polu jest to film absolutnie spójny, o wiele bardziej niż w kwestiach całego mechanizmu naukowego na którym jest oparty (choć i tu radzi sobie zupełnie nieźle).

      „Co nie zmienia faktu, że nawet oderwane od rzeczywistości filmy powinny być spójne wewnętrznie – WŁAŚNIE dlatego, że wtedy stają się jeszcze bardziej wiarygodne, a oderwanie się od rzeczywistości dzięki nim – jeszcze przyjemniejsze.”

      Ja mam zupełnie inne pojęcie na temat tego co musi być spójne w filmie i co w ogóle musi film zawierać aby był dobry i przyjemny. I Interstellar pod to podchodzi.

      „Dlaczego zatem wymagasz ode mnie, żebym z automatu łyknął historię, którą próbuje mi wcisnąć Nolan, i przywołujesz na poparcie swojej tezy autorytet Neila Tysona”

      Nie zrozumieliśmy się. Ja mówiłem o stronie naukowej tego filmu, bo myślałem, że do tego pijesz. Ale w końcu napisałeś, że nie o to chodzi, także luz. ;)

      „to, że fabuła filmów takich jak Nolana jest osnuta na związkach przyczynowo-skutkowych”

      Nolan w przeciągu całej swojej kariery podejmuje tematy o tym jak kino może opowiadać o snach, fantazjach, ludzkiej pamięci, zabaw z czasem, przestrzenią, nauką, logiką itd. jeżeli Has robił w swoich filmach cokolwiek, to dokładnie to samo. Tylko w zupełnie innej formie, Nolan to nerd, lubi gadżety i nauki ścisłe. Ale to tylko dekoracje, de facto jego filmy sprowadzają się do tego samego, co filmy Hasa – do analizowania zjawiska snu, fantazji i narracyjnych konstruktów w sztuce.

  3. Kurczę, widzę że chyba usunąłem z poprzedniego posta kawałek tekstu – zatem dopisuję go jeszcze raz, bo jest ważny:

    > Jesteś zatem ostatnim bojownikiem na polu bitwy o zdrowy rozsądek i podstawową
    > wiedzę ogólną w kinie rozrywkowym

    Na szczęście, nie ostatnim. Dużym i przyjemnym zaskoczeniem dla mnie było to, jak wiele ludzi dostrzegło w tym filmie te same dziury co ja (oraz wiele innych). Oto kilka przykładów:

    http://popfiction.pl/interstellar-recenzja/

    http://ameliowy.pl/post/102329747136/6-problemow-ktore-mam-z-interstellar (zwłaszcza rozdziały „Naiwność historii i brak spójności” oraz „Naukowcy tylko z nazwy”)

    http://www.kwantowo.pl/2014/11/19/garsc-szybkich-uwag-na-temat-interstellar/

    :)

    • Ładnie, poczytałem to sobie, pierwsza osoba pisze, że postać z Interstellar nie jest taka jak z Piątego Elementu (plus: nie rozumie w jakiej sytuacji jest NASA w tym filmie), druga pisze, że Cooper zostawia swoje dzieci ot tak (mimo, że prawie 7 minut trwa scena pożegnania z córką), a trzecia, że czarna dziura w tym filmie znajduje się koło Saturna.

      Eh :-)

  4. > Ładnie, poczytałem to sobie, (…)
    > (…)
    > Eh :-)

    Wybrałeś trzy nieścisłości w przytoczonych przeze mnie tekstach, i na tej podstawie kwestionujesz sensowność całych wypowiedzi? (bo tak rozumiem to nieco ironiczne „Eh”). Dlaczego nie odniesiesz się do tego, co jest w tych recenzjach najważniejsze, to znaczy tego, że topowi (teoretycznie) naukowcy zachowują się w Interstellar jak naiwne dzieci?

    > Ja tu się zajmuje konfrontowaniem się z tylko i wyłącznie tym, co widzę na ekranie
    > a nie tym, co widzę na ekranie z wypowiedziami reżysera w wywiadach albo tym co
    > widziałem w marketingu filmu.

    Mimo to, przywołujesz Neila Tysona jako poparcie swojego twierdzenia, że strona naukowa Interstellar jest OK :P Ale dobra, tego akurat wątku naszej dyskusji nie ma sensu ciągnąć, ponieważ widzę, że wciąż jeszcze nie wypunktowałem dokładnie co mi w tym filmie nie pasuje.

    > To nie jest film o ludziach, którzy są w sytuacji która sprzyja zdrowemu rozsądkowi albo
    > którzy sami zawsze podejmują chłodne logiczne decyzje. To jest właśnie integralna część
    > całej tej opowieści, że mamy tu ludzi postawionych w dość ekstremalnej sytuacji. Na tym
    > polu jest to film absolutnie spójny

    To jest film o topowych naukowcach, którzy wyruszają w misję ratowania ludzkości, gdzieś na drugi koniec kosmosu. Nie oczekuję, że takie osoby będą się zawsze zachowywać racjonalnie, zwłaszcza w ekstremalnych sytuacjach. Ale oczekuję, że ich wypowiedzi i działania będą chociaż w miarę spójne z poziomem ich wykształcenia sugerowanym w filmie.

    > Ja mam zupełnie inne pojęcie na temat tego co musi być spójne w filmie i co w ogóle musi
    > film zawierać aby był dobry i przyjemny. I Interstellar pod to podchodzi.

    No i dobrze, na tym polega sztuka, że każdemu się podoba co innego :)

    > Nie zrozumieliśmy się. Ja mówiłem o stronie naukowej tego filmu, bo myślałem, że do
    > tego pijesz. Ale w końcu napisałeś, że nie o to chodzi, także luz. ;)

    Zaraz wyłuszczę dokładniej, co mi nie leży (oraz co mi leży), tylko powiedz mi, czy mogę tu wkleić tekst składający się z ok. 22 tys znaków? Bo tyle mi wyszło tych moich Interstellarowych przemyśleń :)

    > „to, że fabuła filmów takich jak Nolana jest osnuta na związkach przyczynowo-skutkowych”
    > Nolan w przeciągu całej swojej kariery podejmuje tematy o tym jak kino może opowiadać o
    > snach, fantazjach, ludzkiej pamięci, zabaw z czasem, przestrzenią, nauką, logiką itd.

    Nie do końca widzę, gdzie w Batmanach jest podjęcie tematu jak kino może opowiadać o snach, fantazjach, ludzkiej pamięci, zabaw z czasem, przestrzenią, nauką, logiką itd ;) Dla mnie te akurat filmy to jest po prostu kino rozrywkowe – choć mające swoisty klimat. Co do Hasa, to widziałem tylko Sanatorium, i wg mnie jest to film zupełnie niezwykły, szczegółowy, mocno osadzony w historii (zagłada Żydów), oraz w emocjonalnym, bardzo osobistym odbiorze historii przez jej uczestników. Jak dla mnie to Nolan przy czymś takim nawet nie stał – no ale może musiałbym obejrzeć pozostałe jego filmy, żeby wyrobić sobie szerszy pogląd na sprawę :)

    • ” na tej podstawie kwestionujesz sensowność całych wypowiedzi?”

      Dokładnie tak. Jeżeli mieszasz czyjąś pracę z błotem, to przynajmniej wypadałoby samemu nie popełniać takich błędów, jakie zarzuca się twórcy.

      „przywołujesz Neila Tysona”

      A co ma jedno do drugiego? Ja te filmiki z Tysonem oglądałem w momencie, jak już dawno miałem wyrobioną opinię na temat Interstellar.

      „To jest film o topowych naukowcach”

      gdzie jest to powiedziane? Nolan szybko ich wprowadza, reszta to już sama misja. Sam mam zastrzeżenia co do wprowadzenia ich do filmu w taki a nie inny sposób ale nie przeszkadza mi to, bo wiem, że nie to jest w filmie najważniejsze (przynajmniej nie jest dla mnie). Wzięli kogo mieli akurat w NASA, nie ma tam jakiegoś castingu na topowych naukowców całej Ziemi.

      ” powiedz mi, czy mogę tu wkleić tekst składający się z ok. 22 tys znaków? ”

      Sorki, ale tu nigdzie :P Szanuję Twoje prawo do wypowiedzi Piotrze :-) ale komentarze pod notką do innego filmu to nie jest najlepsze miejsce na takie elaboraty. A wtedy z tej dyskusji nie wyjdziemy już nigdy tym bardziej, że nie mam w życiu aż tyle czasu aby się wiecznie rozwodzić na jednym filmem :P Polecam samemu założyć bloga może :-)

      „Nie do końca widzę, gdzie w Batmanach ”

      W Batmanach wiadomo, że jest to mniej widoczne bo to jednak bardziej franczyza niż oryginalne kino. Ale są tam i retrospekcje, wspomnienia, senne quasi wizje (Alfred w kawiarni), zabawy z czasem (rozegranie finału TDKR w postaci 11 minutowej sceny w czasie rzeczywistym), kilkakrotne przeskoki w czasie w BB pomiedzy przeszłością a teraźniejszością itd.

      • >> ” na tej podstawie kwestionujesz sensowność całych
        >> wypowiedzi?”
        > Dokładnie tak. Jeżeli mieszasz czyjąś pracę z błotem, to
        > przynajmniej wypadałoby samemu nie popełniać takich
        > błędów, jakie zarzuca się twórcy.

        Nie widzę tu związku. Zarzucam Nolanowi, że bardzo mało uwagi przyłożył do realizmu zachowania i wypowiedzi postaci, oraz niektórych wydarzeń. Recenzje z podanych blogów przytoczyłem by pokazać, że nie mnie jednego te błędy rażą. Jeśli Ty w odpowiedzi negujesz znaczenie tego co jest napisane w przytoczonych recenzjach, tylko dlatego, że są tam nieścisłości, to – zgodnie z tym co sam piszesz – zachowujesz się tak jak ja. Więc popełniasz ten sam błąd, który mi zarzucasz :) Albo tu czegoś nie rozumiem :)

        Co do reszty – OK, faktycznie nie ma co tej dyskusji ciągnąć. Zamiast wklejania całego tekstu wrzucam link do forum (nota bene, astronomicznego ;P) na które go wrzuciłem. Jeśli ktokolwiek z tu piszących i czytających będzie chciał to przeczytać – zapraszam :)

        http://astropolis.pl/topic/48740-interstellar-dvd-z-magazynem-polityka/page-2#entry573972

        • „Więc popełniasz ten sam błąd, który mi zarzucasz”

          Ale w którym momencie ja Ci coś tu zarzucam ? Ja zarzucam recenzentom, na których się powołujesz. Jak pisze się tekst oparty na założeniu, że „się wie lepiej”, to lepiej faktycznie wiedzieć lepiej a nie pisać bzdury świadczące o elementarnym niezrozumieniu tego, co się oglada.

          „http://astropolis.pl/topic/48740-interstellar-dvd-z-magazynem-polityka/page-2#entry573972”

          wow, :P Ty naprawdę masz widzę nowe hobby z tym wyszukiwaniem problemów w tym filmie :P w wolnej chwili poczytam ;-)

          • > wow, :P Ty naprawdę masz widzę nowe hobby
            > z tym wyszukiwaniem problemów w tym filmie
            > :P w wolnej chwili poczytam ;-)

            To nie jest nowe hobby – ja po prostu już tak mam, od zawsze. Lubię myśleć i analizować, w zasadzie wszystko co oglądam, czytam, czy czego doświadczam rozkładam na czynniki pierwsze. Strasznie to utrudnia życie :) Są takie filmy których wady mi nie przeszkadzają, pomimo że je widzę (np. Van Helsing, i laseczka przez cały film walcząca na wysokich obcasach :) ). Akurat te zgrzyty, które widzę w Intestellar, to są rzeczy dla mnie dość istotne. A że czekałem na ten film, bo temat mnie kręci, więc takie też są moje reakcje po obejrzeniu. Fakt, zrobiłem błąd, że zacząłem tutaj pisać ogólnikami typu „bezsensowny film”, zamiast od razu, chociaż pokrótce, wypisać do czego mam zastrzeżenia, a do czego nie. Ale w sumie do napisania podlinkowanego tasiemca skłoniła mnie ta nasza dyskusja tutaj, więc w pewien sposób mnie zainspirowałeś :) Poza tym poddałeś mi też jeden pomysł – taki mianowicie, żeby założyć, że może ci ludzie którzy polecieli w kosmos wcale nie są mega-fachowcami. Oni po prostu pewnych rzeczy nie wiedzą, dlatego, że wychowali się w rzeczywistości w której misje lotów kosmicznych są traktowane po macoszemu. A zostali wybrani do lotu na Endurance nie dlatego, że są najlepsi, tylko dlatego, że nikogo innego po prostu nie ma :) Spróbuję obejrzeć Interstellar jeszcze raz, z takim właśnie nastawieniem, i zobaczę co z tego wyjdzie :)

          • >> Jeżeli mieszasz czyjąś pracę z błotem, to
            >> przynajmniej wypadałoby samemu nie
            >> popełniać takich błędów, jakie zarzuca się
            >> twórcy.
            > Ale w którym momencie ja Ci coś tu zarzucam ?
            > Ja zarzucam recenzentom, na których się
            > powołujesz.

            OK, już kumam – to „mieszasz czyjąś pracę z błotem” to nie było pod moim adresem :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s