Obywatel (2014, Jerzy Stuhr)

Obywatel ***

7638929.3Pomysł na film Jerzy Stuhr miał zaiste dość ambitny. W szybkim, półtoragodzinnym ciągu pojedynczych komediowych skeczy opowiedzieć spory kawał polskiej historii (od PRL aż do współczesności) i zarysować bohatera, który stale się tej historii opiera, mimo, że jak na złość ciągle staje się jej nieodłączną częścią.

Odwołując się do podstawowych elementów polskiej historii i obyczajowości, Stuhr usiłuje stworzyć coś na wzór filmów Marka Koterskiego: groteskową komedię absurdalnych sytuacji, które powinny bawić i przerażać swoją trafnością jednocześnie. Wracają więc w fabule podstawowe tematy: ciągnący się za Polską komunistyczny bagaż, konflikty pomiędzy lewicą i prawicą, rola Kościoła, rodzinne korzenie i przyzwyczajenia od których nie sposób w dorosłym życiu uciec.

Niestety – przy wysokich oczekiwaniach, jest to film ledwie połowicznie udany. Stuhr nie ma niestety przebiegłości obserwacyjnej Koterskiego, ani też jego wyczulenia na trafność absurdu bez jednoczesnego popadania w oczywistości. Tutaj Stuhr (także w głównej roli dzielonej wraz z swoim synem, Maciejem) posiłkuje się, zwłaszcza w tych współczesnych fragmentach filmu, niemal samymi oczywistościami. Powraca temat medialnych debat, jest znana wszystkim scena wkładania nauczycielowi kubła na głowę, jest wreszcie wprost cytowany tekst o tym, że „jesteście tam, gdzie stało wtedy ZOMO”.

W efekcie część współczesna wypada tu zdecydowanie najsłabiej. W miarę jednak oddalania się w przeszłość i coraz bardziej osobistych przeżyć tytułowego obywatela (granego przez Macieja Stuhra), historia nabiera większego koloru (mimo, że same zdjęcia stają się czarno-białe) i jest wreszcie miejsce na więcej emocji i zajrzenia w głąb duszy głównego bohatera, który nieustannie miota się pomiędzy różnymi opcjami, od komunistów po pracownika katolickiej kurii. Chcąc prowadzić jedynie spokojnie życie, zakochać się (oczywiście przypadkowo zabujał się w komunistce), na przemian jest bohaterem i zdrajcą narodu, bo przecież polska opinia publiczna ma krótką pamięć i potrafi zdanie zmieniać jak rękawiczki.  A nigdy nie można być po prostu sobą – zawsze trzeba stać po czyjejś stronie.

Ale największą bolączką tego – chwilami zupełnie zabawnego, chwilami kapitalnie zagranego (młody Stuhr chyba nawet lepszy niż ojciec, fantastyczny jest też epizod Piotra Głowackiego, który jako chyba jedyny człowiek na świecie potrafi przeklinać z taką charyzmą) – filmu jest jego zupełna nijakość. Biorąc się za mówienie tak wielkimi literami i operując tak zręcznie polskością samą w sobie, liczyłem, że reżyser, znany przecież też celebryta, z którego zdaniem można by się liczyć, zajmie w tym całym naszym nadwiślańskim piekiełku jakieś stanowisko.

Tymczasem ani stylistyczne, ani filmowo, ani narracyjnie, ani tym bardziej polityczne czy społecznie, nie czuję aby Stuhr miał tu cokolwiek od siebie do powiedzenia. „Obywatel” to zaskakująco przeźroczysty film, zrobiony tak, aby przypadkiem nie urazić zupełnie nikogo.

szymalan

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s