The Judge (2014, David Dobkin)

Sędzia **

The_Judge_2014_film_posterNadchodzi sezon oscarowy a to oznacza, że co raz więcej ludzi na dużym ekranie zaczyna umierać. Starość, problemy rodzinne i społeczne, jak co roku, znów będą w cenie, tak samo zresztą jako nostalgia, filmowy konserwatyzm i niechęć dla nowości i oryginalności (ileż pikanterii by dodał fakt, gdyby taka „Zaginiona Dziewczyna” by na przykład wygrała w tym roku wszystko).  Czyli wszystko czego nie lubię. 

Bo co powodują takie filmy? Ano, chociażby to. Wystarczyły dwa dni abym został nazwany cynikiem i w ogóle człowiekiem bez serca, tylko dlatego, że nie podobał mi się ten film. Zdaję sobie sprawę, że to tak było żartem, tym bardziej że usłyszałem to od ludzi, których bardzo szanuję jako kinomanów i jako ludzi. Jednak z tego własnie powodu unikam jak ognia takich filmów jak „Chłopiec w Pasiastej Piżamie”, „Chce się żyć” czy „W pogoni za szczęściem”. Bo jak wybronić się krytyką takich mega rozczulających filmów, które z każdej stronie atakują mnie przesłaniem, jakie to życie może być fajne? W jaki to sposób świadczy o mnie jako o człowieku? No właśnie. Na pewno na co dzień nie mam uczuć i nikogo nie lubię. 

Choć muszę przyznać, że jednak nie do końca jest to przypadek „Sędziego”. Owszem, nie ufam wielkiej korporacji takiej jak hollywoodzkie studio , aby odpowiedzialnie i szczerze wobec widza zmierzyła się z tematami, o których ten film opowiada, ale tak naprawdę nie to jest tu tak na serio problemem. Problem jest czysto filmowy. To po prostu kiepski film: źle napisany, fatalnie zagrany i z fabułą tak wypchaną kliszami, że chwilami przekraczającą poziom żartu.

Pominę już fakt, że każda jedna postać zagrana tu jest wg typu. Albo w sumie nie pominę. Robert Downey Jr standardowo gra samego siebie: playboya, którego niby to nikt nie lubi ale tak naprawdę to ma czyste i szlachetne serce, sprawiające, że jego draństwo i buceria tylko nabierają uroku (wszystkie kobiety za nim szaleją w tym filmie: od własnej córki po córkę jego potencjalnej dziewczyny). Reszta obsady podobnie gra na jednej nucie i wg stereotypów: kobiety są tylko dla scen romantycznych, faceci są przeważnie inteligentni, ale za to jest też obowiązkowy Murzyn, który ma tylko za zadanie mówić w sądzie „Proszę wstać”. No i z publicznością na sali sądowej, która głośno i dramatycznie wzdycha za każdym razem, gdy pojawia się nowy zwrot w kryminalnej intrydze (zwłaszcza gdy schodzi z poziomu prawa na poziom rodzinnych awantur). Serio, nadal kręci się takie filmy? 

Ale kanibalizujący się film, który ciągle się unieważnia prowadząc dwa słabo rozwinięte wątki jednocześnie, to jedno. Najgorzej robi się, gdy pozbawiony wyobraźni reżyser bierze się za tzw. ważne tematy. Dobkin co prawda w co drugiej scenie przekracza granice ale absolutnym apogeum jest moment, w której główny bohater drugi raz w tym filmie (!) ogląda stare nagrane taśmy rodzinne (aby przekonać się o wartości życia i własnej rodziny) i nagle ni  z gruchy ni z pietruchy aby wzmocnić napiętą już któryś raz z rzędu w fabule sytuację na linii ojciec-syn, na ekran wjeżdża epickie tornado. Dokładnie takie jak z „Epicentrum” lub „Człowieka ze stali”. Naprawdę, przecierałem oczy bo nie wierzyłem. 

Twórcy „Sędziego” do tego stopnia nie wierzą w potencjał dramatyczny tej historii, że wrzucają tu wszystko na raz: śmierć, potencjalne morderstwo, rodzinne tajemnice, konflikt prowincja-wielkie miasto, relacje ojcowsko-synowskie, problemy moralne przedstawiciela prawa, dylemat ojcostwa, umieranie, strata, poszukiwanie własnej tożsamości przez cynika. No i tornado, a także dziesięć zakończeń, bo kto weźmie na poważnie film, który trwa 1h 50 minut. Oscarowy film musi trwać  dwie i pół godziny. A wszystko w obowiązkowym klimacie mrocznych i poważnych zdjęć naszego Janusza-Smuga-Światła-Z-Okna-we-Wnętrzu-Każdego-Budynku-Kamińskiego. 

Ja naprawdę nie mam nic przeciwko cynizmowi wielkich studiów i tego aby wydawały grube miliony na filmy tylko po to, aby te grube miliony w szybkim czasie się kilkakrotnie zwróciły. Nie mam nikomu za złe , że Snyder, Nolan czy Cameron dostaję po 200 baniek a decydenci przywiązują uwagę do cyferek na balance sheecie nie mniejszą niż korporacja, w której spędzam dziennie po 8 godzin.

Ale litości-  nie dajmy sobie wmówić, że kapitalnie w każdej jednej scenie (nawet tej, w której widzi cierpiącego ojca w łazience w środku nocy, sic!) uczesany, ubrany i werbalnie biegły Robert Downey Junior powie nam przed ekranem coś naprawdę głębokiego i ważnego na temat życia i świata. Spoiler: nie, on tylko podbudowuje sobie ego choć raz udając, że nie robi czegoś dla zwykłej rozrywki. 

szymalan

Advertisement

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s