Kaze Tachinu (2013, Hayao Miyazaki)

Zrywa się wiatr *****

7634705.3Filmy Hayao Miyzakiego oddychają w zupełnie innym rytmie niż masowo oglądane animacje z Hollywood. Oglądanie takich filmów jak „Zrywa się wiatr” w multipleksach, należy dziś do takiej rzadkości, że trzeba się wręcz nieco przestawić do zupełnie innego zarówno klimatu, jak i tempa opowiadania , jakie ma w swojej ofercie Miyazaki.

Niech przykładem będzie chociażby to, że w trakcie seansu panuje chwilami taka cisza, że udało mi się usłyszeć tykanie własnego zegarka. Czasem kamera zatrzymuje się i po prostu przygląda: korytarzom nocnym, niebu, tafli wody, twarzom bohaterów. Raz bohaterowie idą przez środek niemieckiego miasta i zatrzymują się w przypadkowym miejscu na ulicy aby posłuchać opery Schuberta zasłyszanej gdzieś z czyjegoś okna. Tego typu sceny – a ich imię legion – sprawiają, że klimat „Zrywa się wiatr” jest chwilami tak gęsty, że można by go kroić na kawałki, zaś atmosfera w czasie projekcji tak przytulna, że w kinie brakuje nam tylko poduszki, kocyka i podnóżka, żeby się móc wygodnie rozłożyć i tak móc spędzić cały seans.

Jednakże ta marzycielska na poły bajka, na poły prawdziwa historia nie należy ani do specjalnie prostych ani też do najinfantylniejszych, „Ponyo”-podobnych, filmów japońskiego twórcy. Jeżeli tym razem wierzyć Miyazakiemu, ten ostatni film w jego karierze jest zaskakująco poważny, dojrzały i praktycznie wyzbyty z jakichkolwiek elementów baśniowych i science-fiction. Wręcz przeciwnie, choć jest to chwilami dość idealistyczna opowieść o tym, czym są pragnienia naszego serca i jak walczyć o własne pasje, to jednak Miyazaki przez większą część traktuje tu wszystko na serio, jasno oddzielając świat snów od świata prawdziwego.

W trakcie fabuły prowadzi nas przez trudny okres w historii nieco zacofanej, zakompleksionej technologicznie ale jednocześnie nastawionej na rygor pracy, Japonii. W przerażającej, epickiej sekwencji oglądamy trzęsienie ziemi Kanto w 1923 w roku a dalej mamy i światowy kryzys ekonomiczny, i początek II wojny światowej i wreszcie związany z tym ostatnim militarny i technologiczny wyścig, pozwalający wreszcie wyjść Japonii z zastoju. W roli głównej nasz przewodnik po tym świecie, prawdziwa historyczna postać, Jiro Horikoshi, ambitny, młody chłopak, który od dziecka wchodził na dach swojego domu i kontemplując widok gwiazd na niebie, marzył o byciu pilotem samolotów.  

Jednak wbrew konwencjom filmowych bajek (chociażby „Ratatuj” ze szczurem pragnącym gotować czy „Kung Fu Panda” z wielkim miśkiem, który pokochał kung-fu), bohater swojego największego marzenia nie spełnił: nie mógł zostać pilotem ze względu na swoją wadę wzroku. Jednak 10 lat później, jako już dorosły młodzieniec, Jiro znalazł sobie marzenie alternatywne: został konstruktorem samolotów. Inspirując się swoim idolem, włoskim wizjonerem Gianni Capronim, bohater wyrusza w wielki świat, zostawia rodzinę i zostaje inżynierem, aby móc realizować swoje największe fantazje o samolotach. Niestety, zbliżający się konflikt na mapie świata sprawił, że samoloty które tworzył w fabryce Mitsubishi (a konkretniej mocowania do nich), powstawały na zlecenie japońskiej armii i zaczęły służyć zniszczeniom i zabijaniu w trakcie działań wojennych. Ale i to nie koniec historii: wkrótce w jego życiu pojawia się i druga pasja – Jiro poznaje dziewczynę, zakochuje się na zabój, ale i to marzenie zostaje szybko wystawione na ciężką próbę.

O czym jest najnowszy film twórcy „Ruchomego Zamku Hauru”? Przede wszystkim o niebezpieczeństwie zbyt doskonałej, zbyt pięknej fantazji. Poświęcając się swojej awiatorskiej pasji, bohater zostawił swoją rodzinę (choć miła jest ta wspominka o medycznych aspiracjach jego siostry), stracił przyjaciela, narażał własną miłość a także nie przykładał w ogóle uwagi do tego, co dzieje się na świecie („To z kim ma być ta wojna w ogóle?”). Czasem jego projekty w najlepszym wypadku mogły się okazać zupełnie słabe a w najgorszym – moralnie bardzo wątpliwe. Choć jednocześnie  w całej wojennej zawierusze i wszystkich problemach, jakie los rzuca nam jak kłody pod nogi, Miyazaki daje nam i bohaterowi nadzieję: jak mantrę powtarza się tutaj cytat z początku filmu –  „Zrywa się wiatr. Spróbujmy żyć”. 

Jeżeli jego film świetnie się ogląda, to nie tylko dla zapierających dech w piersiach wizualiów, do których już dawno zdążył widzów przyzwyczaić. Także główny bohater – przypominający Harry’ego Pottera z jego okrągłymi okularami, chłopięcy, ładny młody człowiek z mocnym, pragmatycznym głosem – jest nad-wyraz przekonujący. Jiro to nie tylko artysta i życiowy wrażliwiec – to także zawodowiec i perfekcjonista, któremu ufamy za każdym razem gdy reżyser wkłada mu w usta tony designerskiego żargonu. I który nie daje się onieśmielić nawet nieco wybuchowemu szefowi w swojej fabryce.

Śledząc losy turbulentnego życia Jiro, nie sposób nie pomyśleć o samym Miyazakim: ten sam perfekcjonista, dotychczas z głową w chmurach, dziś zdobywa się na dystans do samego siebie oraz własnej twórczości i kreuje dzieło inne niż wszystkie poprzednie w swojej karierze.  Konfrontując swoje sny z brutalnością rzeczywistości, Miyazaki wygrywa, tworząc jeden z najpiękniejszych filmów tego roku, na którym uronicie nie jedną szczerą łzę wzruszenia. 

szymalan

Reklamy

2 thoughts on “Kaze Tachinu (2013, Hayao Miyazaki)

  1. Ale mnie zachęciłeś! Uwielbiam filmy Miyazakiego, choć nie poznałam ich jako dziecko tylko dopiero w liceum. Zupełnie inna jakość i poruszana tematyka. Na najnowszy wybieram się w przyszłym tygodniu! Ja polecam mało znane „Makowe Wzgórze” – też bardzo wzruszający!

    • Jak miło spotkać też miłośniczkę Miyazakiego :-) Ja też dośc późno się wziąłem za jego filmy, właściwie to najwięcej z nich nadrobiłem w tym roku na Cropp Kultowe, ale uwielbiam go bezgranicznie.
      Wyczekuję Twojej recenzji zatem! :-)
      Makowego wzgórza” nie widziałem, koniecznie muszę zobaczyć :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s