The Wind That Shakes The Barley (2006, Ken Loach)

Wiatr buszujący w jęczmieniu *****

7537655.3Chociaż tytuł nagrodzonego Złotą Palmą filmu Kena Loacha jest wybitnie poetycki i metaforyczny, to jednak sam obraz już od lirycznych subtelności wydaje się być daleki. Psychologiczne niuanse ustępują tu ideologicznym postawom, wirtuozeria formalna zastąpiona zostaje przeżerającym kadry naturalizmem, nie ma tu także wszelkich filmowych ozdobników służących emocjonalnej manipulacji. 

Już w pierwszej scenie może przypomnieć się filmowy świat samego Wojciecha Smarzowskiego i surowa, nieoswojona przemoc, jaką atakuje nas twórca od samego początku. Jesteśmy w Irlandii, w czasie wojny lat 1920-1921, kiedy Irlandczycy znajdują się pod brytyjską okupacją. Anglicy pacyfikują wsie, mordują chłopów i szukają broni. Giną niewinni ludzie, reszta żyje w przerażeniu o każdy następny dzień a samozwańcze ogłoszenie wolnej demokratycznej Irlandii nie zrobiło na okupantach żadnego wrażenia.

Ten film wybitnego brytyjskiego socjalisty pokazuje nam sytuację dwóch braci: jeden z nich porzuca karierę doktorską, aby w końcu wstąpić do partyzantki i walczyć dla IRA. Drugi w IRA walczy już od dawna. Od teraz przez długi czas stoją po tej samej stronie – razem ćwiczą, razem walczą, razem potępiają zdrajców i opłakują poległych. Jednak z chwilą,  kiedy Imperium Brytyjskie ogłasza powstanie Irlandzkiego państwa ale pod ich własnym kierownictwem, dochodzi do rozłamu: część irlandzkiej społeczności dalej chce walczyć o pełną niepodległość (w tym tę gospodarczą: a więc i o socjalistyczny, wolny od brytyjskiego kapitalizmu ustrój), część zgadza się na protektorat. 

Wywołujący olbrzymie reakcje wśród brytyjskiej prawicy, „Wiatr buszujący w jęczmieniu” jest filmem historycznie odważnym, otwarcie sprzeciwiającym się Kościołowi, choć w gruncie rzeczy dochodzącym do niezwykle ludzkich wniosków. Loach oczywiście sympatyzuje tu z komunizującymi Irlandczykami: nie pokazuje żołnierzy IRA jak psychopatów czy terrorystów, jak czyniła to spora część filmów opowiadających o tym konflikcie. Ale też nie stawia im romantycznego pomnika. Nawet główny bohater w pewnym momencie strzela do nastoletniego chłopaka w ramach egzekucji za zdradę. Strzela także do przyjaciela, w chwili gdy i ten zdradził. Bohater wie, że po tym wszystkim zwyczajnie nie może się wycofać. 

Choć pozbawiony ideologicznego balansu – ale czy mógł on tu w ogóle zaistnieć, skoro wiadomo kto kogo najechał? – to film pozostaje jednak niezwykle dosadnym humanistycznym przesłaniem. Przedstawieni tu prości ludzie szukają w końcu tylko zwyczajnych wartości: swojego miejsca do życia (jak babcia, która nie chce oddać własnego domu), chleba, pracy, spokoju i miłości. To nie Brytyjczyk najeżdżający, napadający czy strzelający do Irlandczyka jest tu największym potworem: to przyjaciel strzelający do przyjaciela lub brat strzelający do brata jest w ostatecznym rozrachunku największym przegranym każdej wojny. I właśnie to sprawia, że ten zwycięski w Cannes film, jest tak wstrząsający do oglądania. Świetne kino. 

szymalan

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s