17. Festiwal Filmowy Cropp Kultowe (Katowice 2014)

Relacja z 17. edycji Festiwalu Cropp Kultowe

Plakat_17_Festiwal Filmowy Cropp KultoweCropp Kultowe to festiwal jedyny w swoim rodzaju. Nie ma tu żadnych wysoce oczekiwanych premier, na których recenzje czeka cały świat. Nie ma medialnych eventów, wielkich nagród, czerwonych dywanów, czy wyróżniających się z tłumu dziennikarzy paradujących z aparatami, którymi próbują uchwycić jakąś znaną gwiazdę. Bo samych gwiazd też tu nie ma. No chyba, że na dużym ekranie.

Bo tak naprawdę Cropp Kultowe to przede wszystkim kino – czasem nowe i wciąż młode (jak „Godzilla” i „Ponyo”) ale najczęściej mające już swoje lata i znane przez kinomanów na wyrywki, oglądane już wcześniej przez nich po wielokroć – po prostu, kultowe. Czasem arcydzielne i ponadczasowe, czasem obciachowe i nie będące w stanie się dzisiaj (czy w ogóle kiedykolwiek) na poważnie wybronić. Idąc na Cropp Kultowe, trzeba czasem prawdziwej kinomańskiej odwagi: trzeba daleko za drzwiami wejścia na salę zostawić swoje poczucie dobrego smaku, filmowy snobizm oglądania artystycznych, chłodnych produkcji wyrafinowanych twórców i dać się po prostu porwać krwawym, brutalnym, perwersyjnym produkcjom, które za nic mają sobie jakiekolwiek konwenanse i poczucie dobrego smaku. Jak ogląda się te dzieła dziś? Jak ogląda się je na dużym ekranie i w towarzystwie ludzi? Co w kontekście dzisiejszej rzeczywistości znaczą dla historii kina, popkultury ale i dla świata w ogóle?

Na te i wiele innych ważnych bardziej lub mniej pytań, próbowałem sobie odpowiedzieć w trakcie 23 seansów, na które wybrałem się na tegorocznej edycji Cropp Kultowe. Jak wyraźnie zaznaczył Patryk Tomiczek, dyrektor artystyczny festiwalu, we wstępie poprzedzającym seans otwarcia, edycji, którą charakteryzuje najbardziej radykalne podejście do festiwalowego repertuaru w jego historii. To prawda – zniknęła sekcja „Najgorszych filmów świata”, ale za to pojawiła się retrospektywa reżysera, który z miejsca uznany jest za najgorszego twórcę wszechczasów – Eda Wooda. Za to niejako w formie rewersu do „najgorszych”, dostaliśmy propozycję sekcji „Najlepsze filmy świata” – chyba najciekawszej repertuarowej prowokacji w historii całego FCK. Bo jak w ogóle można kogoś przekonać, że jakiś zestaw kilku filmów to najlepsze filmy ever? Pójście w oczywistości i przepisanie top 10 imdb byłoby raczej nudne. „Obywatel Kane” i „Ojciec chrzestny”? Nie, to nie to. Dlatego zdecydowanie ciekawszy okazał się – rzecz jasna kontrowersyjny- wybór Patryka Tomiczka, który poszedł w inną stronę – wybrał kino, które do tego festiwalu pasuje idealnie. Nie zawsze doceniane, dziwaczne pod względem treści, formy, perwersyjne, gatunkowe, niejednoznaczne, lekko konfundujące za każdym razem gdy wychodziło się z kina. Niestety nie udało mi się (przez kolidujące inne seanse, na których mi zależało) zobaczyć wszystkich filmów tej świetnej sekcji, ale najbardziej zadowolony wyszedłem z pokazu „Dziwolągów” – po 80 latach od premiery niesłychanie przejmującego obrazu na cześć tolerancji. Z kolei z takiej „Gry Pozorów” czy „Crash” wyszedłem nie wiedząc co o nich myśleć – choć jednocześnie myślałem o nich dużo i nadal myślę do dzisiaj. Tak więc pomysł jak najbardziej trafiony, oby za rok Patryk Tomiczek zaproponował nam Part 2 tej sekcji – na pewno jeszcze ma w zanadrzu masę ulubionych filmów, które warto poznać lub zobaczyć na nowo.

A skoro jesteśmy przy radykalizmach, również kwestia tegorocznego maratonu „Pory Zwyrola”, czyli kina absolutnie bezwstydnego pod każdym względem, wyglądała zdecydowanie inaczej – zdecydowanie dla bardziej odważnych kinomanów. Wyświetlane w trakcie „Pory zwyrola” rok temu produkcje Tromy jawią się jako zupełnie grzeczne i klasycznie zrobione, w porównaniu do jazdy jaką zaproponowali nam twórcy festiwalu w tym roku. Dwie produkcje Jesusa Franco, niezwykle płodnego twórcy, który uwielbiał pokazywać na swoim ekranie dwie rzeczy: przemoc i seks. I to obydwie w wydaniu naprawdę hardcorowym (zwłaszcza seks). „Wampirzyca” – film, w którym przez 80% oglądamy pornograficzne hardcorowe sceny erotyczne, a przez reszty czasu bohaterowie idą. Idą w stronę kamery, idą po schodach, idą w swoją stronę, idą przez las. W rytm ładnej muzyki. No i „Oaza żywych trupów” – nazywana najgorszym filmem o zombie w całej historii kina. Film nie tylko bez sensu, ale także bez zombie. I tu pojawia się cała cudowność Cropp Kultowe – w normalnych warunkach filmy takie jak „Oaza”  czy „Wampirzyca” wybronić się nie są w stanie. Ale z odpowiednio uświadomioną widownią, która często z piwem w ręku (jak niżej podpisany) głośno komentuje i śmieje się z kolejnych scen,  oraz a przede wszystkim z dwójką lektorów (kobieta i mężczyzna), którzy na żywo(!) improwizują dialogi z filmu i nieustannie wchodzą w interakcję z widzami, pokaz zamienia się w prawdziwy kinomański karnawał. A cały maraton – w przeżycie, które jest totalnie bezcenne i niemożliwe do powtórzenia w żadnych innych warunkach.

Bo to własnie takie małe-wielkie pomysły robią właściwie cały ten festiwal. Około-filmowe zabawy i artystyczne wydarzenia, które bez większego szumu (poza wyjątkiem w postaci spektakularnego przemarszu zombie po  centrum Katowic) pozwalają poczuć się inaczej niż na zwykłych pokazach i choć na chwilę stać się częścią filmu. Wspaniali młodzi, aktorki i aktorzy odgrywali role – zombie,  psów (przed pokazem „Psów”), umarłych kobiet („Podglądacz”), cyrkowców („Dziwolągi”), a nawet – moje ulubione – kobiet w rzędzie przekazujących sobie z kamienną twarzą kurczaki i jajka („Noc kurczęcich trucheł”).  Poza tym w Centrum Festiwalowym można było zobaczyć artystyczną instalację „Łącznik”, wybrać się do wypożyczalni kaset VHS, a także zakupić (lub odebrać – jak ktoś był posiadaczem akredytacji) koszulkę Cropp z prasowanką nawiązującą do kina klasy B. Niezmienne uwielbiam nadal wszystkie możliwe prelekcje, które niejeden raz rzetelnie wprowadzały widownię w kontekst filmu i przytaczały historię jego powstania (tu zwracam uwagę na cały cykl Ed Wooda i świetne prelekcje Jacka Rokosza a także zupełnie ironiczny wstęp Pawła Świerczka do – pierwszy raz w Polsce publicznie wyświetlanego! -„The Room” Tommy Wiseau).

Ale jakby tego wszystkiego było za mało, festiwal miał jeszcze więcej atrakcji. Ponieważ Cropp Kultowe to kino w całej jego rozciągłości, nie mogło także zabraknąć bardziej tradycyjnych form oglądania filmów, niż te obowiązujące dzisiaj. Było i kino samochodowe, w którym można było zobaczyć chociażby „King Konga”, było kino plenerowe i odbywające się w kafejkach, planowano również pokazy dzielnicowe („Batman lata po dzielnicach”), choć ostatecznie jednak zrezygnowano z powodu bardzo kiepskiej aury w pierwszych dniach trwania festiwalu. Cieszy mnie również w czasach digitalizacji filmowego medium, ze Cropp Kultowe to właściwie jedyna okazja, kiedy można natrafić na filmy puszczane jeszcze z taśmy 35mm.

Oczywiście,  festiwal to nie tylko Ed Wood, Najlepsze filmy Świata, filmy o zombie (które robiły niejako za maskotkę tegorocznego festiwalu), Pora Zwyrola czy kino na świeżym powietrzu. Dla mnie osobiście wiele emocji wzbudziła sekcja poświęcona anime ze studia Ghibli. Filmy trudno dostępne, choć takie, które powinien znać cały glob. Przepiękne wizualnie, muzycznie i emocjonalnie arcydzieła, za którymi stoi „‚japoński Disney” (choć moim zdaniem Disney mógłby się sporo od niego nauczyć), mistrz Hayao Miyazaki. W trakcie pokazów nadrobiłem jego „Ponyo”, epicką „Księżniczkę Mononoke” oraz „Nausiccę z Doliny Wiatru”, ale nie byłem również w stanie się oprzeć zobaczeniu na dużym ekranie „Spirited Away” oraz „Ruchomego zamku Hauru”. Tego ostatniego nawet polski dubbing nie był w stanie wykoleić, cała reszta zaś pokazywana była już w przepięknych oryginalnych wersjach dźwiękowych. Naprawdę szkoda, że polskie stacje telewizyjne mają tak strasznie wylane na filmy Ghibli – to nie tylko za każdym razem kawał kina przez wielkie k, ale też opowieści tak mądre życiowo i poruszające do głębi, że chyba tylko pozbawiony uczuć skończony cynik, znajdzie się przed ekranem kompletnie nie wzruszony. Wielkie, wielkie podziękowania dla organizatorów za te filmy.

Ostatnią sekcją, do której wrzucono tytuły najpopularniejsze i uznane przez rzesze kinomanów i krytyków, to odnowiona sekcja „Hit”, która zbierała zdecydowanie najwięcej widzów. W końcu jest to jakaś gratka zobaczyć na dużym ekranie „Człowieka z blizną” czy „Cinema Paradiso”. Sam tym razem skusiłem się na seans „Taksówkarza” (a jakżeby inaczej), „Absolwenta” (nadal bardzo zabawny film, jednocześnie mocno trzymający w napięciu- zwłaszcza jak się jest w sytuacji głównego bohatera to można go odebrać bardzo osobiście) oraz nadrobiłem sobie moją wielką zaległość w postaci „Kawy i papierosów” Jima Jarmusha (to najlepszy film Jarmusha jaki oglądałem). Przed tym ostatnim częstowano widzów kawą, ale na szczęście bez papierosów.

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o samym początku całego festiwalu, bo i ten był w tym roku inny niż zazwyczaj na Cropp Kultowe. W ramach seansu otwarcia zaprezentowano gościom, bezprecedensowo –  bo to premierowy, wchodzący do multipleksów w całej Polsce tego samego dnia –  najnowszy wysokobudżetowy film  „Godzilla” w reżyserii Garetha Edwardsa. O swoich mieszanych uczuciach wobec tej produkcji pisałem już jakiś czas temu, nie mniej jestem bardzo pozytywnie zaskoczony tym pomysłem ze strony organizatorów. Choć jakaś część mnie tęskni za otwarciem w postaci „Mechanicznej pomarańczy” jak przez poprzednie dwa lata, mam nadzieję, że za rok również doczekamy się równie spektakularnego openingu z przytupem.

Festiwal Cropp to wielkie wydarzenie dla kina popularnego. Chodzenie po wszystkich kinach studyjnych (a mamy je naprawdę wspaniałe) w centrum Katowic, to nadal fantastyczny sposób kulturalnego spędzania czasu w majowe popołudnie. Coraz bardziej ostry i wyrazisty klucz doboru filmów, co raz więcej mniej znanych perełek, co raz więcej niespodzianek czekających na gości, a jednocześnie wszystko cały czas w przytulnej, niemedialnej atmosferze przeżywania i kontemplacji filmów. To była świetna, jeszcze lepsza niż rok temu, edycja i już teraz nie mogę się doczekać pierwszych wieści dotyczących tej przyszłorocznej. Wiem, ze się nie zawiodę. 

szymalan

 

Reklamy

One thought on “17. Festiwal Filmowy Cropp Kultowe (Katowice 2014)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s