Noah (2014, Darren Aronosfky)

Noe. Wybrany przez Boga ****½

noah-poster-3

Fascynujący do oglądania – za taki uważam najnowszy film Darrena Aronofsky’ego, „Noe. Wybrany przez Boga”. Choć nie jestem w stanie w żaden obiektywny sposób stwierdzić czy jest to film świetny, czy nawet udany, to na pewno mogę napisać, że jest to obraz niezwykle ciekawy. Jeśli jest porażką – taką, za jaką można by uznać inne artystyczne superprodukcje ostatniej dekady – „Nostalgię Anioła”, „Źródło” (także Aronofsky’ego) czy „Drzewo życia” – to jest to porażka szalenie inspirująca i fascynująca.

Główny bohater filmu, Noe , to dobry i sprawiedliwy człowiek, który pewnej nocy ma wizję, przez którą przemawia do niego sam Stwórca. Świat, w którym „ziemia jest skażona” i  „wszyscy ludzie postępują na ziemi niegodziwie” (Rdz, 6,12), ma zostać w ciągu następnego tygodnia zniszczony przy pomocy gigantycznego kataklizmu, jakim ma być być słynny biblijny potop. Ludzkość ma zniknąć z powierzchni Ziemi, zaś Noe i jego rodzina (gdyż „tylko Noego Pan darzył życzliwością” – Rdz 6,8) dostają za zadanie zbudować wielką arkę i uratować wszystkie gatunki zwierząt, które żałuje Bóg Stworzyciel. Dla Noego sprawa jest nader oczywista: w końcu i jego czeka śmierć, zginąć musi jego żona, zginąć muszą jego synowie a i ich żony będą  musiały wkrótce umrzeć.

Co się stanie w chwili, gdy jego dorastający synowie pożądają kobiet, które mogą być płodne (w przeciwieństwie do bohaterki granej przez Emmę Watson)? Noe ogarnia szaleństwo: wykonanie zadania powierzonego mu przez Boga, staje się jego pasją i obsesją, dla której będzie gotowy zrobić wszystko. Aronofsky stawia więc przed nami kolejnego bohatera podobnego do Sarry Goldfarb z „Requiem dla snu, Niny z „Czarnego łabędzia” czy matematyka Maxa z  „Pi”. Mania na punkcie doskonałości, perfekcjonizmu i osiągnięcia zamierzonego celu, staje się destrukcyjna zarówno dla nich samych, jak i dla całego otoczenia. Przepełnieni egoizmem i poczuciem wyniosłości wyczynu, jaki mają dokonać, niemal mimowolne odchodzą od zmysłów i tracą poczucie jakiejkolwiek moralności. Czy Bóg faktycznie chce oglądać śmierć wszystkich (uderzająca sekwencja lamentu tonących ludzi)? Czy dla Boga można zabić niewinne istoty? Ile w ogóle można dla Stwórcy zrobić i jak daleko się posunąć?

To odważne przesunięcie w stronę psychologicznej dramaturgii jest bodaj największym pozytywnym zaskoczeniem związanym z tą produkcją. Choć cała sytuacja kończy się dość konwencjonalnie, to jednak znakomite aktorstwo Russella Crowe’a (chyba nigdy mi się tak nie spodobała jego rola), sprawia, że Noe jest postacią naprawdę totalną – kiedy zaczyna się zachowywać się jak psychopata, jest naprawdę przerażający, kiedy jest czuły i broni rodziny – naprawdę daje poczucie bezpieczeństwa. Pozostaje trochę żałować, że reszta aktorskich kreacji już tak dobrze nie wypada – zwłaszcza z ciężkim bólem serca muszę wspomnieć o najsłabszej w tym towarzystwie Emmie Watson, która poza parę sztucznych min z „Harry’ego Pottera” niestety nie wychodzi. Żałuję również  – kolejnej po „Zimowej Opowieści” – płaczliwej i pasywnej w dużej mierze roli Jennifer Conelly. Tak wyrazista aktorka powinna mieć moim zdaniem zdecydowanie większą rolę do odegrania w tej epickiej opowieści (inna sprawa zupełnie marginalnego potraktowania jej bohaterki w Księdze Rodzaju).

Wrażenie robi natomiast męskie towarzystwo -od Russella Crowe’a, po przyzwoicie zagranych synów Noego (Logan Lerman ładnie się broni) , po świetnego Raya Wintsona, z którym związany jest dość ambiwalentny dla moralnej strony filmu wątek króla, który chce napaść na arkę Noego i uratować siebie oraz swoich poddanych w czasie potopu. To on staje przeciw szaleństwu Noego i to on krytykuje i obśmiewa wegetarianizm, który rodzina Noego praktykuje (w jednej z pierwszych scen jeden z synów Noego wręcz wprost pyta się ojca o to, dlaczego inni ludzie jedzą mięso, „Myślą, że daje im siłę. A przecież siłę daje Bóg” – słyszy w odpowiedzi). I to on wreszcie oświadcza, że człowiekiem nie sterują cuda, jakich doświadcza bohater grany przez Crowe’a, ale  jego własna wola i własne poczucie odróżniania dobra od zła.

Film Aronofsky’ego ma wymiar uniwersalnego mitu na temat kondycji moralnej człowieka i do końca pozostaje przedziwną hybrydą. Z nudnego filmu drogi, przechodzi w kontrowersyjne dla wielu widzów, a dla mnie olśniewające i wgniatające w fotel widowisko fantasy-wojenne (małe info zanim ktoś podniesie kamień w stronę scenarzystów: w Biblii jest wspomnienie o gigantach), by potem przeistoczyć się w kino katastroficzne ręka w rękę prowadzone z dramatem psychologicznym. Gdyby nie nudnawy początek, sentymentalnie -choć zaskakująco wiernie w stosunku do materiału źródłowego – rozegrany koniec  i parę aktorskich sztuczności po drodze, nie miałbym do „Noego” żadnych większych zastrzeżeń.

Ostatecznie , mimo masy drogich dekoracji i efektów specjalnych, to nadal autorskie dzieło Aronofsky’ego (chociażby charakterystyczne dla niego montażówki z ‚Requiem dla snu”). I nadal dzieło, które nie ima się ciekawych i ryzykownych dla masowej publiczności pomysłów, dalekie od familijnych i miałkich biblijnych produkcji pokazywanych w każde święta. Nie do  końca spełnione, ale może właśnie dlatego tak chwilami magnetyczne i tak intelektualnie stymulujące. Oby więcej takich inwestycji dokonywanych przez wielkie hollywoodzkie studia.

szymalan

Reklamy

2 thoughts on “Noah (2014, Darren Aronosfky)

  1. Czemu uważasz Noego za sprawiedliwego? Czy to może pisałeś odnośnie tego z Biblii, nie z filmu?

    Drugi raz piszę ten komentarz, miałem jakiś problem z logowaniem się na wordpressa :/

    • Pisałem o Noe z samego początku filmu ;)
      z wordpressem czasem są problemy, potrafi wrzucić normalny komentarz do spamu a innym razem spam uznać za komentarz :/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s