The Hangover Part III (2013, Todd Phillips)

Kac Vegas 3 ***

hangover_part_iii

Wchodzący 7 czerwca na ekrany polskich multipleksów, „Kac Vegas 3” w reżyserii Todda Philippsa, ma być wielkim ukoronowaniem trylogii, która na dobre trafiła do świadomości milionów widzów na całym świecie. Zamiast więc „kolejnej części”, film jest w czymś rodzaju „epickiego zakończenia”, i takie poczucie od samego początku próbuje w widzu wytworzyć. Próbuje to zresztą zrobić jeszcze przed samym filmem: już plakaty, jak ten – znakomity! – powyższy, który świetnie parodiuje poster z „Harrego Pottera i Insygniów Śmierci, Części 2”, zapowiadają nam, że to będzie naprawdę znacząca część dla całej serii. Takie samo wrażenie próbuje wytworzyć też gotowy film: już od początku kiedy na ekranie pojawia się logo studia, z głośników wydobywa się poważna muzyka, chwilę potem wchodzi chór, a cała otwierająca scena, powodują poczucie, że jeszcze nie wiadomo co oglądamy, ale na pewno nie jest to „Kac Vegas”, taki jak dotychczas. 

Zgodnie z hollywoodzką modą, ale i ogólnymi trendami, dla wszystkich znanych franczyz popkultury, wszystko musi być dzisiaj poważne, mroczne i bardziej emo.  Zwłaszcza, gdy jesteśmy już przy trzeciej odsłonie w serii i tak dobrze znamy świat głównych bohaterów oraz rzecz jasna, ich samych. Dlatego też Todd Philipps mocuje się w tym filmie z narracją do tego stopnia, że „Kac vegas 3, bezustannie chwieje się pomiędzy sensacyjną fabułą ubraną w szaty mrocznego thrillera (aby dać do zrozumienia widzowi: nie, nie będzie tym razem kalkowania fabuły jedynki, jak to miało miejsce w „Kac Vegas w Bangkoku”), czymś w rodzaju dramatu (nadając głównym bohaterom nieco więcej powagi i głębi, prowadząc ich w stronę nieuchronnej dorosłości), oraz oczywiście komedią, próbując linkować wszystkie elementy narracji, raz po raz wyskokami kolejnych gagów i żartów. Po to ostatnie w końcu przyszła cała sala do kina. 

Nade wszystko, jak na wielkie zakończenia przystało, „Hangover Part III”, zrobiony jest z rozmachem, który bliski jest filmom akcji w stylu „Szybcy i Wściekli”. Przepięknie chwilami sfotografowane, bogate w walory produkcyjne wielkie miasta, rozmach realizacyjny, mnóstwo skomplikowanych wywijasów kamerami (choć oczywiście nie na poziomie Buza Lurhmanna, bez obaw), samochodowe pościgi, wątki sensacyjne żywem wyjąte z kina gatunku heist w stylu „Oceans Eleven”, strzelaniny, a nawet skomplikowana sekwencja pogoni za spadochronem. Wszystko to przyprawione jest nie tylko typową dla serii lekką popowo-jazzozo-rockową muzyką dla rozluźnienia, ale – bardzo niezwykłą dla gatunku komedii – pompującą adrenalinę ścieżką dźwiękową akcji, która chwilami dudni tak głośno, jak w Batmanach Christophera Nolana (niestety album z muzyką Christophe’a Becka nie został wydany).

Można by pomyśleć, że taka obietnica może oznaczać tylko dwie reakcje: albo jawne oburzenie ortodoksyjnych fanów, którzy poczują się wyalienowani kompletnym przesunięciem tonacji ich ulubionej serii, albo szczery zachwyt całej reszty nad odwagą postawienia bezpiecznej konwencji dwóch poprzednich filmów na głowie. Dlaczego a zatem „Kac Vegas 3” wywołał we mnie tak zaskakująco mało emocji i nie pozostawił żadnego głębszego śladu po obejrzeniu filmu? Cóż, może dlatego że sam film, mimo wielu obietnic i pomysłów, okazuje się być zaskakująco bezpiecznie opowiedziany: trochę tego, trochę tego, wymieszać i gotowe. No nie. Tak to się nie robi.

Nie można obiecywac, że dostaniemy poważniejszych bohaterów, którzy wreszcie zaczną rozumieć, że czas już skończyć z tym skrajnie nieodpowiedzialnym życiem na kacu. Brak konsekwencji z tych wszystkich demolek, jakich dopuszczają się nasi imprezowicze to jeden z największych problemów koncepcycjnych tej serii: Alan, Stu i Phil to w gruncie rzeczy postacie całkiem do polubienia, a to co ich cechuje, to niesamowita chemia męskiej przyjaźni, która działała zawsze na stałym poziomie w każdej odsłonie tej serii. Jednak to jest właśnie problem: lubimy ich, a więc powinniśmy też ich traktować uczciwie. Jeżeli zachowują się tak jak się zachwują, to muszą wziąć za to odpowiedzialnośc. Jeżeli zaczynają mądrzeć: musi być to widoczne. To jest to, co widz chce zobaczyć.

Tymczasem, to co robi film „Kac Vegas 3” wygląda tak: w jednej z pierwszych scen pojawia się wyraźna sugestia, że z Alanem jest coś nie tak (super odkrycie). I że trzeba to zmienić. Ale chwilę potem cały ten pomysł idzie w piach na rzecz jakiejś dziwnej sensacyjnej intrygi, która jest włożona w ten film tylko w jednym celu. Aby porwać Douge’a i po raz trzeci z rzędu w sztuczny sposób odseparować go od całej przygody, gdyż nie należy on do Watahy i nie posiada takiej chemii z całą resztą bohaterów, tak jak oni między sobą. Na co nam kolejne sceny, w których w cichych i intymnych momentach postać Alana wydaje się w jakiś sposób rozwijać (rozmowa z dzieckiem, w której przyznaje, że jego ojciec miał rację, wątek miłosny z Melissą McCarthy), skoro cały film zamyka się sceną, której nie daleko do kobiety z penisem z drugiej części (tutaj mamy faceta z piersiami). Gdzie ten cały rozwój, gdzie ta opowieść o męskim dorastaniu do odpowiedzialności w tej wielkiej konkluzji trylogii?

Dlatego też efekt jest, jaki jest. Film wywołuje niewiele emocji, ale to też nieźle, bo przynajmniej nie wywołuje też specjalnie emocji złych. Odparowanie ze scenariusza sporej części ofensywnych żartów wobec Azjatów (w tym filmie spora część intrygi uwikładana jest wokół postaci pana Chow, ale on jest jedynym znaczącym Azjatą tutaj), redukcja szowinizmu i ułagodzenie dowcipu homofobicznego (tutaj homoerotyzm występuje jako naturalny element męskiej przyjaźni), sprawiają, że film nie denerwuje aż tak bardzo jak część druga. 

Skupiając się tylko na samych bohaterach, chemii pomiędzy nimi, współpracy w osiągnięciu wspólnych celów, „Kac Vegas” okazuje się zaskakująco lekkostrawnym daniem, o wiele zabawniejszym i przyjemniejszym w odbiorze niż sugerowałyby to tragiczne recenzje filmu za oceanem. Poza tym Todd Philipps jest , cokolwiek by nie mówić o jego talentach scenopisarskich, naprawdę sprawnym filmowcem. Film jest szybki, świetnie w dużej mierze zagrany, potrafi chwilami utrzymać napięcie (seria zawsze trochę flitrowała z kinem grozy: patrz znakomicie nakręcona sekwencja obudzenia w hotelu z drugiej części oraz mająca w sobie coś z kina gore przezabawna sekwencja z żyrafą z trzeciej) i jest kawałkiem naprawdę przyzwoitego wielkoekranowego widowiska. Oczywiście pewien żal jednak pozostaje: bazując na obietnicach, film mógłby być znacznie ciekawszy. 

szymalan

Za możliwośc obejrzenia filmu, dziękuję dystrybutorowi Warner Bros. Polska!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s