16. Festiwal Filmowy – Cropp Kultowe 2013. Dzień 2.

Imaginarium Doktora Gilliama

brazil05

Drugi dzień festiwalowego szaleństwa upłynął głównie pod znakiem filmów, które udało mi się już gdzieś wczesniej zobaczyć. „Sok z żuka” Tima Burtona (btw- dobry film!), „Trainspotting” (jeden z najbardziej oglądalnych filmów Danny Boyle’a), „Blue Valentine” (będacy hitem na rynku kina niezależnego), czy prezentowany w ramach kina samochodowego poczciwy klasyk science-fiction „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”. Jednak prawdziwym wydarzeniem dnia okazała się projekcja kontrowersyjnego filmu Pier Paolo Pasoliniego „Salo czyli 120 dni Sodomy”. Film nie tylko bardzo ciężko dostępny w naszym kraju (nie został wydany na nośnikach dvd czy blu-ray, nie pamiętam również jakiejkolwiek projekcji telewizyjnej) ale przede wszystkim obraz nie dla każdego , który wręcz epatuje skrajnie brutalnymi sekwencjami z udziałem młodzieży.  

Na tej projekcji się nie pojawiłem, tym samym zaprzepaszczając być może nawet jedyną na milion szansę aby obejrzec to dzieło z innymi ludźmi i na dużym ekranie. Przyznam wprost: jeden seans online wystarczy mi prawdopodobnie na zawsze. Jak rozumiem wymowę produkcji Pasoliniego (to krytyka władzy , która spuszczona z łańcucha kompletnie wymyka się z pod kontroli), tak pokaz jednej orgii seksualnej za drugą, jednej sceny tortur za kolejną, mnie po prostu nie rajcuje na tyle, aby oglądac to więcej razy. W filmie Pasoliniego drażnił mnie – efektowny w jakimś stopniu – ton całości. Spokojny, niemalże elegancki, wycofany a przez to nie robiący sobie nic z tragedii o jakiej opowiada. Kamera zamiast fruwać i szamotać się po kątach, z bezpiecznej odległości podziwia wszystkie najgorsze momenty, zazwyczaj przy relaksująco spokojnej muzyce. Trudno mi jest obejrzeć to dzieło drugi raz własnie z tego powodu: film nie opowiada o napięciu wynikającym z horroru, jaki przechodzą bohaterowie, tylko prezentuje pewien zestaw faktów w sposób full on, bez żadnych hamulców. Pozbawiony walki, nadziei i wyraźnej oceny moralnej film sprawia wrażenie pustej, wyrafinowanej budowli, która stopniowo odkrywa swoje paskudne wnętrze. 

Dlatego też w drugim dniu Croppu wybrałem się na bezpieczny, choć również mający w sobie jakąś dawkę szaleństwa film Terry’ego Gilliama pod tytułem „Brazil”. Jedyny obraz tego dnia, którego wcześniej nigdy nie miałem okazji obejrzeć. Jak wiadomo, Terry Gilliam jest reżyserem obdarzonym nie tylko specyficznym poczuciem humoru, które sprawia, że jego filmy śmiało można określać jako dziwaczne, ale przede wszystkim ma dość nieprzeciętną wyobraźnię audiowizualną. To ona sprawia, że każdy kolejny seans jego filmu jest jak podróż do innego świata. Świata wspaniałych, cudacznych, uwodzicielskich ale i przerażających obrazów czy dźwięków. 

W „Brazil” twórca „Monthy Pythona i Świętego Graala” opowiedział na wskroś orwellowską historię, osadzoną w urzędniczym i pogłupiałeym od nadmiaru druczków i procedur stotalitaryzowanym świecie XX wieku. Świecie, w którym technologie z jednej strony otaczają człowieka z każdej strony, a z drugiej żadne z nich nigdy do końca dobrze nie działają i ciągle powodują jakieś mniejsze lub większe pomyłki. Taką pomyłką jest tutaj wydruk pewnego nazwiska, które przekręcone o jedną literę powoduje aferę niemalże na skalę wagi państwowej. W całość zamieszany jest pewien urzędnik , który od jakiegoś czasu posiada dziwne fantazyjne sny, w ktorych pojawia się on jako waleczny rycerz i pewna kobieta, którą musi ratować przed potworami. 

Właściwie mój jedyny zarzut wobec „Brazil” – poza całą maestrią wizualną (efekty specjalne mają chwilami skalę,  której próżno szukać w filmach z lat 90) plus doskonałą ścieżką dźwiękową (nie tylko kapitalnie użyta muzyka, ale też sam design dźwięku potrafi powalić, wszystkie zabawne lub irytujące odgłosy maszyn itd.)- tyczy się samej narracji. Nie mam nic przeciwko mind-fuckom i filmom, na których trzeba mysleć i kminić, aby zrozumieć fabułę. Ale mam wrażenie, że Gilliam się w tym wszystkim nieco zapędził. Ilośc twistów fabularnych potrafi tu obezwładnić, a rozwalony w drugiej połowie scenariusz powoduje efekt „Władcy Pierścieni. Powrotu Króla” – mniej więcej całą ostatnią godzinę miałem wrażenie, że film ciągle próbuje dojść do jakiejś kulminacji ale nie potrafi, w efekcie przedłużając się w nieskończoność. Dodam, że nie pierwszy raz mam taki problem z Gilliamem: zarówno „Imaginarium of Dr. Parnasssus”, czy „Nieustraszeni bracia Brimm”, również moim zdaniem cierpiały z powodu chaotycznej i pourywanej narracji. Tak naprawdę pod tym względem najbardziej szczelne, schludne – i najlepsze – jest do dzisiaj jego „12 małp”.

Najbardziej w trakcie seansu cieszyły mnie tak naprawdę warunki, w jakich przyszło mi go oglądać. Katowicki kinoteatr Rialto jest miejscem ciekawym: pierwszym obiektem na Górnym Śląsku zbudowanym (w 1912 roku) w celu publicznego wyświetlania filmów przy pomocy kinematografu. Po dziś dzień to jedno z najbardziej stylowych kin w całym wojewódzwie: posiada jedną salę, z dwiema częściami, górną i dolną. Górna to oczywiście balkon – z numerowanymi miejscami, które należy rezerwować. Dolna – to bar kinoteatru. Oglądanie w tym miejscu filmu przypomina spędzanie czasu w klubie jazzowym. Zamiast rzędów i foteli, mamy stoliki, przy których pojedyncze osoby, pary czy grupka przyjaciół mogą usiąść bez niczyjego innego towarzystwa. Dodatkowo ekran ustawiony jest nieco wyżej (ze względu na wysoki balkon), więc nie trzeba się martwić, że ktoś nam zasłoni widok, siedząc przy innym stoliku. Z bocznego baru można sobie zamówić wodę mineralną, piwo albo ciastko, które można bez dziwnych spojrzeń innych widzów lub obsługi skonsumować w trakcie seansu. 

Sam postanowiłem zobaczyć „Brazil” właśnie w tej dolnej części (wcześniej byłem w tym kinie tylko raz) i wrażenia mam lepsze niż z oglądania z pozycji balkonu (gdzie film ogląda się z typowej dla większości kin perspektywy). Tam również zasiadłem- dokładnie przy tym samym stoliku- wczoraj, na pokazie filmu „Fight Club” w reżyserii Davida Finchera. Ale o tym to już w następnym odcinku mojej festiwalowej relacji.

szymalan

Wirtualna wycieczka po RIALCIE (KLIK)

Więcej informacji o Festiwalu Filmów Kultowych:

croppkultowe

Reklamy

One thought on “16. Festiwal Filmowy – Cropp Kultowe 2013. Dzień 2.

  1. Przyznam, że nie słyszałam ani o „Brazil”, ani o „Salo…”. Słówko więc tylko a propos przemocy full on, jak to nazywasz. Jest w ekranowej agresji coś podniecającego, co każe to oglądać mimo obrzydzenia, oburzenia czy lęku. Trzeba jednak znać granicę, sama nie wiem czego, nie dobrego smaku, a, hm, możliwości przeciętnego albo nawet ponadprzeciętnego widza? Ja też mam kilka takich filmów, których brutalność nie pozwala mi na powrót do nich. Bo czym się tu upajać?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s