El Laberinto del Fauno (2006, Guillermo Del Toro)

Labirynt Fauna ******

Pan-s-Labyrinth-poster-guillermo-del-toro-8597073-566-755

Guillermo del Toro należy do tych nielicznych twórców urodzonych w Europie, którzy potrafią bez zbędnych przeszkód i utraty własnej wizji przeskakiwać z jednej sfery kinematografii w drugą: swojej, europejskiej, skromnej i nastawionej na artystyczną wolność i tej hollywoodzkiej, pełnej producentów, wytwórni i wielkich pieniędzy. Dzięki temu człowiek odbarzony tak wspaniałą wyobraźnią wizualną jak własnie Del Toro, może zarówno nakręcić hollywoodzkiego blockbustera bez ograniczeń rozmachu (jak tegoroczny „Pacific Rim”, czy druga część „Blade’a”), jak i przeznaczony tylko dla dorosłego widza, brutalny obraz fantasy, który może powstać tylko w jego rodzimej Hiszpanii. Taki jak „Labirynt Fauna” – do dzisiaj jego opus magnum, i przykład bliski arcydzieła gatunku dla XXI wieku. 

Film nie mógłby również powstać poza Hiszpanią dlatego, że z całą mocą odwołuje się on tutaj do historii tego kraju: konkretnie, czasów po wojnie domowej i rządów generała Franco. Nie jest to jednak kontekst na tyle hermetyczny, aby pozbawić jakiegokolwiek innego widza poza rodakiem reżysera przyjemności z oglądania: wystarczy tu podstawowa wiedza, film zaś dokonuje sprytnego uproszczenia, mającego dość jednak istotny sens fabularny. To prawda, że zło jest tu arcyzłe i dotyczy tylko samych faszytów, a dobro jest arcyszlachetne i dotyczy rebeliantów, kryjących się w lasach w pobliżu wioski. To – fatalne z punktu widzenia prawdy historycznej, komuniści też robili rzeczy straszne w tej wojnie – uproszczenie, wynika jednak z przyjętego punktu widzenia głównej bohaterki. Młodej dziewczyny, która zaczytana w książkowe bajki, prawdopodobnie sama tak widzi ten świat: z typowym dla fantastyki naukowej oczywistym podziałem na dobro i zło. 

Wizja dwóch rzeczywistości – realnego i fantasmagorycznego – w narracji twórcy „Kręgosłupa Diabła”, jest absolutnie dewastująca. Del Toro świadomie zrezygnował z propozycji nakręcenia „Opowieści z narnii. Lwa, Czarownicy i Starej Szafy”, bo nie znosił idei, wg której Lew Aslan powstaje z martwych chwilę po jego śmierci. Gdzie wtedy suspens, gdzie sens ofiary? U Del Toro ofiara dokonuje się w pełnym tego – nieodwracalnym – słowa znaczeniu. Fantazja wzięta z wyboraźni reżysera przesycona jest okrucieństwem, brzydotą i zagrożeniem, takimi samymi, które charakteryzują prawdziwy świat rzeczywistości powojennej. Oczywiście, obraz ten nie jest przeznaczony dla małych dzieci, jednak w niezwykle piękny i doniosły sposób, oswaja on świat dorastającego człowieka z faktem, że świat taki właśnie jest: pełen pułapek, niejasnych zasad, konieczności podporządkowania się, możliwości buntu, możliwości zwycięstwa, ale i gorzkiej porażki, choroby, śmierci, samotności. 

Przyszywany ojciec głównej bohaterki, to sadystyczny kapitan franksistowskiej armii, mający absolutną obsesję na punkcie kontroli nad działaniami innych ludzi. Ofelię z kolei charakteryzuje – zwłaszcza w miarę rozwoju fabuły – otwarty bunt. Przeciw matce, które nie rozumie jej fascynacji i świata fantasy, w który wkracza, przeciw „ojcu”, który od początku ma z nią na pieńku i nie nadaje się do normalnej rodziny, wreszcie przeciw światu fantasy, kiedy decyduje się raz po raz łamać zasady gry, w którą zostaję wciągnięta przez tytułowego fauna. Jako zemstę nerda o wyglądzie misiowatego okularnika, del Toro prezentuje nam kapitana jako ekstremalnie atrakcyjnego przystojniaka, z pięknym, zadbanym na błysk mundurem (do granic śmieszności powracają tu ujęcia jego subtelnego rytuału golenia się przed lustrem). Del Toro zdaje się ośmieszać perfekcję, symetrię, wszystko co idealne i na powierzchni sprawia wrażenie pozbawionego skazy. To Ofelia nie gra tu zgodnie z regułami i umorusana niszczy swoją nową sukienkę od matki. 

Nieposłuszeństwo Ofelii znajduje jednak swój – przynajmniej na pewnym poziomie – happy end. Choć ostatnie pół  godziny „Labiryntu Fauna” to po mistrzowsku wyreżyserowany rollecoarster emocji, który zostawia widza niejednokrotnie w poczuciu kompletnej konfuzji, to jednak „in the end”, szlachetność czynu Ofelii i ostateczny wynik całej tej historii, dają widzowi pewne ukojenie i czynią tę historię bardziej ludzką i prawdziwą, niż jakiekolwiek inne znane fantasy. Ofiara jakiej dokonuje główna bohaterka polega na nie powzięciu żadnego aktu przemocy, w przeciwieństwie do praktycznie wszystkich innych bohaterów tego filmu. W jej działaniach nie było żadnych planów ani kalkulacji: faszyzm był planem na tysiące lat, komunizm miał być po wsze czasy, ale 11- letnia Ofelia jednak nic nie planuje, i nawet jeżeli łamie zasady i po drodze wiele rzeczy kończy się fiaskiem, to w finałowym rozrachunku niemal intuicyjnie wychodzi z tego starcia ze złem w zwycięskim poczuciu niewinności. 

Ten obłędnie piękny – tak emocjonalnie , jak i audiowizualnie – film Guillermo Del Toro, stanowi dziś już żywy klasyk kina fantasy. To wielkie kino o sprawach, które są większe niż codzienne życie. O tym, co znaczy mieć zasady, czym jest poświęcenie i jaka jest jego granica, jak odróżnić dobro od zła, czym jest rodzina i czy zawsze więzy krwi lub prawne mają tu znaczenie (zwróćcie uwagę na ciekawą relację Ofelii ze służącą jej ojca, Mercedes, niezwykle silną buntowniczą kobietą, mocno trzymającą się powierzchni ziemi i nie wierzącą w bajki). 

Sposób, w jaki del Toro buduje funkcjonujące tu relacje między ludzkie, sprawia, że film przestaje być czystą rozrywką: to autentyczne doświadczenie. Dla reżysera to także dzieło życia w kwestii narracyjnej: o wiele pewniej wyreżyserowany i poprowadzony obraz niż chociażby wcześniejszy „Kręgosłup Diabła” (świetne, płynne przejścia montażowe pomiędzy wątkami idealnie pospinane muzyką Javiera Navarette). Jasne, że można się zżymać, że i tamten, i ten film charakteryzuje właściwie ten sam temat przewodni, jednak trudno mieć o to pretensje, gdy rezultaty są aż tak zdumiewająco dobre. Działający na wielu różnych poziomach „Labirynt”, to kluczowy produkt kina fantasy XXI wieku –  jeżeli obejrzeć w życiu tylko jeden film produkcji hiszpańskiej, to niech to będzie właśnie ten obraz. 

szymalan

Reklamy

5 thoughts on “El Laberinto del Fauno (2006, Guillermo Del Toro)

  1. To prawda, mimo że cenię sobie Del Toro w każdej wersji i świetnie bawiłem się na Blade czy Hellboyu, to jednak najlepszym jego filmem zdecydowanie jest właśnie Labirynt Fauna i nie udało się mu nigdy już zbliżyć do tego obrazu. Wspaniałe, niepowtarzalne kino.

  2. Jestem zakochana w tym filmie! Już tyle lat, z chęcią obejrzałabym go raz jeszcze. Przede wszystkim uwielbiam ten jego magiczny klimat. Poza tym, masz rację, jest nie tylko piękny wizualnie, ale również emocjonalnie. Cudowny, ze wspaniałą muzyką, no jak dla mnie najlepszy film tamtego roku.

    • @pocahontas recenzuje:

      Ale w środku dnia tez nie polecam oglądać, lepiej się kompletnie bez żadnych zakłóceń zanurzyć w pełni w tym magicznym doświadczeniu , dlatego jednak polecam oglądać późnym wieczorem, nawet jeśli się potem długo o filmie myśli po zakończeniu :)

      @Simon:

      Akurat Blade mnie jakoś trochę zmęczył i nie przekonał, ale Hellboy już lubię ;) Chociaż Labirynt, wiadomo, najlepszy.

      @Agniecha:

      Pełna zgoda, dla mnie tak samo, największy film 2006 roku (czy 2007 patrząc wg polskich premier). Sam muszę sobie do niego czasem wrócić, właśnie dla jego klimatu, już nieważne że historię znam na wyrywki, co innego w tym filmie jest wazne i zawsze działa :)

      pozdrawiam

  3. To demonizowanie faszystów przy jednoczesnym gloryfikowaniu komunistów strasznie razi. Tak jak napisałeś, wynika to z przyjętego punktu widzenia dziewczyny, ale mimo wszystko to nie uczciwe zagranie, bo widz nie będzie się nad tym zastanawiał, tylko zakoduje obraz: okrutni faszyści i dzielni komuniści.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s