Muzyczne podsumowanie 2012 roku w filmowym świecie

Muzyczne podsumowanie 2012 roku w filmowym świecie

Alexandre-Desplat-570x267

Jedni twierdzą, że najlepsza jest taka, kiedy jej w trakcie filmu nie słychać bo integruje się z obrazem, inni uważają, że zdecydowanie powinna się wybijać i lśnić z głośników na kinowej sali. Muzyka filmowa wzbudza coraz więcej zainteresowania wśród kinomanów, a nazwiska takie jak Zimmer, czy sfotografowany powyżej Desplat, nie brzmią już egzotycznie nawet wśród widzów, którzy nie mają pojęcia co to jest metrum, underscore, czy popularyzowany w hollywood temp-track. 

Jako słuchacz filmowych soundtracków i widz, który obsesyjnie zwraca uwagę na to, jak muzyka zachowuje się w filmowej narracji (choć muzyka tego typu służy mi też do różnych innych rzeczy: spacerów, nauki, pisania na blogu) postanowiłem podsumować tegoroczne dokonania w muzyce filmowej. Nie jestem ekspertem, dlatego proszę nie traktować tego rankingu z szczególną powagą: nie jestem w stanie stwierdzić, czy ten rok był lepszy, czy gorszy w stosunku do poprzednich, a moja wiedza nie będzie wychodziła poza raczej to, co ogólnie znane. Postaram się wymienić po prostu to, czego w przeciągu całego roku słuchało mi się najlepiej. 

Uwaga: żeby nie było nieporozumień, ranking obejmuje jedynie tytuły mające swoją polską premierę od 1 stycznia do 31 grudnia 2012 roku!

15 NAJLEPSZYCH SOUNDTRACKÓW ROKU 2012

15. THE MASTER (John Greenwood)

Greenwood jak zwykle nie ułatwia sprawy słuchaczowi. Jego awangardowa w pełnym znaczeniu tego słowa muzyka czasem hipnotyzuje, czasem drażni, ale przeważnie intryguje. Trzeba się trochę z tym osłuchać, a najlepiej obejrzeć sam film, ale to jeszcze wciąż przede mną. Stąd póki co, tak nisko w rankingu.

14. COSMOPOLIS  (Howard Shore)

Jeszcze jeden owoc pracy Howarda Shore’a z Davidem Cronenbergiem. Nie mam pojęcia jak to się sprawdza w filmie (anybody?), ale zatapianie się w mrocznym klimacie tej muzyki nie raz dostarczyło mi dużo frajdy.

13. RISE OF THE GUARDIANS (Alexandre Desplat)

Policzek w stronę wszystkich, którzy nawet po ostatnich dwóch „Potterach” nie wierzyli, że rozwijający się w atomowym tempie Francuz nie jest w stanie napisać epickiej przygodowej muzyki pełnej akcji. Potrafi, ba, robi to tak magicznie, jak ongiś czarował nas sam John Williams.

12. RÓŻA (Mikołaj Trzaska)

Prosty, ale dobitny, niesamowicie dosadny, dręczący podkład muzyczny do „Róży” Smarzowskiego. Trzaska świadomie nawiązuje do motywu z westernu „Prawo i pięść”, tak jak i sam reżyser równie świadomie odwołuje się w swoim filmie do konwencji tego gatunku. Mistrzostwo

11. THE AMAZING SPIDER – MAN (James Horner)

Kuferek pełnych pomysłów: akcja? jest. chwytliwy temat główny? jest. romans? jest.drama? jest. humor? jest! Do wielokrotnego odsłuchu i wyszukiwania niuansów.

10. ANNA KARENINA (Dario Marianelli)

A teraz pora zawitać na salony. Marianelli jest idealnym kompozytorem do kostiumowych, mocno klasycznych historycznych produkcji, do których „Anna Karenina” zdecydowanie należy. Kto chce się trochę odchamić i podelektować się dźwiękami nawiązującymi do Czajkowskiego czy innych mistrzów, to nic lepszego w tym zakresie w roku 2012 nie znajdzie. 

9. IDES OF MARCH (Alexandre Desplat)

Chciałbym zwrócić uwagę na mądre wykorzystanie tej muzyki w filmie: Clooney sprzeciwia się hollywoodzkiej modzie na wypełnienie muzyką filmu po brzegi, za to sprawia, że utwory Desplata pojawią się dokładnie tam, gdzie są potrzebne i odpowiednio akcentują najważniejsze wydarzenia z filmu. Dobra rzecz.

8. MOONRISE KINGDOM (Alexandre Desplat)

Ujął mnie utwór, w którym chłopiec (główny bohater filmu? hm? nie oglądałem) wymienia po kolei wchodzące instrumenty. No i straszne ciekawa konstrukcja soundtracku (podział na 7 różnych warunków pogodowych takich jak deszcz, mgła, po burzy itd). Bardzo miłe granie. 

7. HOBBIT. UNEXPECTED JOURNEY (Howard Shore)

Jaki będzie film, to się przekonam już najpewniej za parę dni, ale soundtrack jest całkiem mocarny. Przy czym, uwaga, trzeba wziąć pod poprawkę dwie sprawy: a)to musi być w dużej mierze tematyczna kopia LOTRA (ze względu na silne przypisanie tematyki do miejsc z Śródziemia) b)To bardziej przygodowy soundtrack niż epicka drama o ratowaniu całego świata, więc nacisk na kreowanie silnych emocji nie jest już aż tak duży. Jak się to zaakaceptuje to ponad półtorej godziny mijają niesamowicie przyjemnie.

6. TWILIGHT SAGA: BREAKING DAWN, PART 2 (Curt Burwell)

Miazga. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek muzyka do „Zmierzchu” będzie tak epicka, badassowa, różnorodna i wbijająca w fotel. Od uwertury łączącej w sobie wszystkie najważniejsze tematy z poprzednich części sagi (czemu nikt na takie coś nie wpadł przy okazji finałowego Pottera?!) aż po kapitalne ostatnie 20 minut przeładowane morderczą muzyką akcji. Jedyny minus: godzinny soundtrack został podzielony na niedorzeczną ilość 36 utworów stąd w dużej mierze co drugi utwor nie trwa więcej niż 1,5 minuty.

5. THE DARK KNIGHT RISES (Hans Zimmer)

Moc. To jedno słowo może najpełniej ocenić rozpieprzającą głośniki muzyczną kanonadę Hansa Zimmera. Można się zżymać, że to muzyka mało oryginalna i pod względem subtelności bliska zeru. Ale jeżeli po coś stworzono w multipleksach (IMAXach w szczególności), kilkunasto głośnikowy system dźwiękowy wraz z basem podbitym do poziomu wytrzymalności, to właśnie dla muzyki Zimmera z filmów Nolana.

4. THE ARTIST (Ludovic Bource)

Nie lubię tego filmu tak bardzo jak wszyscy, ale za to uwielbiam ten soundtrack. W świecie nieustannej elektroniki jak pięknie choć na chwilę zanurzyć się w latach 20. , 30. i 40. XX wieku, w którym królowała orkiestra, a za bogów muzyki filmowej uznawano Maxa Steinera czy Bernarda Herrmanna. Samouk (!!) Ludovic Bource daje nam wycieczkę po świecie, którego już dawno nie ma. Śmiech, łzy, groza i romantyzm: takie proste rzeczy, a jak brzmią orzeźwiająco.

3.  CLOUD ATLAS (Tom Tykwer/Tonny Klimek/Reinhald Heil)

Prosty temat główny, wokół którego panowie – poraz kolejny po przepięknym „Pachnidle” – obudowali 1,5 godziny trzymającej od a do z za gardło muzyki. Emocjonalny rollercoaster (ciekawe jak to się sprawuje w tak podziwaczonym narracyjnie filmie), w którym nie brakuje też szybkiej muzyki akcji i elementów bardziej lokalnych (np. motywy stricte azjatyckie). Duża, duża rożnorodność, świetne wykonanie. 78 minut, z których nie ma poczucia utraty ani chwili.

2. SKYFALL (Thomas Newman)

Absolutne zaskoczenie roku. Nie spodziewałem się, że Thomas Newman znany dotychczas głównie z muzyki dramatycznej, napisze tak wielki, rozmaszysty i skomplikowany twór jak „Skyfall”. Nie tracą nic z wyrazistej, bondowskiej estetyki Davida Arnolda, Newman wprowadza do tego świata dramatyzm, zniuansowanie i poczucie dobrego smaku, po mistrzowsku operując elektroniką i mieszając ją z tradycyjną orkiestrą. Nie wystraszyły go również momenty akcji: muzyka kapitalnie dudni na kinowej sali podczas najbardziej widowiskowych scen filmu, dając poczucie perfekcyjnej symbiozy ze zdjęciową warstwą Rogera Deakinsa i kierunkiem narracji trzymamym w ryzach przez Sama Mendesa. 

1. THE GIRL WITH THE DRAGON TATTOO (Trent Reznor, Atticus Ross)

Pulsujący, mroczny, dokładny, magnetyczny, odjechany, drażniący, oryginalny, kapitalny – czegoś takiego w filmowej muzyce jeszcze nie było. Duet Reznor/Ross fenomenalnie wyczuł precyzję śledczej narracji Davida Finchera i zafunodwali nam elektroniczny minimalistyczny ambient podniesiony do n-tej potęgi. Nie umiem się tego nasłuchać już od stycznia. Mój soundtrack roku 2012, bez chwili zawahania.

No i to by było na tyle, Mili Państwo:) Ponieważ jest to też ostatni post przed świętami, to chciałem wszystkim życzyć z tego miejsca, aby były one nie tylko pozbawione jakichkolwiek zmartwień, ale też aby dawały nadzieję na spełnienie Waszych największych marzeń. Spędźcie je w ciepłej amosferze z swoimi najbliższymi, a potem oczywiście najedzeni, napatrzeni w filmowe powtórki i szczęśliwi , idźcie na Hobbita do kina:) Wszystkiego najlepszego!:)

pozdrawiam

szymalan

Reklamy

14 thoughts on “Muzyczne podsumowanie 2012 roku w filmowym świecie

  1. Świetne zestawienie, dałeś mi kilkunastominutową przyjemność przesłuchania raz jeszcze utworów, które wyraźnie zapisały się w mojej pamięci:*

    Osobiście dodałabym jeszcze fragmenty soundtracków z „Cafe de flore” (jeśli nie znasz, to serdecznie polecam) i „Nietykalnych”. Ponadto – zabrakło „Argo”!!! Proszę mi się z tego wytłumaczyć!:) Argument, że za dużo Desplata nie zostanie przyjęty:P
    Jeśli chodzi o „Cosmopolis”, to powi em krótko:utwór jest zdecydowanie lepszy od filmu i lepiej się go słucha w oderwaniu od Pattinsona i jego limuzyny:)
    Podoba mi się porównanie Desplata do Williamsa. Dodaj do tego składu Powella i nie wyjdzie spod rąk tego trio żadna kiepska bajka:)
    Przypomniałeś mi tę prostą i tak celną kompozycję Trzaski i aż mnie dreszcze przeszły, brr.
    „Anny Kareniny” nie widziałam, ale przesłuchałam całego soundtracku przy okazji analizowania nominacji w kategorii muzyka i muszę przyznać, że wprowadza w klimat niesamowicie – oczyma wyobraźni widzisz pląsające w walcu pary, a w tle ornamenty, złoto, kryształy…:)
    Dzięki za zwrócenie uwagi na ścieżkę do „Id marcowych” – jakoś mi umknęła, a jest rzeczywiście magnetyczna.
    Utwór z „Moonrise…”, na który zwróciłeś uwagę, nie należy do moich ulubionych, ale wiem, co nasz na myśli. Wymienialiśmy się już zresztą drobnymi uwagami na ten temat:) Świetne kompozycje!
    Przetasowałabym trochę tytuły na samym podium: 1. TDKR, 2. Fincher:)
    Desplat jest mistrzem. Kocham.

    Również wszystkiego dobrego!:)

    • Już się tłumaczę:) Tak naprawdę to nigdy nie udało mi się tego Argo w całości przesłuchać, jakoś tak natrafiałem tylko na pojedyncze utwory i generalnie mnie to na dłużej nie wciągnąło( choć taki coś jak „Scent of death” jest dość ciekawe). Ale może to kwestia wczucia się w klimat po obejrzeniu filmu w tym wypadku:) Obiercuję się w przyszłości bliżej przyjrzeć zarówno filmowi , jak i ścieżce dźwiękowej:) I oczywiście na tym blogu nie istnieje coś takiego jak „za dużo Desplata”, no jakże tak:PP
      ‚Nietykalni” się w rankingu nie bawią, dlatego, że żaden utwór nie powstał na potrzeby filmu, tylko już wcześniej (łącznie z tymi fortepianowymi Ludovico Einaudiego):), a trzymam się zasady, żeby uwzględniać tylko to, co można bezpośrednio połączyć z danym filmem:) Choć dobór jest oczywiście wyświenity, wsłuchiwałem sie w ten soundtrack godzinami swego czasu. Ten „Cafe de flore” też wygląda na podobną składankę, trochę posłuchałem , mocarny zestaw trzeba przyznać. Dzięki wielkie za polecenie:) Rozumiem, że film też warto? :)
      Właśnie, Powell! Przypomniałaś mi, że on też jest geniuszem animacji^^

      No i dzięki za ostrzeżenie, Cosmopolis póki co tylko do słuchania będzie a zatem a nie koniecznie do oglądania heh :D

      Dodam jeszcze, że poza top 15 znalazłby się ‚Hugo” (H.Shore)

      Silent Hill: Revelation (Akira Yamaoka)

      Shame (Harry Escott)

      Hunger games (James Newton Howard)

      Snow white and Huntsmen (James Newton Howard)

      Carnage (Alexandre Desplat!!)

      To było na tyle:) Ciesze się, że ranking się podobał. Może jeszcze jakieś propozycje?:)
      pozdrawiam serdecznie

      • Rozumiem w takim razie i zgadzam się z taką metodologią jak najbardziej:)

        Cafe de flore – tak, zdecydowanie ciekawy film.

        „Hugo”! Shame on me. Słucham tego soundtracku średnio raz na 2-3 tygodnie i podczas pisania zupełnie wypadł mi z głowy. Uwielbiam Shore’a, a motyw przewodni „Hugo” chodzi za mną od lutowej premiery:) Zdecydowanie W 15, nie POZA NIĄ:)

        • właśnie się wahałem czy dac Hugo do top do samego końca:D dlatego takie listy są do bani, bo zawsze ktoś jest poszkodowany :D ale w sumie to masz rację, pod względem tematu przewodniego, to zdecydowana ścisła czołówka.

          Cafe de flore dopisany do listy do obejrzenia:)

          • Wiesz co. Tak słucham tego „Argo” któryś już dzień i nie rozumiem nadal:) Posłuchaj takiego „The Mission” albo „Drive to the Airport” czy „Hace Tuto Guangua”. Nic? Świetnie to współgra z klimatem miejsca akcji, ale i w ogóle. No dobra, nie męczę już:)

            • Dobra, powoli się przekonuję. Przesłuchałem całości własnie :D Nadal mi się wydaje, że po filmie będzie znacznie lepiej, ale „The mission” jest ładnym klasycznym generatorem patosu, wspomniane przez Ciebie „Drive to airport” czy też „Spy in Tehran” mają świetnie budowane napięcie i dobre tempo, „Cleared Iranian Airspace” jest happyendowym pięknym finałem albumu, a po drodze jest jeszcze parę ciekawych eksperymentów z dźwiękonaśladownictwem (np. Hotel messages). Jak zwykle dużo niuansów u Desplata:) Ale póki co na Globach i tak kibicuję Cloud Atlas!:P

  2. Bardzo ciekawe zestawienie, kilka ulubionych soundtracków mamy wspólnych. Zamieniłbym tylko kolejność i na pierwszym miejscu postawił Cloud Atlas, to zdecydowanie mój numer 1 tego roku. Dziewczynę z tatuażem bardzo lubię, choć inaczej niż kompozycję Tykwera nie jestem w stanie przesłuchać w całości od początku do końca, jest w niej kilka utworów, które mnie męczą i denerwują, a właśnie takie przesłuchiwanie od pierwszej do ostatniej sekundy cenię w soundtrackach ponad miarę. Skyfallem się niestety jakoś nie zachwyciłem, tzn. byłem zaskoczony, że Newman napisał tak świetnie pasującą muzykę do, co by nie było, filmu akcji, ale w oddzieleniu od obrazu jakoś na dłużej ze mną ona nie została. Artysta – oczywiście – ten film to ta muzyka, ta muzyka to ten film.
    Osobiście dodałbym do tej listy jeszcze soundtrack do Loopera – cudownie sprawdza się w filmie, a i poza nim brzmi fantastycznie. Choć przekonanie się do niego trochę mi zajęło, bo z początku wydał mi się zwyczajny, z czasem jednak wyłapywałem w nim coraz więcej fajnych momentów i brzmień. Jeden z utworów na próbkę http://www.youtube.com/watch?v=IzTv5hMfMPs

    Pozdrawiam

    • luz,. ja mam tak samo z Dziewczyną z tatuażem:) Ani razu szczerze mówiąc nie przesłuchałem tego soundtracka od początku do końca w wersji albumowej (3 godziny, dajcie spokój w ogóle) :D Niektóre utwory są tak dziwne, że aż niesłuchalne. Wybrałem sobie z kilkanaście najlepszych i słuchałem tego raczej wyrywkowo w zależności od nastroju:) Niemniej te fragmenty które lubie, są niesamowite dla mnie i do tego jeszcze świetne działanie w samym filmie i stąd wyszedł numer 1:)
      Kurcze, ciekawy ten Looper, lubię takie rzeczy. Słucham już ktoryś raz tego kawałka, który podlinkowałeś i za każdym razem coraz lepiej wpada w ucho i słychać więcej niuansów. Przepadam za takimi elektroniczno-orkiestrowymi połączeniami. Muszę się tą muzyką bardziej zainteresować. Dzięki za polecenie:)

      • Słuchajcie, ale ja mam to samo z „Dziewczyną…”:) Niektóre utwory są takie dobijające, że na trzeźwo to tylko kulka w łeb:] Ale niektóre to perełki, które istnieją samodzielnie, a w filmie to już w ogóle wspaniale współgrają z klimatem i akcją. To trochę mało może soundtrackowe, a bardziej składankowe, ale – a propos tej samodzielności – intro grało mi jako dźwięk rozmów przychodzących w telefonie parę dobrych tygodni:]

        • Ale to wynika może z tego że spora część tego materiału jest po prostu afilmowa. Tak naprawdę z całego soundtracka może z połowa znajduje się w samym filmie (kilka utworów zresztą się powtarza jak Hidden in Snow czy She Reminds me of you). Zwyczajnie panowie się nieco rozpędzili :D Ale w filmie gra to mistrzowsko np. Pinned and Mounted tak perfekcyjnie pasuje do budowania napięcia w momencie poszukiwań w bilbiotece, że całośc działa prawie jak scena akcji:)
          a o Intro to by można napisac osobną recenzję. Utwór + animacja w czołówce = najlepsze 3 minuty spędzone przed dużym ekranem roku:) Takiego czegoś się w tego typu filmie nie spodziewałem, ale własnie takie zaskoczenia sprawiają, że Fincher nigdy się nie nudzi i nie powtarza, nawet jak robi już 4 kryminał w karierze.:)

      • O widzisz, a mi się udało i to nawet dwa razy :D Jak to z reguły mam w zwyczaju gdy jakiś soundtrack przesłuchuję to od początku do samego końca. Choć, no ten wymagał więcej samozaparcia niż inne, bo jednak pomysł na aż 3 płytki był szaleństwem ze strony twórców.
        Ale to wychodzi wtedy na to, że podobnie mamy z tym soundtrackiem, kilkanaście fajnych utworów, które dobrze się słucha i do których chętnie się wraca, a reszta niestety jest do pominięcia.
        Lopera polecam bo jest to naprawdę fajny soundtrack. Może nie od pirwszego przesłuchania cały się spodoba, ale z każdym kolejnym jest coraz lepiej. I oczywiście jak tylko podesłałem Ci linka, to sam się znów na niego złapałem i od jednego utworu przesłuchałem go w całości :D

        • z reguły to ja też słucham całości. ale tego nie dałem rady:D Odpadłem dlatego, że uwielbiam gdy soundtrack jest jakąś formą narracji, opowiada chronologicznie historię, np. teraz sobie słucham Hobbita i to jest po prostu cała opowieśc na nowo utwór po utworze. W przypadku dzieła Reznora/Rossa ta muzyka raczej nic nie opowiada, bardziej podbija rytm, nadaje nastroju, więc stąd tak ciężko mi się przez ten 3 płytowy album przebić na dłużej)

  3. Jeżeli chodzi o muzykę filmową w tym roku, to moim zdaniem szału nie ma, ale z „Dziewczyną z tatuażem” na pierwszym miejscu nie mogę się zgodzić. Całość może i jest mroczna, klimatyczna, ale wieje też dłużyzną i brakiem pomysłowości. Zdecydowanie słabsze od „The social network”

    • różne rzeczy mógłbym napisać o tym soundtracku ale na pewno nie to, że nie jest pomysłowy. Koncepcyjnie jest zresztą znacznie ciekawszy w zastosowaniu niż OST z The Social Network.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s