The Girlfriend Experience (2009, Steven Soderbergh)

Dziewczyna zawodowa **

Girfriend Experience to amerykańskie określenie na bardzo nietypowe usługi towarzyskie: rodzaj wyrafinowanej prostytucji, która oprócz przyjemności czysto seksualnych, polega również na pełnym doświadczeniu bycia dziewczyną danego klienta. A więc wspólne posiłki, rozmowy (a raczej wysłuchiwanie zwierzeń na tematy problemów biznesowych w czasach kryzysu), spacery, cokolwiek sobie dany mężczyzna nie zażyczy w cenie 2 tysięcy dolarów za jedno spotkanie z dziewczyną.

I teraz pytanie, co robić, jak żyć? Czy można zakochać się w kliencie, którego zna się kilka godzin? Czy specjalizując się w takiej profesji można jednocześnie mieć prawdziwego chłopaka i pozwolić sobie na zazdrość, kiedy ten wyjeżdża sobie na parę dni w sprawach zawodowych? Czy klient wystawi jej dobrą recenzję w gazecie za opowiednią cenę?

Soderbergh jest mocno przereklamowanym reżyserem, ale kiedy bierze się za stricte hollywoodzkie produkcje z dużym budżetem, przynajmniej jest szansa na jakiś zalążek ciekawej historii i dobre aktorstwo (vide seria Oceans). Tym razem autor „Traffic” próbuje swoich sił w świecie kina niezależnego, doprowadzając swój quasi-reportażowy eksperyment niemal do granic autoparodii. Kładzie cały film na barkach gwiazdy hardkorowych filmów porno Sashy Grey i liczy, że parę ładnych, bardzo dokumentalnych w swym stylu, ustawień kamery wszystko załatwi.

Nic nie załatwi. Postacie są równie interesujące, co zbiór procedur administracyjnych, a cała ta kryzysowo-wyborcza (w USA właśnie zbliżają się wybory prezydenckie) klamra, służy tu tylko temu, aby dodać poczucia choćby śladowej głębi tego, co oglądamy (i tzw. „komentarza do aktualnej rzeczywistości”). Tylko co komu z niej: nic w tym filmie się nie klei, a ogląda się to jakby nie miało żadnej fabuły. Spotkania, rozmowy, jakiś nieśmiało pokazany seks, spotkania, rozmowy, wywiad, spotkania, wywiad, jeszcze trochę spotkań i nagle wjeżdżają napisy końcowe. Żadnego konfliktu fabularnego czy psychologicznego, żadnego problemu, z którym widz musiałby zmierzyć się po seansie.

Grey gra tu tak źle, że mamy wrażenie odrażającej płaszczyzny, ślizgania się po powierzchni, a nie prawdziwego zajrzenia w głąb jej życiowych rozterek. Bo niby co? Że prostytutka tez nie ma łatwo w czasach ekonomicznej depresji? Że  niby też ma serce i ludzkie rozterki jak każdy inny? Że można dzisiaj kupić miłość a wszystkie międzyludzkie relacje można sprowadzić do poziomu biznesowej transakcji? A może zawarto tu jakieś głębokie przemyślenia na temat związków, w tym związków owartych? Żadnego z tych dylematów jakoś specjalnie nie odczułem w trakcie 75 minutowej projekcji, a wszystko to tylko tropy prowadzące do nikąd. 

Sądząc po iście śladowym nagromadzeniu dramatyzmu w „Dziewczynie zawodowej”, na pewnym poziomie można by i nawet odebrać ten film jako zachętę do prostytutcji. Jak się tak patrzy na tę produkcję, to w sumie źle się jakoś tej bohaterce w życiu nie dzieje, poza tym, że z boku jej egzystencja razi pustotą wręcz przytłaczającą. Sam mam większe problemy i znam ludzi z o wiele większymi. Dla samych zdjęć nie warto.

szymalan

Film możecie zobaczyć na portalu IPLEX:

Reklamy

3 thoughts on “The Girlfriend Experience (2009, Steven Soderbergh)

  1. Tyle notek w tak krotkim czasie! Szalenstwo! :D Ale dobrze, bardzo dobrze, przerwe miales juz ostatnio calkiem dluga, wiec teraz im wiecej do czytania tym lepiej :]
    A co do samego filmu, to od jego premiery ciagle kusi mnie by go obejrzec przez fantastyczny poster, ktory podoba mi sie ogromnie, ale twoja opinia jest ktoras z kolei ktora nie nastraja zbyt optymistycznie wiec sobie jednak podaruje i pozostane tylko przy zachwycaniu sie plakatem.
    Pozdrawiam!

    • hehe, no pisałem jak najęty, a nic nie publikowałem na blogu :D ale cieszę się, że są chętni do czytania:)
      Poster faktycznie świetny, ale uwierz mi: wolałbym już nieruchomo patrzeć się w niego przez 75 minut niż tyle samo czasu poświęcić na oglądanie filmu. Choć oczywiście z ciekawości można obejrzeć, na Rotten Tomatoes nawet ma całkiem przyzwoity wynik, więc jednak do kogoś ten obraz trafił ;)
      pozdrawiam!

      • Do czytania i komentowanie zawsze :]
        No ja niby lubię filmy Soderbergha, i to wcale nie trylogię Ocean’s, może jakoś wielce te filmy mi się nie podobają, najczęściej mam do nich jakieś ale, jednak coś w sobie takiego mają co mi się spodoba. A skoro ten obraz trwa tylko 75 minut, no to może może. Choć pewnie znając życie zanim się za niego zabiorę to minie kolejnych ładnych parę lat :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s