Hold om mig (2010, Kaspar Munk)

Przytul mnie **

Jak widać w kinie, dorastanie w różnych częściach świata, może przebiegać znacznie inaczej. W Ameryce nastolatkowie ratują świat, trafiają do magicznych krain, żartują z seksu i przeważnie na końcu szczęśliwie się zakochują. Ale już w naszej Europie wygląda to zgoła inaczej. Takie filmy jak estońska „Nasza klasa” (kawał bardzo mocnego kina) czy nasza rodzima „Sala samobójców”, pokazują, że liceum to wcale nie jest miejsce, gdzie człowiek rozwija się w sposób bezpieczny, i gdzie bestresowo poznaje świat i pewnie wkracza w pozycję osoby dojrzałej. Wręcz przeciwnie: dorosłośc okupiona zostaje cierpieniem, poczuciem samotności i poniżenia, a wszelkie outsiderstwo (samotnicy, kujony, przedstawiciele mniejszości, także tych seksualnych) skazuje młodego człowieka na lokalny ostracyzm.

Duński obraz „Przytul mnie” gładko wpisuje się w ten niepokojący społecznie trend kina. Ciekawe zresztą kto od kogo tu zgapiał, skoro zarówna nasza „Sala samobójców”, jak i obraz Kaspara Munka, dostają praktycznie identyczny punkt wyjścia. I tu, i tu mamy do czynienia z sytuacją, która miała być przecież tylko sztubackim quasi-erotycznym żartem w trakcie szkolnej przerwy, ale szybko okaże się, że kiedy wkracza się na teren intymności i seksualności, sprawy przybierają niezwykle delikatny obrót i każda złośliwa uwaga, czy niewłaściwe spojrzenie, może zamienić się w świecie dojrzewających nastolatków, w totalną katastrofę. 

Dlaczego wolę zdecydowanie film Jana Komasy? Bo mimo, że też ma swoje grzeszki i rozłazi się w finałowej jednej trzecej projekcji, to jest znacznie większą panoramą problemu. W świecie „Przytul mnie” świat jest jednostajnie szary, czasem ubarwiany jakąś średnio ciekawą muzyką, a wydarzenia niemal całkowicie ograniczają się do nieprzyjemnego incydentu. „Sala samobójców” ma prawdziwie filmową strukturę: nie boi się rozgałęzień i mieszania nastrojów. Duński film to schematyczna, telewizyjna niemal produkcja, która opowiada wszystko dość topornie: przedstawia bohaterów (grupka znajomych ze szkoły), odtwarza incydent (symulowanie gwałtu na cichej, dobrze wychowanej dziewczynie przez spokojnego chłopaka, który poddaje się presji ryczącego tłumu kolegów), pokazuje jak wyglądała reakcja i pierwsza noc wszystkich po incydencie, wreszcie to, kto co z tym problemem zrobił we własnym zakresie lub przy współudziale rodziców. Koniec filmu.

Średnio obecna jest tu szkoła, życie rodzinne, jakieś imprezy, codzienność, a różnorodność charakterów jest raczej serialowa, czyli budowana na wyrazistych typach. Po skończonym – dośc krótkim, około 75 minutowym – seansie miałem wrażenie, że o bohaterach wiem mniej więcej tyle, ile po spojrzeniu na plakat.  Film nie ma ani tyle przenikliwości dotyczącej gadżetowego świata facebooka i internetu co nasz film, ani nie ma tyle napięcia i druzgoczącego dramatyzmu, co wspomniana również „Nasza klasa”. To już nawet nudnawy „Słoń” Gus van Santa miał w sobie coś,  co fascynowało: intrygującego bohatera, różne tropy interpretacji jego zachowania, koherentny styl wizualny utrzymywany do końca filmu. „Przytul mnie” jednym okiem wchodzi, drugim wychodzi i wylatuje z pamięci.

szymalan

Film możecie zobaczyć na portalu IPLEX.:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s