Halloween II (2009, Rob Zombie)

Halloween II *

Odwrotny casus recenzowanego poniżej „Eden Lake” – „Halloween 2” Roba Zombiego z przemożną desperacją usiłuje wspiąć się na jakies wyżyny oryginalności, ale niestety – katastrofalna reżyseria samego Zombiego (twórca takich koszmarków jak remake „Halloween”, czy „Bękarty diabła”) sprawia, że przez prawie 100 minut to krwiste cudactwo pełne dziwnych wizji, fanastycznych wstawek i innych chorych wynurzeń, staje się zwyczajnie nieoglądalne.

Już z remakem znakomitego „Halloween” sprezentowanym przed twórcę „Domu 1000 trupów” miałem poważny problem. Zombie miał bowiem pomysł iście zabójczy dla całej franczyzy: zniwelował finezję, z jaką John Carpenter prowadził w latach 70. swoją slasherową narrację i bezpardonowo zamienił ją w ociekający krwią, pustawy produkt dla tanich dreszczy, w którym głównym bohaterem jest – i to jest błąd nie do naprawienia – sam morderca, Michael Meyers. Jak a zatem mając taką perspektywę do dyspozycji, identyfikować się z samymi ofiarami zbrodniczych aktów głównego bohatera, skoro praktycznie nic o nich nie wiemy? Do tego technika: frenetyczny montaż niczym z filmów o Jasonie Bournie również nie specjalnie pomagał w budowaniu klimatu grozy (co było sukcesem oryginału). 

W sequelu wszystko jest jeszcze gorsze: fabuła jest nadęta od wątków i postaci, i nieustannie przeskakuje to z wątku Michaela powracającego do rodziny aby dokończyć dzieła, to znowu do wątku samej rodziny (głównie przerażonej siostry), która się zastanawia czy Michael może jeszcze kiedyś wrócić i czy w ogóle żyje (bo na początku filmu zwyczajnie, zabili go i uciekł). Jest jeszcze zupełnie tu nie niepotrzebny autor pewnej książki grany przez Malcolma McDowella, który zbija kasę na legendach i faktach owiniętych wobec mordów zamaskowanego psychola.

Co więc oglądamy? Bezsensowną biegunkę scen, przeplatankę wątków (na nolanowskie mistrzostwo narracji równoległej nie ma co oczywiście liczyć) i jedną totalną masakrę, w której krew rozlewa się po ekranie wiadrami, a flaki wypruwane są z predkością nie osiągalną nawet dla twórców kolejnych części „Piły”. „Halloween II” jest głupi w swym sposobie budowania poczucia zagrożenia i grozy, pretensjonalny w swej pseudowizji polegającej na paru kiczowatych scenkach i symbolice z świata duchów (ten biały koń daje nam niezamierzenie komiczny efekt), i do tego wszystkiego niewiarygodnie hałaśliwy w swojej muzyczno-dźwiękowej kakofonii.

Zombie myli wszystko z wszystkim: u niego mrok to zaciemnione zdjęcia (chwilami cięzko się połapać o co chodzi), śmiertelna powaga to „głębia”, każda kobieta jest u niego albo żałosną ofiarą albo dziwką, a całe to eksplorowanie relacji na linii brat-siostra, o które ponoć Zombiemu chodziło, nie ma znaczenia, skoro Michael w tym filmie to pozbawiony twarzy, masywny, niezniszczalny automat do dźgania innych ludzi nożem. Zombie próbowal już wczesniej, także w „Bękartach diabła” zajrzeć do mózgu psychopatów, ale i tak wszystko do czego doprowadza to tylko nudna, sadystyczna jatka. Choć ekran ugina się od ruchu, to widz czeka aż coś się zacznie dziać i nagle po całej męce znużenia i zniecierpliwienia pojawia się przynoszący ulgę napis „Directed by Rob Zombie”. Dno jakich mało.

szymalan

Film możecie zobaczyć na portalu IPLEX:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s