Cargo (2009, Ivan Engler, Ralph Etter)

Ładunek ***

Wraz z „Cargo” Ivana Englera i Raplha Ettera na filmowej mapie Szwajcarii pojawia się niegzystujący dotąd gatunek kina science-fiction. Twórcy za śmieszne pieniędze – jakieś 4 miliony dolarów w przeliczeniu;  debiutant więcej nie dostanie w Europie-  musieli sami się wszystkiego nauczyć od podstaw i przy okazji zebrać też entuzjastyczną ekipę, która wyciśnie z tak taniego projektu możliwe maksimum efektu. Trzeba przyznać, że technicznie twórcy dali sobie radę. Jedynie chwilami film sprawia wrażenie naprawdę oszczędnej produkcji (głównie przy co bardziej skomplikowanych efektach wizualnych), ale przez większą część ogląda się to jak prawidłowe, porządne widowisko science-fiction, z klimatem, rozmachem oddającym sprawiedliwość opowiadanej historii i co raz rzadzszą dziś skłonnością do raczej opowiadania obrazem, niźli ciągłym dialogiem. 

Fabuła jaką proponują nam filmowcy rozgrywa się w XXIII wieku naszej ery, w czasie kiedy na Ziemi praktycznie już nie ma ekologicznych warunków do życia, a ludzie nie mają wyjścia i aktualnie gnieżdżą się na ciasnej stacji kosmicznej gdzieś w przestrzeni. Jedyną, propagowaną zresztą szeroko przez media, nadzieją na ucieczkę wydaje się być koszmarnie droga podróż na planetę Rhea, cudowną oazę, raj, znajdujący się w odległości aż 5 lat świetlnych od Ziemi. Główna bohaterka, młoda doktor Laura Portmann (grana przez mało charyzmatyczną niemiecką aktorkę teatralną Annę-Katharinę Schwabroh) pisze się na długą podróż rdzewiejącym, zaniedbanym statkiem cargo, aby zarobić pieniądze i móc wreszcie wyruszyć na Rheę, gdzie dołączy do swojej ukochanej siostry. Na pokładzie Kassandry doktor zostaje postawiona na warcie (załoga pozostaje w nieustannej kriogenicznej hibernacji, zamiana warty następuje tam co 8,5 miesiąca) i właśnie wtedy, w kompletnej samotności, odkrywa, że coś ze stakiem jest wyraźnie nie tak. 

Niezbadanym paradoksem kina fantastycznonaukowego jest fakt, że mimo, iż przestrzeń kosmiczna jest praktycznie niemożliwa do ogarnięcia dla człowieka, pełna niekończących się tajemnic i wciąż (poonoć) poszerzająca się – kino tego gatunku nieustannie krąży wokół tych samych schematów i motywów. Oglądanie „Cargo” już w pewnym momencie było dla mnie przyjemnością czysto intertekstualnej zabawy: od początku miałem skojarzenia z pixarowskim „Wall.Em”, „Wyspą” Michaela Baya (na ziemi nie można egzystować, dlatego trzeba znaleźć lepsze życie gdzie indziej), „Matrixem” (pytanie o wybór  pomiędzy utopijnym, pięknym snem a brutalną rzeczywistością), „Obcym” (nerwowe bieganie po korytarzach, woda na statku, hibernacja, pełne napięcia odliczanie), „Sunshine” (statek, misja, celebracyjne tempo). Poza tym mamy tu cały zestaw znanych typów postaci takich jak silna, inteligentna kobieta naukowiec, cynicy z wielkich korporacji, głupkowaci pracownicy, ambiwaletna postać ochroniarza. Jedno wielkie deja vu, którego jednak wcale nie musiało popsuć tego filmu. 

Problemem jest tu przede wszystkim bardzo niewyraźne aktorstwo na czele z rolą główną, oraz zdecydowanie za mało werwy w prowadzeniu narracji . To nie jest tak, że nie lubię filmów wolniejszych: ale co innego spowolnić film dla samego spowalniania, a co innego praca wizjonera, który najdrobniejszymi zmianami na ekranie potrafi zahipnotyzować widza do końca. „Cargo” próbuje być i horrorem, i ambitnym dramatem, i melodramatem (pojawia się wątek miłosny, który powinien mieć duże znaczenie w finałowej scenie), i filozoficzną przypowieścią w jednym. W tak krótkim czasie, i z bohaterami, którym klinicznie brakuje interakcji pomiędzy sobą (co było siłą pierwszych „Alienów” to właśnie rozmowy, zwykłe, bardzo ludzkie, pełne spięć), film staje się mętny, pozbawiony jednoczącej całości wizji i wyzbyty tego zbawiennego kroku w przód lub kroku w tył, aby nadać filmowi pełnego charakteru. 

Ale mimo narzekań, w ostatecznym rozrachunku, nie uważam, że to jest film zły. Ma swoje momenty, ma zalążki wzruszenia, bywa przepiękny wizualnie, ma sugestywny kontrast pomiędzy scenami na rajskiej planecie (ciche, przyjemne, przestrzenne miejsce) a sekwencjami na transportowcu (klaustrofobiczne, zimne, puste korytarze pełne pułapek), nie jest też filmem wybitnie prostym i prowokuje do ruszenia szarymi komórkami i poseansowej weryfikacji, czy aby ta historia się ładnie ze soba łączy i ma sens. Miłośnik kina science fiction znajdzie tu sporo dla siebie, a przecież jego to i tak chyba żadna recenzja, choćby nie wiem jak nieżyczliwa dla filmu, nie da rady zniechęcić. 

szymalan

Film możecie zobaczyć na portalu IPLEX.PL: (logo jest jednocześnie linkiem do filmu)

Reklamy

One thought on “Cargo (2009, Ivan Engler, Ralph Etter)

  1. Widziałem ten film całkiem niedawno i muszę powiedzieć, że mam podobne zdanie jak Ty. Wiele niedociągnięć jednak w całości dobre kino… rozrywkowe zasadniczo. Ciężko mi było wyciągnąć z tego filmu coś więcej nić dobrą zabawę. Ale ogląda się fajnie ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s