Bad Boys II (2003, Michael Bay)

Bad Boys II *

Prawie 2,5 godziny trwa ta na poły demolka, na poły komedia,  z udziałem  bohaterow pierwszego „Bad Boys” Michaela Baya: Marcusa i Mike’a, niefrasobliwych policjantów z Miami zajmującymi się problemem gangów narkotykowych. W rękach reżysera o odpowiednim wyczuciu, moglibyśmy dostać niezwykle przyjemną błyskotkę, która mile łaskotała by nas przez cały seans i poprawiała humor. Produkt Baya łaskocze jednak tak długo i natarczywie, że staje się to torturą.

Wszystko dlatego, że Michael Bay jest reżyserem o wyraźnej pornograficznej wrażliwości. Dla niego znaczenie ma tylko to, jak sexy wygląda obiekt w panoramicznym kadrze kamery, która wyczynia nieustanne wygibasy i nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. I nie ma znaczenia, czy ten obiekt to samochód, helikopter, walący się budynek, człowiek czy wykreowany komputerowo robot z kosmosu. Reżyser „Armageddonu” wszystkie te podmioty traktuje jednakowo płytko: są równorzędne w tym sensie, że zniszczyć, obśmiać, sprofanować lub wypolerować na błysk, aby miło wyglądały, może je wszystkie w takim samym stopniu. W jednej scenie potrzeba dwóch helikopterów ścigających samochód, no to mamy –  przepięknie sprezentowane w świetle Słońca helikoptery (mimo, że bez  uzasadnienia na poziomie fabuły), w innej scenie potrzeba trochę „gry aktorskiej” to mamy „grę aktorską”, w jeszcze innej przydałoby się z 30 eksplozji, to mamy 30 eksplozji. Dopóki kamera kręci się dookoła planu zdjęciowego i wyczynia jakieś rzygotliwe piruety, Bay jest spokojny, że sprzedał wszystkim świetną rozrywkę.

Niestety ale składam protest a, zaznaczam,  że czynię  to jako człowiek, który zwyczajowo nie jest wrogiem twórczości tego pana (hej, pamiętacie? to ja byłem tym pajacem, któremu podobała się ostatnia część „Transformers”). O ile fabuła filmów o gigantycznych, mówiących po angielsku robotach z kosmosu, w jakimś tam stopniu uzasadnia czas trwania na niemal 2,5 godziny seansu, o tyle w przypadku tak słabiutkiej intrygi, owiniętej wokół przepływu ecstasy w Miami (która sprawia wrażenie jakby rozwijała się w toku tworzenia zdjęć do filmu, a nie jako efekt przemyślanego skryptu) , jest to już przegięcie grubego kaplibru, a film jest wyraźnie o pół godziny za długi. Ale brak koherentnego storytellingu, to jeszcze tak naprawdę kropla w morzu potrzeb.

Znacznie gorzej, że Michael Bay myśli, że ma poczucie humoru i na dodatek, że jego poczucie humoru jest kompatybilne z umysłem przeciętnego widza. Trzeba go rozczarować: nie jest. Wrażliwych widzów z pewnością nie bawią sceny kopulacji szczurów, nie bawi potraktowanie 15-letniego chłopaka córki jednego z bohaterów jak śmiecia poprzez wyzwiska, groźby i  propozycje seksu z innym facetem, widzów nie bawi traktowanie nagich martwych ludzkich ciał w taki sposób, że walają się po autostradzie w środku sceny pościgu samochodowego, czy wreszcie rozmowy o cyckach nagiej martwej kobiety w prosektorium (cała ta sekwencja mnie zażenowała).

Dodajmy na koniec, że Bay fetyszyzuje w „Bad Boys 2” śmierć i okalczenie w sposób, który przekracza granice lekkiej letniej rozrywki: pokazywane w spowolnieniu kule przedzierające się przez kolejne części ciała, bezpardonowe egzekucje poprzez strzał prosto w twarz, nieludzko długie rozmowy o tym, jak jeden bohater trafia drugiego kulą w jego tyłek, to tylko przykłady tego,  jak dobrze można się bawić na blouckbusterach Baya. Taka scenka: weźmy rozpieprzmy całe osiedle slumsów, nikt nie będzie po ich mieszkańcach przecież płakał, a w końcu bohaterowie będą mieć tonę dobrej zabawy, widz również.  Okrutne widowisko Baya, pełne nic nie znaczącej rozpierduchy sprawia wrażenie, jakby chciało narazić się każdemu: ilość rasistowskich, szowinistycznych i homofobicznych dowcipasów przerasta tu wszelkie poziomy cynizmu.

Michael Bay  jest dzisiaj potężniejszym filmowcem kina akcji niż chyba ktokolwiek inny (pod względem skali i wyobraźni wizualnej trzecia część „Transformers” w 3D po prostu miażdży). Ale o ile o robotach potrafi opowiadać wspaniale, o tyle jego filmy nie są w żaden sposób humanocentryczne. W świecie Baya nie ma miejsca dla ludzi czy widzów, ich emocji, ambicji, lęków, marzeń i pragnień. Liczy się czyste pożądanie i prosta, docelowa efektowność. Jak już wspomniałem, reżyser ma zdecydowaną pornograficzną wrażliwość: może po prostu pomylił przemysły filmowe i trafił nie tam, gdzie powinien?

szymalan

Reklamy

2 thoughts on “Bad Boys II (2003, Michael Bay)

  1. Nie jestem wielbicielem twórczości Baya, w miarę mi się podobały dwa jego filmy: „Twierdza” i „Wyspa”, szczególnie ten pierwszy, bo widziałem go już kilka razy i byłem na nim również w kinie. Pozostałe widziałem tylko raz i nie mam ochoty do nich wracać, nawet pierwsza część „Bad Boys” jest według mnie przeciętna. A ‚dwójka’ jest koszmarna, więc oczywiście zgadzam się z Twoją oceną. Nie oglądałem jeszcze drugiej i trzeciej części „Transformers”, ale pamiętam, że jesteś jednym z nielicznych, którym podobała się ostatnia część tej trylogii o robotach ;-)

    • a ja jeszcze waśnie Twierdzy nie widziałem, a wszyscy mówią, że to najlepszy film Baya. No i „Wyspa” to chyba jego najbardziej ambitny film :D co jest dośc ciekawe, bo to chyba jedyna taka jego porażka finansowa w karierze. Za to jak już kręci głupkowate kino czystej akcji, to potrafi zariabiać nawet miliardy hehe
      pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s