The Amazing Spider-Man (2012, Marc Webb)

Niesamowity Spider-Man ***** [IMAX 3D]

Dzisiejszy świat nerdami stoi. Bycie kujonem przestało być obciachowe, a intelektualiści rządzą światem i cieszą się coraz większym szacunkiem społeczeństwa. W Hollywood i telewizji, inteligencja stała się nie tylko modna, ale też i na swój sposób bardzo atrakcyjna, co pokazały chociażby tak popularne produkcje jak „Social Network”  , najnowsza wersja „Sherlocka Holmesa”,  „Incepcja” , czy seriale „Dr. House” i „Big Bang Theory”. Dlatego też wydaje się, że ze wszystkich superbohaterów nikt chyba tak nie pasuje  do dzisiejszych czasów jak Peter Parker: z jednej strony przystojny chłopak, który szuka pięknej dziewczyny i robi fantastyczne zdjęcia swoim aparatem, ale z drugiej naukowiec, który może i spóźnia się na szkolne zajęcia, ale już na oceny z przedmiotów ścisłych zapewne narzekać nie musi.

Ta zmiana podejścia jest zasadnicza i wyznacza dość klarowny rozdział pomiędzy campowymi wersjami Spider-Mana od Sama Raimiego (ostatnia część wyszła niespełna 5 lat temu) a intepretacją komiksu sprezentowaną nam przez Marca Webba w lipcu tego roku.  O ile w produkcji z Toby Maguierem wypuszczanie sieci przez Człowieka Pająka miało wymiar wyłącznie biologiczny,  o tyle w „Niesamowitym Spider- Manie” z Andrew Garfieldem już sam bohater dba o to, aby samodzielnie stworzyć mechanizm, który umożliwia mu tworzenie sieci na bieżąco.

Na takich subtelnych przesunięciach Webb buduje zresztą cały film. Reżyser nie mydli nam oczu: ten film nie będzie zmianą na poziomie Batmanów Nolana w stosunku do Batmanów Burtona i Schumachera. Fabuła  odchacza najważniejsze punkty całej historii: szkolna alienacja Petera,  ugryzienie pająka, mądrości wuja, zamartwianie się cioci, śmierć wuja, podryw ładnej dziewczyny itd. Wszystko jest i prowadzi do oczywistej konfrontacji z kolejnym przeciwnikiem zagrażającym mieszkańcom New York City: Jaszczurem, wybitnym naukowcem, który podjął pewną niewłaściwą decyzję,  i na trop którego wpada Parker w trakcie badania historii swoich rodziców. 

Jednak fabuła fabułą  – reżyseria Webba okazuje się być na tyle dobra, że ja oglądałem ten film z uśmiechem na twarzy przez całe 135 minut.  Webb,  zamiast przegiętej parodii szkolnego nerda,  któremu tępe osiłki podstawiają nogę w szkolnym autobusie, czyni z Parkera kogoś znacznie ciekawszego. Charyzmatycznego młodego faceta z deskorolką, który zamienia rodzinną traumę i spowodowane przez nią wyobcowanie na atut: zakłada maskę (zupełnie jakby wymyślał nick sieciowy na forum) i bezpiecznie staje się anonimowym Człowiekiem-Pająkiem, drapieżnikiem ścigającym zło panoszące się po nowojorskiej metropolii. Jest to jednocześnie też Spider Man dzikszy, ciut mniej kontrolowany, tak jakby sceny akcji nie były przepięknie zaprogramowaną choreografią, ale spontaniczną, naturalną reakcją na to co dzieje się w otoczeniu.

Poza tym Peter Parker w „Niesamowitym Spider Manie” jest prawdziwym buntownikiem, który cały czas dorasta do odpowiedzialności i zderzenia się z własnym ja, ale też i nieprzeciętnym romantykiem, który nie idzie ani w płaczliwe umizgi na linii Maguire-Dunst u Raimiego, ani w stoicką dziwność spojrzeń bohaterów „Drive” Nicolasa W. Refna. Romanse na linii Garfield-Stone (która gra interesującą Gwen Stacy) są ponoć wynikiem wielu improwizowanych scen pomiędzy aktorami na planie, i dlatego też nie o precyzyjnie rozpisane – niczym nuty w symfonii – dialogi tu chodzi, ale o aktorskie detale, spojrzenia, mrugnięcia, cisze i niezręczności, humor i  zaskakujące decyzje bohaterów. A że aktorzy grają w tych chwilach na 120 % w skali realizmu, to nie ma o czym mówić: wzruszenie w ostatnich scenach przychodzi samo.

I na tym polu właśnie fanastycznie trójwymiarowe widowisko (zalecam IMAX i ostrzegam przed zawrotami głowy! ) Webba odnosi spory triumf: przez proste, zrozumiałe, ale szczerze wygrane interakcje pomiędzy ludźmi (nawet typowy dupek Flash z pierwszych scen filmu, ma również pod koniec swój moment aby pokazać się z ludzkiej strony), film,  który niczym fabularnie nie zaskakuje i teoretycznie powinien być  propozycją do 2,5 godzinnego ziewania przed ekranem, okazuje się tak przyjemną, słodziutką błyskotką, że wprost nie sposób nie żywić doń choć minimalnej sympatii.

„Niesamowity Spider Man” jest może i uproszczony fabularnie (pozostawia częśc wątków puszczonych w locie zupełnie), może i niespcjalnie rozwinięty pod względem konwencji kryminalnej (poszukiwania śladów z przeszłości Parkera), ale jest to też film naturalistycznie dowcipny, wdzięczny, ujmujący i pełen charyzmy. Po raz pierwszy od dawna ładnie popisał się też kompozytor James Horner, który zaserwował nam tutaj muzykę, mocno stojącą w opozycji do trochę męczących już kompozycji Zimmera i jego przyjaciół do ostatnich blouckbusterów komiksowych: zamiast nieustannego basowego łubudu, to partytura lekka, nienachalna, zapraszająca do odsłuchu, z świetnymi tematami i pomysłami (choć wydaje mi się, że lepsza na płycie niż w filmie, gdzie jest jej za dużo zwłaszcza w scenach z dialogami).

Dlatego mimo wad i skrótów, zapomnijcie o „Avengers”  – nowy Spidey to najlepsza ekranizacja marvelowskiego komiksu, jaką oglądałem. W dodatku z najlepszym cameo Stana Lee (twórcy postaci Człowieka-Pająka), jakie kiedykolwiek miało miejsce (na imaksowej sali było może z 5 osób, ale śmiech i tak był donośny przy tym fragmencie). Poważniejszy zgrzyt może budzić jedynie końcówka drugiego aktu, gdzie mamy do czynienia z całkowicie komputerowym przeciwnikiem, który nie sieje zbyt szczególnej paniki wśród obywateli, ale znowuż dzięki temu Webbowi udaje się utrzymać lekkość spektaklu: na poły epickiego i pełnego drogich dekoracji i efektów, a na poły osobistego i skupionego na pojedynczych bohaterach. W sumie jest to „rzeczbardzoudana”. 

szymalan

PS Film możecie znaleźć w sklepie internetowym FilmFreak.pl (odnośnik w obrazku poniżej)

filmfreakpolska-1349346009_600

Reklamy

4 thoughts on “The Amazing Spider-Man (2012, Marc Webb)

  1. Za, za i jeszcze raz za. „Niesamowity Spider-man” to nie tylko najlepszy marvelowski filmik ale drugie po Batmanie Nolanowskim przedstawienie superbohatera w ogóle! Świetny, świeży. Trochę rozczarował mnie Jaszczur, który wyglądał jak wyjęty z jakiejś gry nie najlwyższych lotów.
    Pozdrawiam

  2. Z Marvelowskich filmów bardziej podobali mi się jednak Avengersi i Kapitan Ameryka, ale nowy Człowiek Pająk depcze im mocno po piętach i pewnie gdyby nie te okropne skróty, znikające postaci i porzucane wątki, zająłby też pierwsze miejsce w takim zestawieniu. Świetny film, zaskoczenie tym większe, bo mocno wątpiłem w potrzebę ponownego opowiadania tej historii, tym bardziej tak niedługo po finale pierwszej trylogii. Teraz tylko mieć nadzieję by kolejne części utrzymały poziom, a nawet go jeszcze podbiły.
    A scenka ze Stanem Lee była przecudowna – cała sala ryczała na niej ze śmiechu. Genialne!

    Pozdrawiam

    PS. Widziałeś? http://www.youtube.com/watch?v=ElvX2aizcl0

    • oo, nareszcie coś o Sh2! :) wygląda to całkiem nieźle, dzięki za link :) słyszałem, że za parę tygodni w sieci zadebiutuje zwiastun filmu, no to czekamy ^^
      pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s