Intouchables (2011, Olivier Nakache, Eric Toledano)

Nietykalni *****

Czołowe zderzenie kultury niskiej i kultury wysokiej: główni bohaterowie, treść filmu, jak i on sam. Wszyscy pochodzą z różnych bajek i tworzą razem jeden z największych fenomenów kina komediowego ostatnich 15 lat (obłędnie wysoka pozycja w rankingu top100 filmwebu i top250 imdb, niekończące się pozytywne recenzje, dziesiątki milionów widzów, wypełnione po brzegi sale na seansach takich jak mój). „Nietykalnych” polecało mi już tylu znajomych i miałem wokoło siebie tyle reklamy tego filmu, że pójście do kina potraktowałem niemal jak profesjonalny obowiązek kinomana. A przyznam się szczerze, że bałem się seansu: widząc plakat i znając zarys ogólny fabularny obawiałem się ckliwej, płaczliwej do przesady opowieści z peanami na cześć przyjaźni przedstawicieli z różnych sfer i radości życia. Skrojonego pod publiczkę emocjonalnego szantażu. Niepotrzebnie – cała siła „Nietykalnych” leży właśnie w tym, że ten film nic nie udaje, a każdy wyciągnie z seansu tyle ile sam czuje i potrzebuje.

Zgodnie z prawidłami komediowej narracji, punkt wyjścia całej fabuły jest przerysowany i schematyczny. Phillipe, sparaliżowany od szyi w dół arystokrata (Francois Cluzet) rozkochany w sztuce wysokiej,  zatrudnia do opieki nad sobą byłego kryminalistę, czarnoskórego bezrobotnego mieszkańca biedniejszej dzielnicy Paryża (Omar Sy), Drissa.

I to właściwie tyle – fabuły, czy filmowego konfliktu, który nadał by całej fabule jakiegoś łuku (twórcy ratują pocięta strukturę scenariusza ładną klamrą otwierającą i zamykającą seans), w zasadzie tutaj nie uświadczymy. Film zaczyna od początku grac dość przewidywalną dla widza konwencją. Phillipe wyciaga głównego bohatera z bagna, w jakim żył, daje mu miejsce do zamieszkania, pracę i możliwość nabrania ogłady wśród kulturalnych ludzi. Z kolei bezpośredni, niedbający o jakiekolwiek ceremoniały Driss obśmiewa formę egzystowania na wysokim poziomie, to on okazuje się być tym, który zna życie, i którego naturalny spryt sprawia, że nie ma dla niego sytuacji bez wyjścia.

I to właśnie w tym prostym zderzeniu skupia się cała komedia i nerw dramatyczny tego filmu.  Jest tyle energii i napięcia w każdej scenie, kiedy ta dwójka pojawia się na ekranie, że duety z „Zapachu kobiety” czy „Jak zostać królem” mogłyby się uczyć od absolutnie mistrzowskich kreacji Omara Sy i Francois Clouzot. Zwłaszcza ten pierwszy – ktoś to odkrył tego człowieka dla kina powinien mieć pomnik w każdym większym mieście świata. Kto oglądał „Bazyla, człowieka z kulą w głowie” ten pewnie się zgodzi, że Sy był największą komediową atrakcją całego seansu (wszystkie jego dialogi składały się z powalających frazeologizmów). Tutaj jednak jego rola jest znacznie większa w swoim zakresie: dawno nie widziałem tak poważnej kreacji komediowej w żadnym filmie. Jego Driss to nie tylko sympatyczny trochę klaun/trochę dziwak ,który zna się na żartach, ale człowiek, który bardziej świadomie lub mniej,  potrafi w najważnejszych chwilach zawalczyć o cudze dobro (choć czasem nie przebiera w środkach jak np.  mocna reprymenda wobec chłopaka córki Phillipe’a).

I choć zabrzmi to na pewno jak pusty slogan z telewizyjnej reklamy, moim zdaniem triumf reżyserkiego duetu Nakache-Toledano polega na tym, że „Nietykalni” to cholernie, wręcz przeszywająco humanistyczny film. Dzieło, które tak silnie pobudza widza ku lepszym myślom, że człowiek ma ochotę po seansie z nadmiaru energii przenosić góry. Reżyser żywi tyle szacunku i empatii do swoich bohaterów, że w naszym cynicznym, pełnym złośliwości świecie, aż trudno uwierzyć, że można jeszcze tak opowiadać w komedii.

Dzięki temtu też ten film wyzbyty jest z  tego trendu , którego ja osobiście nieznoszę z amerykańskich fimów komediodramatycznych (takich jak „Away we go”, „Bezdroża” czy „Powrót do garden state”) – traktowania bohaterów drugiego planu jak karykatur, dziwolągów, uzasadniających rację i głupkowatość głównych bohaterów. W „Nietykalnych” nie ma na to miejsca: każdy bohater, nawet trzecioplanowy, ma swoją rację, każdy ma swój moment, żeby się wytłumaczyć i pokazać z swojej najbardziej ludzkiej strony (oczywiście pewne przerysowania się zdarzają, ale twórcy stosują je błyskawicznie i z klasą).  Kiedy ostatni raz oglądaliśmy masowy film komediowy, który z taką mocą zatrąbiłby z ekranu, że niezależnie od wieku, statusu, płci, rasy charakteru i upodobań, każdemu należy się prawo do godności, bliskości drugiego człowieka i walki o własne szczęście?

A wszystko to świetnie nakręcone (miękkie, bardzo przyjemne zdjęcia dodające klimatu, choć nie mające nic wspólnego z reklamówkami Paryża z biur podróży) i umuzycznione (wyciągi z dokonań geniusza Ludovico Einaudiego, do tego garść różnych gatunkowo piosenek od muzyki poważnej do jazzu przez muzykę bardzo popularną i głośno dudniącą z głośników). W sumie nie jest to film do specjalnego analizowania i recenzowania: ja tę współczesną na poły baśń, na poły prawdziwą historię kupiłem w całości. Uśmiałem się, a i łezka zakręciła mi się z raz czy dwa. I zapewne jeszcze nie raz do filmu wrócę, już teraz wiedząc, że to będzie to jedno z ekranowych przeżyć tego roku. Zabierzcie swoich najbliższych i idźcie do kina!

szymalan

Reklamy

2 thoughts on “Intouchables (2011, Olivier Nakache, Eric Toledano)

  1. No, czyli film dla Polskiej publiczności „idealny”, dla tych wszystkich czarnowidzów z biało czerwoną krwią wręcz obowiązkowy, by w końcu zmienili swą optykę.
    Też się nasłuchałem, naczytałem o tym filmie sporo. Zobaczę i pewnie będę miał podobne spostrzeżenia do Twoich.

    pozdrawiam

    • Dokładnie! Napisałeś coś, o czym zapomniałem :) Polacy powinni iśc masowo na ten film. Przyda się niektórym trochę tej energii, dystansu i pogodnego podejścia do rzeczywistości.
      Czekam na recenzję :)
      pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s