Idi i smotri (1985, Elem Klimow)

Idź i patrz ******

Rosyjski reżyser Elem Klimow (odszedł w roku 2003 w wieku 70 lat), choć przez całe swoje życie zdążył zrealizować tylko 5  pełnometrażowych filmów, to ostatnim z nich zapewnił sobie stałe miejsce w historii kina. To niezwykły „Idź i patrz”, psychologiczny dramat (choć może lepszym określeniem byłby „horror”?) o traumie, jakiej poddany zostaje nastoletni chłopiec w trakcie II wojny światowej na Białorusi w roku 1943.

14-letni Florian Gajszun pragnie opuścić rodzinny dom i przystąpić do partyzantów walczących na terenie Białoruskich lasów i wiosek. Jednak, aby móc do nich dołączyć musi spełnić jeden warunek: posiadać broń. Dlatego Florian dużo czasu spędza na przeszukiwaniu byłych okopów w poszukiwaniu karabinu. Wbrew prośbom i zakazom matki (samotnie wychowującej jego i dwie siostry-bliźniaczki), wkrótce opuszcza rodzinę i dołącza do małego posterunku kolaborantów. Tam oczywiście, jak to najmłodszy wśród dorosłych mężczyzn – Flora traktowany jest jako „ten młody”. Coś posprząta, postoi na warcie, ale do walki wziąć go nikt nie chce. Kiedy przywódca decyduje o wyruszeniu Niemcom naprzeciw , Florian zostaje  sam na terenie obozu. Od tej chwili dla chłopaka zaczyna się przydługi etap samotnej i wyczerpującej tułaczki bez niczyjej szczególnej ochrony. Spotyka dziwnie zachowującą się dziewczynę, z którą odkrywa, że w jego byłym rodzinnym domu nikt już się nie ostał, jest świadkiem kolejnych niemieckich ataków i bombardowań, próbuje (najpierw w grupie, potem już samotnie) zorganizować małej wiosce trochę jedzenia, ale najgorsze dopiero przed nim: w pewnej chwili trafia do miasteczka, które nagle zostaje przejęte, spacyfikowane i wymordowane przez Niemców.

„Jako mały chłopiec byłem w piekle” – mówił reżyser tego filmu. Elem Klimow urodził się 6 lat przed wybuchem II wojny światowej (a więc 8 przed hitlerowską falą, która przetoczyła się przez Związek Radziecki). Oparty w dużej mierze na historii z życia Klimowa, film usiłuje odtworzyć białoruski epizod II wojny, o którym się raczej za dużo w filmach nie mówi. Fabuła stopniowo, na naszych oczach subtelnie się przeobraża. W pierwszej połowie, film wydaje się czymś w rodzaju typowego antywojennego dramatu widzianego oczami dziecka: schematyczną fabułą o osamotnieniu, stracie i frustracji, a także próbie przetrwania w trudnych warunkach. Ale „Idź i patrz” nie ma jednak nic wspólnego z klimatami wojennego survialu serwowanego nam przez hollywoodzkich producentów. To opowieść o byciu świadkiem prawdziwej wojny, swoisty jednostajny potoczysty senny koszmar, który rodzi się w głowie po wielkiej traumie.

Pierwsza ważna rzecz: Klimow ma warsztat w małym palcu. Filmowiec bezbłędnie posługuje się montażem, a kamera wydaje się być cały czas ustawiona na swoim miejscu z konkretnych powodów. Większość ujęć została zrobiona na steadicamie, a kamera  zachowuje się w sposób przeźroczysty: przypatruje się zmasakrowanym i przerażonym twarzom bohaterów i nieustannie podąża ich tropem (często poprzez długie trackingowe ujęcia). Zamiast więc efektownych panoram dostajemy naturalizm: wojna nie jest piękna jak w dzisiejszym kinie batalistycznym, aby można z nich było zrobić efektowną tapetkę na iPada. Paskudnie błotnisty, trawiasty i bagienny, odrażający świat osacza swoją realnością, nie sposób jest się od niego uwolnić (reżyser podczas scen strzelanin ponoć używał prawdziwych nabojów). Wszystko to okraszone jest wizyjną, niemal zbliżoną do metafizyki Terence’a Malicka warstwą impresji (ale wyzbytą z jego narcystycznego kiczu): przejmujące zdjęcia natury, symbole, ambientowa, awangardowa na swoje czasy ścieżka dźwiękowa. „Idź i patrz” to swego rodzaju koszmar na temat wojny: przepracowanie wspomnień, od których nie można uciec.

Fenomenalnie odegrany przez debiutanta Alekseya Kravchenko, Florian jest tu chłopcem, który wydaje się rozumieć istotę i tragizm wojny.  Poza pechem i nieustanną utratą ludzi, którzy choć na sekundę stają się mu bliscy, nic strasznego mu się nie dzieje (można wręcz stwierdzić, że ma chłopak dość szczęścia –  nie jest bezpośrednio atakowany ani ścigany). A jednak i tak:  to, co na tej wojnie zastaje, zniszczy mu psychikę i zabije resztki dzieciństwa prawdopodobnie na zawsze.  Z widzem jest podobne. Jakem miłośnik kina wojennego, mówię: tak pokazanej wojny jeszcze w żadnym filmie nie widziałem. Przeobrażenie uniwersalnej historii o psychice dziecka w ekstremalnych warunkach,  w historyczny dramat o tragedii Białoruskiego narodu w roku 1943, robi wrażenie wprost upiorne. Jest to apokaliptyczna wojna, jakiej kino wcześniej nie widziało: wojna, która z okupacji małego miasteczka szybko zamienia się w rodzaj chorego festynu z piciem piwa i słuchaniem muzyki, przy jednoczesnym (wesołym) obserwowaniu spektaklu zbiorowych rzezi dokonywanych na miejscowej ludności. Takich eksterminacji dokonywano ponoć setki. 

Cała ta – trwająca pół godziny(!) – sekwencja pacyfikacji, autentycznie obezwładnia. Ilość przemocy, stężenie okrucieństwa i wizja końca świata (tytuł filmu zaczerpnięto z Apokalipsy świętego Jana) z szczegółami w rodzaju np. pozostawienia przez Einsatzgruppen schorowanej starszej kobiety w łóżku postawionym na środku drogi (po spaleniu wszystkich chat), sprawia, że człowiekowi odbiera głos. Wydźwięk tych scen w fabule filmu trwa przez ostatnie 30 minut (w trakcie których widz boi się nawet kichnąć,  żeby nie zniszczyć powagi sytuacji), w czasie których jeden ze złapanych przez paryzantów SS-manów mówi wprost: „ bo wszystko zaczyna się od dzieci. Nie powinniście istnieć. Nie wszystkie narody maja prawo do przyszłości. Niższe rasy płodzą zarazę komunizmu. Nie powinniście istnieć. I misja zostanie wypełniona. Dziś albo jutro”. Jeżeli rzeczywiście od dzieci się zło zaczyna (bo były jego świadkiem i nim nasiąknęły), to co będzie dalej dla przyszłości kolejnych narodów? Jakie owo „jutro” nas wszystkich czeka? Co zostanie w pamięci, i jakie wartości będą uznawane, skoro młodzi już widzieli, jak człowiek został zredukowany do roli zwierzęcia, które albo zabija inne, albo samo jest bite?

Ale najbardziej zmroziła mnie jednak scena ze zdjęciem Hitlera, w które główny bohater wystrzeliwuje z tuzin nabojów z karabinu, co ma miejsce tuż po całej masakrze. Ten przejmujący, dziecięcy naiwny akt rozpaczy zostaje zestawiony z dokumentalnymi fragmentami z życia III Rzeszy i Adolfa Hitlera, ale projektowanych niejako od „tyłu” (wrażenie robią zniszczone od wybuchów budynki, które wracają do pierwotnego stanu). Zupełnie jakby chłopiec (reżyser?) próbował cofnąć czas, jednym magicznym ruchem sprawić, żeby do tego wszystkiego nie doszło, spróbować zabić niemieckiego dyktatora, choćby teraz, choćby przez zdjęcie leżące w wodzie. I w pewnym momencie pojawia się twarz Adolfa-małego dziecka siedzącego na kolanach u własnej matki – chwila, kiedy Florian w końcu po ludzku waha się, czy strzelić (mimo, że wcześniej z łatwością wskazywał winnych). Jednak,  podobnie jak kukła Hitlera stworzona przez nabuzowanych emocjami złości partyzantów, ta scena z cofaniem czasu, jest tylko rozpaczliwą próbą pozbycia się koszmaru. Próbą, możliwą niestety tylko w kinie.

szymalan

Reklamy

3 thoughts on “Idi i smotri (1985, Elem Klimow)

  1. Kiedyś oglądałem ten film do połowy i pamiętam, że film mocno mnie wciągnął (nie pamiętam jednak co sprawiło, że oglądałem go tylko do połowy). Dlatego kiedy zobaczyłem ten film w TVP Kultura to nastawiłem się, że koniecznie muszę go obejrzeć. Niestety, nie przewidziałem, że zostanę przegłosowany – osoby, z którymi oglądałem telewizję wolały spektakl Teatru TV na żywo w programie pierwszym („Szkoła żon” wg Moliera). Tak więc na film Klimowa muszę znowu poczekać. Kino wojenne nie należy do moich ulubionych gatunków, ale te rosyjskie produkcje potrafią wstrząsnąć widzem.

  2. Kino Rosyjskie potrafi wstrząsnąć, jak i władze komunistyczne po II wojnie.
    Szymalan hipnotyzujesz recenzją, więc nie pozostaje mi nic innego jak zobaczyć film. Lubię, jesli w tym przypadku można tak powiedzieć, oglądac wizję wojny w ten nie hollywoodzki sposób w ten bliższy rzeczywistości.

    • @Peckinpah:
      Ciesze się, że tym razem zgadzamy się w opinii, mimo, że dotyczy ona dopiero połowy filmu ;) mam nadzieję, że z resztą będzie podobnie, trzymam kciuki żeby się w końcu udało obejrzeć( ja od początku nie miałem szans na przekonanie wszystkich do oglądania, ale odkąd mam dekoder z nagrywarką problem się sam rozwiązał)

      @krótkoofilmie: cieszy mnie bardzo, że tekst podziałał zachęcająco :) będę wypatrywał jak zawsze recki na blogu ;)

      pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s