Hugo 3D (2011, Martin Scorsese)

Hugo i jego wynalazek 3D *****

Imponujący, wspaniale magiczny, najnowszy film Martina Scorsese, który po raz pierwszy od kilkunastu lat nie musi się obawiać o kategorię wiekową swojego dzieła: już na samych plakatach „Hugo” wygląda bardzo nie-scorsesowo, bardziej przypominając kolejne części familijnych „Opowieści z Narnii”, niż rozliczające się głównie z tematami przemocy poprzednie filmy Scorsese. Jednak  choć poruszamy się obrębie wysokobudżetowej hollywoodzkiej baśni pełnej efektów specjalnych, „Hugo” ma wartość niezwykle osobistą dla reżysera, którą prawdopodobnie podzieli tylko garstka widowni w kinach. Reżyser zwierza się bowiem z niezwykłej miłości i oddania, jaką darzy 10. muzę.

Fabularne „Hugo” nie zawiera właściwie  nic  oryginalnego , czy szczególnie zagadkowego. Jesteśmy w Paryżu, lat 30. , na ogromnym dworcu kolejowym Montparnasse. W miejscu tym gromadzą się paryskie sieroty, które przy pomocy zabawnie-groźnego (lub groźnie zabawnego) psa usiłuje wyłapać, pozornie ponury i zły inspektor Gustav (Sacha Baron Cohen).  Jedną z tych sierot jest Hugo Cabret (Asa Butterfield), który od czasu śmierci swojego ojca mieszka w dworcowym zegarze, przy okazji dbając o to, aby zawsze był nakręcony. Żywi się tym, co ukradnie. Także kradnąc z dworcowego sklepu,  poszukuje części do niedziałającego automatu (robota, który przedstawia podobiznę siedzącego człowieka), który próbował uruchomić jego ojciec. Pewnego razu zostaje nakryty przez właściciela (Ben Kingsley)  i przez to pozbawiony notesu z ważnymi notatkami odnośnie posiadanych wynalazków. Teraz Hugo, aby uratować swój ważny naukowy dorobek, musi skomunikować się z córką sklepikarza w jego wieku, Isabelle (Chloe Moretz),  aby odzyskać notatnik, i rozwiązać (już razem z dziewczyną) zagadkę tkwiącą w automacie. 

Fabuła jest bajecznie prościutka, zagadka wcale nie wyszukana i szybko się rozwiązuje (na tyle polu film ustępuje chociażby grze na PC „Syberia”), ale nie to jest dla Martina Scorsese najważniejsze. Bohaterowie jego filmu żyją w czasach świtu kina, a  reżyser używa tej prostej historii po to, aby złożyć – bodaj najpiękniejszy w ostatnich latach – hołd dla filmu  jako sztuki przepięknej iluzji. „Hugo” w ten sposób  aż roi się od nawiązań – kinomani bez przeszkód rozpoznają „Generała”, gdy na ekranie pojawi się Buster Keaton z jego niezmordowaną lokomotywą,  fragment „Wielkiego napadu na ekspress”, czyli pierwszego westernu w historii, z finałowym słynnym ujęciem pistoletu wymierzonego  w stronę widza czy króciutki „The Kiss”, w którym po raz pierwszy przy pomocy kina pokazano pocałunek dwojga zakochanych ludzi. Na wszelkie możliwe sposoby odwołuje się tutaj  do pierwszego publicznie pokazanego dzieła, czyli ‚Wjazdu pociągu na stację w Le Ciotat” (w jednej chwili mamy to  zrekonstruowane przy pomocy efektów specjalnych: pociąg wbija się w sam środek peronu i przejeżdża po terenie dworca dobre kilkadziesiąt metrów). No a spójrzcie na plakat „Hugo” i na film, który Hugo i Isabelle  potem oglądają w kinie? Ale „Hugo”, to  przede wszystkim honorowy hołd w stronę George’a Melies, dlatego to własnie  arcydzielna „Podróż na księżyc” z ujęciem statku kosmicznego wbitego w oko księżyca, to jeden z najczęściej powracających tu obrazów, przewija się tutaj  jak kulturowa ikona początku XX wieku –  przez cały film w różnych formach i okolicznościach.

Ta pasja, ta swoista nerdowatość, jaka siedzi w tym wspaniale trzymającym się, 69-letnim reżyserze, jest tu przyznam się, najbardziej imponująca. Jego zręczność w lawirowaniu wątkami  autotematycznymi pozwala na to, aby film był idealnie przyswajalny dla wszystkich:  nie tylko tych widzów,  co kino nieme mają w małym palcu i rozpoznają Chaplina, czy Lloyda  na wyrywki. To świetna przygoda dla dzieci, bo rozwijana z ich punktu widzenia (w pewnym momencie dzieciaki biegną przez środek dworca i niemal ich nie widać w oku kamery w morzu bezimiennych dorosłych) , to wyciskacz łez dla dorosłych bo może przypomną sobie wczesne lata i odkrywanie kina przez samych siebie, i wreszcie fantastyczna zabawa dla nerdów, bo film celebruje magię kina i jego najważniejsze współczesne dokonania, nie stroniąc od nowoczesnych technologii (a kto nie należy do tej ostatniej grupy, ten dostanie lekcję kina, jakiej nie da mu żadna encyklopedia czy podręcznik do historii).

Ktoś powie: ale zaraz, gdzie ta przygoda, skoro to film o filmach z prostą fabułą? Zalecam zaufać mistrzowi. Reżyser znany jest jako twórca o niesamowitym wyczuciu dynamiki ruchomego obrazu,  i ta energia jest w „Hugo” cały czas  obecna. Choć fabułę możnaby  streścić w 3 zdaniach (na dodatek trochę długo schodzi, zanim człowiek się całkowicie zanurzy w tym świecie, i nim coś konkretnego zaczyna się dziać) , to jednak inteligencja wizualna Scorsese powoduje, że trudno się obrazem ostatecznie nie porwać. Na ekranie dzieje się tyle naraz, a konstrukcja każdej sceny ma w sobie tyle pietyzmu , a jednocześnie niemal dzikiego , slapstickowego ruchu, że co rusz film zaskakuje pomysłowością , z jaką korzysta się z tu z efektów specjalnych, elementów wspaniałej scenografii, czy trójwymiaru. Tu zresztą dochodzimy do ważnej kwestii.

„Hugo” to najlepszy film trójwymiarowy , jaki oglądałem. Kiedy w pierwszej scenie Scorsese nawiązuje do słynnego trackingowego ujęcia z swoich „Chłopców z Ferajny”, szczęka może zlecieć na ziemię: kamera robi gigantyczny zoom z planu ogólnego Paryża na jeden z peronów dworca, następnie w tym samym ujęciu przechodzi przez pełen ludzi peron, wychodząc do budynku dworca i przechodząc jego cały środek. Scorsese nie tylko nieśmiało próbuje coś zrobić z technologią 3D: on niemal każdą scenę, czy szczegół potrafi zamienić w kuglarską sztuczkę 3D, w której fantastycznie bawi się głębią, czy tym, co powinno w danej chwili wyskoczyć z ekranu (potrafi też użyć stereoskopii w celach humorystycznych, co widać zwłaszcza w momentach z Sachą Baronem Cohenem i psem). Oglądając w kinie, widz ma ochotę zamieszkać w tym świecie ciasnych korytarzy, drabin i mechanizmów. Zamknąć się w bibliotece z Christopherem Lee w roli bibliotekarza i zakopać w książkach na długie godziny. Cała  mechaniczność świata i mechaniczność kina (co za tym idzie), osiąga w tej technologii coś na wzór  niesamowitego mariażu starego z nowym.

Kiedy wspomniane ujęcie księżyca z „La voyage dans la Lune” pojawia się pod koniec filmu w pełnym trójwymiarze na ekranie, uświadomiłem sobie jedno: może i świat się zmienił, może i zdigitalizowaliśmy rzeczywistość i zlikwidowaliśmy poczciwe maszyny. Może i dołożyliśmy 3 wymiar i niewygodne okulary –  ale kino jest wciąż to samo. Przetrwało, bo po ponad 100 latach nadal pełni jedną i tą samą funkcję:  niezmiennie ma zahipnotyzować widza. Wyłączyć go,  zabrać do zupełnie innej rzeczywistości.  Stworzyć iluzję, dzięki której sztucznie nagrany na planie kadr za kadrem, stworzy wrażenie ruchu, ciągłości która zdaje się żyć własnym życiem, niemal rozwijać na naszych oczach niczym senna projekcja.  Oto ta cała logika i cały sens. No a reszta…reszta to czysta magia. No, może magia z domieszką 170 milionów amerykańskich dolarów.

szymalan

 

Reklamy

2 thoughts on “Hugo 3D (2011, Martin Scorsese)

  1. Zachęciłeś mnie do obejrzenia tego filmu. Jak tylko uda mi się zaliczyć poprzedni film Scorsesego, „Wyspę tajemnic”, postaram się obejrzeć „Hugo i jego wynalazek” (zastanawia mnie, co takiego ten Hugo wynalazł :)) Znam te filmy z wczesnego okresu kina, które wymieniłeś („Podróż na księżyc”, „Napad na ekspres”, „Generał”) i jestem ciekaw, w jaki sposób Scorsese nawiązał do tych filmów. Trochę mnie zaskoczyło, że film, który miał być hołdem dla Georgesa Meliesa rozgrywa się w latach 30-tych, czyli w czasach kiedy twórczość Meliesa zaczęła odchodzić w zapomnienie. Tym bardziej jestem ciekaw tego filmu, ale niestety format 3D mnie odstrasza od kina i zastanawiam się nad przeczekaniem do premiery DVD.

    • też bym się chętnie dowiedział co on wynalazł, ale to już pytanie do dytrybutora, a konkretniej tłumacza tytułu hehe ;) Poza tym ładnie rozgryzłeś fabułę filmu, nic nie powiem więcej, sam zobacz :) co do 3D, napisałem co napisałem – dla mnie najlepsze, z jakim się zetknąłem. I powiem więcej: raczej nie wyobrażam sobie już tego filmu w dwóch wymiarach, właśnie cała przyjemność tego filmu to ta cała pomysłowość wizualna, jaką serwuje widzowi Scorsese.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s