War Horse (2011, Steven Spielberg)

Czas Wojny ***½

Hollywoodzki super szmalec: Spielberg jeszcze nigdy tak bardzo nie zbliżył się do granicy kiczu, jak w swoim najnowszym filmie, nominowanym do głównych Oscarów „Czasie wojny” („War Horse”). Kto widział przynajmniej jeden ze zwiastunów tej produkcji, ten wie, że po wejściu na kinową salę nie będzie odwrotu: film jest bezwstydnym hołdem i powrotem do hollywoodzkiego crapu lat 30. , 40. i 50. Czasów Johna Forda, ckliwych melodramatycznych westernów, epickości Davida Leana i czasów „Przeminęło z wiatrem” jako największego światowego arcydzieła kina. 

Znów cieszymy się pomarańczowymi filtrami z „Gone with the Wind”, znów tandetne dialogi nie mają znaczenia, jeszcze raz chodzi  o tanie wzruszenia, patetyczny ton i wiejskie pejzaże, które w obiektywie kamer Janusza Kamińskiego  autentycznie zapierają dech w piersiach. Film atakuje nas stylem retro od pierwszych chwil: muzyka Johna Williamsa wprost wymusza konkretne emocje, jakie w trakcie seansu trzeba przeżywać, znane z wszystkich filmów Spielberga sztuczne, niczym namalowane  panoramy pięknych miejsc  otwierają film i przewijają się do samego końca, a co jakiś czas atakują nas obowiązkowe manipulatorskie najazdy na mocno przeżywające twarze bohaterów (w tym tego tytułowego).

Historia konia Joey’ego , wychowanego przez nastolatka z biednej, zagrożonej sprzedażą farmy swojego ojca (który to – koń –  wyrusza po krótkim czasie na wojnę i jest wykorzystywany jako zaprzęg do armat i  środek transportu dla żołnierzy, a czasem po prostu tkwiący w niebezpiecznej tułaczce)  to zwyczajnie ckliwa, statyczna w oldschoolowy sposób bajka dla całej rodziny, w której niektóre sekwencje bitewne wydają się wobec całości pasować niczym drzwi do lasu. Niby mamy umowność (wszyscy w filmie mówią po angielsku, czasem wrzucając dziwnie wstawki z ojczystego języka), bajkowość pięknie rozrysowanego świata przygody, z drugiej strony intensywność okopów I wojny światowej , użycie trującego gazu, śmierć, broń, zniszczenie (aż czuć z ekranu proch strzelniczy, daję słowo). Trudno powiedzieć dla kogo to film: czy w niedzielny świąteczny poranek musimy całą rodziną oglądać sceny zagazowywania żołnierzy i brutalnych szarż z dwóch stron barykady?

Przyznam się, że już dawno nie miałem takiego problemu z oceną filmu: z jednej strony fanaberia Spielberga jest oszałamiająco brawurowa (jeśli nie on, to kto byłby w stanie nakręcić dzisiaj coś takiego?) ,  a całość bywa szalenie malownicza i przyjemna w odbiorze (mój wzrok przyzwyczaił się do pomarańczu i tonu filmu,  gdzieś mniej więcej w połowie oglądania kiedy naprawdę wciągnąłem się w akcję), z drugiej strony na żadnym sensownym poziomie się ten obraz nie broni, w oczach co bardziej surowego krytyka nie ma on najmniejszych szans na jakiekolwiek  pochwały. 

Dla mnie „Koń wojny” jest przede wszystkim dziko nierówny: historia o dwóch młodocianych dezerterach była doskonała – historia o francuskiej dziewczynce przywłaszczającej sobie konia do domu swojego dziadka,  okropna i rzygotliwa. Na jednej szali  próba epickiego rozegrania sceny rolniczej orki (skąd się, kurna, nagle wzięła cała publiczność z  wioski żeby to oglądać? I po co? Żeby podniosła muzyka  Williamsa miała w tym kontekscie sens?) , na drugiej  kapitalna, choć bajkowa do granic sekwencja, w której zaplątany koń jest uwalniany przez przedstawicieli dwóch wrogich sobie armii na polu bitewnym.

Być  może mój problem z oceną filmu wynika właśnie z tego: nie wpasowałem się w pewien schemat, jaki wydaje się tworzyć tego typu – absolutnie dyktatorskie w narzucaniu stylu – kino. Albo kupuje się je w całosci i wtedy po 2,5 godzinach człowiek jest happy, że zapłacił , pooglądał,  popłakał sobie i wyszedł. Albo wysiada się po kwadransie , żeby nie być  uwięzionym w kinie z dziełem, który nie daje nam  5 minut pauzy na to, aby móc wydobyć z siebie jakąkolwiek prawdziwą, szczerą emocjonalną reakcję na to, co się ogląda. Film zdaje się nie ufać własnemu materiałowi:  co chwilę przypomina o własnej epickości i o tym,  jaki ten koń  jest niesamowity. Zdajecie sobie sprawę jaki on jest niesamowity? On naprawdę jest, zobaczcie zwiastun poniżej lub plakat powyżej.

Dla mnie seans „War Horse” był mieszaniną lekkiego wstydu i dziecięco naiwnej radości z kina. Nie potrafię  tak łatwo  skreślić filmu, który jest dziełem, którego mogło powstać TYLKO w kinie. Spielberg kocha dziesiątą muzę  i ta miłość wyłazi z każdego kadru (pewnie dlatego umyka mu z horyzontu poczucie dobrego smaku). Reżyser ‚”Parku Jurajskiego” opowiada historie, które mogłyby się wydarzyć tylko w filmach zrobionych za duże pieniądze. Kreuje osobliwe, przyjazne i wrażliwe na nieszczęścia jednostek światy, które zdają się żyć po swojemu (w tym wypadku cierpienie zwierzęcia znaczy więcej niż cierpenie człowieka: patrz niemal absurdalna końcowa scena z lekarzem). Tylko pytanie:  jak długo ta nostalgia będzie jeszcze działać na publiczność, skoro na sali kinowej widzę w sumie 3 osoby?

szymalan

Reklamy

5 thoughts on “War Horse (2011, Steven Spielberg)

  1. Grażyna Torbicka mówiła, że to beznadziejny film i nawet jej uwierzyłem. Dlatego jeszcze go nie oglądałem :) Widząc Twoją ocenę filmu spodziewałem się, że będzie tu trochę krytyki, ale nie spodziewałem się, że przy okazji nazwiesz ‚kiczem’ filmy Johna Forda, Davida Leana, a nawet „Przeminęło z wiatrem”. Jeśli „Czas wojny” ma wiele wspólnego z tymi klasykami to ja koniecznie muszę go obejrzeć. Lubię filmowe powroty do czasów klasycznego Hollywoodu. Dlatego czekam z niecierpliwością na „Artystę”, który jest powrotem do czasów kina niemego.

    • Bo to jest w pewnym sensie beznadziejny film. Powiedziałbym , że beznadziejnie sentymentalny i ckliwy :) Kwestia czy ktoś jest w stanie to kupić, poddać się tej konwencji. Ja, oglądając Przeminęło z Wiatrem czy Davida Leana jestem w stanie, wiec wcale nie mam nic do tych filmów :) Po prostu one już dzisiaj się postarzały jeżeli chodzi o styl i nikt nie ma chyba wątpliwości, że tak się już dzisiaj filmów epickich nie tworzy. I Czas wojny wpisuje się w ten nurt, ale tym razem mam już więcej wątpliwości czy powinien.
      Gdyby mi ktoś bez mojej wiedzy wmówił, że to War Horse film z lat 40. pewnie bym mu uwierzył bez większego zawahania:)
      W ogóle ten rok to rok powrotów do klasyki „Mój tydzień z Merylin”, ‚czas wojny”, „Artysta”, „Hugo” Scorsese to ponoć też hołd dla kina niemiego i Georga Melies w szczególności. Dziwne odwrócenie trendu po roku bardzo nowoczesnych Incepcji i Social Network (choć oscarowym zwycięstwie King’s Speech). pozdrawiam!

  2. Zgadzam się w pełni z tym co napisałeś. Nie podpasował mi ten film i nadal nie wiem do kogo miał być skierowany. Bo jak na rodzinną rozrywkę to za wiele tu brutalności i wojennego brudu, jak na nietypowy film dla doroślejszego widza, za wiele okropnej ckliwości i przesadnej bajkowości. Mocno się na nim wymęczyłem i w sumie rozczarowałem.
    Pozdrawiam

  3. Zapowiedz z końca wpisu i Twoje słowa mi wystarczą by wyrobić sobie opinie o filmie. Co prawda scena galopującego Konia wypadła wyśmienicie, jednak jeśli to faktycznie zwierze jest stawiane na pierwszym miejscu, to chyba podziękuję. 2 minuty trailera wystarcza także by wiedzieć, że z ekranu wylewa się patos, kicz, tanie sztuczki przez cały seans, co konkretnie może zmęczyć.
    Jeszcze drobnostka co do głównego bohatera. Wydaje mi się, czy spojrzenie tego wierzchowca (innych z resztą też) ma w sobie nutkę obłędu i zagubienia? :)
    pozdrawiam

    • @Milczący: Nie chciałbym, żeby mnie źle zrozumiano ;) Mnie się trochę bardziej chyba podobało, zwłaszcza 2 połowa była moim zdaniem znośniejsza od pierwszej. Nie uwązam, że jest to aż tak może zły film, ale widzę, że i tak się ogólnie zgadzamy w zarzutach.

      @MarcinK:
      Scena, o której piszesz jest moim zdaniem najlepsza z całego filmu :) jak dla mnie jedna z lepszych sekwencji spielberga ostatnich lat.
      Co do spojrzenia konika to tak, ale to akurat uzasadnione, w końcu dookoła wojna, a on sam co chwilę przechodzi z rąk do rąk (tak jest napisany cały scenariusz, epizodycznie o każdym kolejnym właścicielu jest każda następna sekwencja) i pewnie marzy o powrocie na tę bajeczną farmę z pierwszych chwil filmu :)
      pozdrawiam komentatorów!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s