Konklawe ***

Konklawe ***

Jest rok 1458.  5 lat po przejęciu Konstantynopola przez wyznawców Islamu umiera papież Kalikst III,  pozostawiając Tron Piotrowy do dyspozycji aktualnych hierarchów Kościoła Katolickiego. 18 najważniejszych kardynałów z różnych stron świata zbiera się na tajnym konklawe, aby wybrać następcę „boskiego wikariusza” i „władcy królów i książąt” , czyli krótko mówiąc, nowego papieża. Wśród nich jest młody, 27-letni Hiszpan Rodriego de Borgia, który pozostał we Włoszech tylko ze względu na swoją kochankę, sam zaś jako Aleksander VI pełnił papieską posługę pod koniec XV wieku (za którą do dzisiaj wspominany jest bardzo niepochlebnie; choć to już materiał na inny film). W trakcie Konklawe 1458 roku, to właśnie Rodriego  okaże się  jednym z najistotniejszych graczy, mających największy wpływ na jego końcowy wynik.

Do filmu nieznanego mi Christopha Schrewe, podchodziłem  ze sporą nadzieją:  historia , dziejowe teorie spiskowe, konstrukcja dramaturgiczna przypominająca  jeden z najlepszych  „gadanych” filmów w historii – „Dwunastu gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta. Myślę sobie:  będzie dobrze.  Niestety, film mnie jednak rozczarował : jest porządny, poprawny i daje się  obejrzeć bez znużenia, ale trudno skryć fakt, że spokojnie można było z tego wycisnąć coś więcej.

„Konklawe” rzeczywiście próbuje być czymś w rodzaju przegadanej dramy z psychologią grupy na pierwszym planie, ale tym razem przede wszystkim zawodzą motywacje głównych bohaterów. Pionki rozstawiane są tu nie przez psychologię i moralność (jak u Lumeta)-  ale przez polityczne i osobiste korzyści i interesy. Aby zostać papieżem  należało w tamtych czasach po prostu przekabacić czymś 12 członków konklawe : obiecać coś, „zachęcić” niejako z góry odpowiednią korzyścią majątkową, albo zwyczajnie zastraszyć („jak zostanę papieżem to wtedy zobaczysz!”). Nic w tym  specjalnie odkrywczego nie znajdziemy,  a kto zna historię i wie, jakie relacje z papiestwem miały Hiszpania czy chociażby Francja, to mimo jakiejś tam  nawet dawki napięcia, żadne wielkie halo na ekranie się nie dzieje. 

O tym zaś, że w Kościele tak samo jak wszędzie indziej, ważniejsza jest polityka, kalkulowanie i intrygi (niż takie za przeproszeniem pierdoły jak np. dobroć, lojalność, pobożność czy kompetencje), to już wszyscy wiemy. Stawka więc,  o jaką toczy się fabuła filmu,  mało nas prawdę powiedziawszy interesuje (zwłaszcza jak nie czułem się przekonany przez jakąkolwiek postać z wszystkich dostępnych). Mam zresztą jakieś takie nieodparte wrażenie, że o wiele lepiej by filmowi zrobiło osadzenie akcji w czasach współczesnych, tak aby realia były zdecydowanie bardziej nam bliższe (a do tego doszedł by medialny cyrk i panika tłumów),   wskazując paluchem konkretne współczesne państwa i ich aktualny stosunek do Kościoła oraz  potencjalne interesy (co wzbudziłoby na pewno duże zainteresowanie opinii publicznej i wywołałoby dużo skandali).

A tak mamy film niby oskarżający o coś Kościół, a jednak całkiem letni. Do tego bardzo średnio zagrany i zdecydowanie zbyt skromnie, wręcz teatralnie,  zrealizowany: scenografia wygląda jakby miała się rozpaść po pierwszym większym podmuchu wiatru, a cała produkcja  nie posiada ani trochę z rozmachu  i sensacyjności takich „Aniołów i Demonów” Rona Howarda. W sumie ogląda się to bez bólu i nawet z chwilowym zaciekawieniem (zwłaszcza części mówiące stricte o rytuałach konklawe), ale to jednak , jak na kino, zdecydowanie za mało.

szymalan

Reklamy

One thought on “Konklawe ***

  1. Od kilku wieczorów zabieram się za obejrzenie tego filmu, bo brzmi intrygująco, tylko ta Twoja recenzja napawa mnie sceptyzmem.
    Pozdrawiam :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s