Mój sąsiad Totoro *****

Mój sąsiad Totoro *****

Zadajmy sobie proste pytanie: Czy ktoś pamięta nazwiska reżyserów tworzących filmy animowane? Ile np. osób kojarzy,  kto podpisał się pod „Toy story 3”, które zarobiło w box officie ponad miliard dolarów? Ile z nich pamięta kto odpowiada za pierwsze-  genialne-  dwie części „Shreka” z wytwórni DreamWorks?

Powodów, dla którego nie kojarzymy twórców kolejnych „Kung Fu Pand” , czy „Epok Lodowcowych” może być wiele (często reżyserów animacji jest dwóch, jest  o wiele wygodniejszy w użyciu podział na same wytwórnie, nikt poza dziwakami pokroju niżej podpisanego nie czyta creditsów) albo po prostu jeden: w Hollywood na chwilę obecną nie istnieją AUTORZY animacji. Istnieje grupka ludzi w danym studiu, którzy przerzucają się tylko funkcjami (jak jeden reżyseruje, to drugi jest producentem, a trzeci pisze skrypt), ale trudno wyodrębnić kogokolwiek z własnym, odróżnialnym, charakterystycznym stylem i tokiem myślenia. Ta sytuacja nie ma miejsca w Japonii, w królestwie gatunku anime, którego królem albo i bogiem jest dzisiaj Hayao Miyazaki, człowiek pracujący dla wielkiego studia Ghibli (jest zresztą jednym z dwóch jego założycieli).  To właśnie jego filmy są najbardziej rozpoznawalnym obecnie anime na świecie, to jego „Spirited Away” otrzymało jedynego dla Japonii Oscara za najlepszy długometrażowy film animowany i to właśnie on pokazuje, że można inaczej. Że animacja może stanąć dziś ponad podziałami kina dla dorosłych i dla dzieci. Że można się obyć bez durnego mrugania okiem dla dorosłego i infantylnych bzdur dla młodego widza. I  że w kinie familijnym tak naprawdę nie ma żadnych ograniczeń, poza wyobraźnią twórcy. 

Sposób, w jaki Miyazaki przemawia do publiczności , można by pozornie uznać za bliski Disneyowi: soczyste, przepiękne barwy, ascetyczna kreska, mieszanie się różnych światów, czy – last but not least- szczera, najczystsza prostota zdobywania widza emocjami. Czegoś jednak u Miyazakiego brakuje : jakiegokolwiek podziału na dobro i zło. Często niesympatyczni bohaterowie ujawniają po pewnym czasie swoje wielkie słabości, a czasem – tak jak „Moim sąsiedzie Totoro” –  nie istnieją w ogóle czarne charaktery.  Istnieje za to proste, zwyczajowe życie, którego mogłoby się toczyć przy  udziale każdego z nas, nie zależnie od wieku i zamieszkiwanego kontynentu .

Na uroczej wsi, gdzie toczy się akcja „Totoro”, pojawia się ojciec (na co dzień profesor) z jego dwiema córkami. Przeprowadzają się , aby być bliżej szpitala, w którym leży ich chora na gruźlicę matka. Szybko jednak odkrywają, że spokojna sielska okolica przepełniona jest magią. Najpierw siostry spotykają mieszkające w ich domu tajemnicze czarne kulki (raczej przyjacielsko nastawione) , później poznają równie łagodne i życzliwe duchy lasu, a wśród nich niezwykłego Totoro. Wszystko jest dobrze, dopóki pewnego dnia młodsza z córek nie znika w nieznanym kierunku…

Czarowna historia o odkrywaniu świata przez dziecko, przepięknie nakreśleni bohaterowie i doskonale zasugerowane relacje pomiędzy nimi (nie ma tu ani jednego bohatera, który nie dałby rady pojawić się na pełnych prawach w filmie aktorskim; dodam, że postać najmłodszej dziewczynki zrywa skalp- nie wiem czy jakiekolwiek żywe dziecko byłoby w stanie tak wiarygodnie zagrać tę rolę) to tylko główne części składowe filmu, który miał nieodwracalny wpływ na świat japońskiej popkultury (duch Totoro na małą chwilę pojawił się ostatnio w „Toy story 3”). Totoro,  jest dla japońskich dzieciaków bowiem dokładnie tym, czym dla brytyjskich (i polskich też przecież) Kubuś Puchatek. Gadżety z Totoro można kupić właściwie wszędzie (u nas szukajcie na allegro) , a w kraju kwitnącej wiśni można je nabyć w każdym większym mieście . Imieniem tytułowego ducha nazwano nawet pas planetoid odkryty w Oizumi a także ekologiczną kampanię odnośnie ochrony satoyama (zielonych terenów przygranicznych oraz zlokalizowanych pomiędzy górami).

Co ciekawe  w samym filmie, ta dziecięca pluszowa przytulanka nie jest jako postać aż tak jednoznaczna. U Miyazakiego świat fantastyczny w dziwny sposób zawsze komunikuje się z światem realistycznym (ot, pojawia się puchaty Kotobus zamiast zwykłej komunikacji miejskiej i tyle), podobnie więc trudno czasem odgadnąć reguły gry i motywacje, jakie kierują zamiarami tych  stworów. Miyazaki sięga po poetykę snu, fantasmagorię, grę wyobraźni, mitologię, religię, wziętą z „Alicji w krainie czarów” ucieczkę z szarego życia i ani przez moment nie da się stwierdzić dostatecznie,  czy to co oglądamy, to prawda.

Dlatego też również i zakończenie odczytywane jest w „Totoro” dosyć niejednoznacznie. Biorąc pod uwagę, że historia z matką chorą na gruźlicę jest wzięta z życia (życia samego reżysera- jego matka również cierpiała na tę chorobę, później z tego powodu zmarła), nie możemy do końca happy endu być pewni. Tak czy inaczej- kawał kina: życiowego, wzruszającego, zachwycającego wizualnie (choć skromniejszego w środkach niż pozostałe produkcje reżysera, który lubi rozmach). Kina dla  wszystkich.

szymalan

Reklamy

14 thoughts on “Mój sąsiad Totoro *****

  1. O ile zauważam, że często niesie za sobą dojrzalsze myśli niż klasyczna animacja Disneya :), to nie potrafię docenić techniki rysunku. Jeżeli chodzi o animacje to uwielbiam Disneyowskie Król Lew i Dzwonnik z Notre Dame. Oczywiście to animacje dla dzieci, ale są tak perfekcyjne i wartościowe, że i na dorosłych oddziałują.

    • Rozumiem ;) Mimo wszystko polecam się kiedyś przemóc i pooglądać więcej anime, ja sam też uwielbiam Króla Lwa i te wszystkie disnejowskie klasyki, ale to, co anime ma do zaproponowania wizualnie, czasami zwyczajnie zrzuca z nóg. Tym brdziej, że u takiego Miyazakiego kreska jest dość przyjazna i raczej nie atakuje tak swoją animewatością jak inne filmy powstałe w Japonii.
      pozdrawiam

    • Oj, ja bym nie określał animacji jako animacji tylko dla dzieci. W każdej porządnej da się odnaleźć coś, co jest ponadczasowe i nie ogranicza kręgu odbiorców tylko do pewnego, młodego wieku.
      Co do recenzowanej animacji – tutaj nie można nic dodać, bo to film piękny nie tylko pod względem swojej fabuły, ale także wykonania. Nic widzowi nie narzuca, nie atakuje ostrymi kątami i kreskami jak niektóre produkcje, a przez to można go oglądać z przyjemnością nie będąc nawet fanem animacji, czy już nie wspominając o japońskim anime (które w większości przypadków kojarzy się tylko z przemocą i pochodnymi… -eh, te stereotypy…). Miałem okazję oglądać „Mój sąsiad Totoro” na ekranie kina i odbiór całej sali (rozstrzał wiekowy dość spory) był bardzo pozytywny.
      Co do podziału na dobro i zło, o którym wspomniałeś, że nie występuje – czy w każdym filmie musi mieć miejsce taki motyw? Może właśnie Miyazaki chciał tego uniknąć i wybić się poza standard? ;-)

      • A to akurat jest ciekawy temat. Bo moim zdaniem to zależy od podejścia reżysera/danego studia. Jedni rozumują tak: robimy całość dla dzieci i wtedy film jest średnio dopracowany, infantylny po całości, i rodzice ziewają.
        Drudzy myślą tak:(i tak jest najczęściej): zrobimy film dla dzieci, w którym co 3 minuty będziemy puszczać oko do dorosłego , tak żeby tez coś miał z tego seansu.
        Wreszcie trzecia grupa (tu zalicza się chyba tylko Pixar i Ghibli) myśli tak: Zrobimy film. FILM. Z bohaterami, którzy wzruszają, z kreską która jest cudna, z problemami, które dotyczą każdego. I co się okazuje? Cała projekcja jest tak samo pochłaniającym doświadczeniem dla tego co ma 4 lata, i dlatego co ma 74.

        co do Totoro, to ja zazdroszczę pokazu w kinie :) Musiałem się zadowolić porannym seansem w TVP Kultura, bo oczywiście żadna stacja w tym kraju nie puści takiego dzieła o porze, o której normalny człowiek ma ochotę na film.

        I ostatnia sprawa, apropos ostatniego akapitu Twojego komenta :)Mi się wydaje, że to nie tyle chodzi o to, że Miyazaki chciał się wyróżnić czy coś- ta historia czarnych charakterów po prostu nie wymagała. I właśnie takie podejście to ja lubię, chwała reżyserowi za to!

        pozdrawiam :-)

        • Ostatnio na TVP Kultura jest chyba cykl japońskich animacji, np. dzisiaj pokazywali film „Laputa – podniebny zamek” Miyazakiego. Nie oglądałem, bo zawsze znajduję w telewizji coś ciekawszego od japońskich animacji :)
          Pozdrawiam.

          • zgadza się, przegląd filmów Ghibli był bodajże na początku kwietnia. Oczywiście o premierowych seansach się dowiedziałem za późno. teraz tylko co jakiś czas powtórzą coś rano/koło południa, jak dziś właśnie. A co może być ciekawszego od japońskich animacji, pochwal się :D

            • Ja ostatnio oglądam TCM, gdyż ten program mam za darmo w ramach jakiejś promocji. Wkrótce mi go wyłączą (chyba nawet w tym miesiącu), więc staram się maksymalnie go wykorzystać. Oglądam więc nawet te filmy, które już widziałem nie raz. Kiedy na Kulturze leciała „Laputa…” na TCM-ie był „Arszenik i stare koronki” albo „Północ, północny zachód”. Nie pamiętam dokładnie który z nich, gdyż gazeta z programem tv mi się gdzieś zapodziała.

        • Trochę czasu zajęło mi, aby tu powrócić i odpowiedzieć, jednak lepiej późno niż wcale ;-) (ah te inne obowiązki…)
          Co do podziału animacji na trzy kategorie, to wydaje mi się, że ona nie wyczerpuje całego podziału – zwłaszcza kategoria druga, gdzie puszcza się oko do dorosłych. Są takie produkcje, gdzie człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to nie było tworzone pod dorosłych, a dla dziecka ma to jedynie formę animacji, czy też nawiązania do znanych bajek. Ot, po prostu odwrócona sytuacja – na myśli mam chociażby jedną niemiecka produkcję, której tytułu sobie jak na złość nie mogę przypomnieć… (na jakimś nfilmie, czy czymś podobnym leciało, opowieść o porwaniu księżniczki i jej podróży z yeti – ktoś może kojarzy? ;-) ) No i jeszcze mamy filmy pokroju South Parku, ale te może rzeczywiście warto pominąć we wszelkich rozważaniach odnoszących się do słowa ‚film’, a pozostawić je jedynie przy ‚parodia’?
          No i końcówka – czy popkultura wymyśli kiedyś jakiś inny podział niż to dobro/zło? Miyazaki jest tym wyjątkiem, który nie ładował na siłę czarnego charakteru, ale patrząc na wszelkie inne produkcje (nie tylko animacje) to niemal każdy film posiada ‚ciemną stronę mocy’, która czasami jest, rzeczywiście, niepotrzebna.
          Pozdrawiam
          PS dałoby się może powiększyć okienko, w którym pisze się komentarz? Przy kilku słowach nie ma większego problemu w połapaniu się, co się napisało wcześniej, ale przy kilkunastu linijka już się robi problem z przewijaniem tego ;-)

          • Lepiej późno niż później, jak mawia pewien tytuł :)
            Rzeczywiście mój podział jest dośc uproszczony, ale generalnie myślę, że miał dotyczyć głównie ścisłego mainstreamu , a tam trafiają właśnie filmy głównie familijne. Filmy stricte kierowane dla dorosłego jak South Park, czy Simpsons to faktycznie osobna kategoria. Tu wydaje mi się, że przynajmniej sprawa jest w miarę uczciwa, twórcy znają swój target i wiedzą na ile moga sobie pozwolić i w jaką stronę iść. Gorzej jeśli tak, jak mówisz, niby dla dorosłych, a tu jakieś totalne infantylizmy się wkradają (dla mnie to np, Happy wkręt jest tu przykładem niby dla dorosłych są prawie wszystkie żarty, ale jakby jednocześnie całość fabularnie jest wycofana w stronę kina familijnego).
            Moim zdaniem w Czarnych charakterach też nic złego nie ma – cały czas sie sprawdzali w końcu :) Oczekuję od twórców po prostu rozwagi jeśli pasują-ok, ale jeśli nie (jak moim zdaniem w np. „Odlocie”) , to nic na siłę.
            Jeśli chodzi o okienka z komentarzami, to najedź myszką na prawy dolny róg pola, w którym piszesz. U mnie widzę, że jak najadę na te kropki to mogę rozciągnąć okienko :) daj znać, czy działa.
            pozdrawiam :-)

  2. Mimo, iż jestem bardziej zwolennikiem sci-fi, to fantastyka serwowana przez Miyazakiego zadziwia mnie z każdym kolejnym filmem. Totoro akurat nie miałem jeszcze okazji oglądać, ale na pewno prędzej czy później to zrobię. Bardzo zachęcający tekst. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s