Prawdziwe męstwo ****

Prawdziwe męstwo ****

Nowa adaptacja Charlesa Portisa, czy otwarty remake filmu Henry’ego Hathawaya z roku 1969? Western,  czy nie-western (jak uparcie bronią się reżyserzy)? Nowy film Ethana i Joela Coenów ma szansę podzielić widownię zupełnie inaczej niż odbywa się to zazwyczaj, przy okazji premier ich kolejnych filmów. Bowiem tym razem może podzielić świat nie tyle na miłośników i antyfanów braci, ale ma szansę stworzyć wyłom nawet wśród widzów należących tylko do tej pierwszej grupy.

Wraz z westernową muzyczką w „Bękartach wojny” Quentina Tarantino wiedzieliśmy od razu, że z prawdziwym westernem film nie będzie mieć wiele wspólnego, a po seansie wszystkiego się można spodziewać. Identycznie tutaj- spokojna muzyczka na początkowych planszach obudziła we mnie oczywiste podejrzenia. Od tej pory czekałem już tylko na szaloną dekonstrukcję gatunku, odjechanie pomysły inscenizacyjne, pokręcone dialogi, na których będę płakać ze śmiechu i przegięte aktorstwo, które wyniesie mnie z filmu prosto na zewnątrz, zamieniając seans w popkulturową gierkę i ekranowy żart. Nic z tego – no ale po kolei.

Fabularnie , nominowany do 10 nagród Akademii, film Coenów umiejscawia się w latach 80. XIX wieku, rzecz jasna  na Dzikim Zachodzie. W malutkiej miejscowości mieszka 14-letnia dziewczynka,  Mattie Ross (Hailee Steinfeld),  która pragnie pomścić zabójstwo swojego ojca,  kradzież konia oraz dwóch złotych monet. W tym celu, wynajmując szeryfa Reuben J. „Roostera” Cogburna (Jeff Bridges), postanawia odszukać winnego wszystkiemu bandytę, Toma Chaneya (Josh Brolin) ,  i postawić go przed wymiarem sprawiedliwości. Początkowo szeryf oczywiście okazuje się bardzo niechętny całej sprawie , ale żądza pieniędzy dla rasowego alkoholika (przez 80% filmu Rooster wydaje się wiecznie wstawiony), dla którego zabijanie nie stanowi większego problemu sprawia, że postanawia wyruszyć na trudną wyprawę i pomóc rezolutnej i pewnej swojej racji, dziewczynce. Po drodze zabierają też teksańskiego szeryfa (Matt Damon), który również ma interes w związku z odnalezieniem Chaneya (oczywiście sprzeczny z interesem głównych bohaterów).

Jak już zaznaczyłem- w „Prawdziwym męstwie” niewiele po Coenach się w istocie ostało (choć to też jest dyskusyjne,  o czym za chwilę). Braciszkowie po niesamowicie przewrotnej przypowieści o „Poważnym człowieku”, oddają nam w ręce western z krwi i kości, prawie od początku do końca hołdujący gatunkowej tradycji i amerykańskiej mitologii. Są biedni , uciśnieni farmerzy z małej wioski, są bandyci, którzy groźne co prawda wyglądają, ale inteligencji w nich dużo nie znajdziemy, no i wreszcie jest bohater- może poharatany przez życie, może zapity w trupa od rana do nocy, ale ostatecznie jest w nim na tyle „prawdziwego męstwa”, że stanie do wielkiej bitwy na śmierć i życie w obronie miejskiej biedoty.

Dla Coenów ten obraz to czyste ćwiczenie gatunkowe, do którego podeszli z nabożną wręcz czcią i profesjonalizmem. Zamiast skupiać się więc na gierkach z widzem i zaburzać narrację, opowiadają tę historię linearnie od pierwszej do ostatniej chwili trzymając się wszelkich zasad poprawnego scenariusza. Wygląda więc na to, że dla nich samych liczyła się przede wszystkim tu strona estetyczna, a ta rzeczywiście potrafi zauroczyć. Sceneria, montaż, piękne najazdy kamery, doskonałe oświetlenie wnętrz, niebieskawe w odcieniu sceny śnieżne- wszystko jest i romantyczne, ale i brudne, chropowate niczym w neo westernach w stylu „To nie jest kraj dla starych ludzi”. W kopii cyfrowej filmu prezentowanej przez katowickie Cinema City, obraz wprost rzuca na kolana.

I choć Coenowie dbają, aby miejsce akcji nie było dla bohaterów bezpieczne (choć niebezpieczeństwa przypominają tu bardziej kino przygodowe, a nie akcji), to jednak pozwalają sobie tutaj na zwykły humor (nie Coenowski, co zaznaczam!) , wynikający z sprzecznych interesów bohaterów, a także z rywalizacji o zaufanie i szacunek 14-latki przez obydwu panów. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że wszyscy tu świetnie grają. Nie tylko znakomity Jeff Bridges przemawiający potężnym, prawie cały seans przepitym głosem, ale też i Matt Damon, którego jeszcze w takiej roli świat nie widział (facet nareszcie jest swoją postacią, a nie ją tylko gra). Ale i tak największym aktorskim zaskoczeniem (wspomnieć jeszcze Brolina, który całkiem przekonująco gra Chaneya) jest tutaj grająca Mattie, Hailee Steinfield. Dziewczyna zdobyła za swoją rolę nominację do drugoplanowego Oscara, mimo, iż pojawia się praktycznie w KAŻDEJ scenie filmu (Bridges i Damon, pojawiają się dopiero po bardzo długim prologu ). Sekwencja targów z szeryfem, scena przeprawy koniem przez rzekę i wiele innych (a także sam archaiczny język, jakim Mattie się posługuje z racji epoki) – Hailee jest we wszystkim piekielnie śmiała, utalentowana i w wielu scenach kradnie film dla siebie.

„Prawdziwe męstwo” jest westernem na nowe czasy.  Żadnym wydarzeniem, żadnym moim zdaniem filmem roku (kto śledzi  oscarowy wyścig ten od dawna wie, że to będzie największy przegrany tegorocznych Oscarów- 10 nominacji, 0 statuetek), nie jest też jednym z lepszych filmów braci Coen , którzy (poza może gorzkim finałem i pesymizmem w ostatnich scenach) nie zostawiają tu po sobie autorskiego podpisu. „True Grit” to pokaz mistrzowsko opanowanej formy, film, który się bardzo przyjemnie ogląda, który ma wiele świetnych scen (walka z ukrycia pełna napięcia, bicie pasem dziewczyny, wspomniane targowanie się 14-latki, wisielec na gałęzi, strzelanie do chleba w powietrzu itd), ale który sam w sobie na dłuższą refleksję miejsca nie pozostawia, i o którym się raczej szybko zapomni. Czwórka.

szymalan

Reklamy

18 thoughts on “Prawdziwe męstwo ****

  1. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgodzić się z tym co napisałeś. „True Grit” oglądało mi się dobrze, ale wątpię czy będę pamiętać o tym filmie za kilkanaście dni. Świetny Bridges, Steinfield, a także strona techniczna. Tylko Damonem się tak nie zachwyciłem ;)
    Pozdrawiam

  2. Celna uwaga, co do Damona. Ja również wolę go w takich rolach, które wymagają od niego czegoś więcej (zważywszy na jego talent powinien dostawać wyłącznie takie role, a nie takie, o których zapomina się zaraz po seansie). Coenowie świetnie go wyczuli. Co do sfery estetycznej, to ja również byłam podczas seansu pod ogromnym wrażeniem. Cała sceneria, każdy świetnie zaplanowany szczegół, budynek, rekwizyt, wszystko to łączy się na wspaniałą całość wizualną. Tylko podziwiać. Co do reszty, to doskonale znasz moje zdanie. Nie zamierzam przekonywać Cię do moich racji, ani negować Twoich spostrzeżeń, bo to ja mogę nie mieć racji. Przyznaję, że zaślepienie w braci Coen, nieco burzy moją percepcję :) Jeśli chodzi jednak o Twoją wzmiankę o Oscarach, to wiadomo, że „Prawdziwe męstwo” nie ma żadnych szans na Oscarach, bo tegoroczny poziom jest diabelnie wysoki i nieprzebłagany dla niektórych filmów. Można się spierać, że sama nominacja uwydatnia to, że wg wielu ten film był jednym z najlepszych. Oscary jednak, sam dobrze o tym wiesz, nie są tak naprawdę perfekcyjnym wymiernikiem tego, co dobre. Nie można powiedzieć, że film, który przegrał w oscarowym wyścigu, jest największym przegranym. Bo ja wcale nie sądzę, by „Avatar”, czy do bólu niesprawiedliwie nienagrodzony „Tajemnice Brokeback Mountain” (jeden z najlepszych filmów dziesięciolecia), były filmami przegranymi tylko dlatego, że nie dostały tych najważniejszych Oscarów. Ale to tak na marginesie. Najważniejsze, że bracia po raz kolejny zaserwowali nam dobre/rewelacyjne (jak kto woli) kino. Pozdrawiam :) Znakomita recenzja!

    • Twoja recenzja nie świadczy o zaślepieniu, wierz mi :) jest bardzo rzetelna i wręcz zachęciłem się do ponownego obejrzenia, jak będzie jeszcze okazja, może coś mi się odmieni.

      Rzeczywiście tegoroczny poziom Oscarowej 10-tki jest bardzo wysoki, a same filmy są niesamowicie zróżnicowanie i trudno tak naprawdę porównywać Toy story do Coenów, czy Nolana do Aronofsky’ego (ale taki już urok tego typu konkursów).
      Stąd zgadzam się, dla takich Coenów czy innych twórców, którzy raczej nie są rozpatrywani w Oscarowym wyścigu po najważniejsze nagrody, sama nominacja jest już w pewnym sensie nagrodą.. Tez nie twierdzę , że ten film nie zasługuje na żadne statuetki , bo chociażby zdjęcia, montaż , scenografia, czy nawet aktorka drugoplanowa mogły by być tu spokojnie nagrodzone (i jeśli w takich kategoriach wygra nie będę miał ani trochę żalu do Akademii). Moja wzmianka, o tym, że True Grit nic nie wygra, była raczej tylko dygresyjnym narzekaniem na to, że znowu jest tak przewidywalnie i wygra albo film A albo film B, a reszta może zapomnieć, nawet jak ma 10 nominacji. Ale jeśli jakimś cudem „Prawdziwe męstwo” wygra…też nie będzie źle (zwłaszcza jeśli wygrywają takie Slumdogi, który w ogóle mi się nie podobał, a film Coenów i owszem, co powtarzam;)
      choć nie ukrywam , że póki co pozostaję w fanclubie Toma Hoopera :)
      co do Tajemnicy Brokeback Mountain to się absolutnie zgadzam , podobnie z Avatarem (choć wtedy moim zdaniem najlepszy film był film Tarantino, właściwie pominięty zupełnie i potraktowany po macoszemu ,nie licząc Waltza).
      dziękuję i pozdrawiam:)

  3. Świetnie się czyta te Twoje opisy, niestety nie widziałem filmu więc żadnej polemiki nie podejmę.
    Opisz Ojca Chrzestnego ( bo go sobie teraz przypominam ) to będzie można debatować ;)

  4. Na pewno nie jest to remake filmu Johna Forda. Jeśli już to Henry’ego Hathawaya. Nie wiem na ile pokrywa się z książką Portisa, ale dla mnie to jednak remake, bo jest sporo podobnych scen. Najbardziej rzucająca się w oczy różnica to Jeff Bridges ma opaskę na innym oku niż John Wayne :) Trudno mi wybaczyć Coenom to, że próbowali poprawić starą wersję, tak jakby uważali, że czegoś w tamtym filmie brakuje, a mimo to niewiele zmienili w swojej wersji. Wprawdzie po pierwszym obejrzeniu filmu Hathawaya uznałem, że film jest nieco staroświecki i wymaga remaku, to już za drugim razem zmieniłem zdanie, bo oglądało się znacznie lepiej. A po obejrzeniu filmu Coenów zatęskniłem jeszcze bardziej za Johnem Wayne’em w roli Cogburna.

    • ło jezu nie wiem co mnie naszło napisać, że Forda :D dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawione.

      co do sporu o to czy to remake czy nie, to bracia upierają się z wszystkich sił w wywiadach, że oryginał widzieli raz, dawno temu, a na planie swojej wersji nawet nie myśleli o nim i nie brali go pod uwagę. dla nich to po prostu kolejna ekranizacja Portisa i tyle.

      pozdrawiam

  5. Niestety wszystko na to wskazuje, że Coenowie zrobili po prostu dobry film, nie wybijający się ponad to do czego zdążyli nas już przyzwyczaić. I pomyśleć, że Brothers wyeliminowali Nolana z wyścigu o Oscara za reżyserię.
    Pozdr

    • nominacja dla Coenów oto nie jest wielki zgrzyt, bo to jest b. dobrze reżysersko zrobiony film, ale z drugiej strony się zgadzam, że Nolanowi się w tym roku należała nominacja jak psu buda. No szkoda, widać Akademia ewidentnie za nim nie przepada (albo za bardzo kocha Coenów)
      pozdrawiam

  6. Także zdziwiło mnie, iż 14-latka otrzymała oscarową nominację w kategorii „Najlepsza aktorka drugoplanowa”, jednak na pewno miało to jakiś cel. Widocznie nie była przez Akademię uznana na wystarczająco dobrą aktorkę bądź niesamowicie ważną postać dla filmu. Dla mnie zagrała bardzo dobrze.

    Najnowszy film Coenów spodobał mi się. Nie jestem wielką fanką ich kina, ale ten do mnie przemówił. Jak mało który (ostatnim takim był „Człowiek, którego nie było”. Za to „Poważny człowiek” był dla mnie kompletną klapą). Poza tym uwielbiam Jeffa Bridgesa i wiem, że jako aktor potrafi być niesamowity. Na tym się nie zawiodłam. Nie trzeba lubić westernów, by „True Grit” uznać za film dobry.
    Zapraszam do zapoznania się z moją opinią :)
    Pozdrawiam!

    • albo uznali, że w ten sposób ma większe szanse na samą nominację, kwalifikując jako drguoplanową :)

      „Nie trzeba lubić westernów, by „True Grit” uznać za film dobry”
      Dokładnie. Sami twórcy nie mówią, że to jest western, ale przede wszystkim wierna ekranizacja książki.
      pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s