Harvey *****

Cover of "Harvey"

Cover of Harvey

Harvey *****

Jeżeli jakiś film zasługuje na to, aby o nim pisać w okresie okrutnej, zimowej chandry (niżej podpisanemu też się trochę udzieliło – stąd tak mało recenzji ostatnio) , to na pewno jest nim  „Harvey”- rozgrzewająca przypowieść powstała w latach 50, z genialnym jak zawsze Jamesem Stewartem w roli głównej. Na  listopadowo-grudniowe pochmurności – jak znalazł.

Hollywoodzki gwiazdor gra tutaj 40-latka Elwooda, który ma , jak na swój wiek, dość oryginalnego przyjaciela. Jest nim wielki, niewidzialny, prawie 2 metrowy biały królik , o imieniu Harvey. Harvey towarzyszy Elwoodowi prawie wszędzie (nawet w barze), trzeba mu robić przejście, gdy „idzie”, rozmawiać z nim, a czasem nawet pytać o zdanie, gdy uprzejmość tego wymaga. Istnieniem wyimaginowanego królika zaniepokojona jest rodzina Elwooda- głównie siostra bohatera oraz jej dorosła już córka. Bo tu nie tylko o reputację rodowego nazwiska chodzi- przede wszystkim Harvey nie może odstraszać potencjalnych kandydatów na męża młodej dziewczyny. Co więc obydwie robią? Postanawiają w konspiracji załatwić mu dłuższą wizytę w szpitalu psychiatrycznym. Problem pojawia się wtedy, gdy wskutek dramatycznej pomyłki, to siostra Elwooda, a nie on sam, trafia do „wariatkowa”…

„Harvey” jest ekranizacją nagrodzonej Pulitzerem sztuki teatralnej, wystawionej na Broadwayu w 1944 roku , autorstwa Mary Chase (znana ówcześnie dziennikarka, pisarka oraz scenarzystka). Jednak o  sukcesie filmu (całkiem dobre recenzje, Oscar,  kilka nominacji, obecna pozycja w rankingu top250 imdb) , zadecydował jednak nie tylko sam tekst, ani nawet reżyseria Henry’ego Kostera, ale przede wszystkim aktorstwo- trzeba było gwiazd z najwyższej półki, aby tę szaloną historię uczynić dla widzów w pełni przyswajalną. I tak więc :  są tutaj co najmniej dwie role, które mnie osobiście absolutnie zachwyciły. Pierwsza z nich to rzecz jasna  Elwood w interpretacji Jamesa Stewarta.  Elwood  to pogodny osobnik, którego problemy i trudności życia na tym świecie, w jakiś tajemniczy sposób zupełnie nie dotyczą. Wszystko, dla czego żyje, to przyjaciele (niezależnie- prawdziwi, czy nie) oraz rodzina.  Taką prostolinijną postać Stewart potrafił odegrać przed kamerą bezbłędnie, co zresztą udowodnił nie pierwszy raz w swojej karierze (że wspomnieć „To wspaniałe życie”, które do dzisiaj nie doczekało się konkurencji w kwestii tzw. filmów świątecznych).

Druga główna rola tego filmu to Josephine Hull, siostra głównego bohatera. To właśnie poczciwa Hull zdobyła dla filmu jedynego Oscara za swoją kreację- przejmująco naturalną, w jakiś sposób bardzo ciepłą i sympatyczną, ale i  w chwilach załamania- dowcipną („Panie doktorze, muszę Panu powiedzieć coś, czego nigdy dotąd nikomu nie mówiłam- ja też czasem widzę białego królika”).  To właśnie jej bohaterka należy do tej grupy postaci, które usiłują Elwoodowi wybić z głowy świat fantazji i prywatnych wierzeń.

O czyn zresztą jest właśnie ten film – o walce o własną wyobraźnię, pewną własną myślową przestrzeń, gdy człowiek chce wymiksować się z konformistycznego społeczeństwa. Wypada się zastanowić- czy na pewno mamy takich optymistycznych ludzi (nawet jeśli trochę dziwacznych) zamykać w szpitalach dla obłąkanych, podczas gdy wystarczy z naszej strony odrobina tolerancji?

Zdarzało się, że film Kostera był i krytykowany – m.in za łagodne potraktowanie sprawy przesadnego alkoholizowania się głównego bohatera, a także,  za podejście do ludzkiego szaleństwa, również pozbawione szczególnej ostrożności. Krytykantom zalecam jednak umiar- to przede wszystkim świetny film rozrywkowy (uwaga: chwilami bardzo śmieszny) , czego świadomi są sami twórcy (puszczają do nas oko na napisach końcowych)  – film ponadczasowy, który po 60 latach wciąż ogląda się znakomicie i poprawia humor.

szymalan

Reklamy

7 thoughts on “Harvey *****

  1. James Steward to jeden z moich ulubionych aktorów. Zagrał mnóstwo wybornych ról w Westernach. Niestety filmu „Harvey” nie oglądałem.
    Pozdrawiam.

  2. Widziałem ten film dość dawno i z tego co pamiętam, to mnie się nie podobał. Lubię Stewarta i cenię stare komedie, ale „Harvey” mnie w ogóle nie rozbawił – może w paru scenach, ale to i tak za mało, by zaliczyć film do udanych komedii.

    Nie uważam także filmu „To wspaniałe życie” za najlepszy film świąteczny – wystarczy wspomnieć o filmach „Love Actually”, „Christmas Vacation”, „Home Alone”, „Die Hard” (haha), które są przecież znacznie lepszymi filmami świątecznymi, bardziej zabawnymi (nawet „Die Hard” jest bardziej zabawne od filmu Capry).

  3. Dla mnie świetnym filmem świątecznym jest „Ben-Hur”, to zarówno klimatem jak i przekazem pasuje idealnie (w przeciwieństwie do np. „Die Hard” :)). Fajne też są „Duch nocy Wigilijnej” i „Witaj Święty Mikołaju”.
    Najbardziej mnie martwi, że ramówka w tym roku nie przewiduje żadnych Westernów (no chyba, że mam złe informacje).
    Pozdro.

  4. „Witaj święty Mikołaju” wymieniłem wcześniej pod oryginalnym tytułem „Christmas Vacation”.
    „Ben-Hura” nie zaliczałem wcześniej do tego podgatunku, ale zgadzam się, co do klimatu.
    Z filmów świątecznych jednak wolę komedie, które są idealną odtrutką na ten słodki świąteczny klimat. A film „To wspaniałe życie” jest za bardzo moralizatorski i sentymentalny, bardziej dramat niż komedia, a humor bardzo by się przydał w tej historii. Myślę, że gdyby np. Billy Wilder zrealizował ten film to powstałby film lepszy (czyt. bardziej zabawny).

    • „moralizatorski i sentymentalny”

      No ale takie są już zazwyczaj filmy świąteczne. A przecież wady nie mogą wykluczyć zalet- oryginalny scenariusz, świetne aktorstwo. Ja tam polecam z pełnym przekonaniem. Koszmarkiem jest np. „Ekspres Polarny” Zemeckisa.
      co do filmów typu „ben Hur”, „Szklana pułapka” to bym ich nie liczył do świątecznych. To że w Polsce jebez opamiętania puszczają w święta jeszcze nie czyni z nich chyba filmów z świątecznym klimatem :D
      pozdrawiam

      • No, trudno wymyślić lepszy film na chrześcijańskie święta niż taki, który porusza tematykę pierwszych Chrześcijan! Ben-Hur i Quo Vadis są idealne, choć Ben-Hur jako, że jest bliżej czasów wniebowzięcia, a nie narodzin Jezusa, pasuje bardziej na Wielkanoc…

        • no a co „Kevin sam w domu” ma do tematyki chrześcijańskiej w sumie? : D tu raczej chodzi o klimat obchodzenia świąt – tony lampek, świąteczne piosenki popowe, Mikołaje na ulicach, gorączka biegania po sklepach i „zapominania o tym, co najważniejsze” ;) gdzieś w ten deseń uderzają zwykle takie filmy. Nie mówię, że to dobrze- o wiele lepiej puścić „Ben Hura” oczywiście i przypomnieć ludziom co tak naprawdę świętują, tu więc masz rację ;) Mnie chodziło tylko o klasyfikację „filmów świątecznych”.
          pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s