Incepcja (po drugim seansie) ******

Incepcja ******

Nagle się okazało, że jestem drugi raz  na „Incepcji” Christophera Nolana w kinie. Filmie, który dość nieoczekiwanie zdążył już zarobić ponad 800 milionów dolarów wg światowego box office’u (co jest wynikiem znakomitym, jak na produkcję, która nie jest oparta  na znanym komiksie lub  powieści) i stał się tematem nadrzędnym dyskusyjnych forów filmowych globalnej Sieci. Przyznam , że nie planowałem powtórki z premierowego seansu na dużym ekranie (mimo bardzo przekonujących porad kolegi Milczącego Krytyka), ale ponieważ oczekiwanie na DVD się przeciągało w nieskończoność (a „Incepcja to ten typ filmu, który ma się ochotę powtórzyć natychmiast po pierwszym razie), a nadarzyła się okazja w postaci niecodziennie tanich biletów w moim ulubionym Cinema City (z racji świętowania 10 rocznicy bytowania tej sieci na naszym rynku)- to nie dałem się dłużej prosić i udałem się na pokaz. No i…

…przyznaję, wzięło mnie po raz kolejny. Od pierwszej, niesamowicie magicznej sceny, z postarzałym Kenem Watanabe aż do samego finału, który znakomicie udowadnia, po co chodzi się do kina. To naprawdę dar  z niebios, że możemy czasami znaleźć się w ciemnej sali  pełnej kompletnie obcych nam ludzi i móc dzielić z nimi wspaniałe przeżycia: aż czuć intensywność ostatnich 10 sekund filmu, kiedy wszyscy na widowni na moment dosłownie wstrzymują oddech. A kiedy po chwili reżyser jednym ruchem ucina nam film, pozostawiając najważniejszą zagadkę otwartą , chwilowa konsternacja natychmiast przeradza się w lekki półuśmieszek na twarzy każdego uczestnika seansu. Wszyscy wychodzą wyraźnie poruszeni.

„Incepcja”, autorskie opus magnum Christophera Nolana, jest żywym dowodem wiary we współczesnego widza, a także zwycięstwa duszy kina w batalii z komercyjną machiną Hollywood, która sprowadza ostatnio filmową rozrywkę do tanich wydmuszek krojonych z jednych i tych samych podrobów. Nolan był do tego stopnia zaangażowany w ten projekt, że mimowolnie utracił doń cały dystans. 10 lat pracy na scenariuszem, wielkie ambicje sięgnięcia niemożliwego oraz próba doprowadzenia projektu do granic technicznej perfekcji zaowocowały dziełem dosyć specyficznym- wręcz trochę niedzisiejszym. W czasach cywilizacji „keep smiling”, w której wszędzie trzeba podskakiwać, klaskać i dowcipkować, film Nolana jawi się jako zdumiewająco poważna impresja, w której pojedyncze żarty nie zawsze wywołują pożądany efekt (tzn. ja się śmiałem, ale na pokazie widownia raczej słabo), a sceny szalonej akcji smakują często dość gorzko- nie tyle służą spektaklowi, a historii przez niemu opowiadanej.

Ale szybko się okaże że Nolan odpłaca się swoją postawą przepięknie – widz czuje, że nareszcie filmowiec nie traktuje go jako pożerającego popcorn imbecyla o niskim ilorazie inteligencji, ale że wręcz , ba, on nas zaprasza do współpracy, do współtworzenia filmu! Dlatego daje widzowi spory kredyt zaufania i nie bije w głowę młotkiem oczywistościami (u Nolana nigdy nie ma podpisów typu „20 lat wcześniej”, „Nowy York”, „Hong Kong”, „24 godziny temu” – przy jego efektywności  są niepotrzebne), ale subtelnie prowadzi nas przez ten labirynt , dając do zrozumienia, że nawet jeśli odczujemy się chwilami zagubieni to i tak w końcu poczujemy jak wszystko się składa do kupy, że naprawdę można z tego wybrnąć (takiego uczucia nie ma przy łamigłówkach Davida Lyncha- tam często widz sobie po prostu odpuszcza). Surowa tonacja kolejnych kadrów perfekcyjnie oddaje senną, hipnotyzującą estetykę snów świadomych (dajcie spokój z tym argumentem jakichś moronów, co nie zrozumieli filmu i mówią ,  że sny są tu zbyt logiczne)  a koniec końców reżyser i tak mruga do nas oko. Jak w najlepszych dowcipach, jakie znam- ich śmiertelna powaga dopiero w poincie okazuje się jedynie  twarzą pokerzysty. I tak oto wychodzimy z kina z uśmiechem jak po wysłuchaniu najlepszej anegdotki.

Czym w końcu nie jest „Incepcja” jak nie jedną, rozrośniętą do rozmiarów epickiej superprodukcji anegdotą? Przecież nietrudno po nitce do kłębka dojść do kuriozalnego wniosku, że trzon całej fabuły stanowi sen głównych bohaterów w trakcie lotu samolotem. Oni sobie śpią w samolocie, a my oglądamy co im się tam w tych snach śni. Dla Nolana to powód, aby zrealizować bodaj najlepszy film akcji w dziejach kina- w którym kilku różnych bohaterów uwikłanych jest w morderczą i zaciętą walkę o wykonanie swojego zlecenia, a która rozgrywa się na kilku zupełnie innych płaszczyznach ludzkiej świadomości , w których panują zupełnie inne warunki , a na dodatek zupełnie inaczej płynie czas . Synchronizacja wszystkich „snów” tego filmu to chyba szczytowe osiągnięcie montażowe w dziedzinie kinowej rozrywki.  Zaś moment kulminacyjny filmowej incepcji i wybudzania się bohaterów, to wizualna petarda i najbardziej zapierający dech w piersiach kinowy iwent roku. Aż się zdążyłem przyłapać na tym,  że gdy ciężarówka wylądowała w końcu w wodzie, dopiero wtedy mogłem rozluźnić mięśnie i z większym spokojem obejrzeć film  do finału.

Czym jest zatem „Incepcja” ? Filozoficznym  dramatem o zabarwieniu egzystencjalnym (bo przecież pojawia się tu wyraźnie pytanie czy życie w świecie snu – a także wirtualnym, czy wziętym z ludzkiej fantazji- to na pewno dobry sposób na ucieczkę od życia prawdziwego)? Kolejnym w karierze Nolana filmem o potrzebie kreacji, o kinie, rozterkach każdego artysty, ale i o strukturze, filmowej konstrukcji i pragnieniu nieograniczonej kontroli nad rzeczywistością ? A może jeszcze czymś innym- wybitnie zainscenizowanym  filmem gatunkowym, wykorzystującym kino sensacyjne  na zupełnie nowych zasadach? A może po prostu tylko gigantycznym puzzlem do ułożenia?

„Incepcja” to arcydzieło – reżyserii, aktorstwa (nie ma tu  słabej roli) , muzyki (Hans Zimmer jest obecnie najoryginalniejszym i najodważniejszym kompozytorem filmowej muzyki- geniusz z doskonałym zmysłem estetyki i rytmiki współczesnego kina) i przemyślanego od a do z scenariusza. I nawet jeśli mi ktoś udowodni, że padłem ofiarą incepcji reżysera, albo że wszystko co przeżyłem w trakcie seansu to był tylko sen- zdania nie zmienię. 3  dycha w tym tysiącleciu ode mnie ląduje w kieszeni Nolana- jest co świętować!

szymalan

PS Przy okazji chciałem , drogą  odrobiny prywaty,  napisać, że po raz pierwszy udało mi się namówić całą rodzinę, żeby poszli ze mną do kina. Jakoś nigdy nie było okazji dotychczas , czy większej zachęty, nie będę szczegółowo wnikał. Rodzinny wypad był więc małym wydarzeniem- po seansie dyskusja toczyła się prawie kilka godzin , a zachwytów nie było końca :-) Film, który dostarcza mi takich sympatycznych wspomnień,  musi być wielki! :)

Reklamy

12 thoughts on “Incepcja (po drugim seansie) ******

  1. haha ;D normalnie Ty to jesteś fanatyk ;P następnym razem jak będą mi wypominać moją filmową manię to wspomnę o Tobie ;P gratuluję sukcesu z rodziną. Wspólnym wypadem mojej rodziny wraz z chłopakiem moim i mojej siostry wybraliśmy się na „2012” też było to nie lada wyzwanie hehe ;D

  2. Już zapomniałem o tym filmie, a ty mi właśnie przypomniałeś :)
    Czy jest to arcydzieło to się okaże po latach – film musi przetrwać próbę czasu.

    Też miałem iść do Cinema City w związku z tą promocją, ale niestety coś mi wypadło i nie mogłem pójść :(

    • wydaje mi się, że próba czasu nie pokaże nam czy film jest arcydziełem, bo o tym widz może zadecydować już po pierwszym seansie. Za to co innego jak będziemy się zastanawiać czy „Inception” będzie filmem kultowym/przejdzie do historii itd ;) To wtedy, się zgodzę – potrzeba czasu.

  3. Incepcje tez pokochalem :) Ten film widzialem juz kilka razy a i tak za kazdym razem ogladam z taka sama ciekawoscia. To film niesamowicie angazujacy widza, dajacy rozrywke i przemyslenia. Film kompletny.

  4. O, trafiłem między słowa recenzji, jak miło :]
    Co do samej „Incepcji” to to jest właśnie piękne w tym filmie, że można o nim dyskutować lub pisać ciągle i ciągle, a i tak będzie jeszcze mało, bo nie sposób go objąć, bo gdy już myślimy, że powiedziało (napisało) się wszystko, przychodzą nowe spostrzeżenia, nowe pomysły, nowe myśli i dyskusję można rozpocząć od nowa.
    Aż się boję co nam Nolan następnego zaproponuje, bo jak na razie każdy kolejny jego film jest coraz lepszy. :]
    Pozdrawiam

    • :)
      To racja, można by o tym filmie mówić i mówić, a i nie wiadomo by było wciąż jak ugryźć sprawę tak, żeby objąć ten obraz w całości. Do teraz się głowie jak Warner zdecydował się wyłożyć taką kasę na projekt, z tak złożoną strukturą i tak wypełniony po brzegi różnymi pomysłami. Dobrze, że Nolan osiągnął taką pozycję i teraz może robić w Hollywood, co tylko chce :) (aż się boję co on zrobi z 3go Batmana :D)
      pozdrawiam

  5. Co tu dużo pisać, tym razem zgadzam się w 100% (no dobra, w 99%, bo wg. mnie Hans Zimmer < Clint Mansell , ale to w niczym nie zmienia mojego zdania o samej Incepcji) :) Kapitalny film i fajnie zauważyłeś, że w odróżnieniu od Lyncha to się da skleić bez większych problemów w logiczną całość. A że takich logicznych całości można złożyć ze spokojem kilka, to tym lepiej o 'Incepcji' świadczy! Ogólnie film, do którego jeszcze na pewno wrócę :)

    Pozdrawiam,
    Pawcio

    • 99% to też dużo :D choć jak dla mnie potrzebujemy zarówno Zimmera (do czystej rozrywki- sam Zimmer nie określa siebie jako artysty) jak i Mansella, którego też bardzo wysoko cenię (za muzykę do produkcji bardziej niezależnych) :)
      Ja też jeszcze będę do Incepcji wracał – tym bardziej, że już niedługo premiera DVD!
      pozdrawiam

  6. Jeśli chodzi o przyznanie Incepcji dziesiątki, to już po pierwszym seansie nie miałam większych wątpliwości. Dla mnie była to jedyna słuszna droga. Zawsze staram się oceniać filmy wg własnych doznań i przemyśleń, nie sugerując się tym, jak na dany film reagują pozostali. Dlatego, w przeciwieństwie do Peckinpaha, ja nie czekam na przyszłe lata, by upewnić się, czy film jest arcydziełem, czy też nie, tylko oceniam tu i teraz. I co więcej mogę dodać? Mimo, że widziałam ten film dość dawno, nadal siedzi w mojej głowie, a to jest chyba najlepsza opinia, jaką film może dostać. Niesamowity jest ten Nolan :)

    • Dawniej łatwo było mi stwierdzić, który film jest dla mnie arcydziełem. Ale potem okazało się, że przy kolejnym oglądaniu ocena może ulec znacznej zmianie. Dlatego teraz jestem ostrożny w wystawianiu maksymalnych ocen i za arcydzieła uważam filmy, które przetrwały próbę czasu i, które świetnie się ogląda po kilka razy. „Incepcja” ma na razie u mnie ocenę 8/10, ale po drugim seansie może być wyższa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s