Hooligans ***

Hooligans ***


Chciałbym móc powiedzieć, że nie lubię tego filmu tylko dlatego, że nie lubię piłki nożnej, ale nie mogę, a powód jest prosty- to nie jest dobry film. To jest jeden z tych momentów w kinie popularnym, gdzie świetne realizacja i sprawna reżyseria (w rękach kobiety,  Lexi Alexander) spotyka się z absurdalnymi założeniami fabuły, które kładą wiarygodność prawie wszystkich, znakomicie nakręconych scen , na dechy.

„Hooligans” zaczyna się w chwili , gdy główny bohater , Mutt (Elijah Wood)  zostaje wrobiony w małą aferę, w wyniku której zostaje ze skutkiem natychmiastowym wylany z dziennikarstwa na Harvardzie.  Zrozpaczony „jankes” postanawia odwiedzić swoją siostrę w dalekim Londynie. A że Brytyjczycy to przyjaźni i towarzyscy ludzie są (zwłaszcza przy odpowiednim trunku) , to bohater szybko zapoznaje się tam z lokalnymi zasadami związanymi z piłką nożną – że wcale nie o same mecze, czy piękne sportowe emocje chodzi  – prawdziwa walka rozgrywa się nie tyle wśród zawodników, co raczej kibiców (ee kogo?) danej drużyny. Dzięki pomocy nowych znajomych (co tam siostra, co tam prawdziwe życie) stopniowo z leszcza przeistacza się w bestię z respektem na dzielni…dopóki ‚ekypa’ się nie dowie, co Mutt studiował w Ameryce.

Dlaczego dziennikarze nie cieszą się szacunkiem , a wręcz trudzą się nienawiścią przez angielskich kiboli? Scenarzysta się nie kłopocze, tylko konstruuje wątek jak w filmach fantasy dla nastolatków (dlaczego coś jest Złe? No bo jest). Na tej podstawie Alexander próbuje zbudować choćby namiastkę napięcia w tej opowieści. No i nawet całkiem skutecznie (zwłaszcza w połączeniu z porażającymi swym realizmem ulicznymi scenami bójek) , do czasu aż widz się nie zorientuje , że cała reszta filmu to brednia.

Pierwsza rzecz to ten nieszczęsny Elijah Wood. Albo gra leszcza- i wtedy jest jako taki, bo znowu mamy wrażenie oglądania Hobbita Bagginsa (a taką bierną postać Wood potrafi dość naturalnie odtworzyć). Albo próbuje grać „zabijakę”- i wtedy, to aż trudno uwierzyć w to, co się dzieje na ekranie;  że ktoś w ogóle do tej obsadowej katastrofy dopuścił . Reszta postaci w filmie niestety  marna, złożona z oczywistych skojarzeń („mam krzywą mordę , więc jestem zły”, „jestem sympatycznym przystojniakiem, więc ze mną warto trzymać”, „jestem histeryczną siostrą, więc nie rób nic źle, bo zaleję ekran łzami” i tak dalej), poza postacią męża siostry głównego bohatera (jedyna wiarygodna, poruszająca i umotywowana logicznie postać w całym filmie).  Nuda?

Raczej irytacja, bo kliszowych bohaterów można się było spodziewać – romantycznej powiastki o tym, że kibol da Ci szkołę życia (jakbym nie obejrzał na własne oczy ,  nie uwierzyłbym-  ale tam naprawdę pada dokładnie taka kwestia , że to wszystko to SZKOŁA ŻYCIA!) , już nie. Dajmy na to brat męża siostry Mutta (o tak, wszystko zostaje w rodzinie!)  to jest ten Dobry Kibol. Jak się leje- to w słusznej sprawie, bo jego drużyna jest po prostu lepsza (dlaczego? nie pytajcie). A jak się nie leje- to dobry brat, dobry kolega i jeszcze lepszy nauczyciel (oczywiście) wf-u i historii.

Ale jakkolwiek ludzcy nie okażą się bohaterowie, dla mnie jako dla widza to nie wystarcza – kibol pozostaje kibolem, wandal wandalem, a huligan huliganem. Próba mitologizacji „kibolskiej” subkultury prowadzi prostą drogą  do gloryfikacji przemocy, a już finałowy podział na kiboli lepszych i gorszych- żenujący. Jeśli mam kibicować bohaterowi, który w finale daje nam do zrozumienia, że morał tej bajki jest taki „czasem musisz dać w mordę , żeby poczuć się kimś” – to chyba ktoś sobie ze mnie żartuje.

Proste kino akcji na jeden raz- komu tyle wystarczy, powinien być zadowolony z seansu.

szymalan

Reklamy

12 thoughts on “Hooligans ***

  1. Oglądałem już dość dawno, ale wtedy film mi się podobał. Nawet pamiętam, że go dość wysoko oceniałem. Teraz pewnie dostałby mniej, co nie zmienia faktu, że nadal w moich oczach jest udany.
    Nie zgadzam się na temat stosowania uproszczeń – dlaczego coś jest złe na ogół wiemy. Nie wszystko trzeba podawać na tacy – przestępcy na ogół nie lubią dziennikarzy, bo Ci ich nie popierają. Nie ma sensu wykładać wszystkiego jak na tacy, tym bardziej, że ‚Hooligans’ to jednak kino rozrywkowe, a nie głęboki dramat.
    Co do obsady, to najpierw piszesz, że źle, że Wooda obsadzili wbrew jego wizerunkowi (tu się nawet zgadzam), a później, że źle że inni są obsadzenie wg. mordy (czyli też wg. wizerunku). Nie chcę się tu czepiać, ale mam wrażenie, że podchodziłeś do tego filmu z nastawieniem na gniota.
    I jeszcze jedna sprawa, co do jak to określiłeś ‚kibolskiej subkultury’. W filmie była subkultura huliganów, pseudokibiców, nie kiboli. Kibol do niedawna był gwarowym określeniem na kibica. Dopiero jakiś czas temu dziennikarze pewnej gazety oraz stacji telewizyjnej postanowili zrobić nagonkę na kiboli i próbują oczernić tą nazwę, co moim zdaniem jest niezbyt ładne.

    Pozdro,
    Pawcio

    • „to jednak kino rozrywkowe, a nie głęboki dramat.”
      Rozrywkowy film o ludziach z marginesu no hmm dla mnie średnio to wygląda, ale może ktoś lubi. Dramat, nie dramat, podane na tacy, czy nie – dla mnie liczy się, czy film jest na tyle wiarygodny że jestem w stanie uwierzyć w przedstawione wydarzenia . A takie tłumaczenie, że „nie lubią” dziennikarzy, co prowadzi ich do nienawiści wobec niedoszłego absolwenta dziennikarstwa, to tanie wymówki. Choć, jak napisałem wyraźnie, całkiem skuteczne przez pewien czas., więc nie jest to aż tak duży zarzut z mojej strony.
      @obsada:
      Chodziło mi oto, że wszystkie postacie tego filmu są niewiarygodne za wyjątkiem jednej. Główny bohater jest zawalony przez zły casting- a reszta bo są po prostu schematycznie napisani na poziomie skryptu.

      „podchodziłeś do tego filmu z nastawieniem na gniota”
      nie zgadzam się, wręcz przeciwnie , właśnie dlatego dałem aż 3 gwiazdki bo byłem przekonany w trakcie filmu że będzie świetnie. Niestety wymowa filmu mnie nie przekonała, stad to na wadach się skupiłem głównie w recenzji.
      @kibol:
      przecież nikomu nie chodzi o oczernianie prawdziwych kibiców. Pierwszy lepszy słownik jp Ci poda definicję tego słowa w taki rozumieniu jak to, które zastosowałem powyżej. I wydaje mi się, że dla czytelników będzie jasne o którą grupę, czy subkulturę mi chodziło. A to, że to słowo kiedyś znaczyło coś innego, czy dla kilku osób dalej znaczy , to jeszcze nie oznacza chyba, że mam się do nich stosować (wprowadzając czytelników w błąd)
      pozdrawiam.

      • Ale rozrywkowy film o ludziach którzy tłuką się po ulicach jest już bardziej możliwy ;) Kwestia kto jak na to spojrzy, ale fakt, klasyfikowanie tego filmu jest sprawą śliską, każdy znajdzie coś na obronę swojej tezy. I w sumie to chyba większość naszych rozbieżności wynika z tego jak ten film zaklasyfikowaliśmy – ja to traktowałem jako kino rozrywkowe (z jakimiś tam ambicjami), Ty jako dramat. I w sumie gdybym Hooligans potraktował dramat to nie przymknąłbym oka na kilka uproszczeń (nie mówię że ich nie ma, ale mi one nie przeszkadzały w oglądaniu), ani też na faktycznie niezbyt głębokie postacie (tu wychodzi że źle Cię zrozumiałem, bo myślałem początkowo, że chodzi po prostu tylko o dobór postaci pod względem wyglądu).

        I jeszcze co do ‚kibola’ – pierwszy lepszy słownik (np. pwn) powie mi, że kibol znaczy potocznie kibic (na potwierdzenie: http://sjp.pwn.pl/slownik/3281564/kibol ). I dlatego nie uważam, że porównywanie kibola do chuligana jest ok. I co więcej, jeśli mówisz o wprowadzaniu w błąd czytelników, to wprowadzasz ich w błąd w tym momencie nadając negatywnego znaczenia słowu, które takiego znaczenia według słownika nie ma. Rozumiem, że dla Ciebie to mała różnica, ale akurat dla mnie, kibola (czy jak kto woli kibica), jest różnicą, czy stawia się mnie w jednym rzędzie z chuliganami, którzy robią zadymy, czy z osobami, które przychodzą na mecz wspierać swoją drużynę.

        • http://www.sjp.pl/co/kibol
          http://www.miejski.pl/slowo-Kibol (wbrew pozorom miejski.pl dość trafnie oddaje współczesny język potoczny)
          http://pl.wiktionary.org/wiki/kibol (synonimy)

          Nawet po zrobieniu małej sondy wśród znajomych, czy rodziców- zawsze ta sama odpowiedź, identyczne negatywne skojarzenia z tym słowem. Słysząc wielokrotnie przez całe swoje życie (też w rozlicznych mediach) „kibola” w tym samym znaczeniu, w jakim użyłem go na tym blogu , uznałem , że każdy przeciętnie rozumujący człowiek zrozumie moje intencje.
          Mógłbyś się kłócić gdybym dał do zrozumienia, że nie ma różnicy- bandyta, kibic, jedno i to samo. Tymczasem kłócisz się tylko i wyłącznie o znaczenie słów wyjętych z języka potocznego (podkreślam: potocznego, a zatem płynnego, zmieniającego się). A tymczasem to nie nazwa postawi Cię w jednym rzędzie z przestępcą z marginesu, ale identyczna jak ich Twoja postawa na meczu i po nim. Słowa to tylko słowa, a przypominam my nie jesteśmy forum ortodoksyjnych kibiców Lecha, tylko na blogu filmowym.
          A jak już jesteśmy przy śmiertelnie poważnych klasyfikacjach i definiowaniu rzeczywistości: większość znanych mi portali filmowych wskazuje, że „Hooligans” to dramat. Pewnie się film obrazi za taką słowną obelgę :]

          • Ja jednak wolę PWN, w końcu ten słownik (z tego co wiem) tworzą poloniści, a nie internauci. A to, że dużo osób rozumie to określenie jako określenie bandyty, nie znaczy, że nie mogą się mylić (wiele osób upierałoby się, że szłem jest poprawne, co nie znaczy, że mają rację). I nie do końca zgadzam się, że nie nazwa postawi mnie w jednym rzędzie z przestępcą – jeśli nazwiemy kogoś złodziejem, mimo że nic nie ukradła, to wtedy też poczuje się on fajnie, bo to tylko nazwa?
            Co do klasyfikacji gatunku, to większość znanych mi portali filmowych nie stosuje takiego gatunku jak kino rozrywkowe ;)
            Ale nie ma się co już chyba na ten temat rozwodzić, bo tak jak piszesz, jest to blog filmowy, a dyskusja już zeszła na inne tematy.

            Pozdro,
            Pawcio

            • szłem, a szedłem to sprawa poprawności języka jak najbardziej oficjalnego, złodziej nie jest określeniem potocznym, ale w pełni funkcjonującym w oficjalnym języku, PWN tworzone jest przez polonistów, a zatem ludzi, którzy z językiem potocznym na co dzień nie mają wiele wspólnego.
              Jeżeli większość ludzi używa jakiegoś słowa z języka potocznego w tym samym znaczeniu, to ponieważ to język potoczny, mają oni rację, bo to znaczenie się widać przyjęło (dokładnie tak w nieoficjalnym języku funkcjonuje pojęcie „racji”, w którym chodzi raczej o pewne konwencje i umowy między ludźmi, a nie o restrykcyjną poprawność jak ze słowników PWNu).
              Co do gatunków: uznałeś , że „Hooligans” to nie dramat, udowodniłem, że to dramat, więc proszę nie odwracaj teraz kota ogonem :-) (film rozrywkowy to znacznie inne gatunki, których jest jednak dość sporo, na tyle aby się móc rozdrabniać)
              pozdrawiam

  2. Morał totalnie nie jest taki.
    Nie zgadzam się generalnie z większością zdań podrzędnych i nadrzędnych w tej recce. Rozumiem o co Ci chodzi, ale obawiam się, że wynika to z patrzenia z innej strony. Każdy może patrzeć z której strony chce, dlatego ja bym dała 6 a Ty tylko 3, co w Twoim przypadku i tak jest dużo :)

  3. Przyznaję, że oglądałam ten film tylko pod kątem omawianego w nim problemu, tzw. „firm”. Nie skupiałam się na tym, czy aktorzy są dla mnie wiarygodni, czy nie; czy historia jest naciągana, czy wręcz przeciwnie, bo miałam inny cel (przygotowywałam prezentację na temat angielskich pseudokibiców). Na pewno obejrzę jeszcze raz „Hooligans”, by skupić się właśnie na tych pominiętych przez mnie wcześniej aspektach. Ja się nie będę czepiać używanego przez Ciebie słownictwa, choć sama wolę używać słowa „chuligani”, to jednak zrozumiałam oddźwięk twoich słów, oraz to, co chciałeś tym samym przekazać, więc nie widzę tu problemu. Uważam też , że dyskusja, czy jest to bardziej dramat, czy kino rozrywkowe jest raczej niepotrzebna – to są jedynie pewne metki, które z pewnością mają ułatwić zadanie krytykom, a dla samych twórców nie mają większego znaczenia. „Hooligans” ogląda się dość dobrze, dlatego większość widzów może ten film po prostu polubić, bardziej wyrafinowany widz natomiast pewnie będzie miał zastrzeżenia na poziomie samego scenariusza, bo jeżeli miałabym się do czegoś przyczepiać to wyłącznie do scenariusza; aktorstwo, czy sama reżyseria może zadowalać, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Alexander była wówczas początkującą reżyserką, a tacy aktorzy jak, Hunnam (z akcentem Cockney w czystej postaci), czy Warren naprawdę dali radę.
    Pozdrawiam :)

    • Zgadzam się z Twoim komentarzem w sumie. Aczkolwiek co do tej nieszczęsnej klasyfikacji gatunkowej miałbym jednak pewne zastrzeżenia: moim zdaniem jest jednak różnica, gdy postawimy obok siebie dwa filmy np. Porachunki Ritchiego, a Hooligans. Wg mnie na pierwszy rzut oka widać, który reżyser przesuwa bardziej akcenty w stronę czystej rozrywki, a który chce opowiedzieć historię znacznie bardziej poważną. Dlatego, gdyby nie było tej obietnicy, że będzie w tym filmie coś więcej – film oceniłbym znacznie wyżej (bo jest naprawdę znakomicie wyreżyserowany jak wspomniałaś, i też w większości zagrany, mimo schematycznych postaci). Ale ponieważ film jednak chce być czymś więcej, to musiałem się niestety odnieść do tego, co mnie w tym filmie absolutnie nie przekonuje , a wręcz odrzuca czyli gloryfikacja chuligaństwa jako szkoły życia.
      pozdrawiam :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s