Autor Widmo *****

Autor Widmo *****



Jeśli ktoś bał się, że oldschoolowy thriller w stylu Alfreda Hitchcocka już na dobre zginął pod naporem wielotonowych megaprodukcji , pełnych FXów, dudniących od głośnego jazgotu i powodujących chorobę morską od chybotliwej kamery i biegunkowego montażu –  mam dla niego dobrą wiadomość. Są na szczęście jeszcze twórcy,  tacy jak Roman Polański, którzy trzymają się wspomnianej „starej szkoły” wielkich mistrzów (sam zresztą do tych mistrzów należy), dla których nie liczy się sensacyjna, imponująca rozwałka, a raczej stopniowe wchłanianie widza w sytuację niepokoju i permanentnego osaczenia. Po anemicznym „Oliwerze Twiście”, Polański wraca do thrillera, swojego firmowego gatunku –  i wraca w iście MISTRZOWSKIM stylu.

Już pierwsza scena „Autora Widmo” jest arcydziełem filmowej narracji. Do brzegu podpływa prom. Powoli wyjeżdżają z niego samochody. Jeden z nich jednak uparcie wciąż stoi w miejscu, aż zostaje w końcu już tylko sam. Policja wyciąga go na brzeg i bada co się stało. Następne ujęcie: martwe ciało leżące na plaży, najwyraźniej wyrzucone przez ocean.  A potem to już akcja przenosi  się do Londynu, gdzie w knajpie agent Rick Ricardelli (Jon Bernthal) namawia bohatera (Ewan Mc Gregor, przez cały seans bez imienia i nazwiska) do podjęcia pracy po zmarłym McArze. Ma spisać biografię znanego angielskiego polityka, w istocie byłego premiera Wielkiej Brytanii, Adama Langa (Pierce Brosnan). Na swoją pracę ma niewiele czasu, a w dodatku na wierzch wychodzą tajemnice tak przerażające, że nasz Autor Widmo z czasem przestaje się czuć bezpieczny…

Nie pamiętam, kiedy ostatnim razem („Dług” Krauzego?)  oglądałem film, który by TAK masakrował atmosferą zaszczucia, osaczenia i niepewności jak ten, który właśnie recenzuję. W tym bezbłędnie poprowadzonym scenariuszu, każda najmniej znacząca drobnostka może wytrącić z równowagi. „Autor Widmo” jest bodaj pierwszym filmem w historii, który tak silnie  dotknął sytuacji współczesnego człowieka, dla którego dzwoniący telefon komórkowy, upierdliwy GPS w samochodzie , czy alarm w mieszkaniu, jest  pułapką nieustannie dybiącą na nasze poczucie spokoju, błogiego osamotnienia, czy bezpiecznej niewiedzy.

To wszystko jest w tym filmie znakomicie wygrane, głównie dzięki reżyserii, ale nie tylko- także życiowej roli Evana McGregora (kamera go właściwie nie opuszcza, nie daje mu forów ani chwili). Zaspane oczy, nieudolna nawet zwykła jazda na rowerze, czy nieustannie pojawiające się kartki, pudełka, furtki i bramy za którymi czyhają tajemnice.  Rzeczy, o których lepiej nie wiedzieć, by nie wejść przypadkiem w cudze buty, w środek cudzego życia. „Zamieszkasz na jakiś czas z nami. To czyni Cię współwinnym zbrodni.”- mawia z uśmiechem żona polityka do bohatera Evana McGregora. Jest tam właściwie sam, za oknem wielkie nic, filmowane niczym obrazy malarskie, dwuwymiarowe, płaskie kadry  sprawiające optyczne wrażenie więzienia, pułapki. Deszcz  pokapuje, fale morskie rozbijają się o pobliską plażę, a z drugiej strony las, „z którego nikt jeszcze nie wrócił”.

Ten konfundujący , a jednocześnie bardzo dowcipny film, rozwija się raczej spokojnie, posiada swoje własne tempo, swój rytm, który delikatnie pulsuje przez 130 minut. Zrozumiem, jeśli dla kogoś nieobeznanego   z wspomnianym Hitchcockiem czy wcześniejszymi dziełami Polańskiego, „Ghost Writer” okaże się nudny, nie warty uwagi, przesadnie leniwy, za mało szokujący, efektowny.  Uprzedzam wszystkich od razu- żadne cuda wielkie się tu nie dzieją, bohater nie okaże się potomkiem Jezusa Chrystusa, a w Londynie nie odnajdą grobu świętego Piotra. W dodatku w środku drugiego aktu siada trochę sama akcja, rozwleczona przez kilka niepotrzebnie za długich rozwiązań narracyjnych (i też trochę naiwnych np. z wyszukiwarką Google) .

Niemniej co z tego? Finał tego filmu rekompensuje wszystko. Kartki przekazywane z rąk do rąk, i wreszcie najlepsza scena zamykająca w tym roku (czapki z głów i ukłon do samej ziemi!) z obojętną wobec prawdy  ulicą.  To istny triumf Polańskiego i jego metody opowiadania ruchomym obrazem. Zostawcie Romana w spokoju, taki talent nie ma prawa gnić w więzieniu (swoje już i tak odcierpiał)!

szymalan


Reklamy

22 thoughts on “Autor Widmo *****

  1. Akurat wczoraj ten film oglądałem :) Ale zachwytu niestety nie podzielam. Owszem, klimat był, przede wszystkim za sprawą zdjęć i ogólnie scenografii. Jednak miałem z ‚Autorem Widmo’ problem taki, że nie bardzo mnie obchodziło co się dzieje. Zagrożenia głównego bohatera nie odczuwałem, bo w takim filmie głównemu bohaterowi nic się nie może stać. Co więcej sama tajemnica jaką odkrywał główny tytułowy autor też mnie za bardzo nie grzała, bo co to za tajemnica, skoro nawet w wiadomościach trąbili, że Adam Lang jest tym złym. (spoiler) I nie ważne, że w końcu okazało się, że to jednak nie on współpracował z CIA, bo chociaż to zaskoczenie jest na plus, to jednak niewiele ono zmienia. W końcu czy CIA to jakaś organizacja terrorystyczna, żeby współpraca z nimi była czymś strasznym? (/spoiler).
    Oczekiwałem znacznie więcej po Autorze, niestety dla mnie film jest tylko dobry. 4/6
    Pozdrawiam,
    Pawcio

    • Wyobraź sobie , że nagle okazuje się np. że Pani Komorowska tajnie współpracuje z np MI5. Skandal co nie? Zwłaszcza po tym jakby wszyscy myśleli, że to jednak sam Komorowski jest pod ich wpływem? (tez skandal, ale porównywalnie jednak nie aż tak bijący po głowie).

      A na dodatek dowody na taki stan rzeczy SPOILER rozsypują się bezwiednie na ulicy , na co nikt nie zwraca uwagi. Tylko my znamy prawdę- widzowie. I z taką pustką pozostawia nas film.

      „Jednak miałem z ‘Autorem Widmo’ problem taki, że nie bardzo mnie obchodziło co się dzieje”

      Chodzi o osaczenie budowane drobnymi elementami (to jest trejdmarkowy motyw Polańskiego, występujący w każdym jego filmie). A Ty spodziewałeś się po prostu Dana Browna. Że tajemnice będą wyskakiwać od rozwiązywanych zagadek przez inteligentnych gości, a nad bohaterem nóż będzie wisieć przez 100% seansu.
      Nie wiem, ja to kupiłem w całości. Jednak wolę atmosferę budowaną tak genialnie jak scena na plaży, gdzie bohater rozmawia z Ruth , co nie byłoby niczym wielkim same w sobie, gdyby nie fakt, że Polański umieszcza tam ochroniarza, , który po prostu łazi za nimi jak śmierć na drugim planie. I takie błahostki budują cały film. I budują w każdym wybitnym thrillerze.
      Miałem ogromne oczekiwania wobec filmu (wiadomo , Polański) , ale on jest po prostu przerósł. Naprawdę czułem się jak na seansie thrillera z lat 50.
      pozdrawiam

      PS Współpraca z CIA sama w sobie nie jest najgorszą rzeczą na świecie, co jest jedyną słabością tego filmu (ale ten intelektualny wybryk można przełknąć, w końcu to świat filmowy , a nie prawdziwy, w dodatku zrzucić na karb książki, której film jest ekranizacją).

      • Skandal byłby na pewno, ale w tym kraju z byle czego robi się skandal ;) Ja się zgadzam ogólnie, że jak osoba która zna dużo tajemnic państwowych współpracuje z wywiadem innego kraju to nie jest to dobrze, ale jest różnica między współpracą żony brytyjskiego premiera z CIA (gdzie stosunki UK – USA są raczej ciepłe), a np. UK – Rosja, gdzie stosunki są raczej chłodne).
        Co do samego zakończenia, to jest ono in plus z tymi walającymi się kartkami, chociaż nie chcę się czepiać, że nikt normalny raczej nie biega po ulicy w takiej sytuacji, czekając aż go ktoś potrąci ;)
        I też nie chodzi mi tu o to, żeby akcja pędziła jak oszalała, było 150 zwrotów w trakcie i jeszcze raz tyle trupów. Można zrobić film trzymający w napięciu bez tego wszystkiego, musi mieć tylko w sobie to coś, czego w Autorze mi zabrakło. Dla mnie tym czymś było postawienie bohatera w sytuacji niby zagrożenia, gdzie i tak wiedzieliśmy od początku, że mu włos z głowy nie spadnie.
        Ja też miałem duże oczekiwania w stosunku do tego filmu, ale niestety moim nie sprostał ;)
        Pozdro!
        Pawcio

        • Toteż dlatego się zgadzam, że aż takie demonizowanie współpracy z CIA w tym filmie, to błąd Polańskiego. I za tę bzdurę ma właśnie 9 a nie 10 u mnie :)
          Ale jak mówiłem, z drugiej strony- to wciąż rzeczywistość filmowa, w której CIA nie musi do końca znaczyć tego samego, co w świecie prawdziwym (naiwne- ok, ale to w końcu w kinie uwierzyłem niedawno, że Ludzie Mogą Spotykać się We Śnie :))
          Oczywiście, że nikt normalny nie biega- i tu masz rację. Problem w tym, że kiedy bohater wszedł w ten wielki światek na dobre- skretyniał, co udowadnia niniejszym, a także paroma innym o sytuacjami po drodze ;)

          Włos z głowy nie spadnie? Przepraszam, ale SPOILER SPOILER SPOILER On Na Końcu Ginie :D ! KONIEC SPOILERA poza tym w tym wypadku nie chodziło sytuację zagrożenia , a raczej osaczenia, utraty poczucia spokoju (A to nie jest to samo! ;) . Powodującego właśnie małego świra. Ja rozumiem, że na słowo thriller otwiera się nam szufladka (mnie też częśto) i tagi „zagrożenie’ „Bohater Gra W Chowanego ze Złymi itd , ale u Romka to nigdy tak nie działało i nie działa też w „Autorze” :)

          A tymczasem ten film rozsadza ramy swojego gatunku na strzępy, stając się niemal antythrillerem! (patrząc po tym, co się wyprawia w tym gatunku dziś). Na co, jak rozumiem, i napisałem o tym w recenzji, nie wszyscy mogą być gotowi jeszcze (nie, to nie zarzut, tylko raczej stwierdzenie faktu). Jednak gdy połączy się Polańskiego, jego biografię i dotychczasowe filmy z „Autorem” ma się to odczucie niesamowite- przez 130 minut siedziałem z tak napiętymi mięśniami, jakby się na ekranie nie wiem co działo ;)
          pozdrawiam

          • Odniosę się tylko do tego, że miał mu włos z głowy nie spaść a spadł (i to pewnie nie jeden ;P ) – mi chodziło o sytuację w trakcie filmu, kiedy zwyczajnie był potrzebny żeby film mógł się dalej kręcić ;) To że na koniec SPOILER!!! nasze Widmo umiera, mogło się zdarzyć, bo nie był już reżyserowi potrzebny ;)
            A do niczego więcej się nie odniosę, bo rozumiem Twój punkt widzenia. A że się z tym nie zgadzam to inna sprawa, ale to akurat kwestia tego, że co innego czułem podczas seansu i tego się już raczej nie zmieni.
            Podzro!
            Pawcio

            • Ha, widzisz i tu dotknąłeś podstawowego problemu każdego filmu tego typu. jak bać się o bohatera, gdy wiemy, że połowa filmu przed nami? Chyba tylko Hitchcock w Psychozie miał na tyle odwagi żeby uśmiercić główną bohaterkę na godzinę przed finałem filmu :] Stad posunięcie Polańskiego wydaje mi się właściwie, że stawia bardziej na sam klimat otoczenia :)
              pozdrawiam!

  2. Cieszę się, że mistrz Polański nadal jest w świetnej formie – już pracuje nad kolejnym filmem, a więc może nie będziemy musieli długo czekać na kolejny głos od reżysera. Jeszcze bardziej zachęciłeś mnie do obejrzenia „Autora Widmo”. Filmy Polańskiego zawsze ogląda się z przyjemnością, bo czuć w nich rękę mistrza, a pod względem reżyserskim są nieskazitelne. Poza tym, z przyjemnością oglądam poczynania na ekranie McGregora, czy Brosnana – ten drugi przechodzi właśnie prawdziwe odrodzenie, a każda kolejna jego rola, to nowe odkrycie; myślę, że to comeback na miarę tego, jakie kilka lat temu zaprezentował Alec Baldwin. Także, nie ma nic w „Autorze Widmo”, co mogłoby zniechęcić mnie do obejrzenia filmu. A skoro piszesz, że nie ma w nim efekciarstwa i rozwałki, to tym lepiej dla mnie :) Pozdrawiam :)

    • Absolutnie polecam :) 100% czystego thrillera, 0% efekciarstwa, także zaskakująca rola wspominanego przez Ciebie Brosnana (naprawdę świetny!).
      o, mówisz, że Polański robi kolejny film? No to ja już sie nie mogę doczekać :)
      pozdrawiam :)

  3. A mi się w ogóle nie podobał. Strasznie się rozczarowałem tym filmem. Od samego początku nie mogłem się wciągnąć w akcję, nie potrafiłem się przejąć losem bohaterów. Zupełnie nie zaangażowałem się emocjonalnie w przedstawiane na ekranie wydarzenia, ani trochę nie obchodziło mnie jak cała ta opowieść się potoczy, czy jak zakończy. Dziś pamiętam z niego już tylko ostatnią scenę z fruwającymi kartkami i świetny motyw przewodni Desplata.
    Pozdrawiam

    • No cóż, powtórzę się 3 raz- pewnie chodzi o przyzwyczajenie do zupełnie innego stylu thrillera, jaki mamy współcześnie. Zalecam podróż retro do starszych przedstawicieli gatunku- wtedy po prostu gołym okiem widać, ile Polański włożył serca, żeby widz był na bieżąco przy bohaterze i jego sytuacji. Ja z zaangażowaniem się w ‚Autora..” nie miałem problemów już od samego początku seansu ;)
      pozdrawiam

      • No to Cię może zaskoczę, ale wcale nie czekałem na typowy szybki thriller z tysiącem zwrotów akcji i rozwiązywaniem niezliczonej liczby tajemnic, bo już sam zwiastun zapowiadał, że ten film taki nie będzie. I nie w tym tkwi problem z mojej strony, tylko w tym, że zupełnie nie zainteresowała mnie ta historia jak i jej bohaterowie, nie mogłem się w nią zaangażować czego Tobie akurat zazdroszczę, bo liczyłem na ten film, a srogo się nim rozczarowałem.
        Pozdrawiam.

        • Ale przecież tu jest dużo zwrotów akcji i kilka tajemnic też się znajdzie. Rzecz w tym , żeby nie zabierać się do oceny tego filmu od złej strony. Żadna historia, żadni bohaterowie. Tylko jeden bohater i sposób , w jaki otaczająca rzeczywistość go pochłania.

          Z ciekawości – ile dotychczas oglądałeś filmów Polańskiego?

          • Jego ta rzeczywistość może pochłaniała, mnie wcale a wcale :p
            Tak jest kilka zwrotów, ale nie zrobiły one na mnie żadnego wrażenia, podobnie jak sam bohater, który prawdę powiedziawszy nawet trochę mnie denerwował w czasie seansu i było mi całkiem obojętne co się z nim stanie i jak potoczą się jego losy…

            Jak na razie pięć.
            Ciekawe „Dziecko Rosemary”, „Frantic” (który oglądałem już chyba trzy razy i za każdym razem nie mogę wprost uwierzyć jak świetny jest to film), „Dziewiąte Wrota”, które podobały mi się średnio, rewelacyjnego „Pianistę” – również trzy seanse po części dlatego bo mówiłem o tym filmie na swojej ustnej maturze oraz teraz „Autora Widmo”, który nie podobał mi się prawie wcale.
            W poczekalni, tzn. na dekoderze mam „Chinatown” i „Matnię”, które niedługo zamierzam obejrzeć.

            Pozdrawiam

            • Ok, panie Kolego, mnie naprawdę nie trzeba 3 razy powtarzać tego samego ;) Tym bardziej, że ja dalej nie wiem za bardzo dlaczego Ci się film „Autor Widmo” nie podobał, bo dalej czytam tylko że bohater niedobry (ok, ale Dlaczego Niedobry?), że historia zła (ok, ale Dlaczego Zła?). Więc może na tym poprzestańmy , póki co ;)

              Jeśli mam coś doradzić do następnych filmów Romka : twórczości Polańskiego nie można analizować bez jego biografii. Dwa: Polański kręci właściwie jeden i ten sam film od początku kariery (wszystkie jego dzieła są o tym samym, więc co i jak z „Autorem” to się już spodziewać można było wcześniej ).
              Naprawdę polecam, warto poznawać jego twórczość dogłębnie! :)
              pozdrawiam

            • Na razie napiszę tylko tyle bo za chwilę lecę do kina i nie mam za bardzo jak się rozpisać, a tu już to zrobiłem ;) http://reviews.blox.pl/2010/02/Autor-Widmo.html

              Aha i wiele reżyserów praktycznie cały czas opowiada tę samą historię, ale nie oznacza to przecież, ze wszystkie kolejne ich filmy są równie udane, bo naturalnym jest to, ze niektóre wyjdą trochę lepiej, a inne trochę gorzej :]
              Pozdrawiam

            • o, dzięki za linka, właśnie miałem tam pobuszować na Twoim blogu w poszukiwaniu tej recki :)
              co do drugiego akapitu to oczywiście się w 100% zgadzam.
              pozdrawiam

    • czekam na opinię o filmie :)
      co do tablicy ‚filmowego konkretu’na facebooku,to jak już odkryłem, że wordpress nie daje możliwości automatycznego informowania o nowych wpisach (a niestety wciąż nie daje grrr) , to postanowiłem tam umieszczać tylko te wpisy umieszczane na portalu netbird.pl, z którym współpracowałem. A że i portal chwilę potem zamknęli to tablica niestety pusta :( Ale aktualizuję wszystkie na swoim własnym profilu (bo na profilu osobistym już dziwnym trafem można!) jakby co , z boku można znaleźć link ;)
      pozdrawiam

  4. Hitchcock należy do moich ulubionych reżyserów i chciałbym zobaczyć współczesny thriller w hitchcockowskim stylu, i nie chciałbym, aby był to remake filmu Hitchcocka.
    „Autor widmo” zapowiada się ciekawie, ale za Polańskim jakoś nie przepadam, dlatego do kina nie poszedłem. W dodatku wypożyczalnia płyt DVD na moim osiedlu została zlikwidowana i nie mam na razie możliwości obejrzeć filmu. Polański jako twórca thrillerów jest bardzo nierówny, co widać po dwóch filmach: przeciętnym „Lokatorze” i znakomitym „Franticu”. Po filmie „Autor widmo” oczekuję napięcia i zaskakujących zwrotów akcji, nie liczę na efektowne sceny, ale mam nadzieję, że nadmiernej psychologii także nie będzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s