Wiedźmin *

Wiedźmin *


Obejrzałem tytułowe dzieło dziś po raz pierwszy i tuż po skończeniu tej męki naszła mnie taka apokaliptyczna refleksja: Czy „Wiedźmin” to najgorszy film fantasy, jaki powstał w dziejach kina? Wszystko by na to wskazywało:

1) jest to film nie posiadający żadnej fabuły. ‚Wiedźmin” z założenia miał być 13-odcinkowym serialem- „kinówka” – do czego otwarcie się przyznali twórcy- założona była jako tegoż serialu reklamówka. Powyrywano z serialu różne sceny i wrzucono je bez ładu i składu na jedną taśmę. Przy takowym  poziomie ‚skomplikowana’ fabuły, nawet David Lynch wydaje się  prosty, błahy i oczywisty. Motywacje bohaterów są niejasne, czasem bezsensowne, a napięcie nie utrzymuje się tu dłużej niż na 25 sekund. Jak na zwiastun serialu- coś strasznie kiepsko zachęca to do usadowienia się przed telepudłem i pałaszowania tego samego, tylko razy kilka.

I jeszcze jedno  –   pan scenarzysta oficjalnie nie zgodził się na umiejscowienie swojego nazwiska w napisach końcowych (to jedyny taki przypadek w naszej kinematografii). Need I say more?

2) żenujący arsenał środków. Efekty specjalne sprawiają wrażenie, jakby ktoś sobie kpił z widza. Lepsze smoki ubijało się w „Gothicu” (ten tutaj bełkocze, że nie tylko nie można pohamować się od śmiechu, ale i ciężko zrozumieć o co mu biega- tak zresztą jest z połową dialogów w tym filmie, nie tylko wypowiadanych przez smoka). Do tego gumowy bazyliszek, z którym walka trwa 2,5 sekundy. Do kupy biorąc , efekty którymi się tak twórcy chwalili i trąbili na lewo i prawo przy okazji premiery- trwają jakieś 3-4 minuty. A i wszystkie walki jakieś takie toporne, koszmarnie zmontowane, bez wyczucia. Nie oczekiwałem „Gladiatora” ale,  no kaman…

3) wnętrza i plenery, czyli to co w 90% filmów gatunku tworzy całość klimatu. Karczma, zamek królewski, czy inny. Jedno trudno od drugiego nie da rady odróżnić. Dwie ławy na krzyż, stół , czasem parę krzeseł a na dekoracje jakaś zdechła świeczka. Cholera, toż trzeba było zrobić ściepę narodową, każdy fan Sapkowskiego by się dołożył- wygrzebał jakiegoś kufra z piwnicy, przyniósł by jakieś talerze, misy, i co tam kto ma. Dla dobra ogółu – czemu nie? Albo kurczę czekać aż będzie budżet ku temu, albo nie robić wcale filmu, który kompromituje naszą kinematografię w oczach świata. Masakra.

4) Aktorzy- albo kiepscy , albo dobrzy ale słabo wykorzystani. Przy tak trupio bladym materiale wyjściowym jak skrypt „Wiedźmina” trudno jest oczekiwać żeby aktorzy poczynali coś innego od robienia dobrej miny do złej gry. Niezły jest Żebrowski, świetnie ucharakteryzowany, przystojny, waleczny – taki jak zawsze.  Ale już jako postać Geralta z Rivii sprawdza się jakoś nijako- o jego wewnętrznym rozdarciu między wiedźmińskim a ludzkim życiem zaledwie wspomina się w dialogach- ale na ekranie tego nie widać. Przyzwoicie sprawuje się też Zamachowski jako Jaskier- rzeczywiście taki bard, śpiewający, poetyzujący- ale znów kamera go jakoś unikała. Ktoś jeszcze z obsady warty uwagi? Wolszczak jako Yennefer, Chyra jako Borch  oraz Dymna jako Nenneke- wszyscy, jakby dostali lepszy skrypt, byliby na pewno znakomici.

Ale za to kosmicznym nieporozumieniem jest, jak to zwykle u nas, gra dzieci. Recytują, deklamują, charakteryzuje ich zerowa naturalność przed kamerą. Na Boga, to trzeba dzieci przygotować do grania!- porównajmy sobie niewiele starszych dzieciaków w pierwszym „Potterze” (zwłaszcza świetnego trio głównych bohaterów)- przepaść chyba nie do przeskoczenia u nas.

5) zmarnowanie rewelacyjnej prozy Sapkowskiego. Inteligentny, cięty  cykl o Wiedźminie pogrzebany wraz z pierwszym klapsem. Popatrzcie- Peter Jackson z , wcale niewybitnej powieści (tak, uważam „Władcę” za gorszą książkę od np. Potterów, czy także Sapkowskiego- na każdym polu niemalże ustępującą tamtym) zrobił wybitny film. A u nas? Z świetnej powieści robi się megaknota, który jest bez historii, dramatycznych starć między postaciami, mocnych , mitologizujących wydarzeń i zwrotów akcji. I bez tej specyficznej atmosfery- która z bajkowością niewiele ma wspólnego, tak jak i z patosem, infantylnym głoszeniem tyrad  o honorze i  odwadze jak z Tolkiena, czyli głównie tym,  co nikomu w XXI wieku do szczęścia potrzebne nie jest.

Oj , czemuż ach czemuż, Sapkowski nie sprzedał tego w Hollyowood…

6) jako dodatek: na ekranie obserwujemy ciekawe wpadki. W fantazyjnym świecie, gdzie religie współczesne nam nie istnieją, jesteśmy świadkami, jak jedna z bohaterek nagle krzyczy w popłochu „O , Jezu!”. W zimowym krajobrazie przez chwilę obserwujemy ślady opon bieżnikowanych, w innej pomiędzy szczytami gór Nadajnik RTV . Zaś,  o jednej z sekwencji dowiadujemy się 3 kwadranse wcześniej, że nastąpi („była masakra”- a za 45 minut ją oglądamy). Brak słów.

——————————————————————————————————————–

Teza postawiona w pierwszym akapicie to rzecz jasna mała prowokacja, ale chciałem dać dowód, że bardziej się tego zepsuć nie dało. To znaczy, no hm,  na pewno dało: można było zatrudnić dajmy na to, braci Mroczków, można było całość nakręcić w jakimś parku w Warszawie , żeby widoczne były wieżowce z oddali , można było film wydłużyć do 4 godzin jak „Potop”, mogła być o wiele słabsza muzyka (a jest warta wysłuchania). Nigdy nie ma tak źle, żeby nie mogło być gorzej, nie?  No ale czy w przypadku takiej literatury jak Sapkowski, nie powinno się mieć pewnych jednak wymagań od siebie samego  i chęci spełnienia marzeń licznych fanów powieści (nie  mówiąc że tymi fanami, właśnie powinna być ekipa tworząca film!)?

Wierze w polskie kino, w to że stać nas na coś więcej serialowo-żenujące  półprodukty, że można u nas zrobić nawet kino fantasy, które pobudzi wyobraźnię, nie zależnie od kieszeni producentów. „Wiedźmina” trzeba zatem traktować jak bardzo smutną porażkę, wyciągnąć odpowiednie wnioski i zacząć czym prędzej dmuchać i chuchać na Tomka Bagińskiego i twórców bardzo udanej gry „Witcher”, która zdobyła świat. Już  pierwsze dynamiczne, intro do tej produkcji pokazuje nam tytaniczną pracę ludzi bez kompleksów. I to, w jaką stronę może iść polskie kino: albo uczymy się od mistrzów z USA, jak sprawnie opowiadać dobre historie- albo przestajemy się bawić w przebieranki i wracamy do dramatów moralnego niepokoju o naszym polskim syfie, o złych czasach niezależnie od epoki, władzy, systemu i miejsca pobytu. Wybór otwarty.

szymalan

Reklamy

9 thoughts on “Wiedźmin *

  1. Uwielbiam Sapkowskiego ze względu na humorystyczno-cięte bogactwo języka polskiego (Wiedźmin, a przede wszystkim późniejsza trylogia husycka – mistrzostwo, jak to się czyta!). Na film oczywiście (hen dawno temu) czekałem z niecierpliwością. Do dzisiaj pamiętem jak twórcy chwalili się niecałymi 3 minutami prawdziwych efektów specjalnych, pomysłowością, dzięki której Żeberko ciął mieczem arbuzy, które później zostały przerobione na bagienne potwroki. Pamiętam też, jak w jednym z telewizyjnych wywiadów rezyser naśmiewał się z amatorskiej produkcji fanów, a następnego dnia poszła fama, że scenarzyście wstyd za kinową wersję Wiedźmina (no i rzeczywiście „wypisał się” z napisów końcowych). Pamiętam też pierwszy raz – film zaczął sie nawet nieźle, w jakimś lesie.. Ktoś uciekał przed potworkiem, kamera całkiem dynamicznie manewrowała między drzewami, chyba nawet muza była niezła, aż tu nagle.. z ziemi wyskakuje gumofilcowe coś. Mnie powaliło :) I pewnie grupe Monty Pythona tez by powaliło (a jakby się dowiedzieli, że ten film to tak na powaznie… ). Jedynym atutem jest Żebrowski, który robił co mógł i ogólnie dał radę. Reszta – brak słów. Swoją drogą, takie rzeczy to tylko w Polsce: nakręcić 1,5 godzinny film, który potem rozbija się na 12 odcinków po 45 minut :P (jakoś tak wyszło, że o serialu – bądź co bądź, znośnym – dowiedziałem się po filmie i tak to sobie zakodowałem :). Pozdrawiam

    • widziałem fragmenty serialu – faktycznie znośny, chyba się za niego wezmę, jak kiedyś puszczą w tv (bo zdarza się raz na jakiś czas w środku nocy hłehłe).
      Tak przy okazji – najlepszego z okazji 2 rocznicy bloga , gratulacje ;) zamieściłem tam komentarz, ale go tradycyjnie wcięło gdzieś :(
      pozdrawiam

      • Nie wiem co się dzieje z komentarzami, testowałem na wszystkie możliwe sposoby i wszystko jest ok. Na blogerze nie ma moderacji, komentarze mogę włączyć, wyłączyć w ogóle lub usunąć te opublikowane. Jedynym sensownym wytłumaczeniem są ograniczenia Twojej sieci, np. ja ze swojej pracy też nie mogę dodawać komentarzy na swoim blogu chociaż stronę przeglądać mogę normalnie.

    • Prawda, serial byl znosny, ale film to totalne dno. Zgoda odnosnie Żebrowskiego, który dał z siebie wszystko, ale nic nie zmieni faktu, że powinien się z tej produkcji po prostu wypisać :) Wiem ze to nielatwe gdy sie podpisze kontrakt, ale dobremu aktorowi nie wypada. Po prostu nie wypada.

  2. Maxine: To może lepiej iść śladem Monty Pythona i udawać, że to jednak nie było na poważnie :)
    To jest właśnie efekt tego, jak Polacy biorą się za fantasy, i jeszcze nie wkładają w to, ani grama serca. Sam przykład scenarzysty ilustruje doskonale podejście twórców do swego dzieła. Jeśli nie robi się czegoś ze 100% pewnością i zaangażowaniem, to po co w ogóle to robić? W Hollywood to by nie przeszło, tam trzeba być od początku do końca pewnym swojej roboty, by inni mogli do Ciebie dołączyć i by powstało coś ciekawego i dobrego. „Wiedźmin” był zdecydowanie robiony na siłę, ani czasy nie były odpowiednie by robić ten film – gdzie o prawdziwych efektach specjalnych, jeszcze u nas mało kto miał pojęcie, jak robić – 3 minuty? to jakiś żart. O dzieciach w polskim kinie też wolę się raczej nie wypowiadać. Ciśnienie mi się podnosi na samą myśl. Chyba nigdy nie będziemy mieć tak naturalnych i wiarygodnych młodych aktorów, jak za granicą. I podzielam wiarę w Tomka Bagińskiego! Pozdrawiam :) A, bardzo ciekawa recenzja :)

    • a dziękuje ;) myślę, że gdyby iść tym tropem w stronę Monthy Pythona byłoby cudownie- kilka scen aż się prosi o przylepienie etykietki „parodia”. (jak patetyczne nawoływanie smoka do walki na śmierć i życie- mało nie padłem ;))
      pozdrawiam :)

  3. Nic dodać, nic ująć. Teraz jakiekolwiek krytykowanie filmu przypomina kopanie leżącego, więc sobie daruję. Uważam, że Michał Żebrowski bardzo dobrze wywiązał się ze swojego zadania, cała reszta zawiodła. Początki są zawsze trudne i dlatego moim zdaniem kino fantasy mimo wszystko powinno się w Polsce rozwijać. „Stara baśń” Hoffmana była krokiem w dobrym kierunku, ale chyba polscy twórcy się poddali i od tamtej pory nie powstał już porządny polski film fantasy, chyba że jakiś przegapiłem.
    Co do dzieciaków z „Pottera” to trudno mi ocenić ich aktorstwo, gdyż film oglądałem z dubbingiem, a jak wiadomo dubbing odbiera tę przyjemność słuchania oryginalnych głosów.
    A z tą masakrą to może nie był błąd, tylko retrospekcja?

    • wiesz co, to mógł być błąd, bo wydawało mi się, że cały film jest w miarę narracyjnie chronologiczny. Ale i tak całość była totalnie bezsensowna, więc kto w sumie to może wiedzieć;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s