Dexter

Dexter  sezon 1 & 2


Dosyć późno zabrałem się za „Dextera”, ale jak to powiadają – lepiej późno niż później, tym bardziej, że serial ten dowodzi kilku ważnym faktom. Po pierwsze- polskie seriale kryminalne to dno,  z scenariuszami bez wyobraźni i z aktorami bez pomysłu na swoje postacie i z brakiem jakiegokolwiek szaleństwa ze strony twórców , na które można by sobie spokojnie pozwolić, jeśli ma się odrobinkę odwagi. Po drugie- jako miłośnik kina sensacyjnego już wiem dlaczego od dawna unikam tego gatunku odwiedzając świątynię X muzy- gatunek ten w Hollywood też właściwie sięgnął dna i popadł w autoparodię.  I to właśnie „Dexter” dał mi dokładnie tego, czego oczekiwałem od dobrej sensacji- znaczy sensacji, konkretnych bohaterów (świetnie nakreślonych i rozwijanych) , niewiarygodnego napięcia (aż trudno uwierzyć, ale Hitchcock czerwieniłby się z dumy) , a nawet trochę bardzo grzesznej przyjemności- sama ocena moralna tego serialu to już dość skomplikowany temat (który nastolatki będą nazywać okazją do „refleksji” i „przemyśleń”).

Fabularnie ogarnąć tak gigantyczną pajęczynę wątków i motywów w jednej recenzji nie jest możliwym, dlatego pozwolę sobie tylko wydobyć z tej sieci kilka podstawowych faktów. No więc Dexter pracuje na głównym komisariacie policji w Miami, gdzie zajmuje się badaniem krwi w trakcie toczonych śledztw w sprawach najcięższych, dotyczących najbardziej zwyrodniałych, często seryjnych morderców. Nie było w tym nic niezwykłego, serial by się toczył casualowo jak każdy sobie inny, gdyby nie to, że Dexter…sam jest seryjnym mordercą. Zamienia się w niego nocami, o czym nie wie nikt na całym Bożym  świecie, i toczy swoją chorą krucjatę, zabijając samych morderców, których za dnia tak grzecznie ściga. Nasz ułożony, na co dzień bardzo sympatyczny bohater, toczy rozliczne boje osobowościowe we własnej duszy, usiłuje pogodzić życie prywatne z rozlazłą nieco dziewczyną Ritą i pracującą również w tym samym miejscu co Dexter, siostrą Debrą,  teraźniejszość z demonami z przeszłości, swoje nietypowe uzależnienie (bo tym jest zabijanie dla niego-  nową odmianą heroiny) z normalnością.

Już pierwszym sezon rzuca na kolana. Z wolna rozkręcający się ,  atakujący znudzonymi monologami Dextera, dziwnego faceta, o którym nic nie wiemy i którego jakoś trudno polubić. Ale z czasem łapiemy nurt i płyniemy- intryga kiełbasi się na wszystkie możliwe sposoby, a zagrożenie znajduje się w pewnej chwili już tak blisko (11 odcinek  przebił wszystko, co widziałem w kinie sensacyjnym w życiu) , że czujemy się jak w rozpędzonej kolejce, w której nie ma żadnych hamulców. Twórcy nie mają problemów z erotyką, z krwią, widokiem tasaków, zestawieniem miamskich  muzyczek do słuchania w barze przy plaży z sceną bebeszenia ofiary piłą łańcuchową. Prowokacyjny charakter serialu wzmacnia jeszcze coś – w jaki sposób możemy kibicować (a musimy, bo podstawą jest więź z głównym bohaterem) seryjnemu mordercy, który tnie ofiary nocami na kawałeczki  i wrzuca do wody, czując przy tym fun i usprawiedliwiając się jakimś kodeksem tatusia i szeroko rozumianym pojęciem wymiaru sprawiedliwości?

Sam wątek ukrywania za wszelką cenę swojego mrocznego alter-ego przez Dextera nakręca napięcie bez czyjejkolwiek pomocy. Świat wokół Dextera budowany jest z dobrych ludzi, dobrych emocji i dobrych uczynków (przynajmniej w przeważającej większości) – słonko świeci, w pracy jest fajnie, siostra jest cool  babką, a Ricie niewiele do szczęścia potrzeba. Jest samochód, jacht, dobra praca, pasja i – last but not least- kochające dzieci, zawsze czekające u progu. I to właśnie ten okrutny w swej bezceremonialności sekret byłby w stanie ten serialowy świat rozsypać na małe kawałeczki. Momenty, w którym czujemy, że ten grunt, ta silna podstawa zaczyna drżeć – należą do najlepszych w całym serialu: budzą niepokojącą pustkę, z którą ciężko cokolwiek zrobić (zwłaszcza w tych tzw. zawieszeniach akcji, pod koniec każdego odcinka).To właśnie o tym dokładnie jest ten serial- o próbie utrzymania naturalnego, logicznego porządku rzeczy- o tym, co tworzy w naszym życiu definicję bezpieczeństwa.

I trzeba przyznać, że nawet w tych momentach, w których wszystko wydaje się lub nawet jest ok- twórcy nie dają za wygraną i nie pozwalają rozsiąść się w fotelu i zajadać popcornem jak przy oglądaniu prymitywnej strzelanki. „Dexter” nie cierpi na nadmiar fajerwerków i nie epatuje efektami specjalnymi – wszystko tu sprowadza się do bohaterów (wyobrażacie sobie?) , a cały serial jest jak rozbudowany test psychologiczny dla widza.  Nieustanne monologi głównego bohatera sprawiają, że właściwie cały czas siedzimy w jego głowie i przeżywamy każdy jeden pojedynczy problem, każdą myśl, jaka się nasunie, każdą podjętą decyzję i przeżywany dylemat. Chwilami, gdy Dexter przejmuje pełną kontrolę i staje się niemal reżyserem własnego widowiska, czujemy niemal epicki, superbohaterski,  charakter tej postaci (co w jednym odcinku ujęto w przeszarżowaną, zbyt dosłowną wizualnie formę).

Oczywiście zapewne za  moment pojawią się tu komentarze takich, co im się to czy owo nie podobało, malkontentów, którym nie dogodzi się nigdy i zawsze znajdą jakiś błąd, jakąś słabość i to o niej będą trąbić dłużej i głośniej niż o walorach opisywanego utworu. Nie powiem-  bohater chwilami swoim patosem może rozbawić, a i ogólnie zdarzają się tu i ówdzie wpadki (co przy takim rozmachu właściwie nie ma żadnego znaczenia). Sam  sezon drugi jest słabszy od pierwszego- dramaturgicznie rozwija się właściwie gdzieś do 8 odcinka, wyzbywając później całość z odpowiedniego napięcia (no ale przebić ten nieziemski koncept z końcówki S01? zdradzić nie mogę, ale to jest nokaut).

Są to błahostki wobec powalająco sprawnej realizacji (montażowo to jest mistrzostwo świata), świetnego aktorstwa (wiedziałem po „Egzorcyzmach  Emily Rose”, że będą z Jennifer Carpenter ludzie), grozy zazębiającej się z groteskowym poczuciem humoru (genialna jest scena, w której Dexter wyobraża sobie różne reakcje siostry na swój „coming-out”). Na dodatek  realistyczny portret Miami – miasta upalnego, leniwego, spokojnego- ale tylko z wierzchu, poza widokiem dzieją się przecież rzeczy straszne . Ale to nie wszystko.  Nie wspomniałem tu w ogóle czego dotyczą zawiązane w obydwu seriach intrygi (a są dość oryginalnymi zbrodniami), nie wspomniałem o kawalkadzie postaci, która przewija się przez plan filmowy i naznaczona jest różnorakimi motywacjami.

Co innego zresztą zdaje się być tu  ważne- specyficzny rytm, detaliczne , sensualne przeżywanie zmiennych stanów bohatera (po seansie wyostrzają się wszystkie zmysły- aż tak dobre są tu zdjęcia), gniewne spojrzenia  i wstrząsające konfrontacje, w trakcie których maski kłamstwa (obecnego w „Dexterze” wszędzie  – symbolizującego względny , powierzchowny porządek świata) spadają  i wyzwalają atomowe ładunki emocji. A że o tym samym był też „Mroczny Rycerz” Nolana, to nie mam wątpliwości, że ukazana w „Dexterze” diagnoza wielkomiejskiej społeczności stała się symptomatyczna dla naszych czasów. I dlatego budzi taką grozę.

szymalan

I na koniec jeszcze małe PS- prosiłbym, że względu na potencjalne spoilery (ja sam uniknąłem ich w 100%, nie tykając właściwie fabuły) żeby w ogóle nie wspominać w komentarzach o dalszych sezonach Dextera. Ogromna kurtyna wciąż przede mną zasłonięta i nie powiem chyba niczego nadzwyczajnego, że zawsze lepiej ją odkrywać samemu bez dodatkowej pomocy.

Reklamy

17 thoughts on “Dexter

  1. Akurat sam też jestem po drugim sezonie, tyle że widziałem go już jakiś czas temu. Jednak ja zaliczam się raczej do grona tych malkontentów, bo przy całym szacunku dla klimatu, głębi postaci i tym podobnych za wolno dla mnie się Dexter rozkręcał. Jak na serial który ma raptem 11 epizodów, jeśli akcja zaczyna gnać dopiero koło 9 to znaczy, że przez jakieś 80% była raczej wolna. Ale żebym nie wyszedł na totalnego marudę – drugi sezon podobał mi się o wiele bardziej. Akcja rozkręciła się co prawda na maksa porównywalnie późno, ale postacie były ciekawsze, a i interakcje między nimi (z racji głównego wątku) były bardziej wciągające.
    I wracając jeszcze do pierwszego sezonu, o wiele bardziej podobała mi się książka, na podstawie której ten sezon powstał, bodajże ‚Demony Dobrego Dextera’, polecam ;)
    Pozdrawiam,
    Pawcio

    • o nie i znowu porównywanie książek do ruchomych obrazków ;) ale przeczytam, skoro polecasz to na pewno warto :)
      i naprawdę chciałbyś , żeby cały czas fabuła trzymała takie tempo jak końcówka 1 sezonu? ja powiem szczerze nie bardzo, po pierwsze zmieniłoby to gatunek z thrillera na film akcji, po drugie ta „wybuchowa” kulminacja straciła by na swojej unikatowej wartości, nie byłoby warto na nią czekać.
      pozdrawiam

      • Może niekoniecznie takie jak końcówka pierwszego sezonu, ale jak środek drugiego :P Moim zdaniem w pierwszej odsłonie tajemnica ‚kto zabija?’ była zbyt wypromowana i przez to trochę przygasiła akcję. Ale zgadzam się, że serial warto obejrzeć :)

        • wypromowana? nie bardzo wiem co masz na myśli, ale jeśli chodzi o mnie zawsze liczy się ten efekt końcowy- czyli emocje. a te, były- i gdy dowiedziałem „kto za tym wszystkim stoi” i momencie gdy „trzeba było ratować wiadomą osobę” (tym bardziej wtedy).

          reszta się już dla mnie nie liczyła, gdy widziałem, że logiczna fabuła prowadzi swoim tempem do TAKIEGO finału. :)

  2. Ja jestem po czterech sezonach i czekam z niecierpliwością na kolejny. Pierwszy sezon zdecydowanie najlepszy, poznajemy interesujących bohaterów oraz przekonujemy się, że to serial niestereotypowy, niebanalny, łamiący schematy. Znakomita jest muzyka, z jednej strony melodyjne kawałki w klimacie Miami, z drugiej strony mroczny motyw „Blood Theme”. Z jednej strony widzimy słoneczne plaże Miami, z drugiej strony – brudne zakamarki, gdzie popełniane są krwawe morderstwa. Mistrzowski serial, który trzyma w napięciu, dostarcza emocji i zaskakuje niektórymi pomysłami i rozwiązaniami fabularnymi.
    Hitchcock nie lubił retrospekcji i wydaje mi się, że serial tylko częściowo by mu się podobał. Zwykle, jak główny bohater miał tajemniczą przeszłość to Hitchcock nie pokazywał tego w retrospekcjach, jedynie sugerując w dialogach, co się dawniej wydarzyło.

  3. Muszę ten serial obejrzeć. Nie mam wyboru. To nie Ty się długo zabierałeś za ten serial, to ja nie widziałam (jeszcze!) żadnego odcinka! Koniecznie muszę ten błąd naprawić :) Pozdrawiam :]

    • @Peckinpah
      Tylko, że mnie nie chodziło o to , że cały serial to jakieś naśladowanie Hitchcocka, ale o skuteczność w budowaniu napięcia przy pomocy postaci (a nie np. potworów- czego Hitchcock nie znosił). O sam efekt ;)
      @Lola King:

      No, nie masz wyboru :D Cieszę się, że zachęciłem/ potwierdziłem że warto ;)
      pozdrawiam wszystkich!

  4. Ciągle mam ten serial na liście do obejrzenia, za dużo innych ostatnio oglądałem, i już na „Dextera” czasu nie miałem. Może teraz w przerwie wakacyjnej uda mi się po niego sięgnąć, bo kogokolwiek nie spytać, wszyscy pieją z zachwytu nad tą produkcją.
    A tak poza tym ,to czy ty aby się w seriale nie zaczynasz powoli wkręcać? :]
    Pozdrawiam

    • Ha! i tu mnie masz :D oczywiście wszystko zależy od tego na co i jakiej jakości natrafię, ale rzeczywiście ostatnio rozkręcam się z serialami :]
      a tu tyle filmowych zaległości do nadrobienia! hehe :D
      pozdrawiam

  5. Temat praktycznie już wyczerpany – serial znakomity i bezbłędny. Tylu oryginalnych (i bardzo odważnych) pomysłów, napięcia i inteligentnych zwrotów akcji (monologi Dextera w krytycznych momentach zapewniły mi niejeden „chwilowy bezdech”) nie widziałem w żadnej innej produkcji (kinowej czy telewizyjnej). Obawiałem się drugiego sezonu, w końcu pierwszy został domknięty definitywnie, ale wg mnie pomysł na najsympatyczniejszego seryjnego morderce wypalił po raz drugi. Może faktycznie z nieco mniejszego kalibru, bo to jednak ciut inna, trochę mniej trzymająca za gardło historia, ale nie nazwałbym tego sezonu gorszym. Biorąc pod uwagę mistrzostwo pierwszego sezonu (dla mnie 10/10), i tą świadomość, że już wiemy co serial gwarantuje (więc trudniej o zaskoczenie – znamy Dextera i resztę bohaterów), to wg mnie twórcom i tak udało się sensownie i bez żadnych przegięć zrealizować kontynuację. Kaliber mniejszy, ale siła rażenia dalej zabójcza :) Trzeci i kolejne sezony cały czas przede mną. Wezmę się za nie jak skończę męczyć dr House’a (kończę 5 sezon). Pozdrawiam

    • Zasadniczo się zgadzam. Fabularnie 2 sezon spokojnie dorównuje pierwszemu, więc jedyne o co bym się lekko czepiał to za mało emocji w kilku ostatnich odcinkach (za mało lub po prostu o wiele mniej niż w S01). Ale i tak ocena pozostaje u mnie 10/10 bez zmian ;)
      pozdrawiam

  6. Zazdroszczę Ci, że jesteś dopiero po 2 sezonie :) Tyle emocji jeszcze przed Tobą. Ja tymczasem czekam na 5 serię, której premiera w US już 26 września! Pozdrawiam!

    • aż zacieram ręce na samą myśl co mnie czeka :) chociaż aktualnie jestem w połowie trzeciego sezonu , ale już się martwię co będzie jak skończę 4 hehe
      pozdrawiam!

  7. Uwielbiam Dextera i z niecierpliwością czekam na piąty sezon, ale małe „ALE” co do recenzji, a mianowicie do drugiego zdania – „polskie seriale kryminalne to dno”, nie zgodzę się ztym (tak jak w wielu sprawach się nie zgadzamy ;)), wiem, że nie ma takiego polskiego serialu, który miałby podobny klimat do Dextera, ale na pewno nie powiedziałabym, ze to DNO! Na przykład weźmy pod uwagę „PitBulla” świetny serial (nie biorę pod uwagę filmu, bo jak większość filmów posklecanych z seriali nie wypalił), oparty na faktach, z dobrą obsadą – fantastyczny Dorociński i zajebisty Grabowski w roli Gebelsa. Moim zdaniem to najlepszy polski serial kryminalny, a jeden z najlepszych polskich seriali w ogóle. Kolejny to „Glina” też świetny serial z bardzo dobrą obsadą – Zapasiewicz i młody Stuhr, czy choćby „Oficer” i jego dalsze części.
    Nie mówmy więc, ze polskie seriale to dno (no chyba, ze mamy na myśli ostatnie produkcje TVN’u typu „Teraz albo nigdy” czy „Naznaczony”). TVP mimo tego jak nisko upadła seriale kręci na dobrym poziomie.
    „Dexter” o tyle nie jest sto razy lepszy tyle, że jest oparty na całkiem kreatywnym pomyśle, a w Polsce kręcą seriale na faktach i bazujące na codziennym życiu.

    • Właściwie sam nie wiem, czy bardziej chciałem dojechać polskim serialom, czy wywyższyć Dextera-chyba zdecydowanie to drugie ;)
      Wiec mea culpa- przypominam sobie „Pitbulla” i zgadzam się, że to całkiem dobra pozycja z świetnymi rolami aktorskimi. „Oficera” tez się oglądało. „Gliny” nie oglądałem, może nadrobię wkrótce ;)
      pozdrawiam!

  8. @LinkaMariJuana:

    Z tego co mi wiadomo w serialu nie gra Zapasiewicz tylko Radziwiłowicz ;) Co do reszty muszę uwierzyć na słowo, bo nie oglądałem tych polskich seriali. Wprawdzie „Pitbulla” widziałem, ale film, nie serial, i nie za bardzo mi się podobał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s