Artur i zemsta Maltazara **

Artur i zemsta Maltazara **


Doprawdy uwielbiam, gdy wielki artysta nagle bierze się za animację i korzystając z swoich umiejętności, ze szczególną dozą wyobraźni, potrafi stworzyć coś nietuzinkowego (tak jak Anderson w tegorocznym „Panu Lisie”).  Minimki Luc Beeson powołał do życia przy udziale swoich dzieci- podczas panującej na chwilę w domu nudy. Powstały później film „Artur i Minimki” się udał- był dowcipną, przewrotną i bardzo widowiskową zabawą. Zaskakująco zgrabnie łączył reżyserskie zacięcie do eksperymentów formą (połączenie animacji i filmu aktorskiego) z przygodą, baśniową opowieścią, obfitującą nie tylko w mityczne motywy, ale i w humor.

Sukces „Artura” skłonił Luca do skrojenia sequela. Oczywiście należało się spodziewać, że zgodnie z pewną zasadą, będzie to film słabszy od swojego oryginału, jednak chyba  nikt nie myślał, że różnica w tym wypadku będzie aż tak przepaścista- cały ten „Artur i zemsta Maltazara” to jeden wielki szwindel, skok na kasę i przykład bezwstydnej tandety. Komercji w najgorszym wydaniu, bo celującej w najmłodszego widza.

Besson epatuje tu jedną głupotą za drugą:  rodziców głównego bohatera sprowadza do anty ekologicznych, nie przystosowanych do życia na wsi nieudaczników, Mia Farrow (!) służy  do robienia dziwnie skwaszonych min emanujących szybko w szeroki jak u Zdzisławy Sośnickiej uśmiech, a sam Artur nie dość, że paskudnie zdubbingowany (jak cały film) to jeszcze przykleja się na kilka godzin do drzew, śpi z niedźwiedziami i bierze udział  w innych inicjacyjnych rytuałach przygotowujących go do..hm..zdaje się, że jakiegoś harcerskiego kółka fanatyków przyrody (film zaczyna się od afery z pszczołą, która ugryzła jego ojca w tyłek). A naprawdę to ma on pogłębić swoją wieź z naturą, w czym pomagają mu przybyli z krainy Minimków koledzy (?).

A co dalej? A dalej się dużo mówi o tym, że ktoś potrzebuje pomocy, ale nie wiemy w jakiej sprawie i kto. Jest jeszcze Selena, piękna córka wodza Minimków (nie, wcale to nie jest oklepany motyw), którą Artur (12-latek zakochany? zgrzyt; wizg; bum) wspomina w co trzecim zdaniu, a pojawia się na kwadrans przed finałem.  A, no i ten cały Maltazar, który na końcu staje na piedestale i opowiada nam baśń z tysiąca i jednej nocy o tym gdzie był i co robił, a także o tym, że jego największym zmartwieniem jest to, że bardzo chciałby być duży.

Głowy sobie nikt nim nie zawraca, włącznie z reżyserem, który sam nie pojmuje reguł świata, który stworzył (Maltazar trafiając do świata ludzi nie zmienia się w człowieka). Ani to wszystko fajne, ani zabawne, a portretu dojrzewania Artura też nie uświadczycie („mąż jest od tego, żeby bronić żony”- zatrważające podejście) . Pozostaje nam więc pstrokata, środkowa część filmu z mikroświatkiem przypominającym ciasną rzeczywistość „Blade Runnera” i niemoralnego Las Vegas , no i zakończenie: chamskie cięcie w połowie fabuły i napis „to be continued”. Wkrótce w kinach- ja wolę iść poleżeć na trawie.

szymalan

Reklamy

2 thoughts on “Artur i zemsta Maltazara **

  1. Również uwielbiam, gdy znany twórca bierze się za animację. Przypadek Andersona udowodnia nam, że może nawet z tego wyjść małe arcydzieło. Co do Bessona i jego Minimków, to niestety muszę się zgodzić. Odmóżdżająca, pozbawiona większego sensu, nierówna bajka, mam nadzieję tylko, że już więcej części nie powstanie, chyba że Bessona znowu postanowi się zabawić :) Pozdrawiam.

  2. Niestety często zdarza się, że po sukcesie jakiegoś filmu powstają jego kolejne części – raz są one lepsze od pierwowzoru, raz gorsze i z tym już nic zrobić nie możemy… Producenci/dystrybutorzy/etc. mają tylko jeden cel – zarobić jak najwięcej pieniędzy i nie ważne w jaki sposób. A że skoro jakiś film zdobył popularności i podobał się publiczności, to na kolejne jego części też się ów publiczność wybierze właśnie z racji samego tytułu i nadziei, że nowa odsłona będzie równie dobra. No nic, po Twojej opinii widzę, że warto ten tytuł odsunąć na liście ‚do oglądnięcia’ na dalsze pozycje ;-)

    I jeszcze takie skojarzenie po trailerze – postać opryskana przez człowieka na końcu zwiastuna kojarzy mi się z ‚twarzy’ z ‚Gwiezdnymi Wojnami’ -> wyraz twarzy niemal identyczny (choć nie przypomnę sobie imienia/nazwy postaci…)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s