Najważniejsze filmy w historii kina: 1984-86

KLASYKA 1984-86
Amadeusz *****


Wielki reżyser (mało powiedziane!) Miloś Forman opowiedział historię jednego z największych kompozytorów of all time – Mozarta, i zrobił z tego wielkie dzieło . Obsypany nominacjami i statuetkami film to prawdziwy reżyserski kop w tyłek- niezależnie od przyjętej po drodze interpretacji scenariusza wbija w fotel.

Reżyser zaprasza nas, abyśmy twórcy słynnego „Requiem Lacrimosa” przyjrzeli się z boku, poprzez postać Salieriego, kompozytora ówczesnego dla Mozarta, żyjącego jednak w cieniu. Salieri był nadwornym muzykiem cesarza Józefa II Habsburga- zawsze stojącym gdzieś w tyle, ukrywającym się za służbą i nieodzywającym się bez zapytania. Nagle pewnego dnia na dworze pojawia się młodziutki kompozytor świeżej krwi – Wolfgang Amadeusz Mozart. Fenomen i żywe zjawisko. Rozpieszczony, zmanierowany i  bezczelny, ale tak diabelnie utalentowany, że sięgający czystego geniuszu (usłyszaną raz muzykę odtwarzał z pamięci bez nutowego zapisu, tworzył opery i symfonie, o jakich Salieriemu się nie śniło). Salierim targają sprzeczne emocje- nie znosi Mozarta, bo przez niego zepchnięty jest jeszcze mocniej na margines królewskiego życia, ale kocha go i podziwia, bo jego muzyka łamie mu serce („Bóg przez nią przemawia”- powtarza w kółko) . Z tego konfliktu emocji zrodzi się bardzo niebezpieczna gra osobowości.

„Amadeusz” jest tak dobrym filmem, że tuż po projekcji przeszły mnie ciarki. To co Forman zrobił z tak, nie wybitną w sumie, historią (skupiającą wątki przepracowane w kinie kostiumowo-biograficznym już wielokrotnie), położyło mnie na łopatki. Ten film płynie i porywa w swój nurt totalnie. To 160 minut epickiej, pełnej,  powodującego ślinotok przepychu (znamiennego dla kina kostiumowego) i genialnego aktorstwa,  zabawy, którą uzupełnia obowiązkowa oczywiście muzyka Mozarta (będąca rzecz jasna wartością samą w sobie). Nie ma tu momentu na nudę, nie ma źle ustawionej kamery, niepotrzebnego ruchu czy choć jednego dialogu za dużo. Reżyser zamiast ujawniać się , odstępuje krokiem w tył i pozwala z niewiarygodną pasją płynąć tej historii bez zbędnych udziwnień.

Oglądam gdzieś 300 filmów z górką rocznie, a w całym swoim życiu mało widziałem obrazów, które z taką łatwością były by w stanie zafascynować mnie swoją tematyką w tak szybkim czasie. Po 20 minutach od rozpoczęcia projekcji zwyczajnie odpłynąłem i pozwoliłem „Amadeuszowi” robić ze mną co zechce. Interpretacja? Drugie dno? Przesłanie? Pozostawiam je sobie i Wam- tu ważne jest, jak ten film się ogląda, a nie o czym mówi.

Piękne dzieło,

(PS Nagroda Szymalana 2010 za najbardziej rozbrajający śmiech w dziejach kina)

Ptasiek ****


Ekranizacja powieści Williama Whartona, przesunięta czasowo o kilkadziesiąt lat- jej akcja nie dotyczy II wojny światowej, ale wojny w Wietnamie.   Fabularnie jest to niezwykła historia Ala i Ptaśka (oryg. birdy) , przyjaciół z robotniczej dzielnicy Filadelfii. Razem chodzili do szkoły, razem płatali figle i przeżywali młodzieńczy bunt przeciw światu, tyle że Ptasiek pasjonował się od dzieciństwa ptakami i skrycie hołubił marzenie o lataniu. Z wojny wietnamskiej obaj wrócili okaleczeni: jeden duchowo, a drugi  fizycznie.Ptasiek zamknął się w sobie: w pokoiku szpitala psychiatrycznego wpatruje się tęsknie w okno, marząc, by zmienić się w ptaka. Do nikogo się nie odzywa, nie wykazuje znaków świadomości. Al, oszpecony bliznami wielki przyjaciel Ptaśka, próbuje go wyrwać z izolacji i przekonać do tego, by zaczął mówić.

Wszystko to  jest i bardzo dobrze zagrane (Matthew Modine znany też z kubrickowskiego „Full Metal Jacket” oraz Nicolas Cage z bardzo wczesnych lat swojej kariery), i sprawnie zrobione, ale też z kolei przepracowujące motywy, które już gdzieś nie raz widziałem (trauma powojenna, męska przyjaźń na dobre i na złe, życiowa pasja, która ma niszczycielski wpływ na psychikę; niszczy marzenia o wolności). W sumie zobaczyć na pewno warto, ale mnie szczególnie nie powaliło na kolana.

Pokój z widokiem ****


Historia, jakby żywcem wzięta z telenoweli.

Jest rok 1907. Lucy Honeychurch, młodziutka Angielka z zamożnej rodziny, przybywa do Florencji ze swoją kuzynką Charlotte jako przyzwoitką. Zatrzymują się w pensjonacie „Bertolini”, ale – ku ich rozczarowaniu – otrzymują pokój, ale pozbawiony pięknego widoku na okolicę. Emerytowany dziennikarz, pan Emerson, proponuje paniom zamianę pokojów, gdyż z tego, który zajmuje razem z synem George’em, rozciąga się wspaniały widok. Następnego dnia Lucy spotyka młodego Emersona w trakcie zwiedzania miasta. Bardzo szybko okazuje się, że coś między nimi iskrzy (pierwsze spojrzenia, pocałunek) – Charlotte to zauważa i stanowczo się temu sprzeciwia.

Pobyt we Włoszech szybko dobiega końca i obie damy wracają do Anglii. Na Lucy czeka tam już Cecil Vyse, zaręczony z Lucy zgodnie z wolą jej rodziny. A tymczasem do posiadłości sąsiadującej z majątkiem Honeychurchów sprowadzają się tymczasem… Emersonowie, którym nieświadom niczego Cecil zaproponował jej wynajęcie.

Uff, żeby teraz o czymś nie zapomnieć: kostiumy, zdjęcia, scenografia, muzyka- czyli cudowna realizacja. Aktorki- Helena B. Carter, Judi Dench, Maggie Smith- oraz aktorzy- jak Daniel Day Lewis- tworzą istny wianek wspaniałych kreacji. Do tego piękne Włochy, i jeszcze bardziej urokliwa- angielska prowincja, dobry dialog- i w sumie mamy z tego zupełnie przyzwoite kino (choć nie tak wybitne jak „Przeminęło z wiatrem” czy „Casablanca”) , zderzające środowisko arystokratycznego blichtru z prawdziwym uczuciem. Całość tu i ówdzie wypełniona dyskretnie ironicznym podejściem reżysera do całości. Bardzo wdzięczne, przyjemne kino.

Pluton****


Dramat wojenny bardzo swoją konstrukcją podobny do „Hurt Lockera” K. Bigelow- akcja rozgrywa się w większości na polu bitwy, w trakcie konkretnych operacji i misji, a dialogi zaskakują oszczędnością.

„Pluton” należy do tryptyku Olivera Stone’a traktującego o wojnie w Wietnamie (razem z „JFK” i „Urodzonym 4 lipca”), który wyrósł na doświadczeniach samego reżysera. Osobiście był w Wietnamie i walczył w armii amerykańskiej jako ochotnik.  Niech Was więc nie dziwi tabliczka „autobiograficzny” w opisach któregoś z tych 3 filmów.

Oczywiście w kwestii samej wojny Ameryki tu Stone nie odkrywa- po „Łowcy jeleni”, „Full Metal Jacket”, a zwłaszcza „Apocalypse Now” Copolli – „Pluton” to danie gatunkowe co najmniej wtórne i raczej w swej ogólnej wymowie przewidywalne.

Ale i tak nie ma co narzekać. Zadedykowany wszystkim walczącym w Wietnamie film oprócz pięknych zdjęć i świetnego aktorstwa (Michael Sheen, Wiliam Defoe) , ma przede wszystkim kilka fenomenalnie rozegranych scen walk w dżungli, które porażają utrzymującym napięciem, suspensem, a także realizmem- objawiającym się zarówno w naturalizmie wojennych zniszczeń i okaleczeń, ale też i w portreach psychologicznych bohaterów, którzy spuszczeni z łańcucha doprwadzają na polu bitwy do totalnej anarachii- kłócą się, nie liczą z rozkazami i zdrowym rozsądkiem, a nawet strzelają sobie w plecy.

Ostatnie kwestie wypowiadane przez głównego bohatera to , delikatnie mówiąc, łopatologia, psująca nieco ogólne wrażenie. Dodajcie patos, słynną scenę unoszenia rąk do nieba- ostrzegam więc widzów tego rodzaju efekciarstwa nie lubiących. Jak dla mnie- film na czwórkę z dużym plusem.

szymalan

Reklamy

4 thoughts on “Najważniejsze filmy w historii kina: 1984-86

  1. Widziałam Plutona, podobała mi się muzyka i to było wszystko – wojenne filmy mnie nudzą. I według Twojej skali to film oceniłam na trójkę.

  2. O, wreszcie filmy, które w większości widziałam, a więc mogę skomentować ;] Miloś Forman – aż ręka mi drży, gdy pisze jego nazwisko, dla mnie wspaniały reżyser – skromny, a jednak jego filmy tak zachwycają. Nie będę tu rozpisywać się o „Hair”, bo ten film wszyscy znają, a przecież warto poznać inne filmy czeskiego reżysera, jak np. „Skandalista Larry Flynt”, „Duchy Goi”, czy „Lot nad kukułczym gniazdem”, ale chyba „Amadeusz” jest najmniej znany dziełem Formana wśród przeciętnych widzów (nie mówię tu o znawcach, czy ludziach, którzy interesują się w jakimś stopniu kinem), ja sama poznałam ten film całkiem niedawno, i podobnie, jak ty, byłam bardzo poruszona i dotknięta, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Jeżeli chodzi o „Ptaśka”, to nawet gdzieś deklarowałam, że obejrzę ten film w najbliższym czasie i nadal tego nie zrobiłam, więc nie będę tutaj nic deklarować – po prostu przyjdzie czas i na ten film – książka swego czasu mnie bardzo ciekawiła, przeczytałam ją z kilka razy. Pluton natomiast mnie bardziej przekonał do siebie, niż Ciebie. I nie dlatego, że dałam się nabrać na efekciarskie zagrywki, a nawet jeśli, to nie mam nic przeciwko, od takiego kina raczej nie wymagam jakieś podwójnego dna, czy czegoś w tym stylu. Warto ten film zobaczyć przede wszystkim dla świetnie zagranych postaci. To tyle. Pozdrawiam :)

  3. Z tego wszystkiego nie widziałem jedynie „Pokoju z widokiem”. Zdecydowanie najlepszy jest „Amadeusz” (racja z tym śmiechem :) ).
    Do serca wziąłem sobie to, kto i w jaki sposób decyduje o popularności dzieła (ilość ziewnięć :) )!! – też tak oceniam, hi, hi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s