Człowiek, który gapił się na kozy **

Człowiek, który gapił się na kozy **



Cieniutka hollywoodzka komedia , której oglądanie przypomina gapienie się na kozy na łące- może być sympatyczne przez 2 minuty, ale na długą metę nie ma w tym  ani celu, ani tym bardziej jakiegokolwiek poczucia humoru (chyba, że kiepskie).  Przed dnem obraz Heslova ratuje tylko obecność (TYLKO obecność) doborowej obsady. A nad resztą tylko płakać.

Bob Wilton (Ewan McGregor) to dziennikarz trudniący się poszukiwaniem ciekawego tematu do nowego reportażu. Przypadkowo poznany Lyn Cassady (George Clooney) opowiada mu historię, w którą aż trudno uwierzyć. Twierdzi, że jest członkiem eksperymentalnej jednostki wojskowej New Earth Army, która ma zmienić sposób prowadzenia wojny, wykorzystując paranormalne zdolności żołnierzy. Niestety zaginął założyciel jednostki Bill Django (Jeff Bridges) i Cassady musi go odnaleźć. Reporter, licząc na zdobycie historii życia, rusza razem z nim…i tak przygoda się zaczyna.

Oglądając trailery, zdjęcia, czy czytając wywiady z twórcami  „Człowieka…”, nie sposób się od razu nie nastawiać:  na kino, owszem rozrywkowe, ale celujące w komentarz politycznie współczesny, aktualny i całkiem w sumie poważny. Satyra , samokrytycyzm i polityczna niepoprawność są ostatnio bardzo w modzie (i w cenie), a zatem wydaje się, że powinno być cudownie. Dodatkowo obsada z krainy czarów (McGregor, Clooney, Spacey ale przede wszystkim Bridges) i mamy teoretycznie hit.

Ale nie mamy, bo nic w tej produkcji nie gra, tak jak powinno. Fabuły nie ma, a wydarzenia sprowadzają się do skoków od jednej anegdotki do drugiej. Postaci nie ma, gdyż wszyscy aktorzy są figurkami na szachownicy reżysera, służącymi do opowiadania idiotycznych dowcipasów. No to może więc właśnie humor? Tego też tutaj nie ma. Aktorzy stroją miny pozorowane na wczesne stadium niedorozwoju, a dialogi to szczyt tandety i filmowego banału. Wszyscy tu stają na głowie, chcą być „przezajebiści”, „cool” i z rękawa rzucają cytatami z kina (rycerze Jedi, Silence of the lambs). Widz jest ofiarą- jak się nie zaśmieje, to znaczy, że nie kuma i sam nie jest wystarczająco „cool”, aby trafić do doborowej paczki.

Wystarczy tu małe porównanie , chociażby do animacji wytwórni DreamWorks- tam też twórcy bardzo często puszczają oczko w stronę dorosłego widza , cytując klasyków. Ale zawsze odbywało się to na trzecim planie, dyskretnie, subtelnie i w mgnieniu oka, stanowiąc jedynie ozdóbkę do narracji o przyjaźni, tolerancji, czy baśniowego kina akcji dla małolatów. W samych nawiązaniach nie ma przecież NIC złego- intertekstualność to śpiewka stara jak świat- która jednych bawi, drudzy ją odrzucają. Trzeba to jednak (jak wszystko w kinie) dobrze, profesjonalnie  zrobić. „W Człowieku, który gapił się na kozy” dominuje co najwyżej szczeniacka maniera popisywania się przed publiką.

Po 90 minutach tej farsy wnioski są oczywiste: aktorzy dali ciała, reżyser przefajnował, a w samym filmie nie ma satyry na wojnę w Iraku i amerykańskie siły zbrojne- są jedynie jakieś bzdety o parapsychologicznych zdolnościach, tytułowych kozach, a nawet o Guantanamo (czy tylko ja wyczuwam brak dobrego smaku w tej kwestii?). A  przy tym wynudzić, to się można, niebotycznie.

szymalan

Reklamy

4 thoughts on “Człowiek, który gapił się na kozy **

  1. A ja ten film odebrałem jednak trochę inaczej. Może to po części wniknęło z tego, że kompletnie nie miałem pojęcia o czym on będzie, przed seansem. W każdym razie dla mnie jest to lekko opowiedziana historia o tym, jak łatwo można manipulować ludźmi i jak bardzo jesteśmy skłonni uwierzyć w każdą brednię, jaką się nam sprzedaje. Fabularnie moim zdaniem też wyszło spoko, nie ma powalającej głębi, ale jest lekko i przyjemnie. Dla mnie udany film, 4,5/6
    Pozdrawiam,
    Pawcio

    • „W każdym razie dla mnie jest to lekko opowiedziana historia o tym, jak łatwo można manipulować ludźmi i jak bardzo jesteśmy skłonni uwierzyć w każdą brednię, jaką się nam sprzedaje”

      Z samym tym stwierdzeniem się spokojnie zgodzę, acz mnie całościowo forma nie przekonała.

      pozdrawiam ;)

  2. Aż tak źle? To w takim razie żal mi McGregora, szkoda, że taki zdolniacha, marnuje swój czas na takie bzdety. Clooney’owi się nie dziwię, on i tak wypłynie na szeroką wodę, jak po każdej swojej filmowej wpadce, jego pozycji w Hollywood, chyba już nic nie zagrozi ;] Pozdrawiam.

    • W ogóle zauważyłem, że Clooney się ostatnio bawi w same polityczno-społeczne filmy. Chyba się to robi zbyt przewidywalne i oczywiste powoli.

      pozdrawiam ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s