Najważniejsze filmy w historii kina: 1981-83

KLASYKA 1981-1983

Człowiek z żelaza *****


Kilka lat po produkcji „Człowieka z marmuru” Andrzej Wajda powraca do opowiadania o Birkucie, jego synu i młodej absolwentce szkoły filmowej, która szukając dobrego materiału na film, zaczyna rozumieć tryby wielkiej polskiej historii, która na jej oczach dramatycznie się przeobrażała.

„Człowieka z żelaza” generalnie uznaje się za słabsze dzieło niż część pierwszą, co zapewne wynika z jego pospiesznej realizacji. Po wydarzeniach sierpnia 1980 roku ograniczono w kraju cenzurę, na czym szybko chciał wybitny reżyser skorzystać (taki status miał miejsce tylko do wybuchu  stanu wojennego). Widać zatem lekkie niedbalstwo formalne, drobne potknięcia realizacyjne- sama jakość obrazu jest jakby słabsza od tej z przed 5 lat w „Człowieku z marmuru”.

Ale dla mnie osobiście to żadna wielka wada. Ten specyficzny styl , na którym odciśnięte jest wyraźnie piętno swoich czasów, nadał produkcji cech widowiska niemal reportażowego.

Sam scenariusz cholernie tu trzyma za gardło i  manipuluje doskonale emocjami widza oraz jego przewidywaniami. Myślałem, że dostanę nie mniej, nie więcej jak po bożemu kontynuację pierwszego  filmu o Birkucie. U Wajdy jednak wirtuozeria wzięła górę – wprowadza zupełnie nowego bohatera, którego spotkania z kolejnymi ludźmi rzucają zupełnie nowe światło na całą sprawę. W efekcie kiedy po 2 godzinach wreszcie na ekranie pojawia się Janda- zaczyna się prawdziwe arcydzieło, na które przygotowywani byliśmy od początku filmu. Bo to wtedy poznajemy 100% prawdy o bohaterach.

Dodatkowo atmosfera strajków, przerażenia, frustracji i niepewności udziela się w trakcie projekcji tak, jakbyśmy się fizycznie przenieśli do tamtych czasów. Mnie jeszcze wtedy nie było nawet w planach, wiec Wajdzie jestem za te świadectwo prawdy (choć może trochę zbyt czarno-białej) dozgonnie wdzięczny. Rewelacyjne kino. Lepsze niż „Iron Man” ;)

Gandhi ****


Tytuł zwięźle i oczywiście daje nam do zrozumienia, z czym się obraz Richarda Attenboroug’ a je . 180 minutowa biografia Mahatmy Gandhiego- człowieka, który walczył z brytyjskim protektoratem w Afryce południowej, z dyskryminacją religijną, rozlewem krwi wszelkiego rodzaju- człowieka, który na Pokojową Nagrodę Nobla zasługiwał jak nikt inny.

Trudno cokolwiek skrótowo pisać o tym filmie- trzeba by albo nie pisać nic, albo wyłożyć elaborat analizujący produkcję scena po scenie. Przy takiej długości czasu trwania, trudno nie zgadnąć, że przekrój postaci Gandhiego jest niemal kompletny. Reżyser unika prostego”uświęcenia” bohatera. Nie rzadko mamy wrażenie obserwowanie nie tylko „świętego na Ziemi”,ale też fanatyka-pacyfistę, szantażystę (na przemoc odpowiadał głodówką wobec siebie), nieskutecznego męża…

Portret ten to przede wszystkim zasługa znakomitego , łudząco podobnego do Mahatmy, Bena Kingsleya, samego reżysera troszkę mniej. Bo już sam film wydaje się konwencjonalny, „grzeczny” i mało oryginalny (choć pada tu rekord w historii pod względem liczby statystów -400,000)

Raczej to kino na jeden raz- oglądany „Gandhi” po raz drugi już takiego wrażenia na mnie nie zrobił.

Austeria ****

Film Jerzego Kawalerowicza portretujący polską społeczność żydowską w przededniu I wojny światowej.

Austeria – czyli karczma – przy którymś z galicyjskich traktów. Chronią się tu żydowscy uciekinierzy z pobliskiego miasteczka, mieszczanie i biedacy, radykałowie i pobożni chasydzi. Gdzieś w pobliżu toczą się walki, wybuchają pożary, szykują się kozackie pogromy, ale w Austerii kwitnie życie towarzyskie,  toczą się kłótnie ,  trwają radosne tańce nieświadomych zagrożenia chasydów. Stary karczmarz Tag, człowiek mądry i doświadczony, zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i stara się wprowadzić atmosferę powagi i godności wśród gości..

Kawalerowicz jak zwykle poetycko, oszczędnie i odważnie. Chwalić można nie tylko sam portret Żydów- ich mentalność, humor oraz obyczajowość, ale też wspaniałe zdjęcia, czy doskonałą, wyciszoną rolę Franciszka Pieczki (docenioną zresztą także poza granicami kraju).

Może i „Austeria” nie wzbudza aż takiego zachwytu jak „Matka Joanna od aniołów”, czy „Pociąg” (wyjątek: ostatnia, wstrząsająca,  scena „Austerii”), to jednak wciąż jest potwierdzeniem artystycznej dojrzałości i wrażliwości Kawalerowicza. Na pewno warto znać.

Pokuta ***

Po śmierci Warłama Arawidzego, byłego mera pewnego miasta, jego zwłoki zostają kilkakrotnie wykopane z grobu. Keti Barateli, sprawczyni czynu, zostaje aresztowana i w sądzie wyjaśnia motywy swojego postępowania. W przeszłości Warłam prześladował i doprowadził do śmierci wielu ludzi, w tym jej rodziców. Keti broni swego prawa do zemsty i poprzysięga wykopywanie zwłok, dopóki nie zostaną one legalnie pozbawione prawa do spoczywania w ziemi. Wnuk Warłama czuje ciężar przewin dziada, ale nie znajdując zrozumienia u bliskich, popełnia samobójstwo.

W filmie Tengiza Abuladze,  oglądamy narodziny autorytatywnego potwora, który z niegroźnego mera staje się bezwzględnym dyktatorem.  Tytułową pokutę zaś czyni rodzina- która nie może się uwolnić od piętna swojego przodka po jego śmierci i musi spłacić jego moralny dług.  Przedstawione w filmie studium patologii władzy wyrastającej na chorych urojeniach i wyobrażeniach, reżyser sprowadza chwilami do czystego surrealizmu i groteski. I teoretycznie jestem w stanie się zgodzić z krytykami, że to wielki obraz przypominający o radzieckich zbrodniach czasu stalinizmu, ale mimo wszystko wolę jak opowieściom o narodzinach zła towarzyszą jakieś emocje- a tu przez 2,5 godziny nic odczułem właściwie nic.

szymalan

Reklamy

4 thoughts on “Najważniejsze filmy w historii kina: 1981-83

  1. Strasznie ambitne kino ;] Ale to dobrze, nie bierz tego za wyrzut ;] Co do „Człowieka z żelaza”, to jest to niesamowicie ważny film dla mnie. Pewnie z tego samego powodu, co dla Ciebie. Jak to ładnie określiłeś, dla nas młodych, niepamiętających stan wojennego, fali strajków, czy pustych sklepów, jest to po prostu ‚świadectwo prawdy’. Nawet najlepsza książka, czy najbardziej dokładna opowieść dziadków i rodziców, nie odda nam tak genialnie atmosfery tych czasów, jak m.in. ten film. I oczywiście można się w nim doszukiwać pewnych błędów, czy potknięć realizatorskich, ale to i tak nie znaczy nic, przy tym, czym ten film jest i co ze sobą niesie.
    „Rewelacyjne kino, lepsze niż Iron Man” :D (poleciałeś po bandzie, ostre zestawienie ;])
    „Gandhi” natomiast mnie sobą nie porwał. A szkoda, bo tak właśnie powinien działać film biograficzny o wielkim człowieku. Ale, rzeczywiście – Ben Kingsley – w niezapomnianej roli, spisał się świetnie ;]

  2. „Człowieka..” miałem zobaczyć, ale ciągle coś ciekawszego jest na drodze, a poza tym jakoś z pewną niechęcią do niego przystępuję, po pierwszej części, podobno ta wypada koszmarnie, ale sam klimat uwielbiam ;)

    • wow, Koszmarnie? Nie no , dla mnie ten film żadną traumą nie był; nie wiem kto tak mówi, ale ja tam polecam „Człowieka z żelaza” z pełnym przekonaniem ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s