Avatar [dvd]

Pandora z domowego odtwarzacza


Obejrzałem „Avatara” po raz trzeci, tym razem na DVD i w domowym zaciszu. Obawiałem się, że może nie warto wracać na Pandorę w wersji dwuwymiarowej (wszak trójwymiar nie stanowił  w wersji kinowej jedynie mcdonaldowej zabawki do zestawu, był jego wartością; częścią składową), ale nic złego się nie wydarzyło. Dzieło wielkiego Camerona nic nie traci  ze swej uwodzicielskiej mocy, a nawet i wręcz coś zyskuje. Cały towarzyszący premierze hype okazał się dla „Avatara” zgubny- ludzkość podzieliła się na chłodnych pragmatyków oczekujących psychologicznych i fabularnych niuansów oraz na wiecznych chłopców i dziewczęta, którzy potrafią jeszcze zapłakać na prawdziwej baśni z pod znaku „Pocahontas”, „Króla Lwa”, czy „Tańczącego z wilkami”.

Wiem o tym, bo sam po części temu zamieszaniu uległem. Nie szukanie w takim  dziele wartości, jest równym lenistwem jak brak podjęcia próby zrozumienia najmniej zjadliwych filmów Tarkowskiego, czy Bergmana.  Do „Avatara” należy jednak podejść z odpowiedniej strony- nie szukać, jak niektórzy chcieli, politycznych aluzji.  Nie szukać odpowiedzi na pytanie:  czy jest filmem religijnym, czy anty religijnym (dla przykładu Watykan skrytykował „Avatara”- a wg mnie powinien chwalić) politycznie poprawnym czy nie, lewicowym, czy prawicowym, antywojennym, czy nakłaniającym do zbrojnej walki. A może ekologicznym, a może hołdującym pogańskim wierzeniom? Hola- czy naprawdę Cameron robiłby film przez kilkanaście lat (licząc od pierwszego zamysłu na scenariusz) aby światu wygłosić swoje poglądy? Czy  Fox wydałby na ten film 237 milionów tylko w tym celu?

Oglądanie „Avatara” na DVD jest intymnym spotkaniem twarzą w twarz z baśnią. Sam reżyser mawiał, że to film osobisty, taki jaki zawsze chciał zrobić, o jakim marzył. Patrząc na jego filmografię, doskonale wiemy co chce nam powiedzieć.  Finałowa bitwa z „Avatara” (spektakularna i dynamiczna , jak tylko sobie to można wyobrazić) to nie starcie ekologów z niszczycielami natury, korporacjami i postępującą technologią (wszak Cameron kocha technikę, jest nią tak zafascynowany , że kadry po brzegi wypełniają roboty, karabiny  i kosmiczne pojazdy). To starcie chłodnego, ponurego i cynicznego pragmatyzmu, wierzącego w szczęście za pieniądze i własny światły umysł,  z istotą czystą, może naiwną, ale wierzącą w bajkę o nieskończonym pięknie świata. Czy więc dzisiejsi homo sapiens potrafią jeszcze śnić? Bo jeżeli nie potrafią, to czemu chodzą do kina?

Cameron realizuje tu swoją wizję konsekwentnie. W „Aliens” rozprawiał się z nieczułymi, lekceważącymi świat potworów ludźmi (przy pomocy Obcego), w „Titanicu” pokazał, że bajeczna miłość zwycięży ziemską podłość, zawiść i podziały-  i teraz cofa się do  początku, czyli do kina samego w sobie.  Twórca nie zrobił chichotliwej historyjki w rodzaju „Piratów z Karaibów” – wręcz przeciwnie, jego film nie bawi, ale cieszy. Otwierając szeroko buzię  na widok oszałamiającej scenerii Pandory , czy podczas lotów na smokopodobnych stworach, jesteśmy jak Jack  Sully- sympatyczny głuptasek, przerośnięty małolat, który po wejściu do kapsuły zamienia się we własnego awatara. I przenika do magicznego świata. O czym jest ten film, jak nie o kinie? O tej  magii, której przecież nieświadomie ulegamy na co dzień- gdy na sali kinowej gasną światła a z niebieskiej latarni sączą się obrazy…

Aby dotrzeć z tą prawdą do globalnego widza, reżyser musiał użyć radykalnie prostych, wyrazistych środków. Fabula jest więc  archetypowa- młody bohater wchodzi w nową dla niego społeczność, uczy się jej obyczajów i zasad, aby na końcu stać się mężem stanu i poślubić piękną tubylczynię (owszem- było to już milion razy). Muzyka jest niewybitna, ale bardzo skuteczna, postacie mają wielkie oczy (w ten sposób kupuje się współczucie i zaufanie widza)  i konkretne rysy twarzy, wyrażają emocje i  szybko reagują na wydarzenia. Otaczający ich świat z kolei- ocieka kolorami, przepychem inscenizacyjnym i pięknym plenerem. Choć jednocześnie nic nie jest tu wymuszone, ten film nic od nas nie chce-  jak drzewo Omaticaya wali się z hukiem na ziemię, płaczemy, bo nam po prostu smutno. Czy Polak, czy Rus, czy Chińczyk- wszyscy reagują tak samo. Ta historia zrozumiała jest i przystępna dla każdego.

W taki oto prosty sposób Cameron funduje nam nie tylko narodziny wielkiej rewolucji trójwymiaru,  nie tylko zapierający dech w piersiach wyczyn techniczny utalentowanych twórców z Hollywood, oraz nie tylko wzruszającą bajkę. „Avatar” to coś więcej- narodziny nowego mitu. Jak Wikipedia podaje- mity początkowo były przekazywane ustnie, dopiero później pisemnie. Który  z reżyserów opanował sztukę pociągania za odpowiednie sznurki i potrafi stworzyć mit w kinie i dobrze go opowiedzieć poprzez duży ekran –  ma w garści całą widownię. I staje się królem świata.

szymalan

Reklamy

5 thoughts on “Avatar [dvd]

  1. zgadzam się z Twoją recką słowo w słowo.obawiam sie jedynie, że ‚domowe zacisze’ było złym określeniem xD
    czekam na rajtuzy!

  2. ;] Też miałam okazję obejrzeć Avatara na DVD w domowym zaciszu. Ale, swojego zdania i tak nie zmieniłam. Rzeczywiście, Avatar to cudo technologiczne, i z tym trudno się nie zgodzić. Do tego aspektu filmu nie można się po prostu przyczepić. Natomiast, i tu zaczyna się mała polemika, nie sądzę, by ktokolwiek, wybierając się do kina na Avatara, spodziewał się fabularnych niuansów, elementów zaskoczenia, czy problematycznych kwestii związanych z bohaterem i jego postępowaniem. Nie, ponieważ miało być prosto, łatwo i „zapierająco” dech w piersiach. I tak też było. Ale to nie daje pozwolenia Cameronowi, by traktować swoich widzów, jak idiotów. Co więcej, nikt nie powiedział, że jeżeli mamy do czynienia z filmem wysokobudżetowym, tzw. popcornowym, czy jakkolwiek to nazwiemy, to scenariusz się nie liczy, a widzowi można wtłuc do głowy jakiś szajs. Tak się przyjęło, ale ja mocno przeciw temu protestuję i się z tym nie zgadzam. Dlatego, być może rzadko oglądam tego typu filmy. Tak więc, scenariusz – stanowczo na ‚nie’, co do reszty oczywiście się zgadzam. Szczególnie z tym, że chyba trochę się zapędziliśmy w szukaniu w Avatarze jakichkolwiek politycznych, ekologicznych czy nawet religijnych aspektów, wyjaśnień – schlebiliśmy reżyserowi niesłusznie, bo powiedzmy sobie szczerze, Cameron raczej myślicielem i filozofem, nie jest. Avatara, chyba trzeba pojmować w kategoriach baśni, ale ja i tak wolę te w wydaniu Tima Burtona ;]
    Pozdrawiam :)

    • Pełna zgoda co do „Cameron myślicielem i filozofem nie jest”. No ale zadajmy sobie pytanie: czy kiedykolwiek był? Czy kiedykolwiek chciał nim być , silił się na bycie takowym?
      Nie za bardzo rozumiem co masz na myśli pisząc, że Cameron traktuje swoich widzów jak idiotów. Jak dla mnie scenariusz jest w miarę logiczny, dobrze pociągnięty i powiedziałbym- spełniający swoją funkcję w całym filmie (a że jego oryginalność nie przekracza 10%- cóż, jak dla mnie celowo i pełni zamierzenie). Jak napisałem- film jest dla mnie mitem, a mity zwykle są strasznie banalne i skupione wokół najprostszych tematów. Tu do tego wszystko ujęte jest w konwencję czarującej, epickiej baśni.

      Z tymi polityczno religijnymi wątkami to nie chodziło mi tak do końca o to, że ich tam nie ma. Ja je dostrzegam (analogia do sytuacji Indian w Ameryce, jak choćby się nasuwa już samo) , ale chciałem zwrócić uwagę, że to nie jest w tym filmie ważne. Żeby nie zaczynać analizy tego filmu od polityki, religii, ideologii…
      a Tima Burtona to bym chyba nie mieszał do Camerona- obydwaj mają zupełnie inne spojrzenie na kino, i dlatego jak dla mnie powinno być miejsce jak i dla jednego, tak i dla drugiego ;)
      pozdrawiam! ;-)

  3. Zgadzam się z Tobą :) Sam po drugim seansie w kinie doszedłem do wniosku, że Avatar obroni się też na dvd, bo to nie tylko efekty 3D, ale też prostota historii są siłą tego filmu. Siłą, bo tak jak piszesz poruszają tłumy na całym świecie. I w ogóle to nie rozumiem dlaczego ludzie oczekują od Avatara nie wiadomo jakiej głębi, w końcu od początku do końca to miało być kino rozrywkowe!
    Pozdrawiam,
    Pawcio

  4. Cameron dołożył wszelkich starań co do jakości i jak dla mnie jest to odczuwalne, bo nawet na standardowym dvd, film wymiata jeśli chodzi o kolory itd.
    No i wreszcie powrót na Pandorę jest możliwy ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s