Co nas kręci, co nas podnieca

Co nas kręci, co nas podnieca ***½

Prawie każda recenzja tego filmu zaczyna się tak: Allen po kilku produkcjach zrobionych w ramach wycieczki po Europie, wraca do ukochanego New York City i dzięki temu robi komedię tak pierwszorzędną, jak za swoich najlepszych lat, gdy kręcił „Annie Hall” i „Manhattan”.  Czy rzeczywiście az tak dobrze jest? Ja bowiem nie widzę tu ani szczególnie jakoś udanej komedii,  ani też potwierdzenia wielkiej miłości reżysera do nowojorskiej metropolii.

Kolorowe, jasne i niemal jaskrawe zdjęcia w „Whatever works” (nie róbcie sobie znowu jaj , panowie dystrybutorzy) sprawiają wrażenie, jakby Allen do Nowego Yorku przyjechał po raz pierwszy i zachwyca się ledwie jego powierzchownością, niczym przeciętny zwykły turysta. Z takim podejściem miasto nie jest już miejscem upajającym się swoim pięknem, rozmachem, unoszącą się nostalgią z przed laty. Nowy York nie jest już miastem  przedziwnej magii- jest miejscem , jak każde inne, miejscem przypadków.

Takim przypadkiem jest tutaj spotkanie się starego, osiwiałego tetryka, mizantropa, posiadającego tęgi umysł IQ 200, z młodą dziewczyną- nie do końca inteligentną, bezdomną i bez pracy oraz  środków do życia,  która nagle zwala się bohaterowi na głowę- wpierw zamieszkuje w jego domu, a później co raz bardziej denerwuje go swoim…spokojem i pogodą ducha, co być może bezpośrednio przyczyni się do rodzącego się między nimi uczucia…

Zawsze mnie brało te neurotyczne, abstrakcyjne i wariackie poczucie humoru u Allena.  Cały wątek tego przedziwnego romansu rozegrany jest tutaj przepysznie – jak zawsze u reżysera: na zaskoczeniach, na szybkich i bardzo dłuuugich dialogach, na abstrakcji wydarzeń. Pojawiają się tutaj genialnie nakreślone charaktery drugiego planu będące klasą samą dla siebie. Jest tu i matka bohaterki (allahy za zatrudnienie Patricii Clarkson),  i była żońcia naszego inteligenta, ale i ojciec dziewczyny (kapitalny Ed Begley) , który pojawiając się w finalnych scenach, tylko przykłada do pieca żarzącego się już absurdu.

Dialogi między postaciami skrzą od dowcipów („uderzył pan w klasie mojego syna szachownicą!!” -„ten kretyn to pani syn??”) , a zawrotne tempo nudzić się nie pozwala. No więc dlaczego najnowszy film wielkiego i uwielbianego Allena jednak , pomimo wszystko, rozczarowuje?

Odpowiedzi szukałbym w monologach, jakie wygłasza tutaj brawurowy Larry David. Aktor raz po raz staje przed kamerą i na wprost zwraca się do publiczności. Mówi do niej. Co myśl i czuje , wygłasza poglądy, osądy i twórcze życiowe mądrości. Nie sposób skojarzyć głównego bohatera z samym Allenem. Czyż więct „Whatever works” nie jest pustym  miejscem, w którym reżyser daje upust swoim filozoficznym zapędom?  Każda kolejna homilia jaką głosi David jest co raz mniej zabawna, mniej ciekawa i coraz bardziej sztuczna.

I obojętnie jak dobrze by David nie grał, film robi się tak samo sztuczny jak Allennowskie filozofowanie.  Słusznie też niektórzy mawiają, że ten obraz to nic innego jak zbiór strasznie oklepanych grepsów Woody’ego – nothing more, nothing less. I z czasem to wszystko zwyczajnie co raz mniej kręci, i mniej podnieca.

szymalan

Reklamy

4 thoughts on “Co nas kręci, co nas podnieca

  1. Moją opinię już znasz, więc nie będę się tu rozpisywać ;] Ja również dostrzegam wiele wad nowej produkcji Allena, ale przyznaje się, że ten film mnie zauroczył. Nie potrafię wyjaśnić czym, może na przekór wszystkim wchodzącym do kina filmom, brakowało mi czegoś takiego. Może, to Woody Allen, potrafi mnie tak podejść, że poddaje się i nie mogę pozostać obiektywna. Mimo Twoich gorzkich słów, Twoja ostateczna ocena jest dość wysoka, więc chyba nie jest jeszcze tak źle z filmem Allena ;] Pozdrawiam :)

  2. Czy mnie się coś przewidziało, czy najpierw były 3 gwiazdki? :)
    Nie wiem dlaczego, ale nic nie jest w stanie przekonać mnie do tego filmu. Czytałem recenzję u loli, u milczącego, teraz u Ciebie – każda nota w innym tonie, ale wniosek mam jeden: nie obejrzę :)

    • Nie. Nie przewidziało Ci się :) Faktycznie były 3* ale po dłuższym namyśle zdecydowałam się podnieść ocenę- jednak się na tym filmie dość ubawiłem chwilami, stad ocena wyższa ;)

  3. W sumie, to Allenowsko film typowy- co jednym przeszkadza, a innym wprost przeciwnie.
    Niby to ograne, ale jednak, przynajmniej dla mnie, ma swój urok.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s