Wyspa tajemnic ****

Wyspa tajemnic ****

Najnowsze dzieło Martina Scorsese jest ciekawsze od kilku(nastu) jego ostatnich filmów razem wziętych, ale niestety nie tak łatwo stwierdzić, czy też od razu najlepsze.  Stawiam „Wyspie tajemnic” 4 gwiazdki z pewnej bezsilności i bezradności- Scorsese zawiesił swój film pomiędzy porażką, a wybitnością. Tytuł dopisuję do listy obowiązkowych seansów powtórkowych, a poniższy tekst prosiłbym zatem potraktować w charakterze bardzo wstępnych przemyśleń.

Rok 1954,  Zatoka Bostońska. Na odciętej od świata wyspie znajduje się szpital psychiatryczny dla przestępców- miejsce, z którego ucieczka jest praktycznie nie możliwa (kraty w oknach, pilnujący strażnicy, skały przez które nie można się tak łatwo przedrzeć oraz wreszcie morze, po którym pływa tylko prom kontrolowany przez zarządców Shutter Island). Okazuje się, że jednak komuś się udało, a była to niezwykle groźna pacjentka Rachel Solando- morderczyni własnych dzieci. Aby zbadać całą tę sprawę i odnaleźć zaginioną na wyspę przybywa  dwóch szeryfów federalnych- Tedy i Chuck (Di Caprio, Ruffalo).

Pierwsza połowa filmu jest doskonała. Kiedy bohaterowie wysiadają z promu i podjeżdżają samochodem do szpitalnej bramy, kamera wykonuje doskonałe najazdy z lotu ptaka, a rozbrzmiewająca z głośników bombastyczna muzyka Krzysztofa Pendereckiego (ten sam kawałek użyty był w „Katyniu”)- buduje klimat niezwykłego miejsca. Jest ponuro, szaro, deszcz zacina dniami i nocami, a okropne wiatrzysko nie pozwala wyjść na zewnątrz. Barokowy nastrój , w którym spokój i elegancja przeplatają się z przerażającą tajemnicą to charakterystyka miejsca, gdzie  rozpoczyna się nasze wielkie śledztwo.

Kiedy wydaje się, że wszystko idzie jak po sznurku, Scorsese coraz bardziej wykręca swój film, zagęszczając atmosferę wokół bohatera. Kim jest Tedd? Reżyser mnoży retrospekcje, przywołuje wspomnienia i nagle jak u bohaterów „Zodiaka” Davida Finchera, rzeczywistość zaczyna się kawałkować, jak pocięta ostrym nożem. Cokolwiek bym w tym momencie nie powiedział, jakiegokolwiek bym pytania retorycznego nie zadał- od razu będzie to można uznać za spoiler. Scenariusz autorki m.in. „Lary Croft” , „Aleksandra” i „Straży nocnej” (a więc dorobek nieciekawy) jest  z góry „ustawiony” pod zaskakujące zakończenie, które oczywiście wywraca całą sytuację do góry nogami. Atmosfera się coraz bardziej zagęszcza, a reżyser prowadzi przewrotną grę z widzem o to, co jest na ekranie halucynacją głównego bohatera, a co jest w stosunku do niego prawdziwe.

I właśnie owa finałowa przewrotka, którą tak bezczelnie wszyscy spoilerują na forach internetowych, wypada tutaj lekko pokracznie. A dzieje się tak dlatego, że cały środek filmu do niej po prostu nie przystaje i odlepia się od całości. Po pierwsze- rozwiązanie zagadki poznajemy za szybko, bo Scorsese nie wierzy w widza i niemal co kilka chwilę podsuwa mu podpowiedzi w postaci retrospekcji. Po drugie- brakuje dystansu, swoistego „a tu Was mam!” , uśmiechu, że to wszystko tylko gra, misterna konstrukcja, mechanizm, w którym bierzemy podczas projekcji udział. Mistrz tak bardzo wierzy w całą tę historię, ale jednocześnie chce być znawcą kina i cytuje- a to Hitchcocka, a to Silent Hill, a to jeszcze coś innego z kina grozy. W efekcie straszy mówiąc nam, że straszy i robi to irytująco na dwa sposoby- albo chwila ciszy i „bum” jak w prostackich straszakach z Hollywood, albo zagęszczając sferę psychiki głównego bohatera (jak w „Lśnieniu”). Gdyby nie klasa aktorska Leonardo Di Caprio, główny bohater najpewniej sprawiałby wrażenie ofiary niekonsekwencji reżysera.

Ten z kolei podlewa to interesujące widowisko efekciarstwem. Nadużywa efektów komputerowych, stosuje kiczowate rozwiązania jak Peter Jackson w „Nostalgii anioła” (jasne światło, kolorowa sukienka), buduje estetykę lat 50. z nabożną wręcz czcią i pieczołowitością. Po co to wszystko? Po co ta dziwna muzyka? Po co komunizm, bomby wodorowe, Naziści , obozy zagłady,  mieszanie wszystkich nerwic i wyobrażeń czasów zimnej wojny? Nie jestem pewien czy choć połowa tych elementów tłumaczy zachowanie głównego bohatera, a jeszcze mniej jestem pewien, czy tak poważne wątki są tu koherentne z bądź co bądź estetyką kina noir klasy B.

A może jednak jest w tym coś więcej? Może świetnie oglądająca się „Wyspa Tajemnic” (dlatego 4 gwiazdki i ani jedna mniej) przedziera się przez całą historię horroru, po to aby na końcu zamanifestować wyższość realizmu nad wymysłami wyobraźni?  Czy tajemnica, której nie ma,  nie  jest tu pewnego rodzaju uspokojeniem widza? A może Scorsese mówi:  Nie bój się. To tylko film. To tylko kolejny horror o traumach bohaterów i amerykańskich zimnowojennych lękach – prawdziwe (! z naciskiem na „prawdziwe” !) życie jest o wiele bardziej przerażające od kina.

„Wyspa tajemnic” nie daje mi spokoju. Idźcie do kina, tak intrygującej produkcji nie było dawno na naszych ekranach.

szymalan

Reklamy

10 thoughts on “Wyspa tajemnic ****

  1. Podobno film bardzo wiernie trzyma się powieści na podstawie której powstał, stąd to przeładowanie wątkami i pomysłami trzeba zarzucić Dennisowi Lehane, który napisał tą powieść, nie koniecznie Scorsese, który „jedynie” przełożył ją na ekran.
    Co do zakończenia to nie zrobiło ono na mnie żadnego wrażenia, bo takiego obrotu spraw spodziewałem się od chwili, gdy obejrzałem pierwszy zwiastun do tego filmu. Miałem nadzieję, że wielki twist na końcu, będzie trochę bardziej zakręcony i mniej oczywisty…

    Pozdrawiam.

  2. 1.Również pojawiło się w mym umyśle skojarzenie z Lśnieniem.
    2.Jak rozmawialiśmy o filmie zapomniałam poruszyć wątek technicznej strony tworzenia filmu. Nie miałeś wrażenia na początku i w trakcie w zasadzie też, że zaczynasz oglądać produkcję z lat ’70? Zajebiście mi się ta stylizacja podobała.
    3. W przeciwieństwie do przedmówcy nie spodziewałam się takiego zakończenia filmu i do końca wierzyłam w te wszystkie złe rzeczy, które miały mieć miejsce na wyspie.
    4.Co do nazistów i obozów – dostrzegam sens nawiązania do nich. W urojeniach głównego bohatera miało miejsce morderstwo na strażach obozowych, w rzeczywistości było to morderstwo na jego żonie, inaczej mówiąc chodziło (moim skromnym zdaniem) o podniesienie wagi tego strasznego wydarzenia dla Tedda. You know what I mean?
    Love ya bro, że nie ja musiałam myśleć nad recką :D

    • 1. To świetnie :D
      2. Nie tak jak w filmie „The Box” (recenzja gdzieś na blogu kilka wpisów poniżej ;) ), czy w 4 części „Indiany Jonesa”, ale zgadzam się, że film miał w sobie jakiś oldschoolowy sznyt, na jaki stać może tylko starego mistrza- takiego jak właśnie Scorsese ;)
      3. ja się spodziewałem, bo gdzieś na jakimś forum zespoilerowali :< Ale i tak ostatnie zdanie wypowiedziane przez Leo dało mi do myślenia na cały dzisiejszy dzień. Więc mnie finał nie rozczarował w sumie.
      4. Szczerze mówiąc tak bezpośrednio sprawy morderstwa wojennego nie łączyłem ze sprawą żony. Jest to ważne, bo jednym z naczelnych tematów Scorsese przewijających się przez jego karierę jest przemoc- sama w sobie.
      Bardzo ciekawa ta Twoja uwaga,and now i know what you mean ;)
      pozdrówka!

  3. Dla mnie największym zaskoczeniem jest Leo. Po raz pierwszy pasował mi od A do Z – po prostu rewelacyjny (w poprzednich filmach też był ok, ale jakoś nie mogłem się do niego przekonać). Jeżeli chodzi o film – dzisiaj obejrzałem więc i recenzje do końca doczytałem (bo wiedziałem, że na końcu będzie mowa o końcówce filmu więc wolałem nie ryzykować :). Ogólnie kawał świetnego kina, podobało mi się bardzo. Więcej wkrótce u mnie :)

  4. Hmm…tzn. tak, nie uważam, żeby Wyspa Tajemnic, była najlepszą z kilkunastu produkcji Scorsese, chyba, że masz na myśli te powstałe po 2000 roku, to mogę się zgodzić, ale nie do końca. Zaintrygowało mnie, Twoje stwierdzenie, że „Scorsese zawiesił swój film między porażką a wybitnością”. Mimo kilku spornych rzeczy w jego najnowszym filmie, jest mu bardzo daleko do porażki, ponieważ jest to znakomite kino, wykonane po mistrzowsku. Takie jest moje zdanie, ale ja tu nie jestem obiektywna. W sumie, postawiłeś 4 gwiazdki, ale z Twojej recenzji, wynika, że nie jesteś do końca przekonany ;] odsyłam na powtórkę seansu :) nie, no żartuje – recenzja miodzio!
    Pozdrawiam :]

    • W zdaniu o „zawieszeniu między porażką a wybitnością” miałem na myśli to, że dla mnie film balansuje na cienkiej linii między porażką (chodzi mi o przeestetyzowane sceny retrospekcji, o których pisałaś u siebie, że są raczej tu zbędne- z czym i ja się zgadzam w pełni_) a wybitnością (choć chwilami film jest wielki – zgodzę się absolutnie!) . Ostatecznie żeby postawić wyższą ocenę wolałbym obejrzeć ten film po raz drugi- zresztą nie tylko dlatego, żeby sprawdzić
      czy wszystko się tu se sobą klei, ale też dla samej frajdy z obserwowania Leo JUŻ wiedząc od początku , kim jest naprawdę :)
      pozdrawiam

  5. Teraz się cieszę, że nie czytam za wiele o filmach przed ich obejrzeniem, bo jakby mi ktoś zakończenie zaspoilerował, to zadowolony bym nie był ;) Zrobiłeś mi dużego smaka na ten film, może nawet do kina się przejdę w związku z tym, bo do tej pory podchodziłem do tej produkcji sceptycznie – zbyt wiele filmów Scorsese nie widziałem, ale póki co ten reżyser mnie nie porwał.
    Pozdrawiam,
    Pawcio

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s