Klasyka kina: Gwiezdne Wojny

Klasyka kina: Gwiezdne Wojny


Czy mogło w moim obszernym zestawieniu klasycznych filmów zabraknąć miejsca dla chyba najbardziej rewolucyjnego i wpływowego przedsięwzięcia filmowego jakie miało kiedykolwiek miejsce? Choć niewielu współczesnych widzów ma tego świadomość-  „Gwiezdne Wojny” Georga Lucasa naprawdę zmieniły świat. Zmieniły nieodwracalnie kino.

Powstały pod koniec lat 70. obraz wzbudził istną histerię. Nasi rodzice- wtedy nastolatkowie- dosłownie oszaleli. „Liczyły  się tylko Gwiezdne Wojny. My byliśmy skończeni”-  tak komentowali narastający szał twórcy samego filmu. Widownia waliła drzwiami i oknami do kin w chwili, gdy frekwencja spadała i w repertuarze brakowało świeżości. Dziś już wiemy jedno na bank:  „Star Warsy” były technicznym i  fabularnym podłożem pod tysiące powstałych od tamtej chwili filmów z gatunku  akcji i przygody.

Choć przecież, fabularnie , „Gwiezdne Wojny” to nic innego jak zlepek dobrze znanych nam już od zarania dziejów, od właściwie początków światowej literatury, archetypów kultury popularnej. Technicznie z kolei – zupełnie nowa jakość widowiska, swoista pierwsza kostka domina która pociągnęła za sobą całą lawinę nowych wynalazków- aż do dzisiejszych IMAXÓW i Digital 3D. Ogromny sukces gwiezdnej serii nie pozostawia nam miejsca na wątpliwości – dzisiejsze „Avatary” i „Matrixy” to dzieci , wnuki i prawnuki swojego prekursora, pochodzącego z pod ręki Georga Lucasa. Korzystają z jego dorobku, nieustannie go rozwijając (James Cameron postanowił w życiu robić filmy właśnie po obejrzeniu „Gwiezdnych Wojen”) .

Tak właśnie narodziły się w Hollywood blockbustery. Zupełnie nowy typ kina, którego  nadrzędnym zadaniem jest bezpretensjonalna zabawa dla szerokiego grona odbiorców na całym świecie, oraz oczywiście maksymalny, szybki zarobek.  Opowiadana w blockbusterach fabuła  powinna się opierać  na sprawdzonych schematach, zaś  bardziej  od niej  liczą się elementy takie jak : prosty, zrozumiały humor, fantastyczny świat, szybka akcja, fajni bohaterowie,  odrobina dreszczyku i napięcia…

Zamiast do rozbudowanej i oryginalnej historii (która najczęściej oscyluje wokół młodego bohatera wchodzącego w nową dla niego rzeczywistość – jak Hogwart, lud Navi, rycerze Jedi czy świat Transformerów-by po chwili uratować go przed Złem i zakochać się w pięknej wybrance serca)  zaczęto przykładać największą uwagę do jakości technicznej filmów. Lucas udowodnił wszystkim, jak ważny i potrzebny jest w filmie dobry dźwięk. Jakość efektów dźwiękowych była tak oszałamiająca w „Gwiezdnych wojnach”, że reżyser musiał wymóc na amerykańskich kiniarzach potrzebne zmiany na salach projekcyjnych w kwestii głośników (tak, aby były odpowiednio przystosowane na potrzeby jego produkcji).

Film ten zmienił więc też sposób produkcji filmów- gigantycznie od tego czasu postępujący rozwój w efektach specjalnych (które z czasem stały się już nie tyle specjalne, co po prostu wizualne) i dźwiękowych to wisienka na torcie zaledwie. Branża filmowa objawiła niewyobrażalny potencjał finansowy, który sprawił, że Hollywood stało się nie tyle miejscem miejscem spełniania snów- stało się ważnym graczem rynku, przyciągając uwagę biznesmenów w garniturach z Wall Street.  Produkcja sequeli, prequeli, midqueli,  remaków, spin-offów, telewizyjnych seriali, wkrótce i wysokobudżetowych gier komputerowych, a wcześniej też i około-filmowych zabawek, kubków, naklejek, chipsów-  wszystko sygnowane było „Star Warsami”, bezpośrednio na licencji posiadanej przez 20th Century Fox.

Wpływy z posiadania tejże licencji  były i są do dzisiaj iście kosmiczne. Postępująca technologia i lekkość eskapistycznego widowiska wpierw przyciągała widzów do kin (w czasach kiedy skostniali twórcy serwowali tzw. Poważne Dramaty o Życiu) , a później do sklepów i wypożyczalni. Dzisiaj mamy tego echa- ulubione filmy kupujemy na DVD, za moment zapuka nam do drzwi nowa rewolucja- Blu Ray, domowe kino 3D…Popatrzcie na dzisiejszy status Fabryki Snów- Czy problemem jest wydać 230 milionów na produkcję filmu? Hollywood na zawsze stało się zatem miejscem robienia biznesu.

Co oprócz tego?  „Gwiezdne wojny” zrobiły też przewrót w krytyce filmowej – reakcje recenzentów miały charakter co najmniej dualistyczny:  od wieszania psów za korzystanie przez twórców z dorobku kina klasy B, płytkość, jarmarczną rozrywkę dla mas, zniszczenie prawdziwego kina, jego macdonaldyzację  itd aż po totalne zachwyty i potakiwania głową w szacunku dla tego, co Lucasowi udało się dokonać. Dzięki temu pojawiła się też jeszcze jedna nowa instytucja- fan boya, a wraz z nim też i anty-fana. Nie od dziś wiemy, że każda nowa saga ma swoich zakochanych do nieprzytomności oddanych fanów (popatrzcie tylko co się dzieje na forach „Avatara”) , ale też i grupkę osób szczególnie zainteresowanych, aby produkt dany wyśmiać, aby wytykać mu słabości, umysłową płytkość jego  potencjalnych odbiorców….

Ja sam nigdy osobiście nie należałem do ludzi zafascynowanych (ale mimo to wszystkie 6 części obejrzałem ze sporą przyjemnością) całym tym galaktycznym uniwersum (choć wiecie, że był miłośnik filmu, który przez 30 lat oglądał codzienne jedną wybraną część sagi? Lub że inny fan przy premierze „Mrocznego Widma” rozstawił sobie namiot obok kina i zamieszkał w nim do premiery „Zemsty Sithów”? A wiecie, że 390 tysięcy Brytyjczyków za swoją religię uznaje Rycerzy Jedi?) natomiast zdaję sobie sprawę , że tak potężnego zjawiska absolutnie nie wolno nikomu zignorować. Chyba nie byłoby wielką przesadą stwierdzenie, że większość współczesnych widzów chodzących do kina to nic innego, jak „dzieci Gwiezdnych wojen”…

szymalan

PS Po co komu trailery , dzisiaj zapraszam Was do posłuchania muzyki z gwiezdnej sagi. Również przełomowej, wyznaczającej trendy do tego, co dzisiaj nazywamy soundtrackiem

Reklamy

7 thoughts on “Klasyka kina: Gwiezdne Wojny

  1. A ja pamiętam, jak mój brat zmuszał mnie do oglądania Gwiezdnych wojen, gdy byliśmy dziećmi. Przyznaję, że z czasem pokochałam Star Wars, do dziś stanowią ważny element mojego dzieciństwa. Wracając jednak do Twojego artykułu/recenzji (jak zwał tak zwał), to gratuluje, bo jest bardzo ciekawy i można wyciągnąć z niego multum informacji, a o to przecież chodzi…”390 tysięcy Brytyjczyków za swoją religię uznaje Rycerzy Jedi”? Ten fakt, z pewnością mi się przyda, ponieważ pisze pewną pracę, do której potrzebuje kilka takich ciekawostek o Brytyjczykach, więc z chęcią wykorzystam tę informację, jeśli nie masz nic przeciwko. Pozdrawiam serdecznie ;]

  2. W zeszłym roku był nawet pomysł założenia Kościoła Jedi (ale nie wiem czy wypaliło), a ostatnio w radiu mówili, że w Wielkiej Brytanii jest już 450tyś wyznawców Jedi :) Ja fanatykiem SW nie jestem, ale mam spory sentyment, głównie ze względu na dzieciństwo. W gruncie rzeczy stare SW mógłbym oglądać na okrągło :) (nowe SW już tak średnio…)

    • Ja byłem na trójce w kinie tak przypadkowo i w sumie jako epicki spektakl- niezgorsze :D Ale jak z ekranu Christiansen się zaczął odzywać, to wtedy- olaboga!- chciało się uciekać z kina! Z takim kunsztem aktorskim to on powinien grać drzewa w lesie z „Shreka” a nie przyszłego Dartha Vadera :<
      pozdrawiam

  3. Czasy Starych Warsow sa juz zdecydowanie za nami – choc oczywiscie byly to super czasy ;-) Gwiezdne Wojny maja i mialy fanow duzo solidniejszych i wierniejszych niz np. Wladca Pierscieni (mozna zauwazyc po ilosc nieczynnych juz witryn o filmowej sadze Tolkiena). Zobaczymy co bedzie z Avatarem – na pewno jest to najglosniejszy forumowy tytul od dobrych paru lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s