Klasyka kina: 1978-79

Klasyka kina: 1978-79

Łowca jeleni *****


Clairton, Pensylwania. Trzej przyjaciele: Mike, Nick i Steven pracujący w miejscowej hucie żelaza, zostają powołani do wojska i przygotowują się do wyjazdu do Wietnamu. Steven postanawia wziąć przed odlotem ślub. Po weselnym przyjęciu przyjaciele wybierają się na ostatnie wspólne polowanie na jelenia.

W Wietnamie wszyscy trzej trafiają do niewoli. Żołnierze Vietcongu zmuszają ich do gry z innymi więźniami w rosyjską ruletkę . Mike nakłania Wietnamczyków do użycia w grze większej ilości kul i zmusza Nicka do gry przeciwko sobie. Dzięki fortelowi w zamieszaniu, udaje im się zbiec, lecz podczas ucieczki zostają rozdzieleni.

Po powrocie do Clairton, Mike ma trudności z ponownym przystosowaniem się, jedynym wsparciem jest dla niego Linda, dziewczyna Nicka. Jednocześnie Mike dowiaduje się, że Nick został w Sajgonie. Postanawia odnaleźć przyjaciela…

No cóż, nie będę oryginalny i zgodzę się z opinią większości. Ten film to wielka, epicka, bardzo poruszająca historia, dodatkowo opowiedziana z taką maestrią reżysera Michaela Cimino, że niemal nie czujemy upływających w trakcie seansu aż 3 godzin projekcji.

Jest to przykład niezwykle rzadkiego kino wojennego,  sięgającego po tak dobrze napisany scenariusz:  właściwie bezbłędnie rozpisany, rozbudowujący postacie, rozkładający odpowiednio napięcie. Mamy tu prawie 1,5 godziny czasu na samo zapoznanie się z bohaterami.

Dzięki temu ich późniejszy dramat jest przeżyciem znacznie większym, niż dotychczas bywało to w kinie wojennym. Bohaterowie stają się swojscy, a my oswojeni z ich obecnością, nawykami, sposobem bycia- mocno przeżywamy ich pobyt w Wietnamie, gdzie kroczą po cienkiej linii między życiem a śmiercią.

Oczywiście , przesłanie nagrodzonego 5 Oscarami filmu  jest powiedziałbym mało odkrywcze- wojna jest piekłem, ma destrukcyjny wpływ na ciało, na psychikę, na relacje międzyludzkie…. Ale dzięki m.in. wybitnej roli Robera De Niro, a także znakomitego Christophera Walkena (w pełni zasłużony Oscar) ten przekaz nabiera głębi i prawdziwości.

Piękny film- absolutnie dla każdego  i z pewnością też pod każdą szerokością geograficzną. Jak to mówią,  must-see.

Manhattan *****


W „Manhattanie” Woody’ego Allena właściwie nie ma fabuły, a większość filmu sprawia wrażenie improwizowanego. Neurotyczny reżyser zakochany w Nowym Yorku zabiera nas na Manhattan i zapoznaje. A to z miejscowymi ludźmi (prostymi, szarymi, ale i snobami uważającymi Bergmana za przereklamowanego nudziarza) , a to z miejską pustynią – hałaśliwa, zakorkowaną i zatłoczoną, oraz jej  kawiarniami, czy sklepami.

Allen w centrum tej liryczno-komediowo-poważnej historii  stawia 42-letniego Issaca Davisa. Nie spełniony artystycznie i zawodowo, nie mający szczęścia w miłości, zagubiony, zakompleksiony, neurotyczny jak sam Woody.

Ten słynny obraz mistrza komedii i dialogu sprawia wrażenie bardzo osobistego, a przez to jakby bardziej przejmującego. Choć większość filmu opiera się na niekończącym się słowotoku- w kontekście biograficznym Allena- brzmi on w wielu momentach dość przenikliwie.

Dzień weselny ****


Robert Altman znowu składa filmowe puzzle. Reżyser przygląda się amerykańskiej burżuazji podczas święta bardzo rodzinnego- ślubu. W trakcie uroczystego spotkania w domu całej familii i gości mamy możliwość obserwacji całego właściwie przekroju przeróżnych postaci, istny społeczny kalejdoskop.

Film jest więc nie tylko okazją do zapoznania się z całym rytuałem weselnym, wszystkimi obyczajami (zresztą bardzo podobnymi w większości do tych znanych z polskich wesel) i powinnościami, ale przede wszystkim cyniczną satyrą na to, co dzieje się w momencie spotkania tak wielu osobowości w jednym miejscu w jednym czasie. Wszystkie maski ukrywające fałszywą pobożność, zdemoralizowanie,  sztuczną uprzejmość, czy kłamstwo bardzo szybko spadają. A w im większym towarzystwie spadają, tym większy skandal powodują.

U Altmana wszystko byłoby dobrze, gdyby tylko zrobił film, a nie coś na wzór pozlepianych kilku odcinków obyczajowego serialu. Przez większą część „Dzień weselny” nie wciąga, a wręcz potwornie męczy toporną konstrukcją, mało wstrząsającymi zwrotami akcji i ogólnie panującym na ekranie ziąbem emocjonalnym. Wystarczyłoby porównać rzecz choćby do takiego „Miasta gniewu” Paula Hagginsa i już widać różnicę.

szymalan

Reklamy

2 thoughts on “Klasyka kina: 1978-79

  1. „Łowca jeleni”, to jeden z tych filmów, które dotkliwie mnie poruszyły. Chyba czas sobie go przypomnieć, bo tak jak wspomniałeś jest to piękna, epicka opowieść. „Manhattanu” nie widziałam, trudno znać wszystkie filmy Allena, ale już koduje sobie w pamięci, żeby nadrobić to, jak najszybciej. Co do ostatniego filmu, to nawet nie wiem, czy chcę go obejrzeć. Może teraz powiem coś niewybaczalnego, ale Altman nigdy nie należał do moich ulubieńców, a w jego filmografii nie widzę nic, co mogłoby mnie zainteresować ;]
    Pozdrawiam…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s